Szalony wieczór na Old Trafford! Manchester United uciekł spod topora

Maciej Bartkowiak

03 listopada 2026, 23:08 • 7 min czytania 0

Reklama
Szalony wieczór na Old Trafford! Manchester United uciekł spod topora

Po pierwszej połowie to był obraz nędzy i rozpaczy w wykonaniu gospodarzy, ale finalnie to Manchester United zgarnął komplet punktów. Gracze Michaela Carricka pokonali na Old Trafford Romę 3:2, choć jeszcze w 82. minucie przegrywali. Bohaterem Czerwonych Diabłów był Matheus Cunha, ale wieczór ten będzie dla niego słodko-gorzki, bowiem chwilę po ustrzeleniu dubletu obejrzał czerwoną kartkę. Gdyby United nie wygrało, pierwszy raz od 1978 roku zaliczyłoby serię dziesięciu meczów bez zwycięstwa.

Reklama

„Oczekiwanie były niskie, ale do cholery”

Gian Piero Gasperini niczym ta kostucha w słynnym memie puka od drzwi do drzwi kolejnych trenerów. Na inaugurację sezonu Giallorossi oklepali 4:0 Fiorentinę, a jej trener, Fabio Grosso, już dwa tygodnie później nie miał pracy. W ostatni weekend zaś rzymianie wygrali 5:2 w Udine, a dwa dni później pokonany klub pożegnał Kostę Runjaicia. Teraz Roma mogła przypieczętować los Michaela Carricka. Manchester United nie wygrał bowiem żadnego z poprzednich dziewięciu meczów. Tak fatalnej serii klub z Old Trafford nie miał od jesieni 1988 roku.

Wtedy jednak Czerwone Diabły poniosły zaledwie jedną porażkę, a na obecną passę bez wygranej składały się ledwie trzy remisy – wszystkie zanotowane w lidze. Tam United po dziewięciu meczach na koncie mają zaledwie siedem punktów. Tak mizernego dorobku na tym etapie sezonu Premier League jeszcze nie miał. Tylko lepszy bilans goli od Crystal Palace sprawia, że Czerwone Diabły nie są w strefie spadkowej. Spokojnie mogą w niej jednak spędzić listopadową przerwę na kadrę, ponieważ w niedzielę czeka ich starcie z rozpędzoną Aston Villą.

Reklama

Szybko poszło

Względem sobotniej porażki na Stamford Bridge Carrick dokonał dwóch roszad. W środku pola Andreya Santosa zastępował wracający po mięśniówce Kobbie Mainoo. Z tyłu nie było za to Lisandro Martineza, który trzasnął z łokcia Wesleya Fofanę prokurując tym samym rzut karny. Przy okazji wyleciał z boiska, bo miał już na koncie żółtą kartkę. Dodajmy, że pierwszą obejrzał raptem kilkadziesiąt sekund przed feralnym dla niego rożnym. Za wicemistrza świata, który niedawno na Metropolitano zgrillował władze klubu, wszedł Ayden Heaven.

Swoich notowań nie poprawił, bo w 11. minucie totalnie zapomniał o kryciu Matiasa Soule. Argentyńczyk miał tyle miejsca, że po przerzucie Rodrigo Mory mógł jeszcze zapytać Lammensa, w którą stronę chciałby się rzucić. Ostatecznie wybrał uderzenie na bliższy słupek i – cóż za zaskoczenie – Belg był w tej sytuacji bezradny. Na tym koszmar Heavena się nie zakończył, bo już chwilę później Soule nastrzelił go w rękę, a sędzia od razu wskazał na wapno. Do piłki podszedł Malen i – jak to ma w zwyczaju – się nie pomylił. W Romie 6/7 karnych zamienił na gola.

Reklama

Światła w tunelu nie było już widać

Oczywiście, Heaven przy obu tych golach był głównym winowajcą, ale zganić też trzeba Mainoo i Maguire’a. Pierwszy gol wziął się od łatwej straty wychowanka United w środku pola. Natomiast nieszczęsny dla Heavena strzał padł po zagraniu Maguire’a we własnej szesnastce pod nogi Soule. Heaven chociaż trochę odkupił winy chwilę później, kiedy uratował tyłek Dalotowi po jego prostej stracie pod własną szesnastką. W sumie nie wiadomo, co ze strony Dalota było bardziej żałosne – ten prezent dla rywala, czy jednak żebranie parę minut później o karnego.

Dość już po 20 minutach mieli nie tylko piłkarze United, ale też kibice. Wyrazem frustracji było wrzucanie przez nich na murawę piłeczek tenisowych oraz małych kuleczek. Zanikał też jakikolwiek doping z ich strony. Od drugiego gongu na trybunach słychać było już właściwie tylko przyjezdnych z Rzymu. W pewnym sensie fani United brali udział w historycznym wydarzeniu, ponieważ – jak informowała Opta – Czerwone Diabły jeszcze nigdy w domowym meczu europejskich pucharów nie straciły tak szybko dwóch bramek.

Reklama

Gorzej być nie może? Ta…

Potem do repertuaru weszły jeszcze gwizdy, ale w sumie trudno się dziwić takiemu zachowaniu, skoro nawet wykonywanie prostych podań sprawiało problem. O strzałach chyba nawet nie ma co wspominać – podsumowaniem było wywalenie piłki nad poprzeczkę przez Bruno ze skraju pola karnego. Łatwiejszego debiutu w koszulce Romy Devis Vasquez wymarzyć nie mógł – w końcu nie miał nic do roboty. 28-latek musiał zastąpić Golliniego – zastępującego z kolei od października Svilara – który tuż przed wylotem do Manchesteru doznał urazu pleców.

A propos urazów – jakby problemów było mało, dosłownie tuż po przerwie czwórkę uszkodził Baleba. Kameruńczyk kontuzji nabawił się po wygraniu w szesnastce przebitki z Balerdim. A przecież 22-latek ledwo co wrócił po długiej absencji. W sierpniu, jeszcze w Brighton, doznał kontuzji stawu skokowego i dopiero w październiku mógł zadebiutować w United. W jego miejsce Carrick wpuścił Youriego Tielemansa.

Reklama

Nadzieja zaczęła wracać

Jak się wali, to na całego – United dostało prezent od sędziego, bo Gil Manzano podyktował karnego za położenie ręki na plecach Cunhi, a Bruno tej jedenastki i tak nie wykorzystał. Otrzymał jednak od losu, a właściwie to od graczy Romy, drugą szansę. Ci bowiem wbiegli w pole karne jeszcze przed oddaniem strzału. Arbiter nakazał więc powtórkę i przy drugiej próbie Portugalczyk już się nie pomylił. Co tu futbolowi bogowie dali, literalnie minutę później zabrali. Mbeumo dostał świetną piłkę od Cunhi i stanął oko w oko z Vasquezem, ale… obił oba słupki.

Sporo szczęścia Roma miała też, kiedy Cristante najpierw z linii bramkowej wybronił strzał Dalota, lecz potem sprzątnął sprzed nosa piłkę Vasquezowi, który już przymierzał się do jej złapania. Na jego szczęście Mancini skasował jednak zagrożenie. Po pierwszej połowie chyba nawet najwięksi optymiści nie zakładali, że gospodarze będą jeszcze w stanie coś z tego wycisnąć, ale piłkarze United muszą chyba najpierw dostać suszarę w przerwie, żeby się ogarnąć. Po ich powrocie z szatni role się odwróciły – to Roma nie była już w stanie nic zdziałać z przodu.

Reklama

Nic dwa razy się nie zdarza?

Stłamszenie rywala wreszcie musiało przynieść oczekiwany efekt – dobrze dysponowany tego wieczora Balerdi skiksował po wrzutce z lewego sektora i Cunha stanął oko w oko z Vasquezem. Brazylijczyk niczym Soule w pierwszej połowie wykonał wyrok. Niezła postawa Balerdiego szybko odeszła w niepamięć, bo już trzy minuty później machnął się przy próbie przecięcia podania i otworzył Cunhi autostradę do bramki. Ten zobaczył, że Vasquez odsłonił bliższy słupek i skutecznie huknął z całej pety. W szale radości zdjął koszulkę, czego potem pewnie żałował.

Na początku doliczonego czasu skasował bowiem Balerdiego i musiał raz jeszcze zostać ukarany żółtkiem. 25 listopada na Alvalade więc nie poleci. Romo, cytując klasyka, „ty to chyba lubisz”. Drugi raz na przestrzeni trzech tygodni w Lidze Mistrzów popuściła metr przed toaletą. Przypomnijmy, że przecież w drugiej kolejce jeszcze w 82. minucie prowadziła z Realem 3:1, a w doliczony czas wchodziła z wynikiem 3:4. Aż strach pomyśleć, co teraz musi mieć w głowie Gasperiniego. Zawodnikom Romy pozostaje tylko współczuć spotkania z trenerem w szatni…

Reklama

Manchester United – AS Roma 3:2 (0:2)

  • 0:1 – Matias Soule ’11
  • 0:2 – Donyell Malen ’17 (rzut karny)
  • 1:2 – Bruno Fernandes ’58 (rzut karny)
  • 2:2 – Matheus Cunha ’83
  • 3:2 – Matheus Cunha ’86

fot. screen Canal+

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach

Braian Wilma
0
Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach