We wczorajszym półfinale podziwialiśmy niesamowitą konsekwencję taktyczną Hiszpanów, którzy całkowicie zdominowali Francję, nie dając dojść do głosu Kylianowi Mbappe i spółce. Dziś obejrzeliśmy z kolei inne spotkanie. Bo jeśli istnieje wizualna definicja sformułowania „mecz walki”, to długimi momentami było to właśnie to starcie. Obie drużyny nie stroniły od twardej gry, a sędzia dawał się im wyszaleć. Trzeszczały kości, liczył się charakter i to ten charakter zdecydował – Argentyna bowiem jeszcze raz odwróciła losy spotkania. I to Albicelestes zagrają w finale!
Są takie spotkania, gdy wychodzą z szaf historyczne zadry. I chyba tak było dziś. Do tego i Anglia, i Argentyna akurat walczyć na boisku potrafią i nie boją się włożyć nogi wszędzie i zawsze tam, gdzie włożyć ją trzeba. Więc wkładali. Za rękę Maradony. Za czerwoną Davida Beckhama z 1998 roku i karnego, którego Becks wykorzystał cztery lata później. Nawet za Falklandy, bo przecież czemu nie. Powód do bitki – nawet na murawie – zawsze się znajdzie.
I w tym meczu ewidentnie od samego początku był.
Anglia – Argentyna 1:2. Zrobili to jeszcze raz!
Sędzia pozwalał grać… i się faulować. Już w pierwszej minucie w rywala właściwie pięścią wpakował się Enzo Fernandez. Bez kartki. Ale nie tylko on mógł ją zobaczyć już na początku meczu. Jude Bellingham też na taką zasłużył, a i pewnie jeszcze dałoby się wskazać po jednym, nawet dwóch piłkarzach w każdej z ekip. Zawiesił więc amerykański arbiter poprzeczkę wysoko i w sumie sam się na tym nieco oszukał – obie ekipy nie planowały bowiem się uspokoić.
Piłki na starcie było stosunkowo mało. Niby szarpali Anglicy, ale świetnie asekurowali się defensorzy Argentyny, często z pomocą wchodzących w linię pomocników – Alexisa Mac Allistera czy Leandro Paredesa. Ten drugi zaliczył ze dwie takie interwencje, że ręce same składały się po nich do oklasków.
Po drugiej stronie boiska świetnie pilnowany był za to Leo Messi. Lionel Scaloni starał się mu pomóc, wprowadził dziś do składu Giuliano Simeone, odblokowując flankę, dodając swojej jedenastce energii, ale nic to nie dało. Również dlatego, że znakomite zawody na lewej stronie obrony rozgrywał Djed Spence, który momentami zachowywał się wręcz kapitalnie. Ale powodem była też kontrola Messiego, przy którym pracował w zasadzie każdy Anglik.
W pierwszej połowie Messi w zasadzie niczego nie zdziałał, może poza żółtą kartką dla Andersona. Z drugiej strony Anglicy też wiele nie wykręcili. Było więc 0:0. W teorii nudne, w praktyce – miała ta walka na boisku swój urok.
Ależ rajd Leo Messiego!
Minął jednego, drugiego, trzeciego, czwartego… Piąty nie ryzykował! 🦿🟨
Do przerwy w Atlancie jednak bezbramkowy remis!
📲 Oglądaj online półfinał Anglia – Argentyna ▶️ https://t.co/c571RxXfOY pic.twitter.com/G71p3b0TAr
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 15, 2026
Nie to, że było to spektakularne widowisko, ale po prostu czuć było, że obie ekipy wyszły na ten mecz z bojowym nastawieniem.
A to też się liczy.
Gol, który okazał się problemem
Wszystko dla Anglii popsuło się… w zasadzie w momencie, gdy strzelili bramkę. To była ładna akcja – piłka do przodu, przecięcie przez obronę, ale ostatecznie trafiła do Morgana Rogersa, ten poszedł do przodu prawą stroną, zagrał przez całe pole karne, a tam wyłonił się Anthony Gordon, wybiegając zza pleców obrońcy i spokojnie sytuację wykończył. Tyle że Anglicy zrobili dokładnie to, czego robić po tym golu nie powinni – kompletnie się cofnęli.
W dodatku Lionel Scaloni zmieniał, szukał rozwiązań. Wprowadził Nico Gonzaleza, Rodrigo De Paula, Lautaro Martineza, kombinował też w defensywie. Thomas Tuchel z kolei zupełnie na to nie reagował, zmieniał właściwie tylko w tyłach, a raz – po urazie Reece’a Jamesa – zrobił to z konieczności.
Gordon has England on the board. 🏴#FIFAWorldCup pic.twitter.com/k21GH5pLtC
— FIFA World Cup (@FIFAWorldCup) July 15, 2026
Anglicy kompletnie oddali piłkę. Owszem, Argentyna naciskała, tyle że Wyspiarze nawet nie próbowali kontratakować, co najwyżej zrywał się Jude Bellingham, ale piłkę tracił, bo był osamotniony i opadali go rywale. Ostrzeżenia się za to sypały – raz strzał Nico Gonzaleza wybronił Jordan Pickford, innym razem Alexis Mac Allister trafił w słupek. W obu przypadkach były to uderzenie po dośrodkowaniach, które ewidentnie naruszały Anglików. Podobnie strzały z dystansu – tu Pickford też musiał się wykazać.
Anglia jednak nie potrafiła na to zareagować w odpowiedni sposób. Kolejny strzał z dalszej odległości znów wylądował przecież na słupku. Centry dalej stanowiły wielkie zagrożenie.
Wniosków jednak nie wyciągnęli. Wręcz łatwo zgadnąć, jak stracili oba gole.
Remontada! Argentyna zagra o drugie z rzędu złoto
Pierwszego – po strzale z dystansu. Rozegrali rzut rożny, piłka wróciła do Messiego, obrońcy się cofnęli, spodziewając się dośrodkowania. Tego nie było, Leo wyłożył piłkę do Enzo Fernandeza, a ten świetnym strzałem pokonał Pickforda. Drugi gol padł, a jakże, po centrze. To też asysta Messiego, który odnalazł w polu karnym Lautaro Martineza. A wiecie kto nie był w stanie tego zrobić? Angielscy obrońcy rzecz jasna, bo ci kompletnie nie mieli kontroli nad ustawieniem napastnika Argentyny. Na nic się zdało się też podwyższanie bloku defensywnego, bo to nie tam ostatecznie leżał problem.
ARGENTYNO!
ARGENTYNOOOOOO!CO TY ROBISZ?!
📲 Oglądaj online półfinał Anglia – Argentyna ▶️ https://t.co/c571RxXfOY pic.twitter.com/dEnYiOHk4v
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 15, 2026
Tuchel nie zareagował odpowiednio na zmiany Scaloniego, jego piłkarzom zabrakło sił, nie byli w stanie naciskać na rywali, odpowiednio ich pilnować. I to właśnie to zdecydowało. Anglia po raz kolejny przegrała wielki turniej i powalczy co najwyżej o brąz, Mick Jagger i David Beckham skończyli smutni na trybunach.
A cieszy się za to cały naród argentyński. Bo on zagra – tak, cały, bo kibice byli tu dwunastym zawodnikiem, ciągle głośni, ciągle nakręcający swoich piłkarzy – o drugie z rzędu złoto mundialu.
O tym, czy się uda, zdecydują Hiszpanie… i sami Argentyńczycy.
Ocena atrakcyjności meczu: 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix