Kłótnia o VAR w Ekstraklasie. Ostra dyskusja na linii sędziowie – Canal+

Maciej Piętak

12 sierpnia 2026, 17:08 • 8 min czytania 10

Reklama
Kłótnia o VAR w Ekstraklasie. Ostra dyskusja na linii sędziowie – Canal+

Brak odgwizdanego spalonego w meczu Pogoń Szczecin – Motor Lublin to potencjalnie kolejny z wielu błędów sędziów na początku tego sezonu Ekstraklasy. O sytuacji z początku spotkania dyskutowali w mediach społecznościowych dziennikarz Canal+Sport z sędzią liniowym tamtego starcia.

Reklama

W 17. minucie spotkania w Szczecinie Portowcy strzelili gola. Dimitrios Keramitsis oddał strzał, trafił w słupek, a do odbitej futbolówki dopadł Darko Czurlinow, otwierając wynik spotkania. Pozostało jednak pytanie, czy w momencie uderzenia Greka skrzydłowy nie znajdował się na pozycji spalonej.

Sędzia VAR popełnił błąd? Skandal w meczu Pogoń – Motor

Sędziowie na boisku uznali gola, a arbitrzy z wozu VAR potwierdzili poprawność ich decyzji. W transmisji telewizyjnej zabrakło jednak powtórki z narysowaną linią spalonego. Telewizja Canal+Sport, korzystając z własnego oprogramowania, udowodniła, że strzelec znajdował się na ofsajdzie. Kilka dni później Kolegium Sędziów PZPN opublikowało oświadczenie, w którym przyznało, że bramka powinna była zostać anulowana, a sędziowie popełnili błąd. Do komunikatu dołączono stopklatkę z wyrysowanymi liniami.

Krzysztof Marciniak z Canal+Sport wywołał do tablicy arbitra Tomasza Listkiewicza, który akurat w meczu Pogoni z Motorem był sędzią liniowym.

– Ciekawe jak wytłumaczy fakt, że w transmisji meczu nie pojawiła się żadna analiza gola Pogoni. Przydałoby się rozwiać wątpliwości, bo od pierwszego ujęcia wyglądało, że może być tam ofsajd. Co zresztą potwierdziła „nasza zabawka do rysowania kresek”. Natomiast co do systemu, którego używają sędziowie, dochodzą mnie głosy, że nie działa tak świetnie, jak zachwalał Tomasz – napisał dziennikarz, przywołując jeszcze zdjęcie wypowiedzi Tomasza Listkiewicza.

Reklama

– Reasumując, system używany przez sędziów jest przetestowany i działa prawidłowo (co nie wyklucza błędu ludzkiego), system używany przez telewizję to zabawka, i warto żebyśmy to wiedzieli, zanim na tej podstawie będziemy ferowali wyroki, jak to sędziowie kogoś „oszukali” – czytamy.

„W centrum VAR nie zauważyłem nic, co wskazywałoby, że system wyznaczania linii spalonego może działać nieprawidłowo”

Tomasz Listkiewicz odniósł się do wpisu Krzysztofa Marciniaka.

Reklama

– Nie chciałem być małostkowy i „strzelać do pustej”, zwłaszcza po ostatnich, nieco histerycznych reakcjach dziennikarzy. To swoją drogą ciekawe zjawisko, że ludzie zajmujący się zawodowo oceną innych osób, gdy ktoś wyraża opinię na temat ich pracy, stają się nagle delikatni jak mimozy – napisał sędzia, wyliczając pomyłki niektórych dziennikarzy Canal+Sport.

– Nie mam zielonego pojęcia, czemu w transmisji nie pokazano linii spalonego. Trochę mnie przy okazji dziwi, że dziennikarz Canal+ czegoś nie pokazał… (…) Zarzucanie akurat „mojej skromnej osobie” braku jawności, komunikacji czy otwartości jest tak przestrzelonym absurdem, że pozostaje mi uśmiechnąć się ironicznie i życzyć większego dystansu – dodał.

– I na koniec: miałem przyjemność być sędzią VAR w nowym centrum dwukrotnie i nie zauważyłem nic, co wskazywałoby, że system wyznaczania linii spalonego może działać nieprawidłowo. Jeśli ma pan inne sygnały, to rzetelność, zwłaszcza w stosunku do kibiców, nakazywałaby pójść tym tropem, sprawdzić, ustalić… tak wyobrażam sobie uczciwe intelektualnie dziennikarstwo, a nie wkładanie mi w usta czegoś, czego nie powiedziałem. Nie byłem ani nie jestem rzecznikiem PZPN, Kolegium Sędziów, producentów systemów VAR, ani niczyim innym, więc próba ustawienia mnie w pozycji osoby, która chce coś zataić i którą będziecie, panowie, odpytywać w sytuacji, którą uznacie za wygodną dla was jest nie tylko nietrafiona, ale i niehonorowa – czytamy.

– Naprawdę nie chcę się już znęcać, ale na dołączonej do pana wpisu grafice linia wertykalna jest wyprowadzona od środka piłki, a powinna być od jej „krawędzi”. Sama jakość stopklatki i jej nieostrość pozwalają też wątpić, czy wybrano prawidłowy moment zagrania piłki oraz, co kluczowe, czy ta pionowa linia jest wyprowadzona w prawidłowy punkt na murawie – zakończył.

Reklama

Sędzia uderza w PZPN

Dziennikarz odpowiedział.

– Doskonała informacja, że pracując w centrum VAR nie dostrzegł pan żadnych problemów. Kłóci się to jednak z relacjami dwóch niezależnych sędziów i osobą z Kolegium Sędziowskiego, którzy twierdzą, że system aktualnie nie pozwala rysować linii z kamery ustawionej najbliżej bramki. Jako dziennikarz (…) doszedłem do informacji, że ta ułomność systemu utrudnia bądź nawet uniemożliwia sędziom podejmowanie prawidłowych decyzji. (…) Puentę naszej dyskusji załączam poniżej. „Narzędzie do rysowania strzałek” prawidłowo zanalizowało sytuację ze Szczecina – stwierdził.

Reklama

Piłeczkę odbił ponownie Listkiewicz.

– Pozdrawiam mitycznych „dwóch sędziów” i – jeśli naprawdę istnieją – życzę miłego patrzenia w lustro przy porannym goleniu. Poniżej, dla kółka wzajemnej adoracji lekcja odwagi cywilnej i umiejętności stawania po stronie prawdy niezależnie od potencjalnych konsekwencji: Kolegium Sędziów PZPN ośmieszyło siebie i nas, sędziów, cytowanym przez Krzysztofa Marciniaka wpisem. W poprzednim sezonie, gdy były wątpliwości odnośnie do prawidłowości wytyczania linii spalonego, pokazywano, w formie klipu, cały proces decyzyjny, obecnie otrzymaliśmy jedynie „rysunek”, który – na pierwszy rzut oka – jest nieprawidłowy – ocenił.

Reklama

– Nie wiem, kto i kiedy przeprowadził tę powtórną „analizę”, ale zrobiono wariata z sędziego VAR, którym w tym meczu był jeden z najbardziej doświadczonych asystentów i VAR na świecie. (…) Czy mógł popełnić błąd? Tak. Czy widząc obrazek zrobiony przez nie wiadomo kogo czuję się przekonany, że ten błąd został popełniony? Nie. Taka komunikacja ze strony naszych przełożonych nie ma nic wspólnego z przejrzystością ani otwartością. Co więcej, jeśli faktycznie występują ograniczenia w działaniu systemu wyznaczania linii spalonego, to wczorajszy komunikat Kolegium Sędziów jest nieudolną próbą przykrycia problemu  i obarczenia winą jednego z sędziów. Wstyd – dodał.

„Nadal nie mam zdania, czy bramka dla Pogoni padła ze spalonego”

– W tym samym wątku pan redaktor zarzuca systemowi VAR, że źle działa, a jednocześnie używa zdjęcia z tegoż systemu jako dowodu, że miał rację… Jeśli to nie przykład, że potrzebne są nam, na poziomie szkoły średniej, lekcje logiki, to ja się poddaję. Ponadto w rysuneczku Canal+ mamy spalonego, na oko, co najmniej półmetrowego, a w „wybitnej” analizie Kolegium Sędziów wychodzi jakieś dziesięć centymetrów. (…) Nigdy nie przesądzałem, i nadal nie mam zdania, czy bramka dla Pogoni padła ze spalonego. Być może lepiej było iść za złudzeniem optycznym i „głosem ludu”, ale ja uważam, że liczy się prawda, bo piłkarze, kluby, a przede wszystkim kibice zasługują na jak najlepszy „serwis” z naszej strony, a nie chowanie głowy w piasek i zagrywki pod publiczkę – zakończył sędzia.

Reklama

Na koniec Krzysztof Marciniak nieśmiało chciał zatriumfować.

– Okazuje się, że warto było podejmować temat, bo gdyby nie to – stawiam dolary przeciwko orzechom – nie byłoby analizy ofsajdu i żylibyśmy w przekonaniu, że wszystko jest ok. Okazuje się, że pokrzywdzeni są piłkarze Motoru, kibice, którzy nie zobaczyli w transmisji wiarygodnej analizy, a także sędziowie pracujący w centrum VAR. Oczekuje się od nich prawidłowych decyzji, a według moich informacji nie dostają odpowiednich narzędzi, a później zrzuca się na nich winę – napisał.

Reklama

Listkiewicz odpisał dziennikarzowi.

– Jeżeli naprawdę chce pan „dojść do prawdy”, to nieśmiało sugeruję wykonać pracę dziennikarską, zamiast zaczepiać akurat mnie w „soszjlach” – zakończył.

Podsumowanie

To pokazuje jedno – chaos. Z jednej strony czytamy oficjalne komunikaty przyznające się do błędu arbitrów. Jako dowód nie pokazano jednak pełnego procesu decyzyjnego, a niewyraźny rysunek. Taki sposób udowadniania pomyłki nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Ponadto z drugiej strony docierają głosy samych sędziów, którzy czują się oszukani i pozbawieni odpowiednich narzędzi technologicznych. Zatem centrum VAR, które miało uciąć kontrowersje, stało się ich kolejnym generatorem. I to nie wina samego centrum, lecz ludzi, którzy nim zarządzają, a być może także tych, którzy z tego (może nieudolnie) korzystają.

Reklama

Zamiast przejrzystości dostajemy bałagan, zrzucanie winy i medialne polemiki, które niewiele wnoszą. Cóż z tego, że Marciniak z Listkiewiczem się powymieniają argumentami i złośliwościami, skoro za zaraz znowu będziemy świadkami jakiegoś podobnego błędu (?) sędziowskiego.

Pozostaje czekać na komunikat ze strony PZPN i na ustosunkowanie się do zarzutów o wadliwe działanie nowego systemu, bo w przeciwnym razie każda kolejna decyzja sędziów będzie tylko potęgować i tak wysoką już nieufność wobec arbitrów.

Jest to jednak utopijna wizja, bo i tak sytuacja zostanie zapewne zamieciona pod dywan. A tracą kibice i kluby.

Reklama

Fot. PZPN

10 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Papszun wierzy w transfer Legii. „Było już wielu z trudnymi łatkami”

Wojciech Piela
3
Papszun wierzy w transfer Legii. „Było już wielu z trudnymi łatkami”