Ponad miesiąc na rynku wolnych zawodników był Jeremy Sochan. Z końcem czerwca wypełnił swój kontrakt z New York Knicks i od tego czasu pozostawał bez nowej umowy w NBA. Przez długi czas nie było nawet za bardzo nic słychać o tym, kto może być jego nowym pracodawcą. Aż do soboty, kiedy to Shams Charania – najlepiej poinformowany w NBA dziennikarz – przekazał, że 23-latek porozumiał się z Portland Trail Blazers. Ale jest też jeden haczyk.
Jeremy Sochan ma nowy klub w NBA! Podpisał kontrakt z Portland Trail Blazers
Jeremy Sochan w lutym na własne życzenie odszedł z San Antonio Spurs. Tam przez trzy pierwsze sezony miał pewne miejsce w rotacji, ale od początku minionych rozgrywek trener przestał na niego stawiać. Sochan chciał grać, a Spurs zgodzili się na to, by rozwiązać jego kontrakt. Skrzydłowy trafił na rynek wolnych graczy i cieszył się sporym zainteresowaniem. Finalnie postawił na ofertę New York Knicks.
Po czasie można powiedzieć, że nie był to wybór idealny, jeśli chodzi o szansę na grę. Sochan od połowy lutego rozegrał 24 mecze dla NYK (na 46 możliwych; z tego osiem w fazie play-off), a na boisku spędzał średnio jeszcze mniej minut niż w San Antonio. Ale z nowojorskim zespołem zdobył mistrzostwo. Był nawet na parkiecie w ostatnich sekundach decydującego o historycznym dla Knicks tytule spotkania z… San Antonio Spurs.
Knicks jednak po sezonie nie zdecydowali się kontynuować z Polakiem współpracy. Sochan od początku lipca był bez kontraktu. I niewiele było słychać plotek o tym, kto może teraz się po niego zgłosić. Dopiero kilka dni temu na portalu ClutchPoints pojawiły się informacje, że znalazł się na radarze Minnesota Timberwolves. Finalnie porozumiał się jednak z Portland Trail Blazers, co w sobotę wieczorem potwierdził Shams Charania z ESPN.
Free agent forward Jeremy Sochan has agreed to a one-year deal to sign with the Portland Trail Blazers, agent Deirunas Visockas of Gersh Sports tells ESPN. Sochan — who has averaged 9.9 points, 5.4 rebounds and 2.5 assists entering his fifth NBA season — finished 2025-26 on the… pic.twitter.com/36ZK4Xhd3f
— Shams Charania (@ShamsCharania) August 1, 2026
Haczyk w umowie. Jeremy Sochan podpisał niegwarantowany kontrakt
Charania przekazał, że Sochan związał się z Blazers kontraktem na jeden sezon. Ale szybko okazało się, że pewności, że skrzydłowy rzeczywiście zagra w Portland w przyszłych rozgrywkach, jeszcze nie ma. Sean Highkin z bloga Rose Garden Report poinformował bowiem, że Jeremy podpisał umowę niegwarantowaną. O miejsce w składzie na nowy sezon będzie więc musiał powalczyć w trakcie obozu treningowego i październikowych meczów przedsezonowych. Jego przyszłość w NBA nadal jest mocno zagrożona.
Blazers na ten moment mają w składzie 12 zawodników na gwarantowanych umowach. Limit to 15 takich graczy. Mają też teraz trzech koszykarzy na kontraktach niegwarantowanych. Oprócz Sochana to również Vit Krejci oraz Micah Potter. Nie jest wykluczone, że w najbliższych tygodniach do składu dołączy jeszcze kilku innych zawodników na niegwarantowanych umowach, którzy dołączą do walki o stałe miejsce w składzie.
Jakie szanse będzie miał więc Jeremy Sochan? Można rzec, że chyba całkiem spore, biorąc pod uwagę obecny kształt drużyny. W drużynie jest mnóstwo obrońców oraz środkowych, a brakuje głębi właśnie na skrzydle. I tutaj mogłaby się otworzyć szansa dla Polaka na minuty i odbudowę swojej pozycji w NBA. Szansa na pewno większa niż w Nowym Jorku – w zespole z pierwszego szeregu kandydatów do mistrzostwa.
Tak wygląda obecny skład Portland Trail Blazers:
- Obrońcy: Sidy Cissoko, Scoot Henderson, Jrue Holiday, Vit Krejci (umowa niegwarantowana), Damian Lillard, Ja Morant, Shaedon Sharpe
- Skrzydłowi: Deni Avdija, Toumani Camara, Jeremy Sochan (umowa niegwarantowana)
- Podkoszowi: Branden Carlson, Donovan Clingan, Yang Hansen, Micah Potter (umowa niegwarantowana), Robert Williams III
Portland Trail Blazers. Gdzie trafił Jeremy Sochan?
Blazers przeszli tego lata spore zmiany. Do drużyny dołączył Ja Morant – niegdyś jeden z najbardziej ekscytujących rozgrywających w lidze. Problemy z prawem oraz kłopoty zdrowotne sprawiły jednak, że świetnie zapowiadająca się kariera Moranta mocno wyhamowała. 26-latek spróbuje ją na nowo rozruszać w Portland u boku m.in. Damiana Lillarda (legenda klubu, która wraca po kilku latach przerwy i zerwanym Achillesie), Jrue Holidaya (mistrz ligi z 2021 i 2024 roku) czy Deniego Avdijy (wschodząca gwiazda po debiucie w tegorocznym All-Star Game).
