Wielkie transfery i… zero goli po czterech kolejkach. Tottenham znów ma kłopoty

Michał Kołkowski

13 września 2026, 12:51 • 7 min czytania 4

Reklama
Wielkie transfery i… zero goli po czterech kolejkach. Tottenham znów ma kłopoty

W minionym sezonie Tottenham Hotspur z naprawdę wielkim trudem utrzymał się w Premier League i wydawało się, że gorzej być nie może. Nie jest to już jednak takie pewne, patrząc na postawę Londyńczyków na starcie bieżącej kampanii. Spurs przeznaczyli w letnim oknie transferowym blisko 400 milionów euro na wzmocnienia, lecz na razie nie przełożyło się to nawet na jednego gola w angielskiej ekstraklasie. Po czterech spotkaniach licznik zdobytych bramek po stronie Tottenhamu nadal wskazuje okrągłe zero.

Reklama

Wprawdzie w drugiej rundzie EFL Cup podopieczni Roberto De Zerbiego rozsupłali worek z bramkami w starciu z niżej notowanym Charltonem Athletic (5:1), ale nawet to jest dla nich marnym pocieszeniem, bo teraz czeka ich w tych rozgrywkach wyjazdowa potyczka z Liverpoolem.

Zapaść Tottenhamu trwa. Kolejny sezon w dołku?

Z drugiej strony, czy powinniśmy być jeszcze w ogóle zaskoczeni marną postawą Tottenhamu?

Owszem, w 2025 roku Spurs przełamali wieloletnią niemoc i sięgnęli wreszcie po upragnione trofeum. Konkretnie mówiąc: udało im się zatriumfować w Lidze Europy. Zwycięstwo miało bardzo słodki smak – również dlatego, że w finale podopieczni Ange’a Postecoglou poskromili nieoczekiwanie oponentów z krajowego podwórka, czyli Manchester United. Ale przecież już wtedy londyńska drużyna na ligowym froncie radziła sobie marnie (podobnie zresztą jak Czerwone Diabły), zajmując finalnie 17. miejsce w Premier League. Ze sporą, bezpieczną przewagą nad strefą spadkową, to prawda, ale i tak był to rezultat grubo poniżej ambicji Spurs.

W sezonie 2025/26 było jednak jeszcze gorzej. Dużo, dużo gorzej. Thomas Frank totalnie nie sprawdził się na ławce trenerskiej Tottenhamu, zatrudniony w roli strażaka Igor Tudor spisał się jeszcze gorzej, no i Londyńczykom realnie zajrzał w oczy spadek do Championship. Dość powiedzieć, że od początku stycznia do końcówki kwietnia 2026 roku Spurs nie wygrali w angielskiej ekstraklasie ani jednego spotkania. Koszmarną passę piętnastu ligowych występów bez zwycięstwa udało się rzutem na taśmę przerwać i Tottenham uniknął najczarniejszego scenariusza, ale tym razem do degradacji zabrakło już naprawdę niewiele.

Reklama

Wystarczył jeszcze jeden nieudany występ na finiszu ligowej kampanii i Spurs graliby dziś na zapleczu Premier League.

Tottenham Hotspur w Premier League:

  • 2021/22 – 4. miejsce – 71 punktów
  • 2022/23 – 8. miejsce – 60 punktów
  • 2023/24 – 5. miejsce – 66 punktów
  • 2024/25 – 17. miejsce – 38 punktów
  • 2025/26 – 17. miejsce – 41 punktów

Stało się jasne, że w londyńskiej drużynie potrzebne są gruntowne zmiany, jeśli ma ona wrócić do regularnego wygrywania. Centralną postacią dla tej przebudowy został Roberto De Zerbi – szkoleniowiec, pod wodzą którego Tottenham uniknął spadku.

Roberto De Zerbi

Reklama

Wielkie transfery, marne wyniki. Tottenham ma kłopot

Dla nikogo nie mogło być zatem zaskoczeniem, że w letnim oknie transferowym w drużynie Spurs działo się naprawdę sporo. De Zerbi otrzymał mnóstwo pieniędzy na wzmocnienia i – co może jeszcze ważniejsze i wcale nie takie powszechne w realiach Premier League – mnóstwo swobody w doborze zawodników. Wzbudziło to zresztą pewne wątpliwości, ponieważ Włoch uchodzi za szkoleniowca, owszem, taktycznie błyskotliwego, ale jednocześnie na dłuższą metę trudnego we współpracy. A jeśli kadra Spurs zostanie zbudowana przez niego i, co za tym idzie, typowo pod niego, to ewentualne rozstanie będzie podwójnie skomplikowane.

– Dali mu niedorzecznie dużo pieniędzy. Niebywałą premię za utrzymanie drużyny w Premier League. I powierzyli pełną kontrolę nad procesem transferowym. Klub nie ma dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia, więc De Zerbi jest nie tylko trenerem, ale i kieruje polityką transferową całego klubu. Moim zdaniem Tottenham ściąga wszystkich tych kosztownych zawodników na życzenie tylko jednego człowieka – twierdzi Alex Crook z talkSPORT.

No to rzućmy okiem na wspomniane wydatki Spurs.

Transfery przychodzące Tottenhamu:

Reklama
  • Sandro Tonali (Newcastle United) – 108 milionów euro
  • Mateus Fernandes (West Ham United) – 99 milionów
  • Savio (Manchester City) – 88 milionów
  • Jan Paul van Hecke (Brighton) – 60 milionów
  • Tosin Adarabioyo (Chelsea) – 12 milionów
  • Omar Marmoush (Manchester City) – wypożyczenie
  • Mychajło Mudryk (Chelsea) – wypożyczenie
  • Andrew Robertson (Liverpool) – wolny transfer
  • Marcos Senesi (Bournemouth) – wolny transfer
  • Martin Dubravka (Burnley) – wolny transfer

źródło: Transfermarkt

Kwoty są jak widać kolosalne, tylko za Tonalego i Fernandesa trzeba było zapłacić 200 milionów euro. Oczywiście Spurs balansowali te wydatki poprzez sprzedaż zawodników, tutaj można wskazać choćby przenosiny Luki Vuškovicia do Brighton, niemniej: De Zerbi naprawdę zaszalał na rynku.

Dostał narzędzia. Czy raczej – sam je sobie wybrał i kupił.

Problem w tym, że efektów na razie nie widać. Tottenham otworzył sezon klęską w starciu z Brentford (0:3), potem poległ w konfrontacji z Newcastle United (0:2), a następnie zanotował dwa bezbramkowe remisy – z Nottingham Forest i Evertonem. Na a umówmy się, kiedy ściągasz zawodników za grubo ponad 300 milionów euro i nie jesteś w stanie zdobyć nawet jednej bramki na przestrzeni czterech spotkań, to trudno o taryfę ulgową nawet w tak wymagającej lidze jak Premier League.

Reklama

Oczywiście trzeba w tym kontekście spojrzeć też na współczynnik spodziewanych bramek. Łączne xG londyńskiej ekipy po czterech kolejkach wynosi 4,10 (według serwisu Understat). Ale, po pierwsze, to wciąż jeden z najgorszych rezultatów w angielskiej ekstraklasie. A po drugie, xG oponentów Spurs było prawie dwa razy wyższe.

– Problem Tottenhamu polega na tym, że drużyna utknęła w błędnym kole – przekonuje Jack Pitt-Brooke z The Athletic. – Zawodnikom brakuje pewności siebie pod bramką przeciwnika. Dostrzega się u nich niechęć przed podejmowaniem ryzyka i oddawaniem strzałów. Kiedy na początku drugiej połowy meczu z Evertonem Mateus Fernandes w końcu oddał kiepski strzał, pierwsze celne uderzenie Tottenhamu w tym spotkaniu, kibice ironicznie zaklaskali. Ale jeśli piłkarze Spurs nie będą nawet próbować, to przecież nigdy nie zdobędą bramki. Ten schemat będzie się powtarzał. To musi zostać w jakiś sposób przełamane.

Roberto De Zerbi

Mentalna blokada Tottenhamu. Ale De Zerbi pozostaje optymistą

Trener De Zerbi po remisie z Evertonem także zwracał uwagę na kwestie – ujmijmy to – mentalne. Ale nie tylko na nie.

Reklama

– Będę szczery. Zawsze jestem z wami szczery, wiecie o tym. Kiedy gramy źle, to o tym mówię – zaczął Włoch. – Rozpoczęliśmy ten sezon późno. Z wielu powodów, ale za późno. Wielu piłkarzy miało za sobą mundial, pojawiły się kontuzje podczas okresu przygotowawczego. Savio i Marmoush trafili do nas późno. Dlatego ja z tą grupą zacząłem pracować dwa tygodnie temu. Zatem uważam, że jeszcze nie jesteśmy w odpowiedniej formie. Pierwszych 30 minut z Evertonem rozegraliśmy bardzo dobrze. A potem… Może to energia? Może fakt, że nie strzeliliśmy bramki? Może niektórzy piłkarze stracili pewność siebie? Jeśli rozciągniemy naszą dobrą postawę z początku meczu na 60-70-90 minut, jestem przekonany, że zaczniemy zwyciężać. Choć na pewno musimy się poprawić w ofensywnej tercji boiska.

– Ostatnia decyzja, ostatnie podanie. Musimy oddawać więcej strzałów, zwłaszcza gdy mamy na to przestrzeń i czas – podkreślił trener Tottenhamu. – Ale nie mogę krytykować moich piłkarzy. Wiem, jak pracują i widzę, że zmierzamy we właściwym kierunku. Cztery mecze bez gola – trudno to zaakceptować, przepraszamy kibiców, ale […] najważniejsze jest to, by piłkarze skupili się na rozwoju, który mamy do zrobienia. Nie na mediach, nie na dziennikarzach. O ich opinii zawsze decydują wyniki. O mojej nie, bo ja jestem trenerem, a nie dziennikarzem czy kibicem.

– Myślę, że kiedy się odblokujemy, drużyna będzie bardzo mocna. Zaczniemy strzelać, zaczniemy wygrywać. Musimy znaleźć bramki. […] Skoro byłem optymistą w poprzednim sezonie, to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym być optymistą teraz – dodał De Zerbi. I zażartował, że we Włoszech byłby raczej chwalony w mediach za zachowanie dwóch czystych kont z rzędu, a nie krytykowany za brak zdobytych bramek.

Kibicom Spurs nie jest jednak zapewne do śmiechu, a atmosfery wokół klubu z pewnością nie poprawia konflikt ze zmarginalizowanym Richarlisonem, który ma podobno zamiar przy wsparciu prawników wymusić na Tottenhamie rozwiązanie kontraktu. – To nie była moja decyzja. To normalne. Richarlison o wszystkim postanowił sam. Porozmawiał ze mną, opowiedział o tym, że chce odejść. Mnie interesują zawodnicy, którzy chcą tu zostać i wykazują się odpowiednią pasją do gry. A co się stało dalej, problemy z niedoszłym transferem – to nie moja robota. Tym zajmuje się klub, nie pytajcie mnie o to – uciął De Zerbi.

Reklama

***

Oczywiście cztery mecze bez wygranej w Premier League to jeszcze nie powód, by bić na alarm. Choć w tym momencie wszystko wskazuje na to, że przed Tottenhamem jeszcze jeden sezon, w którym trzeba będzie raczej oglądać się nerwowo za plecy niż spoglądać z nadzieją w kierunku górnych rejonów tabeli.

– Kiedy tu trafiłem, gówno sięgało dotąd – przypomniał jednak De Zerbi, wskazując dłonią na wysokość swojego czoła. – Gówno, powtarzam. Ale ja zawsze byłem… nawet nie tyle optymistą, co realistą. Dlatego tłumaczę – przykro mi z powodu wyników, lecz postęp nie przychodzi natychmiast. Nie da się od razu zbudować zespołu. W meczach z Evertonem i Nottingham byliśmy drużyną. Nie mogę niczego zarzucić piłkarzom, jeśli chodzi o podejście. Zachowajmy spokój, pracujmy ciężko i się rozwijajmy.

Reklama

fot. NewsPix.pl

4 komentarze
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama