Spotkały się ze sobą trzynasty raz, ale po raz pierwszy od Australian Open. Wtedy lepsza była Jelena Rybakina. Kazaszka wygrała też ich poprzedni pojedynek – w WTA Finals. I tym samym wyrównała stan rywalizacji z Igą na 6-6. Dzisiejszy mecz był więc spotkaniem o to, która znów obejmie prowadzenia, ale przede wszystkim – o tytuł w Toronto. Iga trofeum nie wygrała przecież od września zeszłego roku. Jelena z kolei znacząco zwolniła po bardzo dobrym początku sezonu. Chodziło więc o kolejny puchar, o bezpośredni bilans, ale i o przełamanie. I ten mecz o potrójnej stawce wygrała Iga Świątek. Polka wreszcie ma kolejny tytuł WTA!
Iga Świątek najlepsza w Toronto!
25 tytułów rangi WTA w 30 finałach. To cudowny bilans, absolutnie wybitny. Tak to wyglądało u Igi Świątek przed dzisiejszym meczem w Toronto. Jej postawa w meczach o puchary niezmiennie była znakomita. Nawet w zeszłym sezonie, gdy, owszem, przegrała w Bad Homburg, w pierwszym finale po sporym kryzysie, ale potem wygrała w Wimbledonie, Cincinnati i Seulu. Sęk w tym, że od czasu tego ostatniego – a więc września ubiegłego roku – kolejnego finału nie było.
Aż do Toronto.
Wygrywa tam, gdzie nie wygrywała
W pewnym sensie to zaskoczenie. Nigdy wcześniej w kanadyjskim turnieju – bez znaczenia czy akurat grano go w Montrealu, czy w Toronto właśnie, bo to co roku się zmienia – Iga nie przeszła nawet półfinału, zwykle, o ile w nim grała, odpadała wcześniej. Z drugiej strony – w zeszłym sezonie każdy z czterech turniejów, w których finałach wystąpiła, był dla niej dokładnie takim samym niepodbitym terytorium. Nigdy nie było jej wcześniej w finale Wimbledonu. Nigdy nie grała o tytuł w Cincy. W Bad Homburg – gdzie przegrała – też nie, to był w ogóle jej pierwszy finał na trawie w karierze. No i w Seulu również w grze o końcowy triumf nie brala przed 2025 rokiem udziału.
Możliwe więc, że Idze było łatwiej o sukcesy tam, gdzie się tego po niej nie spodziewano. I jeśli z tej perspektywy spojrzeć, to jest w tym, że do finału doszła w Kanadzie, również jakaś logika. Podwójna nawet – bo raz, że to też turniej tego rodzaju. A dwa? Po Wimbledonie miała miesiąc przerwy, mogła na spokojnie popracować z trenerem, odpocząć, nabyć dystansu do wielu rzeczy. Minął też ten okres, gdy od niej szczególnie wymagano – najpierw sezon na mączce, potem londyński Szlem, gdzie broniła tytułu.
Złapała oddech. A przy okazji złapała formę.
W Toronto pokazała to na wiele sposobów. Czy to przez demolki urządzone Sarze Bejlek, Viktoriji Golubić i Dianie Sznajder, czy przez fantastyczną odbudowę w meczu z Martą Kostiuk, czy też genialną postawę w trudnych momentach w starciu półfinałowym, z Eliną Switoliną, gdzie dźwignęła się w trzecim secie w sposób mistrzowski. Czyli ten, który długo był jej przynależny. Pokazała i pewność gry, i spokój, którego tak bardzo jej przez ostatnie miesiące brakowało.
Absolute PERFECT PLACEMENT 📍@iga_swiatek | #NBO26 pic.twitter.com/e19XzqncgB
— wta (@WTA) August 13, 2026
Pokazała, że jest bliska tego by… po prostu być sobą. A ten finał stał się kolejnym tego dowodem.
Wielki finał Igi
To był zupełnie inny mecz niż z Eliną Switoliną. Tam było mnóstwo długich wymian, przebijania z obu stron, prób złamania rywalki. Tutaj Iga musiała harować w defensywie i czekać na błędy Jeleny Rybakiny, która przez cały turniej popełniała ich zresztą mnóstwo. Ale to też nie tak, że to tylko pomyłki Kazaszki – Świątek grała jak przez cały turniej: mądrze, cierpliwie, nie podłamywała się niczym. Weszła na taki poziom biegania przy końcowej linii, jak w najlepszych czasach.
To naprawdę była Iga bliska tego, co oglądaliśmy trzy czy cztery lata temu. Bliska najlepszej formy.
To była też Iga, która doskonale korzystała ze swoich szans. Była w zasadzie bezbłędna przy break pointach. W obie strony – przy swoim serwisie nie przegrała gema, a dwie jedyne szanse na przełamanie, jakie podarowała Rybakinie, obroniła w świetnym stylu. Z kolei przy serwisie Kazaszki przełamanie zdobyła już na otwarcie meczu, to jedna rzecz. Ale druga, że ogólnie wypracowała sobie pięć takich szans i wykorzystała cztery. A przecież Jelena to jedna z najlepiej – jeśli nie najlepsza – serwujących zawodniczek w tourze!
A ten jedyny break point, który obroniła Jelena? Piłka meczowa numer jeden. Kilka chwil później przyszła druga – wykorzystana.
Nie ma sensu opisywać tego meczu gema po gemie, bo obraz w zasadzie był ten sam: Rybakina starała się atakować, nacierać. Nie mogła jednak tego robić w komfortowy dla siebie sposób, bo Iga świetnie się poruszała, wyczuwała kierunki, była gotowa skontrować w każdej chwili, a nawet jeśli na kontrę nie dostawała miejsca, to przynajmniej utrzymać piłkę w grze.
Sweet Victory 🍁@iga_swiatek defeats Rybakina in straight sets, 6-2, 6-3, to secure the title in Toronto!#NBO26 pic.twitter.com/tyhN8Y3EtH
— wta (@WTA) August 13, 2026
We wszystkich statystykach z tych najważniejszych, Iga po prostu była lepsza. Nie było co do tego wątpliwości, a końcowy wynik to potwierdza. To jej klasa sprawiła, że Jelena nie rozwinęła tym razem skrzydeł, jak to robiła w poprzednich meczach w tym turnieju – bo w nich nawet, gdy przegrywała pierwszego seta, potrafiła odwrócić losy spotkań.
W tym finale po prostu nie dostała na to szansy.
Teraz kolejne wyzwanie. Utrzymać formę
Iga Świątek wygrała więc kolejny turniej rangi WTA 1000. Do kompletu brakuje jej tylko dwóch takich imprez – w Dubaju i Wuhan. Poza tym wygrywała już wszędzie. Ma na koncie osiem z dziesięciu takich turniejów. Ale to mniej istotne. Ważniejsze, że się przełamała. Że znowu jest na topie, że ma ten tytuł i to wygrany za sprawą tak dobrej gry, tak zaciętej postawy, tej pewności siebie i tego wielkiego, ogromnego spokoju, który wreszcie odnalazła.
To jednak półtora tygodnia. Chodzi o to, by trwało to znacznie dłużej.
Teraz przed Igą Cincinnati, tam broni tytułu, a dawno nie zdarzyło jej się wygrać turnieju rok po roku (ostatni taki przypadek to Roland Garros 2023 i 2024). Potem US Open. Dwa kolejne wielkie turnieje, dwa kolejne wielkie testy i wyzwania. Teraz presja znowu urośnie, Polka pokazała przecież, że jest zdolna grać na tym poziomie, że to nie jest dla niej coś nieosiągalnego. Czy więc się na nim utrzyma? Czy zdoła powtórzyć takie wyniki, a przynajmniej pozostać na tym poziomie tenisowym (bo przecież nie zawsze – nawet w dobrej formie – się wygra)?
Zdaje się, że ona zdaje sobie sprawę z tego, co ją czeka. W przemowie po meczu mówiła, że nie zawsze jest łatwo radzić sobie z ciągłym zainteresowaniem, uwagą, wszystkim, co mówi i pisze się o niej w Internecie. Zadedykowała trofeum tym, którzy z nią pracują i pomagają jej w powrocie na szczyt. W tym trenerowi – nieobecnemu w Toronto – którego przeprosiła. Bo pierwszy tytuł w czasie ich współpracy wygrała akurat wtedy, kiedy nie mogło go by na trybunach.
Ale będzie już w Cincinnati. Więc może tam też uda się wygrać – dla trenera?
Iga Świątek – Jelena Rybakina 6:2, 6:3
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix