4. Kolejka

Argentyna

3
-
1
Zakończone

Szwajcaria

Alexis Mac Allister 10"
Julián Álvarez 112"
Lautaro Martínez 120"
Dan Ndoye 67"

Awans Argentynie dały golazo Alvareza i… głupota Embolo

Sebastian Warzecha

12 lipca 2026, 06:07 • 6 min czytania 21

Reklama
Awans Argentynie dały golazo Alvareza i… głupota Embolo

Niemal wszyscy spodziewali się, że sobotniej nocy (czy też niedzielnego poranka) obejrzymy rewanż za finał Copa America sprzed dwóch lat, gdy Argentyna okazała się lepsza od Kolumbii. Tymczasem wicemistrzowie Ameryki Południowej przegrali ze szwajcarską solidnością i to Helweci wybiegli dziś na boisko w Kansas City, by zmierzyć się z Leo Messim i spółką. I długo się w tym meczu trzymali. Kto wie, co by było, gdyby Breel Embolo nie popisał się beznadziejną symulką przy stanie 1:1. Ostatecznie, w dogrywce, grający w przewadze Argentyńczycy rozbili rywali.

Reklama

Nie był to mecz turnieju. Nawet biorąc pod uwagę same ćwierćfinały możliwe, że było to spotkanie najsłabsze z tych czterech. Argentyńczycy grali bowiem… w sumie tak, jak przez większość turnieju – w trybie energooszczędnym. Szwajcarzy za to przez dużą część meczu nie byli w stanie wiele zrobić. To znaczy: dochodzili w pobliże pola karnego rywali, tyle że wtedy kompletnie głupieli i właściwie nie kreowali sobie ostatecznie sytuacji strzeleckich.

Generalnie: nie sprzyjało to spotkanie walce z sennością, która dopadać musiała, biorąc pod uwagę, o jakiej godzinie polskiego czasu wybrzmiał pierwszy gwizdek.

Ale były momenty. I ostatecznie to one liczył się najbardziej.

Reklama

Argentyna – Szwajcaria 3:1 (1:1). Zaczęło się z rożnego

Nie gra Argentyna wybitnego turnieju… ale wciąż wygrywa. Przez fazę grupową przeszła stosunkowo gładko, jednak w pucharowej było już trudniej. W starciu z Republiką Zielonego Przylądka dała się dwa razy zaskoczyć i w efekcie musiała rozegrać dogrywkę. Z Egiptem wydawała się już przegrana, ale wyciągnęła mecz od stanu 0:2 na 3:2 jeszcze w regulaminowym czasie gry. Niemniej – da się ją skarcić, da zaskoczyć obronę. Pokazały to oba te spotkania.

I w tym pewnie nadziei musieli szukać Szwajcarzy. Tyle że zaczęli źle, bo dali się zaskoczyć w najgorszy możliwy sposób – ze stałego fragmentu gry.

A akurat Szwajcaria na tych mistrzostwach w defensywie sobie radzi. Owszem, na start mistrzostw sensacyjnie zremisowali z (przeraźliwie słabym) Katarem, a potem tracili też po bramce z Bośnią i Hercegowiną oraz Kanadą, ale już w fazie pucharowej nie pozwolili strzelić sobie bramki ani Algierii, ani Kolumbii. To naprawdę dobrze, solidnie zorganizowana ekipa, która wie, jak grać w defensywie. Gorzej bywa z przodu, ale taka gra przyniosła Szwajcarom sukces – bo takim był ten awans do ćwierćfinału. W końcu ostatni raz zaszli na mistrzostwach świata tak daleko w 1954 roku, gdy byli ich gospodarzem!

Dziś też musieli po pierwsze umiejętnie się bronić, nie tracić głupich bramek. I trudno im coś zarzucić w tej kwestii jeśli chodzi o obronę argentyńskich akcji. Problem polega na tym, że dali sobie wbić bramkę w sposób znacznie prostszy. W 10. minucie do piłki ustawionej w narożniku boiska podszedł bowiem Leo Messi, zacentrował prosto na głowę Alexisa Mac Allistera, a ten trafił do siatki i wyprowadził Argentynę na prowadzenie. I cóż… w sumie to ten gol na długo zabił nam ten mecz.

Reklama

Żeby to udowodnić, wystarczy spojrzeć na statystykę goli oczekiwanych z pierwszej połowy. Argentyna wykręciła zabójcze 0,28 xG. Szwajcaria ledwie 0,06. Obie ekipy oddały po trzy strzały. Napisać, że działo się niewiele, to jak nic nie napisać.

Po prostu wiało nudą.

Reklama

Gol Ndoye i symulka Embolo

Argentynie bowiem nigdzie się nie spieszyło. Zresztą ta ekipa przez całe mistrzostwa zdaje się długimi fragmentami meczów grać spokojnie, powoli, a przyspieszać tylko wtedy, kiedy musi. Co – jak pokazały poprzednie mecze – potrafi się na niej mścić. I dziś też tak było. Bo klepała ta Argentyna, w zasadzie nawet nie próbowała zdobyć drugiej bramki, nie było też wiele w tej grze Leo Messiego, a jak nie ma Messiego, to i jego koledzy momentami zachowują się, jakby nie wiedzieli, co z piłką zrobić.

Taki minimalizm na boisku lubi się jednak mścić. No i do tej zemsty doszło i tym razem. W 67. minucie.

Rozpoczął wtedy akcję na lewym skrzydle Dan Ndoye. Zagrał do (nieśmiertelnego) Ricardo Rodrigueza, ten odegrał mu w okolice pola karnego, gdzie Ndoye w międzyczasie zbiegł, kompletnie gubiąc obrońców. Potem przemieścił się z piłką jeszcze nieco bliżej bramki i z ostrego kąta uderzył płasko, pod nogami Emiliano Martineza. Trafił. Zrobiło się 1:1, a Szwajcarzy mieli swój wielki moment. W dodatku patrząc na grę Argentyny można było naprawdę wierzyć, że Helweci pójdą za ciosem, że będą w stanie zdobyć drugiego gola.

Reklama

I może by byli… gdyby nie Breel Embolo. Ten popisał się bowiem niesamowitą głupotą.

Miał bowiem Embolo na koncie żółtą kartkę. I postanowił popisać się zupełnie nikomu niepotrzebną symulką. Co ciekawe – zadziałała! Pierwotnie to Leandro Paredes dostał żółtą kartkę. Sędzia został jednak wezwany do monitora, a wezwano go korzystając z wywołania „błędnego winowajcy”… co budzi kontrowersje. Bo tak: żółtej dla Paredesa być nie mogło (choć powinien dostać jakąś wcześniej w meczu, to na pewno), a Embolo na żółtą – a w konsekwencji czerwoną – zasłużył.

Reklama

I ją dostał. Wątpliwości budzi jednak – jak tłumaczył na portalu X na przykład Marcin Borski – to, czy powinno się wykorzystywać ten przepis w taki właśnie sposób. Zrobiono to już jednak na tych mistrzostwach w przeszłości, to nie pierwszy raz, więc precedens ustanowiono już wcześniej.

A ostatecznie trudno się do zmiany pierwotnej decyzji sędziego przyczepić – to po prostu głupota Embolo utrudniła życie Szwajcarom.

Szwajcaria miała jeden słaby punkt. Alvarez dokładnie tam trafił

Broniła się ta Szwajcaria niezwykle dzielnie i dobrze, a Argentyna nadal grała jakby w slow motion. Owszem, mieli Albicelestes swoje okazje, ale niewiele, a ostatecznie a to strzał zablokowany, a to spisał się Kobel w bramce, a to ktoś po prostu nie trafił do siatki. Nie było jednak tych sytuacji dużo, bo naprawdę trudno przychodziło panującym mistrzom świata rozgrywanie piłki. Jak już wspomnieliśmy: Messi był dziś dość niemrawy, a jego koledzy kompletnie nie wiedzieli co zrobić, gdy akurat nie było miejsca, żeby mu podać.

Reklama

Doszło więc do dogrywki, bo w regulaminowym czasie gry nic się już nie wydarzyło.

W pierwszej połowie dogrywki też nie. Ba, wydawało się, że obie ekipy są już pogodzone z karnymi. Szwajcaria broniła właściwie we własnym polu karnym, Argentyna nie miała pomysłu, co z tym fantem zrobić.

No, aż do momentu, gdy Julianowi Alvarezowi znudziło się to klepanie i szukanie luk w tej obronie szczelnej jak sejfy w bankach – tych szwajcarskich, rzecz jasna.

Julian dostał piłkę za polem karnym, spojrzał na bramkę i postanowił uderzyć. Pomysł – w tej sytuacji – ze wszech miar słuszny, tylko chwalić. A wykonanie – chwalić tym bardziej. Alvarez bowiem trafił idealnie. Serio, lepiej się nie dało. Samo okienko, zerwana pajęczyna, Kobel bez szans. Strzał perfekt. Perfekt!

Reklama

Argentyna może więc być słaba, Argentyna może mieć problemy, Argentyna może też wyglądać znacznie gorzej niż w 2022 roku. To wszystko to prawda. Równocześnie jednak: w Argentynie zawsze znajdzie się ktoś gotów przeważyć szalę zwycięstwa. Jak nie Lionel Messi, to ktoś inny. Dziś tym kimś został Julian Alvarez. A potem jeszcze – w kontrze, bo Szwajcaria, co naturalne, rzuciła się do ataku – bramkę na 3:1 dołożył Lautaro Martinez.

I mecz się zamknął, a Argentyna weszła do półfinału.

Reklama

Czy jednak kogokolwiek do siebie przekonała? Czy sprawiła, że znikły wątpliwości z poprzednich dwóch spotkań?

Absolutnie nie. Przekonamy się, czy Anglia – która też przesadnie przecież nie imponuje – będzie w stanie tę słabość Argentyny wykorzystać. Bo to taki półfinał czeka nas w środę. A to, wiadomo, historycznie mecz o coś znacznie więcej niż tylko finał.

I obyśmy się o tym przekonali.

Ocena atrakcyjności meczu: 2,5/6

6
Martinez
5
Tagliafico
6
Martinez
6
Romero
4
Molina
6
Paredes
7
Allister
1
5
Paul
5
Fernandez
Joao Pinheiro 2

Zmiany:

icon-swap
Nico Gonzalez
5
Nicolas Tagliafico
icon-swap
Lautaro Martinez
7
Rodrigo De Paul
1
icon-swap
Gonzalo Montiel
4
Nahuel Molina
icon-swap
Thiago Almada
5
Enzo Fernandez
icon-swap
Nicolas Otamendi
Cristian Romero
icon-swap
Jose Lopez
Leandro Paredes
1

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony
Reklama

Fot. Newspix

21 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
niedziela, 12 lipca 2026 03:00
Sędzia:
Joao Pinheiro

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Klich wbił szpilę w Wisłę. „Może teraz będą pensje na czas”

Mikołaj Duda
13
Klich wbił szpilę w Wisłę. „Może teraz będą pensje na czas”

Mundial 2026

Reklama