Działacze chcieli głowy Wachowskiego. Prezes PZPN: Nie utraciłem zaufania

Wojciech Górski

24 października 2026, 10:39 • 6 min czytania 5

Reklama
Działacze chcieli głowy Wachowskiego. Prezes PZPN: Nie utraciłem zaufania

W PZPN cały czas jest nerwowo. Jedenastu członków zarządu, w tym czterech wiceprezesów, po raz kolejny złożyło pismo będące wotum nieufności wobec Łukasza Wachowskiego. Chociaż to zdecydowana większość zarządu, to według naszych ustaleń Cezary Kulesza poinformował w piątek, że z sekretarzem generalnym nie zamierza się rozstawać. Jego zdania nie zmieniła ani ujawniona przez nas afera nagraniowa, ani wizyta CBA, ani zawiadomienie do prokuratury w sprawie nieprawidłowości podatkowych. A z każdą tych spraw Wachowski jest bezpośrednio powiązany.

Reklama

Ciemne chmury, które w ostatnich tygodniach zebrały się nad Cezarym Kuleszą i Łukaszem Wachowskim, wciąż wiszą nad ich głowami. Po tym jak pod koniec września polskim środowiskiem piłkarskim wstrząsnęła ujawniona na łamach Weszło tzw. afera nagraniowa, większość członków zarządu PZPN chce odwołania sekretarza generalnego ze stanowiska.

Już przed miesiącem, podczas posiedzenia zarządu poprzedzającego zgrupowanie reprezentacji Polski, Kulesza otrzymał w tej sprawie będące wotum nieufności wobec Wachowskiego pismo. Widniały pod nim nazwiska jedenastu członków zarządu, w tym czterech z pięciu wiceprezesów.

„Zdarzenie to [afera nagraniowa – przyp.] oraz złożone następnie przez Sekretarza Generalnego wyjaśnienia spowodowały utratę naszego zaufania do niego w stopniu, który w naszej ocenie uniemożliwia dalszą współpracę (…). Dlatego niniejszym wyrażamy wotum nieufności wobec Sekretarza Generalnego PZPN i oświadczamy, że nie widzimy możliwości dalszej współpracy” – brzmiał fragment pisma skierowanego do prezesa PZPN, którego treść opublikował TVP Sport.

Kluczowy w tej sprawie był fakt, że choć list poparła większość członków zarządu, to wyłącznie Kulesza mógł złożyć wniosek o odwołanie sekretarza generalnego. Dopiero gdyby na to się zdecydował, doszłoby do głosowania, którego wynik byłby dla Wachowskiego niekorzystny.

Reklama

Jak informowali nas uczestnicy spotkania, naciskany przez kilku działaczy Kulesza uciekł od jasnej deklaracji co do przyszłości Wachowskiego i zapowiedział, że ostateczna decyzja w jego sprawie zapadanie dopiero na październikowym spotkaniu zarządu (które odbyło się w piątek).

Kulesza głuchy na głos zarządu. Prezes wspiera Wachowskiego

W międzyczasie ze środowiska Kuleszy zaczął płynąć przekaz, jakoby liczba członków zarządu popierająca odwołanie Wachowskiego została zawyżona. Wśród głosicieli tej teorii byli m.in. wiceprezes PZPN Adam Kaźmierczak czy wieloletni sojusznik prezesa, Henryk Kula. Jako „dowód” wskazywano, że na wspomnianym piśmie brakowało odręcznych podpisów członków zarządu, a pod listem umieszczono jedynie nazwiska ludzi popierających wniosek o odwołanie.

– Adam, Henryk i jeszcze kilka osób, w tym pracownicy związku Tomasz Kozłowski i Cezary Kowalski, rozpowiadali kuluarowo wśród działaczy, że realnie pismo wspiera siedem, najwyżej osiem osób. Że kilku członków zarządu na pewno nie jest z nami. To była kolejna ich zagrywka mająca wystraszyć niektórych, nastawiona na to, że być może rzeczywiście ktoś się wycofa. No to my postanowiliśmy powiedzieć „sprawdzam” – relacjonuje mi jeden z członków zarządu.

Cezary Kulesza i Henryk Kula

Reklama

Na piątkowym posiedzeniu, na którym aż roiło się od gorących tematów – tych związanych z umową z firmą Publicon Sport czy kryzysem Kolegium Sędziów PZPN – po raz kolejny powrócił temat odwołania Wachowskiego. Wtedy też okazało się, że w tygodniu Kulesza po raz kolejny otrzymał pismo skierowane przeciwko sekretarzowi generalnemu. Tym razem widniało pod nim… jedenaście podpisów. Wśród nich m.in. czterech z pięciu wiceprezesów – Marcina Animuckiego, Dariusza Mioduskiego, Tomasza Garbowskiego oraz Sławomira Kopczewskiego – a także innych działaczy, m.in. prezesa Lecha Poznań Karola Klimczaka czy prezesa Arki Gdynia Wojciecha Pertkiewicza oraz kilku szefów wojewódzkich związków.

Pod wnioskiem nie podpisali się za to wiceprezes Adam Kaźmierczak, będący związkowym patronem Wachowskiego, będący stronnikiem Kaźmierczaka Wojciech Cygan czy Sławomir Pietrzyk.

– Kaźmierczak próbował przestraszyć kilku działaczy, na przykład tych z pierwszej ligi straszył niższymi pieniędzmi w przyszłym sezonie. Między sobą śmialiśmy się z tego, bo nikt nie wierzył, że PZPN pójdzie na wojnę z całą 1. Ligą. Biorąc pod uwagę jak trudne są relacje Kuleszy z klubami Ekstraklasy, to byłoby zwykłe samobójstwo. Nikt więc się nie wycofał i na piśmie znalazło się jedenaście podpisów, czyli dokładnie tyle, ile miało – dodaje jeden z moich rozmówców.

Mimo to Kulesza, podobnie jak przed miesiącem, nie przychylił się do woli większości członków zarządu. Jak słyszymy, pytanie o sprawę zadał na zarządzie prezes Małopolskiego ZPN Bartosz Ryt. Prezes PZPN w obecności wszystkich (również Wachowskiego) oświadczył jednak, że on nie utracił zaufania do sekretarza i w związku z tym nie zamierza pozbawiać go stanowiska.

Reklama

Afera nagraniowa. Sekretarz generalny nagrywał prezesa PZPN

Przypomnijmy, że powodem, dla którego większość członków zarządu PZPN chce odwołania Wachowskiego jest ujawniona przez nas afera nagraniowa. Sytuacja dotyczy wydarzeń, które miały miejsce po oficjalnej kolacji otwierającej mistrzostwa świata U20 kobiet.

To wówczas, już po zakończeniu bankietu, zmęczonego trudami nocy Kuleszę do pokoju odprowadzało dwóch działaczy – Bartosz Ryt oraz wspomniany Wachowski. Gdy Ryt pomagał prezesowi PZPN dostać się do pokoju, spostrzegł, że sekretarz generalny nagrywa kłopotliwą sytuację telefonem. Wzburzony szef MZPN osobiście usunął nagranie z pamięci urządzenia.

Prawdziwość przebiegu zdarzeń potwierdził w rozmowie z Weszło sam Ryt. Co więcej, w późniejszych tłumaczeniach Wachowski twierdził, że nagranie miało skompromitować nie Kuleszę, a… właśnie Ryta. To właśnie te tłumaczenia spowodowały wściekłość członków zarządu.

„Nie jest przy tym najważniejsze, którego konkretnie członka Zarządu dotyczyło to działanie. Dzisiaj sprawa dotknęła tej osoby, a jutro w analogicznej sytuacji może znaleźć się kto inny. Członkowie Zarządu nie mogą wykonywać swoich obowiązków w poczuciu, że osoba zajmująca jedno z najważniejszych stanowisk wykonawczych w Związku może podejmować wobec nich działania obliczone na ich kompromitację” – napisano w piśmie skierowanym do Kuleszy.

Reklama

Cezary Kulesza i Łukasz Wachowski

CBA i prokuratura bada sprawę umowy z Publicon Sport

Afera nagraniowa nie jest obecnie jedynym problemem Kuleszy i Wachowskiego. Jak ujawnił Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski, do prokuratury trafiło zawiadomienie Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego dotyczące współpracy z firmą Publicon Sport i faktur wystawionych przez spółkę na łączną kwotę ponad 40 mln zł.

Według skarbówki dokumenty miały nie odzwierciedlać rzeczywistych transakcji gospodarczych, a PZPN miał posługiwać się nimi przy rozliczaniu podatku VAT. Chodzi o około 7 mln zł podatku, którego uszczuplenie podejrzewają urzędnicy.

Zawiadomienie, datowane na 9 października, trafiło do szczecińskiego wydziału Prokuratury Krajowej zajmującego się przestępczością zorganizowaną i korupcją. To właśnie ten wydział zlecił funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego czynności w siedzibie PZPN 14 października. Jak informował Jadczak, agenci zabezpieczyli dokumentację dotyczącą współpracy z Publicon Sport.

Reklama

To kolejny wątek sprawy, która ciągnie się od miesięcy. Umowę między Publicon Sport a PZPN ze strony związku sygnowali właśnie sekretarz generalny Łukasz Wachowski oraz ówczesny wiceprezes ds. finansowych Henryk Kula. Zgodnie z zapisami ujawnionymi wcześniej przez TVN24 firma miała otrzymywać 150 tys. zł miesięcznego ryczałtu, 13 proc. prowizji od umów sponsorskich oraz 25 proc. od praw licencyjnych, przy gwarantowanym minimum przekraczającym 4,4 mln zł rocznie.

Wątpliwości wzbudził między innymi fakt, że sześciu sponsorów PZPN, w tym Maspex, Fakro i Kompania Piwowarska, miało twierdzić, że Publicon nie pośredniczył w zawarciu ich umów. Prowizję naliczono również od kontraktu z InPostem, podpisanego jeszcze w maju 2022 roku, zanim firma rozpoczęła współpracę ze związkiem. Wewnętrzny audyt miał wykazać błędne naliczanie prowizji oraz brak odpowiedniego nadzoru nad realizacją umów.

A skoro już o sponsorach mowa – trwa masowy exodus firm, które jeszcze do niedawna wspierały Polski Związek Piłki Nożnej. W piątek portal Sportmarketing.pl poinformował, że nowej umowy z federacją nie podpisze ORLEN, będący dotychczas sponsorem generalnym. Strata wsparcia ze strony koncernu paliwowego będzie szczególnie dotkliwa, bowiem jak informuje wspomniany portal, dotychczasowa wartość kontraktu, który niedawno dobiegł końca, mogła sięgnąć nawet niemal 171 milionów złotych netto.

Ponadto w ostatnim czasie współpracę z federacją zakończyli inni wieloletni partnerzy związku. Mowa m.in. o firmach InPost, Biedronka, TCL, Staropolanka oraz Leroy Merlin.

Reklama
5 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Alonso wrócił do czasu w Realu. „To się różni pod każdym względem”

Marcin Długosz
0
Alonso wrócił do czasu w Realu. „To się różni pod każdym względem”

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Alonso wrócił do czasu w Realu. „To się różni pod każdym względem”

Marcin Długosz
0
Alonso wrócił do czasu w Realu. „To się różni pod każdym względem”