W Cracovii nie ma pozytywnych postaci. Tylko klubu szkoda… [KOMENTARZ]

Mikołaj Duda

31 października 2026, 11:52 • 9 min czytania 7

Reklama
W Cracovii nie ma pozytywnych postaci. Tylko klubu szkoda… [KOMENTARZ]

W Cracovii od wielu miesięcy dzieje się źle – to wiemy wszyscy. Ciągle konflikty, afery i niepewność o kolejne lata. Teraz ofiarą tych wojenek padł Murat Colak, ale trudno stawać po jego stronie. Tak samo zresztą jak po każdej innej. W klubie z Kałuży nie ma postaci, którym można zaufać. No dobra, jest, Ajdin Hasić. On praktycznie co mecz zachwyca swoimi umiejętnościami, ale zapewne i tak wkrótce ten organizacyjny chaos opuści. Bo taka ma być strategia. 

Reklama

Od momentu przejęcia klubu przez Roberta Platka nie ma tam ani chwili spokoju. Wręcz nieprawdopodobne jest, ile osób przez mniej więcej rok tam się przemieliło. Zaczęło się od pożegnania prezesa Mateusza Dróżdża, dosłownie chwilę na jego stanowisku wytrwała Elżbieta Filipiak, niedługo później z Cracovii odszedł nieformalny dyrektor sportowy Jarosław Gambal, a także trener Luka Elsner, który zresztą przejechał się potem po tej dezorganizacji w „L’Equipe”. Mówił tak:

– Rozpoczęliśmy presezon z 14-15 zawodnikami, a okno transferowe poszło nam fatalnie. Sprzedaliśmy naszą dziewiątkę, Filipa Stojilkovicia, do Pizy za trzy miliony euro. Sprzedaliśmy również wicekapitana, którego straciliśmy z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. Nie trzymaliśmy się planu rekrutacji. Miesiąc później prezes zrezygnował z powodu nieporozumienia z większościowym udziałowcem! Zostaliśmy pozostawieni sami sobie w kwestiach sportowych, bez prezesa i dyrektora sportowego.

Pożegnanie Słoweńca było symbolicznym końcem tej starej Cracovii z poprzednich rządów. Dobrze poukładanej, ustabilizowanej w środku tabeli z ambicjami, by w najbliższej przyszłości walczyć o europejskie puchary. Właściwie wtedy trudno było się do czegokolwiek przyczepić. A teraz? Minął rok i pozostały zgliszcza. I wina zdecydowanie nie leży w jednej osobie.

W Cracovii nie ma kogo bronić. Wszystkie strony są winne sytuacji

Oczywistym jest, że wszystko zaczyna się od samej góry, czyli właściciela Roberta Platka, który ma wszystko w nosie. Dostał klub w wręcz wymarzonej sytuacji do prowadzenia. Ze stadionem, z bazą treningową, kibicami, poukładanym zespołem i bez większych problemów organizacyjnych. Może nie był to samograj, ale wystarczyło niewiele, by wprowadzić go na wyższy poziom. A przynajmniej warto było spróbować.

Reklama

Trochę finansów, więcej chęci i wszystko mogłoby hulać na niezłym poziomie, przy okazji zapewniając zyski, co zresztą jest głównym celem amerykańskiego biznesmena. Oczywiście sam twierdzi inaczej, ale cóż, chyba nie ma nikogo, kto wierzyłby w te słowa, szczególnie patrząc na jego historię w innych klubach oraz to, w jakim kierunku zmierza Cracovia…

Robertowi Platkowi najwidoczniej wydawało się, że kupi klub i… już nic więcej nie trzeba będzie robić. A niestety, to tak nie działa. Przede wszystkim, żeby coś wyciągnąć najpierw trzeba byłoby zainwestować. A środki przy Kałuży się nie pojawiły. Sprzedano Oskara Wójcika i sprowadzono za niego Austriaka bez sumy odstępnego, który póki co większość czasu spędza na kozetce u fizjoterapeuty.

Zimą odszedł Filip Stojilković, a jakikolwiek godny uwagi napastnik przyszedł na sam koniec letniego okienka i to w dodatku na zasadzie wypożyczenia. Trudno mieć szczególne zaufanie do osób odpowiadających za transfery, ale z pewnością przy większych możliwościach byłoby im łatwiej. A tak zespół Cracovii na żadnej pozycji nie jest lepszy od tego sprzed roku, a w większości przypadków jest zwyczajnie słabszy.

Kiedy właściciel łaskawie przeznaczył pieniądze na jakiekolwiek transfery, to prezes Colak obwieścił sprawę całkowicie normalną jako ogromny, niebywały sukces! Jest, udało się, mamy to, jedziemy z koksem, hurra, tak! Teraz kupimy piłkarza, a może nawet dwóch. Tak jest! Tak. Colak musiał odbyć długą rozmowę i przekonać Platka, żeby łaskawie kogoś kupił. Bo tak wygląda działanie klubów, że się kupuje i sprzedaje. Może Platek tego nie wiedział.

Reklama

Robert Platek

Od właściciela nie tyle że nie ma wsparcia finansowego, ale też jakiegokolwiek innego. W zasadzie to on nic nie wie. W wielu innych klubach obserwujemy, jak jest żywo zainteresowany tym, co się dzieje. Piotr Rutkowski, Robert Dobrzycki, Lukas Podolski, Michał Świerczewski i tak dalej moglibyśmy wymieniać.

Dowodem tego jest wywiad, którego Platek udzielił Canal Plus i w zasadzie na wszystko odpowiadał tak samo – zapytajcie prezesa Colaka, bo ja nie wiem. Jaki macie budżet? Nie wiem, zapytaj pan Murata. A jak zwiększycie przychody? Proszę pytać Murata. Plan na osoby w zarządzie? Murat mówi, że jest okej. Plan na działanie klubu? No Murat jakiś tam ma, mówił, że na pięć lat.

W przypadku Cracovii cała aktywność opiera się na PR-owym filmiku z wizytą Roberta Platka, który miał uspokoić kibiców. Trudno krytykować go za jakieś konkretne działania, bo takich za wiele nie było. Nie zna sytuacji, nie ma go na miejscu i z reguły o wszystkim decydują wybrani przez niego ludzie. Gdy sytuacja zrobi się już całkiem podbramkowa, to najzwyczajniej w świecie się zawinie i słuch w Krakowie o nim zaginie.

Reklama

Murat Colak też nie jest bez winy. Więcej gadania niż robienia

Jeszcze większym problemem Pasów jest to, że nie ma tam żadnej osoby, której można byłoby ufać. Po prostu. Na takiego próbował kreować się Murat Colak. Prezes miał to do siebie, że lubił dużo mówić i to samo w sobie jeszcze nie jest niczym takim złym, bo przecież podobną cechę mają Alex Haditaghi czy Jarosław Królewski, jednak przy całej sympatii – lub jej braku – obiektywnie można wskazać co najmniej kilka ich konkretnych sukcesów. A w przypadku Colaka? Tu pojawia się problem.

Bo właściwie z czego zapamiętamy tę prawie roczną przygodę? Z konferencji, gdzie padły słynne słowa o „naszej działce”, z wtargnięcia na murawę po meczu z Legią, z szukania nowego prezesa, by po pół roku wskazać samego siebie i przede wszystkim z niedoszłej premii. Chociaż nie trafiło pod głosowanie na Radzie Nadzorczej (zablokował to David Amdurer, czyli już były wiceprezes), to jak informowało Weszło, powstało pismo, by przyznać Colakowi ponad 230 tysięcy złotych.

W wywiadzie na antenie Canal Sport Colak temu nie zaprzeczył, a ponadto stwierdził, że robi na tyle dobrą robotę, że taka nagroda nie byłaby niczym dziwnym. Osobie, która jak mantrę powtarza jak bardzo kocha Cracovię, kibiców i jak to wszystko dla nich zrobi, raczej nawet nie przeszłoby przez myśl, żeby przyznawać sobie jakieś premie, zwłaszcza znając trudną sytuację finansową klubu. Czyny, nie słowa – na przykład więcej takich działań, jak organizacja meczu z Sevillą na 120-lecie. Bo gdzie na przykład zapowiadane współprace z Kocaelisporem i Rizesporem?

Ktoś, komu tak bardzo leży na sercu los klubu, na dwa dni przed kluczowym meczem nie pisałby w mediach społecznościowych, że właściwie był za zmianą obecnego trenera, ale jego pomysł został zablokowany. Chyba nie trzeba tłumaczyć, że to raczej nie pomogło Bartoszowi Grzelakowi w przygotowaniach.

Reklama

Murat Colak, Cracovia.

A no tak, było jeszcze poszukiwanie sponsora. Murat Colak wiele opowiadał, jak to cały czas spotyka się z potencjalnymi partnerami, by zastąpić Comarch, o którego wycofaniu się było wiadomo od dłuższego czasu. Tyle że 1/3 sezonu piłkarze Pasów grali bez sponsorów na przodzie koszulki. Dopiero we wrześniu, czyli o trzy miesiące za późno, dogadano się z lokalną firmą, która przy Cracovii była już od dłuższego czasu.

Skoro Murat Colak już oficjalnie został odwołany, to można pokusić się o podsumowanie jego kadencji. Gdyby w robieniu był tak dobry, co w mówieniu, to Cracovia byłaby mistrzem Polski. Raziło też to, jak szukał sposobu na zyskanie sympatii u kibiców, opowiadając o miłości do klubu. Owszem, mógł przecież poczuć jakąś sympatię do klubu, kiedy zaczął tu pracować. Polubił Cracovię poprzez hokej, złapał zajawkę, ale te opowieści o miłości były wręcz karykaturalnie sztuczne.

Fani mieli pretensje do sędziego? Murat Colak stanął w pierwszym szeregu. Kibice mieli zarzuty do pracy Filipa Trubalskiego? Ten zaraz pożegnał się z pracą. Być może to przekonanie do siebie kibiców można traktować jako sukces już byłego prezesa, tyle że bardziej jego osobisty niż całego klubu. Od samej sympatii kibiców punktów w lidze nie przybędzie, ani nowe pieniądze do budżetu nie wpłyną.

Reklama

W całym zamieszaniu tylko klubu szkoda. Sypie się na naszych oczach

W tym wszystkim cały czas gdzieś tam jest Elżbieta Filipiak, której właściwie… do końca nie wiadomo o co chodzi. Przecież sama miała wpływ na to, że klub trafił do rąk właśnie Roberta Platka. Teraz jeszcze podkręca całe zamieszanie, jakby próbowała odzyskać władze nad Cracovią. Szkoda tylko, że nie myślała o tym wcześniej, gdy do klubu wchodził nowy właściciel. Zweryfikowanie jego dokonań w innych miejscach to nie było szczególnie trudne zadanie.

Jest, albo właściwie był, jeszcze Filip Trubalski. Określenie jego roli jako „jest” chyba najlepiej oddaje jego rolę. W ostatnich latach piął się na coraz wyższe stanowiska, ale trudno powiedzieć, co tak właściwie zrobił. Jakie są jego dokonania, zasługi, cokolwiek? Kibice Cracovii w oświadczeniu wyliczyli mu „osiągnięcia”:

  • Spadek drużyny U19 z Centralnej Ligi Juniorów i drugi sezon poza najwyższym poziomem rozgrywek juniorskich,
  • Spadek drużyny U17 z CLJ, do której powróciła dopiero po roku,
  • Organizacyjny chaos wokół drugiej drużyny – wycofanie z rozgrywek, reaktywacja, awans i ponowny spadek do IV ligi, mimo znacznych nakładów finansowych,
  • Karuzela dyrektorska w Akademii – czterech dyrektorów w ciągu niespełna dwóch lat,
  • Zmarnowany potencjał nowoczesnego ośrodka treningowego w Rącznej, który zamiast być kuźnią talentów, stał się symbolem niewykorzystanych możliwości i nieudolnego zarządzania szkoleniem młodzieży,
  • Budząca poważne wątpliwości polityka transferowa, w tym okoliczności odejścia młodych zawodników, takich jak Rózga czy Bzdyl

Podpadł kibicom, blokując ich wejście na trening przed meczem z Wisłą (czemu zaprzecza), to – przynajmniej na chwilę – pożegnał się z pracą, dostając zwolnienie mailowo, ponieważ nie zjawił się w klubie, rzucając L4 na stół. Informowaliśmy również, że Trubalski jednego ze zdolnych zawodników, który zerwał więzadła odesłał do NFZ. A dobrym podsumowaniem tego jednego wielkiego chaosu jest fakt, że Trubalski za chwilę może do klubu wrócić.

Reklama

Filip Trubalski 

Po kilku miesiącach trudno mieć też zaufanie do Bartosza Grzelaka i to pomimo nieustających zmian i niepewności. Zostaje jedynie Ajdin Hasić, ale trudno, żeby jeden piłkarz, który zimą zapewne zostanie sprzedany, miał maskować całą masę problemów, z jakimi zmaga się klub. Brak ambicji zarzucał prezes Colak, który wiedział już, że wylatuje: – Będę sprzeciwiał się każdej strategii, która poświęca sportową przyszłość Cracovii poprzez sprzedaż piłkarzy, których najbardziej potrzebujemy. Tak pisał. Jak widać, „góra” ma inne zdanie. Lepiej sprzedać, póki towar gorący. Bo co też Platka sentymentalnie z Cracovią łączy? No nic.

Interesy, interesiki. Jedni napuszczają na drugich, szczują, każdy ma swoją rację, kibice się gubią, bo w tym filmie nie ma pozytywnego charakteru. Wyobraźcie sobie takie dzieło, gdzie wszystko na ekranie was wku***a. Każda scena. no ile można to oglądać? To jest właśnie Cracovia. W tym wszystkim szkoda tylko kibiców oraz wszystkich ludzi, którzy szczerze życzą dobrze klubowi. Z miesiąca na miesiąc obserwujemy jak wszystko coraz bardziej się tam sypie. Co gorsze, nie widać żadnego światełka w tunelu na poprawę sytuacji.

Jedyną nadzieją byłoby zbudowanie wszystko od całkowitego zera. Zaczynając od zmiany właściciela, który na poważnie miałby chęci…

Reklama

Fot. Newspix

7 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Tebas rozmawiał z Chińczykami. Interweniował w sprawie Mbappe

Mariusz Bielski
0
Tebas rozmawiał z Chińczykami. Interweniował w sprawie Mbappe

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Miał być hit, skończyło się paździerzem. Bramkarze mogli rozstawić leżaki

Mikołaj Duda
90
Miał być hit, skończyło się paździerzem. Bramkarze mogli rozstawić leżaki