Nie jest dobrze, gdy wygrywa z tobą Wisła Płock i robi to po bramce głową (!) Patryka Kuna. Jest fatalnie, jeśli ty w tym meczu poza jednym krótkim przebłyskiem nie masz nic do powiedzenia i jesteś dla tego zespołu jedynie tłem. Cracovia zalicza trzecią porażkę z rzędu w lidze. Tym razem nie może tłumaczyć się tym, że stworzyła wiele okazji, ale była nieskuteczna.
Nie czarujmy się – Wisła Płock to solidny kandydat do spadku w tym sezonie. Kadra jest licha, trener zalicza słaby początek, wielkiej wiary w ten projekt zdają się nie mieć nawet kibice, bo dziś w Płocku były tak zwane puchy (konkretnie – 6218 kibiców). Przy obecnej modzie na Ekstraklasę tak słaba widownia jest wręcz czymś szokującym.
Wisła Płock – Cracovia. Symboliczna bramka Kuna
Ale czy dziwimy się płocczanom? Chyba niekoniecznie. Wisła ani nie wygląda, ani nie punktuje. Aż do dziś, jedyny komplet zaliczyła w starciu z bezbarwnym Rakowem. Natomiast w tym momencie musimy skończyć złośliwości, bo z Cracovią zagrała po prostu dobrze – i skutecznie, i przekonująco. Sam mecz mógłby nas pewnie bardziej rozbujać, ale jeśli ktoś zasiadł z takimi oczekiwaniami do starcia w Płocku, ten miał zwyczajnie nierówno pod kopułą.
Symbolem tego spotkania będzie bramka strzelona przez Patryka Kuna, który ostatnio jest ustawiany wyżej, gdzie ma więcej ofensywnych zadań. To po prostu fatalna sytuacja, jeśli piłkarz mający 165 centymetrów wzrostu przeskakuje twoich stoperów i pakuje piłkę do bramki po uderzeniu głową. Środkowi obrońcy Cracovii skupili się na Sekulskim, jakby zupełnie nie wierzyli w to, że dośrodkowanie może powędrować także do Kuna. Tego scenariusza nie zakładał też Perković, który przysnął zamiast w porę asekurować. W efekcie – najniższy piłkarz na boisku zapakował gola po wyjściu w powietrze.
Nie był to gol przypadkowy, bo Wisła przeważała, grała lepiej, miała inicjatywę, szanowała piłkę. Po pierwszej połowie Cracovia nie miała żadnego celnego strzału. Rozwalił nas Nordas, który dostał dobrą piłkę na głowę, ale zaprezentował tzw. uderzenie wsteczne. Można zastanawiać się, co autor miał na myśli i czy jest aż takim altruistą, że nawet w dogodnej okazji strzeleckiej szuka kolegów, nawet jeśli są gorzej ustawieni. Jeśli tak – to nie najlepiej. W innym przypadku – też nie najlepiej, bo ten strzał był 1/10 nawet w skali Milety Rajovicia.
Cracovia z krótkim przebłyskiem
W drugiej połowie Wisła podwyższyła i był to zupełnie zasłużony obrót spraw. Przy samym golu pomógł trochę przypadek, bo Radwański trafił w słupek, a piłka odbiła się później od pleców interweniującego bramkarza, a więc gol zostanie zapisany jako samobój. Na domiar złego z perspektywy Cracovii, drugą żółtą kartkę po powaleniu wychodzącego na czystą pozycję Sekulskiego obejrzał Baumgartner.
Pasy odrobiły jednego gola, konkretnie zrobił to rezerwowy Berte po całkiem podobnej akcji do tej Kuna z pierwszej połowy. W kontekście całego meczu, było to tylko niewiele znaczące odmachnięcie się, bo ledwie minutę później na 3:1 podwyższył Akere i Wisła miała spokojną końcówkę.
Cracovia miała przebłysk w drugiej połowie sierpnia, wygrała wtedy dwa mecze, ale znów wróciła na ścieżkę przegrywów. W lidze ma trzy porażki z rzędu. Możemy doliczyć do tego jeszcze kompromitujące odpadnięcie z Pucharu Polski i wyjdzie nam nie za ciekawa perspektywa. W poprzednich meczach zespół Pasów mógł bronić się statystyką xG, która wskazywała, że stworzył dużo sytuacji, w których jednak zawiodła skuteczność. Dziś okazji strzeleckich praktycznie nie było.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. newspix.pl