150 kilometrów samochodem. 117 kilometrów w linii prostej. Na taki wyjazd udają się w piłkarze, działacze i kibice GKS-u Katowice. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chodzi o mecz w europejskich pucharach. Poważniejszym wyzwaniem logistycznym jest nawet większość meczów GieKSy w Ekstraklasie, na które musi ona pokonać dłuższe dystanse niż do słowackiej Żyliny. To najkrótsza w historii podróż polskiego klubu w Europie. Dwa razy dalej miała nawet Legia do Krakowa, gdzie mierzyła się z Szachtarem. Dotychczasowy rekord od ponad pół wieku należał do Zagłębia Wałbrzych.
Najkrótszy wyjazd polskiego klubu w historii europejskich pucharów
Żylina leży w północnej Słowacji. To największe miasto Doliny Środkowego Wagu, która wyznacza główny korytarz transportowy zachodniej Słowacji prowadzący z Beskidów do Bratysławy nad Dunajem. Liczy osiemdziesiąt tysięcy mieszkańców, co w kraju naszych południowych sąsiadów stawia ją na wysokim czwartym miejscu pod względem liczby ludności. W Polsce byłaby zaledwie przeciętnym miasteczkiem. W samym województwie śląskim jest… czternaście miast większych od Żyliny.
Z Katowic da się do niej dojechać w niecałe dwie i pół godziny. Do wyboru są dwie trasy. Nieco dłuższa (170 km), ale wygodniejsza autostradą A1 do Mszany, a następnie przez czeskie Zaolzie (zamieszkałe w znacznej części przez Polaków) i Czadcę. Druga jest krótsza (150 km) i prowadzi drogą S1 przez Bielsko-Białą, Żywiec i Zwadroń.

Poprzedni wyjazd GieKSy w pucharach? Trzy i pół doby
Biorąc pod uwagę, że mecz zacznie się o 20:30, właściwie bez problemu po skończonej szychcie w Katowicach można wsiąść w auto i bez konieczności korzystania z urlopu dojechać na wyjazdowy mecz Ligi Konferencji. To gigantyczny przeskok w stosunku do ostatniego wyjazdu GKS-u w rozgrywkach UEFA. By w czwartek 14 sierpnia 2003 roku zjawić się w Skopje na meczu z Cementarnicą, trzeba było:
- do końca lipca złożyć wniosek o wizę macedońską
- zapłacić za nią 49 dolarów amerykańskich
- dołożyć do tego 200 złotych na autokar
- wyjechać w nocy z… wtorku na środę
- wrócić do domu w sobotę.
Nic dziwnego, że całą procedurę przebrnęło tylko około trzydziestu osób. Dołączyli do nich… żołnierze polskiego kontyngentu sił pokojowych:
Tak. pic.twitter.com/qbjK6kdGWa
— 𝕿𝖊𝖗𝖗𝖆 𝐌𝐂𝐌𝐋𝐗𝐈𝐕 𝕴𝖓𝖈𝖔𝖌𝖓𝖎𝖙𝖆 (@OldTrafford1964) June 16, 2026
Wcześniej było jeszcze trudniej załapać się na wyjazd. W 1995 roku na spotkanie w Erywaniu prawdopodobnie nie wybrał się żaden kibic z Katowic. Wszystkie te dwumecze były przegrane, a ostatni przypadek, gdy GieKSa eliminowała rywala w Europie mogła oglądać zaledwie garstka Polaków. Wyjazd do Bordeaux w 1994 roku kosztował bowiem 3,5 miliona starych złotych, czyli dwie trzecie ówczesnej pensji miesięcznej. Ale chyba warto było zobaczyć, jak Adam Ledwoń i spółka wyrzucają za burtę Zinedine’a Zidane’a.

W Polsce dalej jeździ się nawet w IV lidze
Dziś przed ekipą wyjazdową GieKSy znacznie łatwiejsze zadanie. Na mecz mają przecież rzut beretem. W linii prostej Katowice od Żyliny dzieli bowiem zaledwie 117 kilometrów. Aż jedenaście wyjazdów GKS-u na mecze Ekstraklasy wiązać się będzie z większymi odległościami. Bliżej będzie tylko do Częstochowy, Gliwic, Zabrza i na trzy mecze z krakowskimi zespołami. Dalej jest nawet do Kielc.
Warto zauważyć, że polskie zespoły zaliczyły w minionym sezonie dłuższe (i to znacznie) podróże niż GKS w Lidze Konferencji na:
- piątym szczeblu rozgrywkowym (w IV lidze), na przykład Rominta Gołdap – Drwęca Nowe Miasto Lubawskie czy Zefka Kobyla Góra – Warta Międzychód (3,5 godziny)
- czwartym szczeblu (w każdej grupie III ligi): Podlasie Biała Podlaska – Wiślanie Skawina (4,5 godziny), Warta Sieradz – Wigry Suwałki (prawie 5 godzin), LKS Goczałkowice – Warta Gorzów (5 godzin), Tłuchowia – Flota Świnoujście (6 godzin)
- trzecim szczeblu: Resovia – Świt Skolwin (ponad 8 godzin)
Dalej jest z Warszawy do Krakowa
Mało tego, gdy Lech i Legia mierzyły się z Szachtarem, to mimo, że domowe mecze Ukraińcy rozgrywali w Krakowie, Legioniści i Lechici musieli pokonać znacznie większy dystans, niż GKS na Słowację. W linii prostej było to bowiem ponad dwieście kilometrów.

Także dwie stówki dzielą Berlin od wielkopolskich Wronek i Grodziska, a przecież Hertha grała zarówno z Amiką, jak i Dyskobolią. Podobny dystans dzieli Kraków i Częstochowę od Ołomuńca. Tamtejsza Sigma mierzyła się trzydzieści lat temu z Hutnikiem, a ostatnio z Rakowem.
Dotychczasowy rekord należałby do Górnika, który osiem lat temu grał z odległym o 167 kilometrów w linii prostej Trenczynem. Mecz na Słowacji odbył się wtedy jednak w Myjawie, leżącej znacznie bardziej na południe. Z kolei w Żylinie grał w zeszłym roku Raków, a dystans 179 kilometrów wciąż plasuje tę parę na podium najkrótszych wyjazdów polskich klubów w historii.
Rekord należał do Zagłębia Wałbrzych, a nowy może ustanowić tylko Banik Ostrawa
Dotychczasowy rekord należał do dwumeczu mocno już dziś zapomnianego. W 1971 roku Zagłębie Wałbrzych ze słynnym Marianem Szeją na bramce w pierwszej w historii edycji Pucharu UEFA wylosowali zespół Sklo Union z leżących po drugiej stronie granicy czechosłowackich Cieplic. Dziś zespół nosi nazwę FK Teplice i gra w czeskiej ekstraklasie, a Zagłębie spadło właśnie na ostatni szczebel ligowy po tym jak przez cały sezon zdołało wygrać tylko jeden mecz w A-klasie.
Teplice od Wałbrzycha dzielą w linii prostej 174 kilometry. Dziś tamten rekord został jednak znacząco wyśrubowany do zaledwie 117 kilometrów. I ciężko będzie go kiedykolwiek poprwawić.
Poza absurdalnymi kandydaturami typu:
- Energie Cottbus – Lechia Zielona Góra (83 km)
- Bałtika Kaliningrad – Stomil Olsztyn (103 km)
- Rużomberok – Podbeskidzie (85 km)
- FC Hradec Kralove – Górnik Wałbrzych (70km)
… wchodzi w grę tylko jeden sposób na pobicie dzisiejszego rekordu.
Taką szansę daje wyłącznie mecz Banika z którąś z górnośląskich drużyn, od których dzieli Ostrawę mniej niż siedemdziesiąt kilometrów. Nawet gdyby tak się stało, wciąż będzie daleko od rekordu Europy.
Ten należy oczywiście do par z jednego miasta, takich jak Real kontra Atletico czy Arsenal kontra Chelsea. Jeżeli weźmiemy pod uwagę odległość między stadionami, to rekord nie do pobicia należy do Interu i AC Milan, które mierzyły się ze sobą w Lidze Mistrzów grając na tym samym obiekcie. Raz nawet Rossonerim udało się awansować dzięki… golowi strzelonemu na teoretycznym wyjeździe.
Gdy weźmiemy pod uwagę pary z różnych krajów, to rekord należy do FC Kopenhaga i Malmo FF, które dzieli zaledwie 35 kilometrów i most Oresund.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl