Wystarczy już Ligi Konferencji. Lechu, Jagiellonio, czas opuścić ciepły grajdołek

Aleksander Rachwał

27 sierpnia 2026, 15:34 • 6 min czytania 10

Reklama
Wystarczy już Ligi Konferencji. Lechu, Jagiellonio, czas opuścić ciepły grajdołek

Mimo że daleko mi do tzw. „rankingorza”, doceniam, że polskie kluby wykorzystały Ligę Konferencji, by poprawić swoją pozycję w Europie. Zawsze będę ciepło wspominał ćwierćfinał Lecha w sezonie 2022/23 i Legii oraz Jagiellonii w sezonie 2024/25. Miło patrzyło się też, jak w poprzedniej edycji Raków kończy fazę ligową jako wicelider tabeli. Kolejny rok gry wyłącznie w trzecim co do wagi europejskim pucharze byłby już jednak trochę smutny. Na całe szczęście Lech i Jaga pokazały, że nasza liga rzeczywiście zrobiła krok do przodu.

Reklama

Żeby było jasne, nie zamierzam wzorem Kamila Kosowskiego nazywać Ligi Konferencji „Pucharem Biedronki” i deprecjonować tego, co polskie kluby w ostatnich latach tam osiągnęły. Natomiast nie oszukujmy się – dziesiąte obecnie miejsce Polski w rankingu UEFA, zdobyte regularnym punktowaniem właśnie w Lidze Konferencji, nie oddaje naszej rzeczywistej siły na tle innych europejskich lig. Spośród krajów, które rywalizują o czołową dziesiątkę, żaden inny nie opiera swojego dorobku tak mocno na tych jednych rozgrywkach.

Polskie drużyny zasiedziały się w Lidze Konferencji. Najwyższy czas na krok do przodu

Choćby trzynasta w tym rankingu Norwegia właśnie wysłała dwa kluby do Ligi Mistrzów. Kraj ten może i zdobył przez pięć ostatnich lat mniej punktów niż my. Tyle, że my nabijaliśmy je w dużej mierze na Mladych Boleslav, Baćkich Topalach i Żrinjskich Mostarach. Takie Bodo/Glimt ciułało je w starciach z Manchesterem City, Atletico Madryt czy Interem. Jest różnica, prawda?

Reklama

Bodo jest tu zresztą szczególnym przykładem, bo przecież jeszcze kilka lat temu rywalizowało z Legią Warszawa czy Lechem Poznań i przegrywało te dwumecze. W sezonie 2024/25 Jagiellonię w eliminacjach do Ligi Mistrzów ograło już z dużą przewagą. Na dziś wydaje się to klub z zupełnie innej półki.

Jestem zdania, że regularna gra w fazie ligowej Ligi Mistrzów lub awans do fazy pucharowej Ligi Europy jest lepszy nawet niż ćwierćfinał Ligi Konferencji. Zostańmy więc jeszcze chwilę przy przykładzie norweskim. Od powstania Ligi Konferencji w sezonie 2021/22 kluby z Norwegii dziewięć razy wystąpiły w fazie ligowej/grupowej europejskich pucharów (nie liczymy obecnego sezonu). Raz była to Liga Mistrzów, czterokrotnie Liga Europy i czterokrotnie Liga Konferencji. Polskie drużyny w tym czasie aż osiem razy wystąpiły w Lidze Konferencji i tylko dwa razy w Lidze Europy.

Zmierzam do tego, że zwyczajnie się w Lidze Konferencji zasiedzieliśmy. Rozgrywki, które miały być dla nas trampoliną do lepszego piłkarsko świata, stały się naszym, cytując klasyka, ciepłym kurwidołkiem. Zamiast powolnego rozwoju, stopniowego wprowadzania kolejnych zespołów piętro wyżej, utknęliśmy na parterze. Awanse do Ligi Europy Legii w sezonie 2021/22 i Rakowa w sezonie 2023/24 sprawiają w tym kontekście wrażenie pewnej anomalii.

Reklama

Z tego względu z niekłamaną radością czekam na tegoroczne występy Lecha i Jagiellonii (tak, opuszczam gardę z pokory i uznaję, że obie mają już awans w kieszeni). Mecze z KuPS Kuopio, Lincoln Red Imps czy inną Dritą zostawmy wciąż budującemu współczynnik Rakowowi (i Górnikowi, trzymamy kciuki). Kolejorz i Jaga dotarły zaś do etapu, w którym zgromadzone punkty trzeba wreszcie wyłożyć na stół, przy którym siedzą mocniejsi gracze. Niektórzy już czekają:

  • Juventus
  • Bayer Leverkusen
  • Milan
  • Olympique Lyon
  • Olympique Marsylia
  • Crystal Palace
  • Bournemouth
  • Real Sociedad

A z dużym prawdopodobieństwem będą to jeszcze Benfica, Besiktas i Trabzonspor z Mohamedem Salahem w składzie. Trafić na takie ekipy w Lidze Konferencji jest trudniej, trzeba dosyć daleko zajść – jak na przykład Jagiellonia czy Raków grający z Fiorentiną. Tylko, że tam Fiorentina, Strasbourg, Crystal Palace czy inne Rayo to jest już sufit, bo najlepsze ligi mają po jednym reprezentancie.

Pucharowe czwartki potrzebują wyższej temperatury

Liga Konferencji bez wątpienia okazała się lekiem na nasze systematyczne niepowodzenia w pucharach, ale – jak to bywa z lekami – ma pewien efekt uboczny. W tym przypadku polega on na tym, że nie każdy jesienny czwartek był dla nas szczególnie ekscytujący. Innymi słowy: mecze polskich drużyn w Europie stały się przyjemną codziennością, ale bywały kolejki, gdy na czterech naszych pucharowiczów tylko jeden mierzył się z rywalem, którego pokonanie mogło wzbudzić reakcję silniejszą niż tylko pokiwanie głową w geście uznania.

Nie zawsze też powalały na kolana marki, które w realiach Ligi Konferencji uchodziły za mocarzy. AZ, Rayo Vallecano, Mainz czy Strasbourg to bardzo dobre drużyny – mieliśmy okazję się przekonać, że na ten moment lepsze od polskiej czołówki, ale czy zwycięstwo z którąś z nich, zwłaszcza na etapie fazy ligowej, byłoby wydarzeniem, od którego zaczynalibyśmy snuć wnukom opowieści o złotych czasach polskiej piłki klubowej? Raczej nie. A ogranie Milanu, Juventusu, Bayeru Leverkusen? No właśnie.

Reklama

Mecz Jagiellonia – Rayo Vallecano w przypadku Ligi Konferencji uchodzi za hit. 

W Lidze Europy jesteśmy takich historii dużo bliżej. Każda z wymienionych wyżej zagranicznych ekip w tych rozgrywkach byłaby przeciętniakiem, a nie murowanym kandydatem na ćwierćfinalistę. Poziom trudności rośnie, ale wraz z nim tętno w oczekiwaniu na coś naprawdę dużego.

Choćby z tego względu, że w fazie ligowej meczów do rozegrania jest osiem, a nie sześć – po dwa z rywalami z każdego koszyka. Liga Konferencji w zasadzie gwarantowała, że spośród sześciu spotkań trzy będą z przeciwnikami pokroju Breidablik, Szkendiji Tetowo czy Hamrun Spartans. W Lidze Europy może okazać się, że Lecha lub Jagiellonię czekają dwa mecze z drużynami z Serie A, Premier League, a wśród tych teoretycznie słabszych rywali trafią się Besiktas czy Crvena zvezda.

Reklama

Jednocześnie nie uważam, by w Lidze Europy nasze drużyny miały być skazane na pożarcie lub – ujmując sprawę delikatniej – zbieranie doświadczenia. Jasne, tak było ostatnio w przypadku Rakowa, który dostał wciry w grupie z Atalantą, Sportingiem i Sturmem Graz. Ale już w 2023 roku Legia awansowała w Lidze Konferencji z grupy, w której miała Aston Villę, AZ Alkmaar i Zrinjski Mostar. Podobny zestaw spokojnie mógłby trafić w Lidze Europy. Legia wówczas z grupy wyszła – u siebie pokonała zarówno ekipę z Anglii, jak i tę z Holandii.

W tym miejscu odwołajmy się jeszcze raz do Norwegii. W ubiegłym sezonie do fazy ligowej Ligi Europy awansowało Brann, debiutant rozgrywek, który w poprzednich latach nie był w stanie przejść eliminacji Ligi Konferencji. Ekipa ze Skandynawii trafiła na Lille, Utrecht, Rangers FC, Bolonię, PAOK, Fenerbahce, Midtjylland i Sturm Graz. Mocny zestaw, zwłaszcza jak na kogoś, kto nie jest bywalcem pucharów. Norwegowie wywalczyli siedem punktów i wystarczyło im to do awansu. Wydaje mi się, że gdyby na ich miejscu był Lech lub Jagiellonia, oczekiwanie podobnej zdobyczy punktowej nie byłoby stawianiem nierealnych wymagań.

Czas więc wyściubić nos z przyjaznej bańki i sprawdzić, w którym miejscu jesteśmy. Tutaj z pewnością najwięcej do udowodnienia ma Lech. Jego ubiegłoroczna kampania w Europie była pewnym rozczarowaniem głównie dlatego, że nie radził sobie z tymi mocniejszymi rywalami. Szczególnie u siebie – z Crveną zvezdą przegrał 1:3, z Genkiem 1:5, z Szachtarem 1:3. Niels Frederiksen sam mówił, że tych wyników żałuje po zeszłym sezonie najbardziej, jest więc okazja, by wykorzystać zebrane doświadczenie.

Dlatego bez strachu, Lechu i Jagiellonio. Nie bójcie się o ranking. Cyferek w tabelce już się naoglądaliśmy, teraz chcemy zobaczyć, ile w nich prawdy o rozwoju polskiej piłki.

Reklama

Fot. Newspix

10 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Kolejny komunikat Atletico Madryt. Chodzi o Juliana Alvareza

Braian Wilma
0
Kolejny komunikat Atletico Madryt. Chodzi o Juliana Alvareza
Piłka nożna

Niewypał Chelsea… rekordem transferowym ligowego rywala. The Blues umieją w sprzedaże

Braian Wilma
4
Niewypał Chelsea… rekordem transferowym ligowego rywala. The Blues umieją w sprzedaże

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Zwycięstwo, postęp i poprawa. Siemieniec przed rewanżem z Iberią 1999

Braian Wilma
3
Zwycięstwo, postęp i poprawa. Siemieniec przed rewanżem z Iberią 1999
Ekstraklasa

Lech ukarany za oprawę uderzającą w PZPN. „Treści o charakterze pogardliwym”

39
Lech ukarany za oprawę uderzającą w PZPN. „Treści o charakterze pogardliwym”