Mistrzowie Anglii raczej nie mogli liczyć na lekki, łatwy i przyjemny mecz na Stadium of Light. Już zeszłoroczny, wyjazdowy mecz z Sunderlandem pokazał im, że to trudny teren. Wtedy było 2:2. Dziś w pewnym momencie zapowiadało się na jeszcze gorszy rezultat, ale finał był pomyślny dla The Gunners. Kolejne czyste konto stało się faktem, kolejne trzy punkty wylądowały na koncie.
Arsenal zagrał w tym sezonie pięć meczów, wszystkie wygrał, cztery z nich do zera. Jedyną bramkę „Kanonierzy” stracili w meczu z Chelsea, ale tutaj przede wszystkim trzeba chwalić precyzyjny strzał Morgana Rogersa. Do szczelnej defensywy i świetnej organizacji gry zespołu Mikela Artety już przywykliśmy, więc kolejny mecz na zero z tyłu nie szokuje. Droga do tego była jednak wyboista.
Już w pierwszej połowie gospodarze postraszyli Arsenal, ale tylko raz. Blisko szczęścia był Dan Ballard. To jednak obrońcy tytułu, jak na faworyta przystało, przeważali i dyktowali warunki gry. Soczysty strzał z dystansu Gabriela minął słupek bramki. Potem najwięcej zamieszania robił Kai Havertz. Najpierw pomylił się nieznacznie po dograniu Martina Odegaarda, potem jego strzał z półobrotu wybronił Robin Roefs. W samej końcówce pierwszej połowy piłkę z głowy Niemca w ostatniej chwili sprzątnął przytomną „angielką” Granit Xhaka. Były piłkarz Arsenalu w tej sytuacji z pewnością uratował Sunderland przed utratą gola.
Marny karny
Początek drugiej części spotkania to optyczna przewaga zespołu Regisa Le Brisa. Niewiele z niej wynikało, ale wtedy akcję w tym meczu postanowił pchnąć do przodu sędzia John Brooks. Po starciu Ballarda z Ezrim Konsą wskazał na punkt karny. Czy Konsa trzymał Ballarda? Tak. Czy równocześnie był trzymany przez piłkarza „Czarnych Kotów”? Jak najbardziej. Arbiter zdania nie zmienił, VAR – jak to VAR w Anglii – nie interweniował, więc Enzo Le Fee ustawił piłkę na wapnie i stanął przed szansą na otwarcie wyniku.
🇪🇸🧤 DAVID RAYA COMPLETELY SHIFTS THE MOMENTUM WITH THAT PENALTY SAVE!pic.twitter.com/om35LQIFKo
— Goals Xtra (@GoalsXtra) September 12, 2026
Szansy tej nie wykorzystał. David Raya to David Raya. Pomógł Arsenalowi w mistrzowskim sezonie niezliczoną ilość razy. W tym gorszy raczej nie będzie. Interwencja hiszpańskiego bramkarza tchnęła nowego ducha w nieco uśpiony zespół Artety.
Wygwizdany Bruno ucisza stadion
Niecałe 120 sekund później było już 0:1. Szybka, składna akcja, Declan Rice krótko podał do Bruno Guimaraes, a Brazylijczyk uderzył tak, że nie było co zbierać. Anglicy mówią o takich golach „screamer”. Polacy – „ale urwał”.
𝐁𝐑𝐔𝐍𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎! 😱
Cudowne trafienie dla Arsenalu! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/yD9KlaJbnT
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 12, 2026
I znowu wyszło na rację Artety, który nie określa swoich piłkarzy mianem podstawowych i rezerwowych. Mówi o starterach i finiszerach. Dziś Bruno był tym drugim, ale wszedł w 46. minucie i okazał się kluczowy, mimo kakofonii gwizdów, którymi „częstowali” go kibice Sunderlandu. A robili to, bo z urzędu nienawidzą byłych i obecnych zawodników Newcastle.
Zostawmy Bruno, bo po jego golu akcja nadal była wartka. Arsenal spokojnie mógł podwyższyć na 2:0, ale mógł też stracić swoje prowadzenie. Znów dużo dobrego działo się po akcjach Havertza i Odegaarda. Świetną szansę zmarnował też Bukayo Saka. Był nawet słusznie nieuznany gol Jurriena Timbera (kolejny finiszer w dzisiejszej talii Artety).
Ale i po drugiej stronie boiska się kotłowało. Spokoju Rayi nie dawał Nordi Mukiele. Raz uderzył niecelnie, chwilę później trącił piłkę, ale Hiszpan znów był nie do pokonania.
W końcówce meczu Reinildo Mandava sfaulował pędzącego na bramkę gospodarzy Sakę. Obejrzał drugą żółtą kartkę i sprokurował rzut karny, który na gola zamienił sam poszkodowany. Anglik ustalił wynik meczu, mimo że bramkarz wyczuł jego intencje.
Arsenal robi więc swoje. Sunderland okazał się wymagającym przeciwnikiem, choć można spekulować, czy w przypadku innego rozstrzygnięcia, głównym „bohaterem” pomeczowych dyskusji nie byłby sędzia Brooks, dyktujący karnego z kapelusza. Ostatecznie jednak Raya znów był wielki, a jego koledzy z pola spuentowali swoją wyższość bramkami. Na razie na The Gunners nie ma mocnych.
Sunderland – Arsenal 0:2 (0:0)
- 0:1 – B. Guimaraes 58′
- 0:2 – B. Saka 90+7′ (k.)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix