PSG zabawiło się na całego. Siedem minut, które wstrząsnęło Hiszpanami

Marcin Ziółkowski

03 listopada 2026, 23:04 • 5 min czytania 1

Reklama
PSG zabawiło się na całego. Siedem minut, które wstrząsnęło Hiszpanami

Co tu kryć, na Estadio de la Ceramica odbyło się piłkarskie gradobicie. Po 20 minutach spotkania, najmniej wytrwali kibice Villarrealu na pewno mieli już ochotę wrócić do domu. W trzecim z rzędu meczu domowym, Żółta Łódź Podwodna nie strzeliła gola. Dziewiąty zespół ligi hiszpańskiej otrzymał lekcję futbolu od Paris Saint-Germain. To był nokaut. Paryżanie dobili w tym meczu do sześciu bramek.

Reklama

Okoliczności meczu

Villarreal potrzebował punktów. Po trzech kolejkach miał na koncie jedynie trzy oczka, wywalczone przeciwko będącemu w dołku SSC Napoli. PSG miało z kolei wygrane z Barceloną, Manchesterem City oraz pogrom nad Slovanem Bratysława. 14 bramek w trzech spotkaniach – to brzmiało jak sugestia tego, co może czekać defensywę Villarrealu.

Inigo Perez po raz pierwszy w Lidze Mistrzów dał szansę nastoletniemu Carlosowi Macii. Hiszpan zadomowił się w wyjściowym składzie. Zabrakło Nathana Saliby (to ten od pociągnięcia za włosy ze strony Viniciusa), Goście musieli znów radzić sobie bez Kwaracchelii, Dembele, Marquinhosa oraz Nuno Mendesa. Niewykluczone, że Gruzin nie zagra już w tym sezonie.

Z taką jakością kadry, to nie mogła być jednak wymówka dla Luisa Enrique.

Przed meczem nie zagrano hymnu Ligi Mistrzów. Na Estadio de la Ceramica uczczono pamięć zarówno Javiego de Miguela, który zmarł rano po zderzeniu z bramkarzem w meczu Tenerife – Andorra, jak i ofiar katastrofy kolejowej sprzed kilku dni pod Toledo.

Reklama

Villarreal XI: Gulacsi – Freeman, Mourino, Veiga, Romero – Comesana, Macia, Gueye, Buchanan – Pepe, Ayoze Perez

PSG XI: Safonow – Hakimi, Zabarny, Pacho, Lucas Hernandez – Neves, Vitinha, F. Ruiz – Akliouche, Mayulu, Doue.

Reklama

PSG jak najlepszy metronom. Podręcznikowe „zabicie” emocji w meczu

Gospodarze od razu ruszyli do roboty, chcieli szybko „napocząć” dwukrotnych triumfatorów Ligi Mistrzów. Aktywny był Nicolas Pepe.

To wszystko jednak na nic. Po rzucie rożnym w 9. minucie prowadzenie objęli Paryżanie. Po dośrodkowaniu, piłka trafiła do przetrzymywanego Williana Pacho. Ekwadorczyk niejako zagrał do Joao Nevesa, a ten z piątego metra trafił do siatki. Jak to się ładnie mówi – szybko poszło.

Gol mocno rozproszył szeregi podopiecznych Inigo Pereza. Gulacsi „oddał” piłkę rywalom. Akliouche przyjął ją na szesnastym metrze. Zgrał do Mayulu. Strzelec gola w finale z 2025 roku, oddał ponownie do Akliouche’a, ten bez namysłu do Doue i mieliśmy już drugiego gola dla Paryżan.

Nikt jednak nie myślał, że Villarreal posypie się tak bardzo.

Reklama

Gulacsi wybił piłkę na trzydziesty metr, a jeden z jego kolegów został uprzedzony przez Hakimiego. Marokańczyk w swoim stylu popędził do ofensywy i zagrał do Mayulu. Po drobnym zamieszaniu i uderzeniu Joao Nevesa, piłka wróciła pod nogi Mayulu, gdzie nikt go nie pilnował. Młodzieniec lewą nogą uderzył nie do obrony.

Na Estadio de la Ceramica panowała konsternacja. Chaos trwał w najlepsze. Dla defensywy Żółtej Łodzi Podwodnej nie było ratunku na horyzoncie. PSG nadal podchodziło wysoko w pressingu, w oczekiwaniu na kolejną szansę.

Reklama

Trzydziesty-czterdziesty metr od własnej bramki, kolejna strata w wykonaniu piłkarza gospodarzy. Dośrodkowanie w pole karne, Akliouche i Joao Neves zrobili małe zamieszanie, a ten pierwszy wystawił piłkę do Fabiana Ruiza. Hiszpan doskonale ułożył stopę, nie miał litości.

To było abstrakcyjne siedem minut na Estadio de la Ceramica. 4:0 dla Paryżan w 17. minucie. To nie był mecz dla kibiców z prowincji Castellon.

Reklama

Trzeba było zaczekać pół godziny na najlepszą okazję Villarrealu pod bramką Safonowa. Pepe dośrodkował w kontrze do Buchanana, a były piłkarz Interu niecelnie uderzył głową. Na nic luz drużyny Enrique, która zbytnio nie atakowała.

Gospodarze przez drugą część pierwszej połowy uderzyli na bramkę.. czterokrotnie. Celnego strzału? Nie stwierdzono… aż do 46. minuty, Ayoze Perez doprowadził do adnotacji w tej statystyce.

Renato Veiga w ostatnich sekundach uratował Gulacsiego po strzale Hakimiego.

To była różnica kilku poziomów. Villarreal był zagubiony, tak jakby stracił zasięg sieci komórkowej, a odnalazł go jakimś przypadkiem w losowym miejscu na boisku, ewentualnie miał do tego urządzenie z poprzedniej epoki.

Reklama

Paryżanie wyhamowali, ale strzelali nadal

Inigo Perez w przerwie zdecydował się jedynie na jedną zmianę. Nicolasa Pepe zastąpił Sergi Cardona. I to właśnie autor gola z Liverpoolem miał od razu świetną okazję. Uderzenie z dystansu minęło minimalnie słupek bramki Safonowa. To tylko pobudziło Paryżan.

Doskonałe podanie posłał z okolicy linii bocznej Vitinha. Piłka trafiła do Fabiana Ruiza. Hiszpan zgasił ją i przy okazji wyrolował Renato Veigę. Zewniaczek, pach i było 5:0 dla Paryżan. Tryb La Zabawa na pełnej. Oznaczało to pierwszy dublet jakiegokolwiek hiszpańskiego piłkarza przeciwko hiszpańskiemu klubowi w Lidze Mistrzów.

Reklama

Paryżanie momentami zachowywali się jakby słońce grzało, a grali sobie w piłkę na plaży w Rio de Janeiro. Joao Neves będąc na ziemi w polu karnym rywala, podbił sobie piłkę, a za chwilę uderzył. To się nazywa pewność siebie.

Fabian Ruiz na boisku czuł luz do tego stopnia, że wypróbował nawet taką opcję jak strzał z prawej nogi, Jak wiemy, używa jej do tego typu zagrań bardzo rzadko. Mistrz świata i Europy uderzył minimalnie obok słupka. Celnie spoza pola karnego próbował zaskoczyć Safonowa Pape Gueye.

Reklama

Gospodarzy dobił po solowej akcji David Boly. 17-latek zagrał dla PSG po raz trzeci. Villarreal nie był w stanie stworzyć sobie dogodnej sytuacji, z wyjątkiem uderzenia w ostatniej akcji meczu.

To była bardzo bolesna porażka dla Żółtej Łodzi Podwodnej. Kto wie, czy Inigo Perez nie będzie musiał się obawiać po takim meczu o swoją posadę.

Villarreal CF – PSG 0:6 (0:4)

  • 0:1 – Joao Neves – 9′
  • 0:2 – Desire Doue – 12′
  • 0:3 – Senny Mayulu – 13′
  • 0:4 – Fabian Ruiz – 17′
  • 0:5 – Fabian Ruiz – 50′
  • 0:6 – David Boly – 78′

 

Reklama

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach

Braian Wilma
0
Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach