Lech Poznań zmierzy się z KI Klaksvik w drugim meczu III rundy eliminacji Ligi Europy. Abstrahując od tego, że spotkanie przeciwko defensywnie usposobionemu rywalowi na jego terenie będzie trudnym zadaniem, sam wyjazd na Wyspy Owcze jest dla Kolejorza wyzwaniem pod względem organizacyjnym.
Czwartkowy mecz odbędzie się na stadionie Tórsvøllur w Thorshavn, stolicy Wysp Owczych. Bazą Lecha będzie jednak Klaksvik.
Sztuczna murawa, pogoda, trudna logistyka. Wyjazd na Wyspy Owcze wyzwaniem dla Lecha
Skąd taka decyzja? Właściwie Kolejorz niespecjalnie miał wybór. W Thorshavn zwyczajnie nie było hotelu, który w tym terminie mógłby pomieścić całą, liczącą kilkadziesiąt osób delegację mistrza Polski. Zresztą baza w Klaksvik też nie rozpieszczała dostępnością – kilku pracowników Lecha zostało osobno zakwaterowanych w stolicy. W klubie przyznają, że wyprawa na Wyspy Owcze to najbardziej skomplikowany logistycznie wyjazd poznańskiej drużyny w ostatnich latach.
Klaksvik jest oddalone od Thorshavn około godzinę drogi. Z tego powodu Lech ograniczył do minimum wszelkie aktywności okołomeczowe na miejscu. Przedmeczowe spotkanie z mediami oraz trening odbyły się w środę przy Bułgarskiej, a bezpośrednio po nim Kolejorz udał się na lotnisko, skąd czekał go lot do Vágar. To jedyny port lotniczy na Wyspach Owczych, z którego podróż do Klaksvik trwa około dwie godziny.
Niels Frederiksen stwierdził, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem była rezygnacja z treningu na miejscu, mimo iż zespół nie będzie miał okazji zapoznać się wcześniej z tamtejszą sztuczną murawą.
– Nie sądzę, by to był dla nas problem, w przeciwnym wypadku podjąłbym inną decyzję. Myślę, że to była najrozsądniejsza decyzja w tych okolicznościach. Po pierwsze, unikamy czasochłonnych podróży na miejscu. Oszczędzamy trzy godziny, jakie spędzilibyśmy dziś w autobusie. To nie miałoby sensu – wyjaśnił trener Lecha.
Dostrzegł też pozytywy tego rozwiązania.
– To daje nam możliwość przetrenowania pewnych aspektów taktycznych. Zwykle gdy gramy na wyjeździe, nie robimy tego, ponieważ wiele osób podgląda trening. Tym razem mamy dodatkową jednostkę treningową, którą możemy wykorzystać na ćwiczenia taktyczne. To zaleta treningu tutaj – stwierdził Niels Frederiksen.
Duński trener akurat miał już okazję zapoznać się z obiektem w Thorshavn.
– Byłem tam raz z reprezentacją Danii do lat 21. Wydaje mi się, że wygraliśmy 3:0. To nieco inny stadion niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Jest sztuczna murawa, ale wspominam to boisko całkiem nieźle. Sam stadion również. Nie możemy się doczekać meczu – zapewnił szkoleniowiec.
Gra na sztucznej murawie to kolejne wyzwanie dla Lecha. Frederiksen twierdzi jednak, że jego zespół może na tej nawierzchni wykorzystać swoje mocne strony.
– Uważam, że mamy bardzo dobrych technicznie zawodników. Powinni sobie poradzić z grą na sztucznej murawie. Oczywiście nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni, ale wielu piłkarzy już miało z nią do czynienia. To żadna nowość, więc nie sądzę, że to będzie problem. Po pierwszym meczu wiemy, że im wyższe tempo gry narzucimy, tym lepiej dla nas. Właściwie na tej nawierzchni powinniśmy mieć możliwość, by grać jeszcze szybciej niż na zroszonym trawiastym boisku. Wtedy będzie to naszą przewagą – zauważył trener Lecha.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix