To nie był porywający hit. Jeśli ktoś zacierał rączki, że będący w formie Liverpool i Brighton zagwarantują show, to srogo się rozczarował. The Reds strzelili dwa gole, a później stwierdzili, że… w zasadzie nie trzeba się specjalnie pocić. No i przez 70 minut oglądaliśmy spokojną „defensywkę” – piłka lądowała ciągle na głowie czy nodze Van Dijka lub Araujo. Obaj razem zanotowali 17 wybić.
Patrząc po tabeli, starcie Liverpool – Brighton było zdecydowanie większym hitem niż Chelsea – Tottenham. Obie drużyny przystępowały do tego pojedynku z tylko jedną porażką na koncie i obie w niezłej formie. Jeśli grają ze sobą trzecia drużyna z czwartą, to niewątpliwie mowa o ligowym hicie. The Reds wygrali pięć z sześciu ostatnich spotkań, a The Seagulls dopiero w Lidze Konferencji przerwali serię zwycięstw z rzędu – skończyło się na sześciu. Jablonec zatrzymał Anglików, choć ci oddali aż 26 strzałów.
Brighton jest kreatywne z przodu, a Opta niedawno podzieliła się ciekawą statystyką. Okazało się, że Pascal Gross i Lamine Yamal wykreowali najwięcej szans w topowych pięciu ligach. Oprócz tego zespół Fabiana Hurzelera dołożył też solidność w obronie, bo Bart Verbruggen chciał zachować już szóste czyste konto z rzędu
Lecz mu się to nie udało.
Liverpool kliniczny, skorzystał na błędach
Plan na mecz Brighton zmienił się już w czwartej minucie, gdyż zejść musiał Ferdi Kadioglu, a to taki boczny obrońca, który lubi zaskoczyć czymś niekonwencjonalnym i często znajduje się też w środkowej strefie boiska. Musiał go zastąpić Costinha, czyli piłkarz o trochę innej charakterystyce i głównie rezerwowy.
Kadioglu Injury not looking good https://t.co/7fffV23vsm
— Amigo Unknown (@amigo_unknown) October 25, 2026
Liverpool starał się narzucić tempo. Koledzy szukali Gakpo bądź Isaka. Tego drugiego dość często uprzedzali stoperzy. Pierwszy celny strzał oddał Gakpo, ale prosto w koszyk Verbruggena.
Ale to zespół Brighton powinien w tym meczu prowadzić, tylko Yasin Ayari popsuł naprawdę świetną szansę. Pascal Gross – jak przystało na kreatora – postanowił jeszcze wyłożyć piłkę, choć śmiało mógł strzelać sam. Szwed miał czego żałować, bo przekopał stąd…
Yasin Ayari (Brighton and Hove Albion) right footed shot from the centre of the box. https://t.co/znJSXMSgCF
— Boundry Line Football (@Boundrylines) October 25, 2026
To się zemściło dosłownie błyskawicznie. Wielką rolę w tym odegrał Ronald Araujo, który gdzieś tam się poprzebijał na prawej stronie, wygrał dwa pojedynki, zdołał wstać z ziemi i dograć piłkę na pole karne. Gross za to pokazał po raz kolejny, że lubi go piłka, choć tym razem pod swoją bramką – najpierw wybił prosto pod nogi Floriana Wirtza, a potem zmienił tor lotu piłki i to tak pechowo, że zaliczono mu samobója. Niemiec strzelił bardzo źle – piłka leciała gdzieś obok słupka. Ale pomógł mu inny Niemiec.
Liverpool szybko podwyższył prowadzenie. Tym razem błąd defensywy był bardziej ewidentny – zawalił Olivier Boscagli. Najpierw nabił Bradleya Barcolę, a następnie nie zdołał go dogonić i się przewrócił. A skrzydłowy podniósł głowę i zagrał prosto na nogę Isaka. Dla Szweda był to już szósty gol w tym sezonie w klubie. The Reds prowadzili więc w 21. minucie 2:0.
Zresztą o ich dominacji najlepiej świadczył fakt, że statystyka na ekranie w 25. minucie wskazała miazgę w liczbie kontaktów w polu karnym. Było aż 17:2 dla gospodarzy.
𝐖𝐈𝐑𝐓𝐙 & 𝐈𝐒𝐀𝐊 strzelają z Brighton! ⚽⚽
📺Transmisja meczu: https://t.co/Nlao77cILY https://t.co/y2jFzj8o3j
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Brighton z dominacją, ale bez konkretów
No i wtedy gracze The Reds stanęli głęboko w defensywie. Okopali się i zaczęli liczyć na kontrę. A dlaczego się tak okopali? Bo wychodziło im to całkiem nieźle. Najgroźniejsza akcja Brighton wyniknęła raczej z błędu w rozegraniu i pressingu, a nie z ataku pozycyjnego. Alisson „podpalił” ryzykownym podaniem do Mac Allistera i choć ten zdołał jeszcze odegrać na bok, to The Reds stracili piłkę, w konsekwencji czego Yasin Ayari uderzył w słupek zza szesnastki.
Statystyka kontaktów w polu karnym zmieniła się diametralnie. Już nie było takiej dominacji – do przerwy było to już tylko 22:20. Mewy zabrały się do roboty, ale bez większych konkretów. Virgil van Dijk ściągał piłkę jak jakiś magnes – zaliczył aż dziewięć wybić. Zespół Brighton próbował się non stop przebijać lewą stroną, ale tam jak ściana stał Ronald Araujo. Wygrał wszystkie pojedynki 1 vs 1. Komuś tam się udało z rzadka dośrodkować. Wtedy jednak Virgil van Dijk piłkę wybijał i był spokój.
Druga połowa była naprawdę nudna. Wiecie, ile padło strzałów celnych? Uwaga – całe zero. Tyle, że Liverpool już tego nie potrzebował. W zasadzie to nic się nie działo. Raz De Cuyper został w ostatniej chwili zablokowany przez dobrze wracającego Nyoniego, który kilkanaście sekund wcześniej wszedł za Floriana Wirtza. Aż dumny z wielką radością za tę interwencję pochwalił go Jaquet. Araujo i Van Dijk bronili bezbłędnie.
Araujo is the perfect definition of a no-nonsense defender. https://t.co/6XF5IJ61J6
— Szøbø🌪️ (@Szobolfc08) October 25, 2026
I to w zasadzie tyle. 45 minut dziadowania przez Brighton. Aż dziwne, że to była ta sama kreatywna drużyna, która potrafiła walnąć piątkę Crystal Palace czy trójkę Arsenalowi. Liverpool z łatwością się wybronił i była to obrona nie rozpaczliwa, a mądra i imponująca.
Liverpool – Brighton 2:0
- 17′ Gross (samobój) – 1:0
- 21′ Isak – 2:0
Fot. Newspix