Wygrali Ligę Mistrzów. W następnej edycji… nie zagrają

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

24 października 2026, 15:43 • 3 min czytania 1

Reklama
Wygrali Ligę Mistrzów. W następnej edycji… nie zagrają

Kiedy pierwszy raz wygrywali Ligę Mistrzów, a nie było to sto lat temu, a w 2016 roku, ich obecny pogromca jeszcze nie istniał. W tamtej edycji skompromitował się też obrońca trofeum, bowiem nie przeszedł eliminacji. Teraz to oni w ten sposób się ośmieszyli. Jakby mało staromodnych zasad było, o awansie zadecydowała bramka zdobyta na wyjeździe.

Reklama

Obecnie w Europie nie do pomyślenia jest, by zwycięzca Ligi Mistrzów musiał w następnej edycji przechodzić eliminacje. Obecnie, bo przecież w 2005 roku taka sytuacja miała miejsce. Liverpool wygrał Ligę Mistrzów, lecz w Premier League zajął dopiero piąte miejsce, które dawało jedynie Puchar UEFA. Po triumfie The Reds europejska federacja dokooptowała więc klub z Anfield do uczestników kolejnej edycji, z tym że musiał on przejść trzy rundy eliminacji. Po tym zamieszaniu UEFA uznała, że zwycięzca LM z marszu będzie wchodził do następnej edycji.

Cyrk w afrykańskiej Lidze Mistrzów

Tymczasem w Afryce takiej „ochrony” dla obrońcy tytułu nie ma – triumfator musi uczestniczyć w eliminacjach. W tym roku do przejścia była jedna runda. Niewykluczone, że afrykańska federacja pójdzie wkrótce śladem UEFA sprzed 20 lat. Doszło bowiem do kuriozalnej sytuacji – obrońca tytułu nie awansował do fazy zasadniczej. Takie jaja miały miejsce z udziałem Mamelodi Sundowns. Rekordowy, 18-krotny mistrz RPA, w zeszłym sezonie drugi raz w historii został najlepszą drużyną Czarnego Lądu. Na ten sukces obecny wicemistrz RPA czekał 10 lat.

Reklama

Mamelodi w finale afrykańskiej Ligi Mistrzów zagrało zresztą drugi rok z rzędu. Sezon wcześniej przegrało decydujący dwumecz z egipskim Pyramids FC, które potem nie miało problemu z awansem do fazy grupowej. Dodajmy, że w eliminacjach musiało przejść rundę więcej niż teraz Mamelodi. W maju bieżącego roku wicemistrzowie Afryki byli już lepsi od marokańskiego FAR Rabat, czyli byłego klubu Czesława Michniewicza.

Pogromca istnieje tylko kilka lat

W eliminacjach obrońcy tytułu dostali wicemistrza Angoli, Wiliete, które rundę wcześniej ograło drużynę z Seszeli. Klub, który istnieje od zaledwie ośmiu lat, w pierwszym meczu zremisował 0:0. Rewanż, który odbył się pięć dni później w stolicy RPA, Pretorii, zakończył się zaś remisem 1:1. Dzięki tej zdobytej na wyjeździe bramki lider angolskiej ligi pierwszy raz w swojej historii zakwalifikował się do fazy grupowej afrykańskiej Champions League. Mamelodi tymczasem w fazie zasadniczej Ligi Mistrzów CAF zabraknie pierwszy raz od 2014 roku.

Reklama

Żeby było „śmieszniej”, Mamelodi w ogóle nie zagra w międzynarodowych rozgrywkach. W Afryce nie ma bowiem spadku do tamtejszego odpowiednika Ligi Europy. Obrońca Ligi Mistrzów CAF do fazy zasadniczej nie dostał się pierwszy raz od 2016 roku. Wtedy TP Mazembe z Demokratycznej Republiki Konga zostało wyrzucone za burtę przez Wydad Casablanca. Ogólnie jest to już dziewiąty taki przypadek.

Angola zaś pierwszy raz od sezonu 2021/22 będzie miała dwóch przedstawicieli w fazie grupowej tych rozgrywek. Eliminacje przeszedł także mistrz kraju – Petro de Luanda. W tamtej edycji klub ten dotarł zresztą do półfinału. Swoich grupowych rywali pogromca obrońców tytułu pozna w listopadzie. Faza ta rozpocznie się pod koniec tegoż miesiąca, a zakończy się w końcówce stycznia. Udział w niej bierze 16 drużyn.

Reklama

fot. Newspix

1 komentarz
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama