Luke Littler i Krzysztof Ratajski mierzyli się wcześniej siedmiokrotnie. Zawsze lepszy był ten młodszy, ten fenomen, ten absolutnie wyjątkowy darter. Każda seria kiedyś się jednak kończy i dziś swój finisz miała ta właśnie. Ratajski pokonał Littlera i awansował do półfinału mistrzostw Europy!
Krzysztof Ratajski górą w starciu z Lukiem Littlerem
Nie ma w świecie darta nazwiska większego niż Luke Littler. Młody Anglik bije w zasadzie wszelkie rekordy średnich, a żeby go pokonać, na ogół samemu trzeba grać jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – mecz w życiu. Krzysztof Ratajski przekonywał się o tym już parokrotnie, bo zdarzało się wiele spotkań, w których prowadził, by finalnie móc tylko podziwiać, jak Littler wchodzi na swój poziom i odrabia legi straty, po czym komfortowo wygrywa.
Sam Krzysztof jednak – co pokazał w poprzedniej rundzie – przystępował do tego spotkania nieźle dysponowany. W starciu z Kevinem Doetsem odrobił w końcu kilka legów straty, grał na całkiem dobrej skuteczności na podwójnych i trzymał niezłą średnią.
Choć jasne było, że by pokonać Littlera, trzeba grać lepiej. Wyszło jednak, że nie musiał Polak rozegrać meczu idealnego, bo sam Littler takiego nie grał.
Tyle tylko, że w meczu z takim rywalem trzeba umieć z tej słabszej dyspozycji przeciwnika skorzystać. Ratajski zrobił to wprost idealnie. Po tym jak Luke wygrał pierwszego lega, przy swoim liczniku, Polak zgarnął kolejnych siedem! Anglik nie umiał się przy tarczy odnaleźć, ale Krzysztof idealnie z tego czerpał. Był skuteczny na zamknięciach, rzucał na dobrej średniej (w całym spotkaniu ponad 100 punktów), no wszystko się tu zgadzało.
Littler lega zgarnął dopiero przy stanie 7:1, ale na drugą przerwę schodzili z sześciolegowym prowadzeniem Polaka – 8:2. Przerwy jednak, wiadomo, potrafią wybić z rytmu… albo w niego wprowadzić. I tak było tym razem. Po tym, jak obaj wrócili do tarczy, to Anglik grał lepiej i od razu zgarnął cztery legi, dwukrotnie przełamując w tym momencie Ratajskiego. Ten mógł żałować niewykorzystanej szansy, gdy miał dwie lotki na zwiększenie prowadzenia. A że obaj grali do 10 legów, to właściwie byłby koniec spotkania.
A tak? Littler poczuł krew i zaczął, jak to on, grać najlepiej, jak tylko się da. Nagle trafiał wszystko. 180, 180, 140, podwójna, bull – wpadało, co tylko chciał. Ratajski czekał i to czekał dość długo. Wreszcie jednak się udało, w dodatku przełamując licznik, bo Luke spudłował lotkę na bullu. Krzysztof z tego skorzystał i w następnym legu – przy swoim liczniku – dostał trzy szanse na zamknięcie meczu. I zrobił to, nie dopuścił rywala do tarczy.
ZROBIŁ TO! ZROBIŁ TO! ZROBIŁ TOOOO! 🦅🇵🇱
Zobaczcie końcówkę 𝐇𝐈𝐒𝐓𝐎𝐑𝐘𝐂𝐙𝐍𝐄𝐆𝐎 zwycięstwa Krzysztofa Ratajskiego! 🔝🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/X8LXr2Wc0n https://t.co/JIGKVR4qS6
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
To wielkie, największe zwycięstwo w karierze Polaka.
– Grałem z nim wiele razy, zawsze przegrywałem. Kilka razy byłem z przodu, ale potem się myliłem i zawsze wygrywał. On jest największym nazwiskiem w świecie darta, to duże osiągnięcie. Po drugiej przerwie zaczął grać bardzo dobrze. Musiałem poczekać, skorzystać z szansy – mówił Ratajski, którego teraz czeka mecz z reprezentantem gospodarzy, Martinem Schindlerem (to spotkanie ok. 20), który w ćwierćfinale aż 10:1 ograł Jonny’ego Claytona.
Krzysztof Ratajski – Luke Littler 10:6
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix