Sabalenka straciła wszystko. Rybakina mistrzynią US Open!

Sebastian Warzecha

13 września 2026, 01:17 • 7 min czytania 2

Reklama
Sabalenka straciła wszystko. Rybakina mistrzynią US Open!

Był to mecz światowej jedynki ze światową dwójką. W poniedziałek też by takim był, ale obie zamieniłyby się miejscami. Jelena Rybakina „ukradła” już bowiem w czasie tego US Open status liderki światowego rankingu z rąk Aryny Sabalenki. A teraz miała spróbować zrobić to samo z US Open, które w ostatnich dwóch edycjach wygrywała właśnie Białorusinka. Ta krótka seria została jednak przerwana – Rybakina okazała się lepsza i zgarnęła trzeciego w karierze Szlema!

Reklama

Jelena Rybakina mistrzynią US Open! Dwa Szlemy w sezonie

Jelena Rybakina wygrała już w tym sezonie Australian Open. W finale – po trzysetowym meczu – pokonała wtedy Arynę Sabalenkę.

Białorusinka, która w ostatnich trzech sezonach wygrywała co najmniej jednego Szlema, nie zgarnęła też ani w Roland Garros (niespodziewanie przegrała z Dianą Sznajder w ćwierćfinale), ani na Wimbledonie (w wielkim stylu pokonała ją tam w IV rundzie Naomi Osaka). Ostatecznie Sabalenka stanęła więc przed takim samym scenariuszem jak sezon temu – US Open było dla niej ostatnią szansą, by nie skończyć sezonu „na zero”.

Bo z perspektywy tych największych tenisistek tak to właśnie wygląda – sezon bez Szlema nie jest może spisany na straty (choć zależy, co udało się dorzucić do dorobku), ale na pewno jest wybrakowany.

Reklama

Tymczasem na US Open bez tytułu wielkoszlemowego wywalczonego w 2026 roku przyjeżdżała kobieca Wielka Trójka, czyli Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Iga Świątek. Jasne, Polka spuściła w ostatnich dwóch sezonach znacznie z tonu, ale w poprzednim sezonie potrafiła przecież wygrać na Wimbledonie. A w trwającej dekadzie trudno zaprzeczyć temu, że ogółem rzecz biorąc, to jest po prostu najlepsza – a za nią grupę pościgową tworzyły przed tym sezonem Gauff i (przede wszystkim) Sabalenka.

Już po IV rundzie wiedzieliśmy, że turnieju nie wygra Świątek i po raz pierwszy od 2021 roku nie zgarnie tytułu tej rangi. Półfinał odrzucił Gauff, która przegrała z Rybakiną. Sabalenka z kolei doszła do finału. I w zasadzie skład meczu o tytuł był z jednej strony jak najbardziej przewidywalny – grały w nim w końcu turniejowa „1” i „2” – a z drugiej na starcie US Open trudno było jednak stwierdzić, że to dwie główne faworytki do trofeum.

Białorusinka od dłuższego czasu miała przecież problemy ze swoją grą – jej ostatni finał to marcowy turniej w Miami, który zresztą wygrała. Potem z miesiąca na miesiąc radziła sobie gorzej. Na US Open odnalazła jednak wielką dyspozycję, w półfinale z Jessicą Pegulą grała tenis absolutnie wybitny i zasłużenie do finału weszła. Rybakina z kolei miała problemy zdrowotne – w Cincinnati skreczowała w pierwszym secie meczu z Igą Świątek, a w efekcie w nowojorski turniej wchodziła pełna wątpliwości.

Potem jednak zaczęła przechodzić rundę po rundzie, a zostawione w pokonanym polu Naomi Osaka, Qinwen Zheng (która ograła Igę Świątek) i Coco Gauff to seria, która musiała robić wrażenie. Tym bardziej, że i z Chinką, i z Amerykanką przegrywała pierwszego seta, ale potem grała, jakby zupełnie się tym nie przejęła.

Reklama

Ostatecznie więc doszło do meczu, na który wszyscy czekali.

I, patrząc na grę obu, to również do meczu, który był finałem godnym tej fazy turnieju.

Finał jak w Australii

Jelena Rybakina po ćwierćfinałowym zwycięstwie była pewna, że wraz z końcem turnieju stanie się nową liderką rankingu WTA.

Status ten miała odebrać – i zrobi to w poniedziałek – Arynie Sabalence. Dzisiejszy mecz był więc spotkaniem o dodatkowym podtekście, ale przy okazji – walką o to, by różnica między nimi była jak największa (z perspektywy Jeleny) lub niewielka (z perspektywy Aryny). Tych podtekstów było zresztą nawet więcej – bo przecież obie mierzyły się ze sobą we wspomnianym Australian Open.

Reklama

Dzisiejszy mecz mógł więc stanowić pewien rewanż za to, co stało się na początku sezonu. Mógł. Ale rewanżu nie było.

Momentami dziwne to było zresztą spotkanie. Z jednej strony grały obie akcje rewelacyjne, na szybkim tempie, wysokiej intensywności i sporym ryzyku. Z drugiej bywało, że ograniczało się to do prostej nawalanki, jakby sprawdzając, która przebije mocniej i szybciej. I w sumie nie pierwszy (i pewnie nie ostatni) to raz, gdy Aryna Sabalenka gra tak z Jeleną Rybakiną. Sęk w tym, że Kazaszka jest jedną z dwóch, może trzech tenisistek w tourze, co przy takiej grze są w stanie Białorusinkę ograć, bo oddają jej zagrania na drugą stronę kortu z jeszcze większą mocą.

Choć w pierwszym secie chyba sama Jelena nie do końca pojmuje, jak wygrała.

Jej procenty serwisu były bowiem FATALNE, a to przecież jedna z największych broni w repertuarze Rybakiny. Mimo tego jednak Jelena była w stanie utrzymywać własne podanie, ba nie dopuszczała nawet do break pointów. Nieźle radziła sobie w wymianach, Sabalenka była za to znacznie bardziej rozchwiana – zagrania wybitne przeplatała tymi znacznie słabszymi. Jej serwis podobnie falował, a ostatecznie ta fala poszła zdecydowanie w dół w jednym w sumie gemie serwisowym – i tyle wystarczyło, bo Rybakina straszyła na returnie.

Reklama

A wtedy nie tylko postraszyła, ale i przełamała. To był piąty gem i w zasadzie tyle wystarczyło, bo jako się rzekło: Jelena serwisów nie przegrywała.

To znaczy: nie przegrywała pierwszym secie. Bo w drugim jej się to zdarzyło. A to ciekawe, bo przez dużą część tej partii nie miała problemów z pierwszym podaniem – w przeciwieństwie do poprzedniego seta. Gdy jednak przyszło do serwowania, by w secie zostać, to w dwóch z rzędu gemach musiała się bronić przed break pointami. Raz się udało, za drugim razem już nie. Trzeba jednak przyznać, że duża w tym zasługa Sabalenki, która znacząco podniosła poziom własnej gry. Grała szybciej, mocniej, ale przede wszystkim – dokładniej.

Reklama

Piłka leciała zazwyczaj tam, gdzie chciała tego Białorusinka. A ta celowała po liniach, po narożnikach, a rywalka choć robiła, co mogła, to ostatecznie nie była w stanie za tym nadążyć. Była w tym graniu Aryna po prostu zbyt dokładna. I to na jej konto wpadł drugi set.

Została więc partia numer trzy. Tak samo jak w Australii.

Reklama

Rybakina nie pozostawiła wątpliwości

Na starcie trzeciej partii wydawało się, że momentum jest po stronie Sabalenki. Ta co prawda musiała się naprawdę wysilić przy swoim serwisie, by wygrać gema, ale ostatecznie zrobiła to w wielkim stylu, po kilku znakomitych akcjach. Tyle tylko, że kolejne dwa gemy nie poszły po jej myśli. Najpierw Rybakina wyserwowała co jej i nie oddała nawet punktu przy swoim podaniu. A potem fantastycznie popracowała returnem, wypracowując sobie kolejne break pointy.

I ostatecznie, po raz drugi w tym meczu, przełamała Sabalenkę.

Potem były gemy wygrywane przez serwujące, ale też gemy wyczerpujące – nawet jeśli nie rozgrywały w nich wiele punktów, to sporo z wymian granych było na potwornej intensywności. Raz jedna, raz druga na moment przykucały, łapały oddech, próbowały wyciągnąć na wierzch resztki sił, jakie im pozostały. Lepsza i w tym, i w szybszym rozgrywaniu swoich gemów była jednak Kazaszka, która na prowadzenie 4:2 wyszła znów po małej partii wygranej do zera.

A potem raz jeszcze przełamała rywalkę. I to był koniec emocji w tym spotkaniu, bo Jelenie pozostawało wyserwować sobie mecz. Zrobiła to pewnie, wykorzystując drugą piłkę meczową. Wygrała więc drugiego Szlema w sezonie, a trzeciego w karierze.

Reklama

Na liście aktywnych zawodniczek jest pod tym względem aktualnie szósta, ale (mimo że oficjalnie się je wlicza) śmiało możemy usunąć siostry Williams, które rozgrywają kilka spotkań do roku dzięki dzikim kartom. A skoro tak, to realna lista wygląda następująco:

  • Iga Świątek – 6 turniejów wielkoszlemowych,
  • Naomi Osaka i Aryna Sabalenka – 4,
  • Jelena Rybakina – 3,
  • Coco Gauff i Barbora Krejcikova – 2.

Po jednym Szlemie ma do tego jeszcze kilka tenisistek, w tym na przykład Mirra Andriejewa, która była w Nowym Jorku w półfinale. Natomiast fakt, że Rybakina jest już tylko od Szlema od Sabalenki zdaje się pokazywać, że ta druga w ostatnich latach nie wykorzystała wielu szans, które miała. Na papierze powinna być bowiem w okolicach Igi Świątek, tymczasem od Polki nadal odstaje, za to zbliża się do niej Kazaszka. Inna sprawa, że nie tylko Aryna, ale też Coco Gauff (i, oczywiście, Iga Świątek) może uznać ten sezon za „szlemowo” przegrany.

Reklama

A Jelena? Dla niej ostatni rok – od WTA Finals – jest wybitny. A w Nowym Jorku zgarnęła wszystko – i tytuł, i miejsce na czele światowego rankingu.

To jej czas. Po prostu.

Jelena Rybakina – Aryna Sabalenka 6:4, 5:7, 6:2

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Jan Broda
0
Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Wzięli sportowców za imigrantów. Chcieli wykurzyć ich z miasta

AbsurDB
10
Wzięli sportowców za imigrantów. Chcieli wykurzyć ich z miasta