Mecz FC Barcelona – Aston Villa z oczywistych względów nie był zapowiadany jako hit czwartej kolejki Ligi Mistrzów. Mimo tego fani Dumy Katalonii mieli prawo podchodzić do niego jako do istotnego sprawdzianu. Bo która wersja Blaugrany jest prawdziwa? Ta, która masakruje rywali w Primera Division ze średnią 4,18 strzelonego gola na mecz? Czy ta, co nie dała rady Realowi Madryt i PSG? Aston Villa co prawda nie jest zespołem z tej samej półki, ale miała sprawdzić, jak solidna będzie drużyna Hansiego Flicka, zwłaszcza w dobie ogromnych problemów kadrowych w defensywie. Ostatecznie to jednak sama drużyna gości wypadła blado w tyłach, a Yamal i Raphinha przesądzili o triumfie gospodarzy.
Yamal dostał prezent od Aston Villi
Goście rozpoczęli spotkanie od wielkiego babola, bo tak trzeba nazwać fatalne podanie Gomesa do… w sumie nie wiadomo kogo. Na pewno nie chodziło mu o Yamala, a to właśnie on przechwycił futbolówkę, zszedł na lewą nogę i podkręconym uderzeniem pokonał Suzukiego. Zimny prysznic chyba nieźle podziałał na Aston Villę, bo po kilku minutach sama stworzyła sobie kilka świetnych szans do zdobycia bramki przy okazji kolejnych rzutów rożnych. Jednakże zarówno uderzenie Casha jak i Gomesa zostało (dość desperacko) zablokowane.
LAMINE YAMAL! ⭐ Błyskawicznie skrzydłowy Barcelony wykorzystał błąd Aston Villi i trafia do siatki! 💥
📺 Oglądaj: https://t.co/Nlao77caWq https://t.co/KV2Ppso78s
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 3, 2026
Prowadzenie bynajmniej nie sprawiło, że Barcelona jednoznacznie przejęła inicjatywę. Przeciwnie, na boisku zrobił się niezły bałagan, bo oba zespoły chciały grać intensywnie, a z tego rodziły się głównie niedokładności. Jedna z nich o mały włos nie zaowocowała kolejnym trafieniem dla gospodarzy, tym razem po fatalnym wyprowadzeniu piłki przez Suzukiego. Tym razem jednak zdołał naprawić swój błąd skuteczną paradą.
Im dłużej trwało spotkanie, tym mniej klarownych okazji stwarzały sobie obie ekipy. Po stronie Aston Villi największe zagrożenie zasiał Manzanbi, lecz zmarnował dwie dogodne szanse. Najpierw skiksował, będąc w centrum szesnastki, a potem, okiwawszy Cubarsiego, huknął prosto w Joana Garcię. Finalnie Duma Katalonii zeszła na przerwę z jednym golem przewagi.
Raphinha strzelał z dziecinną łatwością
FC Barcelona ruszyła do ataku od początku drugiej połowy i po kilku niezbyt udanych sytuacjach dopięła swego. Po chwili niemrawego rozgrywania futbolówki Fermin nagle ruszył do przodu, a Raphinha – ustawiony na skraju pola karnego – tylko czekał na jego podanie. Po przyjęciu nie namyślał się długo, uderzył, a że piłka jeszcze odbiła się od Torresa, to zmyliła Suzukiego i wpadła do siatki. Aż dziw bierze, jak niewiele zrobiła Aston Villa, by zatrzymać przeciwników w tej sytuacji. Rozumiemy, że pora już późna, ale żeby tak przysnąć już w 52. minucie?
Po godzinie gry Unai Emery próbował potrząsnąć swoją ekipą, robiąc trzy zmiany na raz i to dość wymowne. Do zajezdni ruszyło dwóch pomocników i jeden skrzydłowy, czyli Gomes, Manzambi i Buendia, a za nich weszli Mbaye, Goretzka i Barkley. No ale jeśli hiszpański trener liczył, że ta trójka odmieni losy spotkania jak za dotknięciem magicznej różdżki, to szybko został wyprowadzony z błędu. W 64. minucie Blaugrana cieszyła się z gola na 3:0, po tym jak Cancelo ograł McGinna jak dziecko, a potem podał zewniakiem do Raphinhii. Brazylijczyk wyskoczył zza pleców obrońców i zdobył jedną z łatwiejszych bramek w karierze.
𝐃𝐔𝐁𝐋𝐄𝐓 𝐑𝐀𝐏𝐇𝐈𝐍𝐇𝐈! ⚽⚽ Brazylijczyk potwierdza swoją rewelacyjną formę! 🔥🔝 Barcelona zmierza po spokojne zwycięstwo z Aston Villą 👊
📺 Oglądaj: https://t.co/Nlao77caWq https://t.co/P4wLxt6EYE
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 3, 2026
Mało tego, chwilę później Aston Villa znów odstawiła przerost formy nad treścią w wyprowadzeniu piłki od własnej bramki. Po kolejnej stracie w okolicach ich własnej szesnastki do futbolówki dopadł Fermin, ale tym razem Suzuki był górą. Parę minut później Flick przeprowadził zmiany, ściągając Raphinhę z boiska, z czego Brazylijczyk ewidentnie nie był zadowolony. Kamery pokazały, że szkoleniowiec Barcelony i jej gwiazda ucięli sobie krótką pogawędkę, a dopiero potem piłkarz ruszył w kierunku ławki. Cóż, i jednego da się zrozumieć, i drugiego. Niemiec chciał oszczędzić siły jednego z najważniejszych graczy, ten z kolei liczył na hat-tricka.
Cash nie błysnął na tle Barcelony
Nie dziwota, że ekipa z Anglii straciła animusz przy wyniku 0:3. Niby od czasu do czasu próbowała szarpnąć – Goretzka nawet trafił w słupek po rożnym – ale trzeci gol niemalże zabił to starcie. Flick też był tego świadomy, bo postanowił dać trochę minut tym, którzy większość spotkań zaczynają na ławce. Gavi, Jesus, de Jong i Balde raczej wtopili się w tłum i sprawili, że Duma Katalonii w miarę spokojnie dojechała do ostatniego gwizdka.
Finalnie starcie z Aston Villą było dla Blaugrany trochę jak spacerek. Goście tylko początkowo potrafili postraszyć gospodarzy, aczkolwiek zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię. W tym wszystkim zupełnie przeciętnie wypadł też Cash, który przez 90 minut był w zasadzie niewidoczny. Tylko 2 odbiory i 1 wygrany pojedynek na zaledwie 3 próby to mizerne statystyki obronne. Reprezentant Polski mógł też lepiej zachować się przy trzeciej bramce, lecz pozostał bierny wobec poczynań Cancelo. Powiedzmy sobie jednak szczerze – tego wieczoru większość z ekipy The Villans zagrała daleko od swojego maksymalnego potencjału. Barcelona zdecydowanie nie namęczyła się w tym spotkaniu, a i tak wygrała trzema golami.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix