Piast okazuje się zdecydowanie lepszą drużyną niż Cracovia i wygrywa w przekonujący sposób, choć z lekkim dreszczykiem emocji. Nikogo, kto śledzi Ekstraklasę w tym sezonie, taki stan rzeczy nie może dziwić.
Dosłownie wczoraj stuknął rok, od kiedy Daniel Myśliwiec pracuje w Gliwicach i to jedna z lepszych trenerskich historii w ostatnich latach. 40-latek przejął drużynę, która była murowanym kandydatem do spadku, wręcz faworytem, a dziś to ekipa, z którą każdy w lidze musi się liczyć. Jeśli stworzylibyśmy tabelę za okres od momentu, gdy Myśliwiec objął Piasta, jego zespół byłby na… piątym miejscu. Zdolny szkoleniowiec nie tylko uratował gliwiczan przed spadkiem, on zrobił z nich maszynkę, która może zamieszać nawet w walce o puchary.
Piast – Cracovia 3:1. Dominacja
A przecież nie pracuje w warunkach, które – na tle innych zespołów w lidze – można uznać za komfortowe. Lepi z tego, co ma, jego drużyna jest w fazie permanentnego odchudzania. W Gliwicach jednak im gorzej na papierze, tym lepiej na boisku.
Pierwsza połowa w wykonaniu Piasta była znakomita. Można sprowadzić ją do hasła: dominacja. Nie minęły dwie minuty, a już oglądaliśmy bramkową okazję, bo za taką bez dwóch zdań można uznać sam na sam Lewickiego, które skończyło się na bramkarzu. Osiem minut wystarczyło z kolei do wyjścia na prowadzenie. Nie wiemy, o czym myślał Amir Al-Ammari, gdy w polu karnym uciekał mu Jakub Czerwiński, ale ewidentnie nie była to piłka nożna. Boisgard dograł w punkt, stoper dostawił głowę, tak gospodarze wykorzystali rzut rożny. To było wyjątkowo łatwe otwarcie wyniku.
Kilkanaście minut później było już 2:0. Tym razem dwójkową akcję zanotowali Vallejo i Mucha, choć uczciwie sprawy ujmując był to popis głównie Hiszpana, który zszedł do środka, zagrał do Polaka, ten nie do końca dobrze przyjął to podanie i postanowił zostawić piłkę koledze. Postąpił słusznie, bo Vallejo precyzyjnym strzałem wykończył swoją akcję.
Piast grał z polotem, atakował i nie przeciekał w tyłach. Cracovia potrafiła zagrozić jedynie po akcjach Minczewa, jednak trudno stworzyć coś samemu przeciwko jedenastu rywalom. Poza strzałami, które bez większego trudu zbijał Gril, bułgarski skrzydłowy wymyślił idealną wrzutkę do Nordasa na piąty metr. Napastnik Pasów uciekł rywalom, nie miał żadnego z nich obok siebie, mógł w teorii pytać bramkarza, w który róg ma uderzyć. Niestety, dostawił głowę tak, że piłka minęła słupek.
Bicie głową w mur
Można było się zastanawiać, czy opłaciła się taktyka Bartosza Grzelaka, który postanowił zostawić na ławce dwóch liderów – zarówno Mateusza Klicha (ten pojawił się od początku drugiej połowy), jak i Ajdina Hasicia (wszedł na ostatnie dziesięć minut). Jak dotąd ani razu nie zdarzyło się w tym sezonie, by Cracovia rozegrała ligowy mecz bez jednego bądź drugiego w jedenastce, a tu zabrakło ich obu na raz. Drużyna nie zareagowała na te zmiany zbyt pozitiwnie.
Choć uczciwie oddajmy – druga połowa w wykonaniu Pasów była dużo, dużo lepsza. I już nawet nie chodzi o to, że krakowianie strzelili gola (konkretne Knap po wstrzeleniu Kakabadze), który finalnie okazał się jedynie trafieniem kontaktowym. Goście potrafili przycisnąć Piasta, wstrzeliwali piłki w jego pole karne, straszyli go prawie do ostatniego gwizdka. Może mieć do siebie pretensje zespół Myśliwca, że nie zamknął tego meczu znacznie wcześniej, bo okazje były. Miał je zwłaszcza Sanca, który kompletnie tracił głowę pod bramką rywala. Zresztą, gol na 3:1 to idealna metafora tego, w jaki sposób Piast walił głową w mur, chcąc rozstrzygnąć zawody.
Katsantonis ustala wynik spotkania! Piast zgarnia komplet oczek! ⚽
📺 Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4SfRP https://t.co/PAFX8pWpkN
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 24, 2026
Piast stał się klasowym ligowcem, który bez większego problemu wygrywa mecze z drużynami pokroju Cracovii. To naprawdę duża sztuka, bo przecież patrząc na jego kadrę wielu widziałoby go w dołach tabeli, a nie w pierwszej piątce.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. newspix.pl