Sęk w tym, że Blazers na pozycji Moranta mają już kilku innych graczy. Już na pierwszy rzut oka widać, że drużynie brakuje w tej chwili odpowiedniego balansu. Nie będzie wcale łatwo to wszystko poukładać.
A takie właśnie zadanie otrzymał Micah Nori, czyli nowy szkoleniowiec Portland. Dotychczasowy asystent trenera w sztabie Timberwolves zadebiutuje w roli głównego szkoleniowca, choć w NBA pracuje już prawie trzy dekady. Nori lubi grać szybko, więc przynajmniej teoretycznie Sochan do systemu mu pasuje. Realny jest scenariusz, w którym 23-latek nawet bez wyraźnej poprawy rzutu dostaje regularne minuty, choć oczywiście lepszy rzut bardzo Sochanowi by pomógł. Pytanie tylko, czy na tym etapie kariery – po czterech latach od czasu, gdy skrzydłowy trafił do NBA – można mieć jeszcze jakiekolwiek nadzieje, że ten rzut się poprawi i że obrońcy będą ten rzut respektować.
Jak na podpisanie Sochana zareagowali fani Blazers? Większość przyjęła to optymistycznie, wskazując na wszechstronność i defensywne umiejętności 23-latka. Wielu pisze, że Trail Blazers podejmują tym ruchem małe ryzyko, a mogą mieć potencjalnie dużą nagrodę. – Jeśli dalej będzie grał z takim poświęceniem to stanie się ulubieńcem fanów. A jeśli pofarbuje sobie włosy na nasze logo, to stanie się legendą Blazers – zażartował jeden z kibiców.
Niepokój kibiców. Trail Blazers mogą wynieść się z Portland
Warto dodać, że Sochan trafia do klubu, wokół którego w ostatnim czasie jest głośno także z pozaboiskowych powodów. Blazers kilka miesięcy temu zmienili bowiem właściciela, który w zasadzie od razu zaczął ciąć koszty. W ostatnich tygodniach z klubu zwolnionych zostało co najmniej kilkudziesięciu pracowników. Tom Dundon miał nawet problem z tym, by na wyjazdowe mecze Blazers w fazie play-off wysłać zawodników na umowach two-way, którzy co prawda w spotkaniach play-off nie mają prawa grać, ale standardową praktyką jest, że są wtedy z drużyną.
Co ciekawe, Dundon jest też większościowym właścicielem Carolina Hurricanes z NHL i ten zespół za jego rządów odnosi spore sukcesy, a w tym roku zdobył nawet drugi w swojej historii Puchar Stanleya. Sęk w tym, że fanom Blazers trudno jest się tym ekscytować, skoro teraz coraz częściej przewija się temat możliwej relokacji zespołu. Powodem jest modernizacja hali Moda Center, w której Blazers grają na co dzień, a która jest najstarszą w NBA halą bez renowacji. Hala należy do miasta, które wynajmuje ją drużynie.
Na ten moment zespół ma z miastem podpisaną umowę do 2030 roku. W międzyczasie Blazers szukają ponad 600 milionów dolarów publicznych funduszy na modernizację. W marcu udało im się uzyskać 365 milionów od stanu Oregon, ale środki popłyną tylko przy zgodzie miasta (które od siebie dałoby wtedy 120 milionów) oraz hrabstwa (88 milionów). Dundon zapowiedział już, że jeśli te środki uzyska, to jest gotów zobowiązać się do pozostania w Portland na kolejne dwie dekady i podpisać nową umowę najmu hali z miastem.
Relokacja w NBA jest możliwa. Czy Portland straci klub tak jak Seattle?
Jednocześnie nie chce w żaden sposób się do modernizacji „dorzucić” i twardo gra w negocjacjach nowej umowy najmu. Do porozumienia jest bardzo daleko, a Dundon – ustami oficjeli Blazers – coraz częściej określa samo miasto jako miejsce, w którym po prostu „trudno się inwestuje”. Anonimowe głosy wewnątrz klubu dorzucają narrację, że przecież wartość zespołu tylko by wzrosła przy ewentualnej relokacji.
A zmiana lokalizacji nie jest w NBA łatwa, ale jak najbardziej możliwa. Ostatnio klub stracili Seattle SuperSonics, którzy w 2008 roku zostali przeniesieni do Oklahomy. I do dziś Seattle w NBA nie ma, choć są już plany, by SuperSonics wrócili w ramach ekspansji ligi w niedalekiej przyszłości.
Jeśli więc do czasu startu nowego sezonu sprawa modernizacji hali się nie rozwiąże, to wokół przyszłości Trail Blazers będzie sporo niepewności. A to z pewnością nie ułatwi życia drużynie. Portland w ubiegłym sezonie po pięciu latach przerwy wrócili do fazy play-off. Przegrali w pięciu spotkaniach pierwszej rundy z San Antonio Spurs. Po mistrzostwo NBA sięgnęli w historii tylko raz – w 1977 roku, gdy trenerem był legendarny Jack Ramsay, a pierwsze skrzypce grał fantastyczny Bill Walton.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix