Fantastycznie układa się na razie ten mundial dla reprezentacji Meksyku. W grupie odniosła komplet zwycięstw i nawet nie straciła gola. Z kolei na początku swojej rywalizacji w fazie pucharowej nie dała szans Ekwadorowi, który od pierwszych minut został zepchnięty do narożnika i już się nie podniósł.
Meksykanie zaczęli ten mecz, jakby jutra miało nie być. Godzina opóźnienia przez burzę w niczym im nie przeszkodziła. Po kwadransie doszli już do czterech sytuacji – najlepszą zmarnował Jimenez, który niepilnowany strzelił głową obok słupka. Spudłował dość wyraźnie. Z kolei centymetry od szczęścia dzieliły Gilberto Morę, który pięknie chciał zawinąć w dalszy róg.
Meksyk – Ekwador 2:0. Szalona pierwsza połowa drużyny Aguirre
Miało się wrażenie, że współgospodarze turnieju przed meczem nie tylko zjedli po wiaderku witamin, ale jeszcze popili je jakimś energetykiem. Ekwador ma atuty przede wszystkim w defensywie, a dziś zawodziła ona równie mocno jak ofensywa.
Przy pierwszym golu najpierw zawalił Ordonez, który wyszedł ze strefy, ale dał się ograć Roberto Alvarado. Ten idealnie uruchomił podaniem wychodzącego z własnej połowy Juliana Quinonesa. Sytuacji nie ogarnął tutaj Pacho. Gonił co sił za rywalem i koniec końców stanął przed nim w polu karnym. Cóż jednak z tego, skoro nie zablokował jego znakomitego strzału pod poprzeczkę.
Druga bramka to przede wszystkim okropny błąd Ordoneza. Stoper Club Brugge skiksował przy prostej interwencji i parę sekund później Jimenez podwyższył prowadzenie po asyście Quinonesa.
𝐌𝐞𝐤𝐬𝐲𝐤 się bawi! Meksyk prowadzi już 2:0 z Ekwadorem!
𝐃𝐫𝐮𝐠𝐢𝐞 𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 Raula Jimeneza na tym mundialu! pic.twitter.com/FSy37HWSTQ
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 1, 2026
John Yeboah najlepszy wśród słabych
Dopiero wtedy Ekwador bardziej doszedł do głosu, ale tylko jeśli chodzi o posiadanie piłki. Przedstawiciel Ameryki Południowej miał za mało atutów z przodu. Najgroźniejszą bronią był John Yeboah. Były skrzydłowy Śląska Wrocław i Rakowa Częstochowa dwa razy świetnie się przedarł, ale najpierw obił słupek, a w drugim przypadku efektowną paradą popisał się Raul Angel.
To było zdecydowanie za mało. Znów zawiódł Enner Valencia. Dotychczas marnował świetne okazje, tym razem natomiast został kompletnie zneutralizowany. 10 kontaktów z piłką i 0/8 w pojedynkach podczas godzinnego pobytu na boisku trudno określić inaczej niż kompromitacją.
Ekwadorczycy po przerwie mieli aż 68% posiadania piłki, ale praktycznie nic z tego nie wynikało. Groźnie zrobiło się tylko raz, gdy rozczarowujący Caicedo posłał dalekie podanie do rezerwowego Kevina Rodrigueza, a ten po niezłym przyjęciu „dziubnął” piłkę obok słupka. Taka nędza w ataku nie przystoi zespołowi, który musi odrabiać straty z nadzieją na 1/8 finału MŚ. Meksyk za to w ciągu minuty dwa razy był o włos od dobicia przeciwnika po rzutach rożnych Alvarado.
Na koniec przegrywającym zaczęły puszczać nerwy i coraz częściej wdawali się w pyskówki z rywalami. W doliczonym czasie Hincapie się zapomniał, zasłaniał usta dłonią podczas wymiany uprzejmości z Gimenezem i po analizie VAR – w myśl nowych przepisów – obejrzał czerwoną kartkę. Taka sama kara po chwili należała się Pedro Vite, który perfidnie zdzielił łokciem siedzącego Gimeneza, lecz sędziowie z niezrozumiałych względów nie zajęli się tym zdarzeniem.
Reprezentacja Meksyku zdaje się rozpędzać, ale jeśli po raz pierwszy w swojej historii ma wygrać dwa mecze w fazie pucharowej mundialu, musi wznieść się na wyżyny. Jeśli bowiem nie dojdzie do sensacji autorstwa Demokratycznej Republiki Konga, bój o ćwierćfinał trzeba będzie stoczyć z Anglią.
Atrakcyjność meczu: 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix