Czwórka w kwadrans. PSG ustanowiło rekord Ligi Mistrzów

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 listopada 2026, 22:12 • 2 min czytania 0

Reklama
Czwórka w kwadrans. PSG ustanowiło rekord Ligi Mistrzów

Francja ma długie tradycje w ustanawianiu rekordów szybkościowych – Concorde, TGV, a teraz do tego grona dołączyło również PSG. Luis Enrique i spółka w ledwie pierwszych 16 minut załadowali Villarreal aż 4 bramki, bijąc tym samym rekord wszech czasów Ligi Mistrzów. 

Reklama

Nie ulega wątpliwości, że PSG w starciu z Villarreal było zdecydowanym faworytem, jednak takiej miazgi na Estadio de la Ceramica się nie spodziewaliśmy. Już nawet pal licho wynik 6:0, który sam w sobie jest imponujący, ale jeszcze większe wrażenie robi tempo, w jakim Paryżanie wyszli na prowadzenie. W ciągu kwadransa Peter Gulacsi aż czterokrotnie był zmuszony wyciągać piłkę z własnej siatki.

PSG jak TGV. Paryżanie ustanowili rekord Ligi Mistrzów

W dziejach Ligi Mistrzów żaden inny bramkarz nie kapitulował z taką częstotliwością w tak krótkim czasie. W ciągu ledwie nieco ponad kwadransa, bo dokładnie szesnastu minut, golkiper z Węgier został pokonany aż czterokrotnie. Co więcej, od pierwszego gola Joao Nevesa do czwartego trafienia Fabiana Ruiza minęło raptem 7 minut i 35 sekund. W międzyczasie bramki zdobywali Doue i Mayulu.

Reklama

Jak zauważył portal statystyczny Opta, to rekord Ligi Mistrzów – wcześniej żaden inny klub nie zdobył czterech goli tak szybko. Zajęło im to dokładnie 16 minut i 2 sekundy od pierwszego gwizdka sędziego:

  • 9′ Neves – 1:0
  • 12′ Doue – 2:0
  • 13′ Mayulu – 3:0
  • 17′ Ruiz – 4:0

W pewnym momencie zaczęliśmy się martwić, że rekord Legii i Borussi Dortmund z 2016 roku pod względem liczby strzelonych goli w jednym meczu Champions League również będzie zagrożony, jednak na szczęście potem Enrique i spółka spuścili nogę z gazu. Finalnie skończyło się 6:0 po tym, jak Ruiz skompletował dublet w drugiej połowie, a szóstego gwoździa do trumny wbił Boly.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama