Van Dijk ścianą jak za starych czasów. Liverpool lepszy w hicie

Patryk Idasiak

25 października 2026, 17:27 • 4 min czytania 0

Reklama
Van Dijk ścianą jak za starych czasów. Liverpool lepszy w hicie

To nie był porywający hit. Jeśli ktoś zacierał rączki, że będący w formie Liverpool i Brighton zagwarantują show, to srogo się rozczarował. The Reds strzelili dwa gole, a później stwierdzili, że… w zasadzie nie trzeba się specjalnie pocić. No i przez 70 minut oglądaliśmy spokojną „defensywkę” – piłka lądowała ciągle na głowie czy nodze Van Dijka lub Araujo. Obaj razem zanotowali 17 wybić. 

Reklama

Patrząc po tabeli, starcie Liverpool – Brighton było zdecydowanie większym hitem niż Chelsea – Tottenham. Obie drużyny przystępowały do tego pojedynku z tylko jedną porażką na koncie i obie w niezłej formie. Jeśli grają ze sobą trzecia drużyna z czwartą, to niewątpliwie mowa o ligowym hicie. The Reds wygrali pięć z sześciu ostatnich spotkań, a The Seagulls dopiero w Lidze Konferencji przerwali serię zwycięstw z rzędu – skończyło się na sześciu. Jablonec zatrzymał Anglików, choć ci oddali aż 26 strzałów.

Brighton jest kreatywne z przodu, a Opta niedawno podzieliła się ciekawą statystyką. Okazało się, że Pascal Gross i Lamine Yamal wykreowali najwięcej szans w topowych pięciu ligach. Oprócz tego zespół Fabiana Hurzelera dołożył też solidność w obronie, bo Bart Verbruggen chciał zachować już szóste czyste konto z rzędu

Lecz mu się to nie udało.

Liverpool kliniczny, skorzystał na błędach

Plan na mecz Brighton zmienił się już w czwartej minucie, gdyż zejść musiał Ferdi Kadioglu, a to taki boczny obrońca, który lubi zaskoczyć czymś niekonwencjonalnym i często znajduje się też w środkowej strefie boiska. Musiał go zastąpić Costinha, czyli piłkarz o trochę innej charakterystyce i głównie rezerwowy.

Reklama

Liverpool starał się narzucić tempo. Koledzy szukali Gakpo bądź Isaka. Tego drugiego dość często uprzedzali stoperzy. Pierwszy celny strzał oddał Gakpo, ale prosto w koszyk Verbruggena.

Ale to zespół Brighton powinien w tym meczu prowadzić, tylko Yasin Ayari popsuł naprawdę świetną szansę. Pascal Gross – jak przystało na kreatora – postanowił jeszcze wyłożyć piłkę, choć śmiało mógł strzelać sam. Szwed miał czego żałować, bo przekopał stąd…

Reklama

To się zemściło dosłownie błyskawicznie. Wielką rolę w tym odegrał Ronald Araujo, który gdzieś tam się poprzebijał na prawej stronie, wygrał dwa pojedynki, zdołał wstać z ziemi i dograć piłkę na pole karne. Gross za to pokazał po raz kolejny, że lubi go piłka, choć tym razem pod swoją bramką – najpierw wybił prosto pod nogi Floriana Wirtza, a potem zmienił tor lotu piłki i to tak pechowo, że zaliczono mu samobója. Niemiec strzelił bardzo źle – piłka leciała gdzieś obok słupka. Ale pomógł mu inny Niemiec.

Liverpool szybko podwyższył prowadzenie. Tym razem błąd defensywy był bardziej ewidentny – zawalił Olivier Boscagli. Najpierw nabił Bradleya Barcolę, a następnie nie zdołał go dogonić i się przewrócił. A skrzydłowy podniósł głowę i zagrał prosto na nogę Isaka. Dla Szweda był to już szósty gol w tym sezonie w klubie. The Reds prowadzili więc w 21. minucie 2:0.

Reklama

Zresztą o ich dominacji najlepiej świadczył fakt, że statystyka na ekranie w 25. minucie wskazała miazgę w liczbie kontaktów w polu karnym. Było aż 17:2 dla gospodarzy.

Brighton z dominacją, ale bez konkretów

No i wtedy gracze The Reds stanęli głęboko w defensywie. Okopali się i zaczęli liczyć na kontrę. A dlaczego się tak okopali? Bo wychodziło im to całkiem nieźle. Najgroźniejsza akcja Brighton  wyniknęła raczej z błędu w rozegraniu i pressingu, a nie z ataku pozycyjnego. Alisson „podpalił” ryzykownym podaniem do Mac Allistera i choć ten zdołał jeszcze odegrać na bok, to The Reds stracili piłkę, w konsekwencji czego Yasin Ayari uderzył w słupek zza szesnastki.

Reklama

Statystyka kontaktów w polu karnym zmieniła się diametralnie. Już nie było takiej dominacji – do przerwy było to już tylko 22:20. Mewy zabrały się do roboty, ale bez większych konkretów. Virgil van Dijk ściągał piłkę jak jakiś magnes – zaliczył aż dziewięć wybić. Zespół Brighton próbował się non stop przebijać lewą stroną, ale tam jak ściana stał Ronald Araujo. Wygrał wszystkie pojedynki 1 vs 1. Komuś tam się udało z rzadka dośrodkować. Wtedy jednak Virgil van Dijk piłkę wybijał i był spokój.

Druga połowa była naprawdę nudna. Wiecie, ile padło strzałów celnych? Uwaga – całe zero. Tyle, że Liverpool już tego nie potrzebował. W zasadzie to nic się nie działo. Raz De Cuyper został w ostatniej chwili zablokowany przez dobrze wracającego Nyoniego, który kilkanaście sekund wcześniej wszedł za Floriana Wirtza. Aż dumny z wielką radością za tę interwencję pochwalił go Jaquet. Araujo i Van Dijk bronili bezbłędnie.

Reklama

I to w zasadzie tyle. 45 minut dziadowania przez Brighton. Aż dziwne, że to była ta sama kreatywna drużyna, która potrafiła walnąć piątkę Crystal Palace czy trójkę Arsenalowi. Liverpool z łatwością się wybronił i była to obrona nie rozpaczliwa, a mądra i imponująca.

Liverpool – Brighton 2:0

  • 17′ Gross (samobój) – 1:0
  • 21′ Isak – 2:0

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

700 zł za gola w meczu FC Barcelona – Real Madryt w Lebull! (Stawka: 2 zł)

Damian Maniecki
0
700 zł za gola w meczu FC Barcelona – Real Madryt w Lebull! (Stawka: 2 zł)

Piłka nożna

Reklama
La Liga

700 zł za gola w meczu FC Barcelona – Real Madryt w Lebull! (Stawka: 2 zł)

Damian Maniecki
0
700 zł za gola w meczu FC Barcelona – Real Madryt w Lebull! (Stawka: 2 zł)