Specjalnie na życzenie FIFA, amerykańskie, meksykańskie i kanadyjskie stadiony wysprzątano lepiej niż czynią to japońscy kibice po meczach. Prędzej Gianni Infantino przyznałby się do jakiegoś błędu niż pozwolił na to, by jakiekolwiek niechciane logo znalazło się na mundialu. O ile trudno kłócić się z samym założeniem (FIFA ma swoich partnerów i musi o nich dbać), o tyle skrupulatność federacji wygląda niekiedy groteskowo.
Amerykańskie stadiony – podobnie zresztą jak i polskie – mają swoich partnerów tytularnych, którzy płacą grube miliony za promowanie się przy obiekcie. Arena w Foxborough – według nomenklatury FIFA: stadion Boston, choć od Bostonu dzieli go godzina jazdy autobusem – również takiego posiada. Jest nim firma Gillette, która współpracuje z obiektem już od 2002 roku.
FIFA żądała usunięcia wszystkich logotypów
Producent kosmetyków dla mężczyzn umieścił swoje logo na koronie stadionu, lecz to oczywiście zostało ukryte…

Nazwa jego firmy, napisana bardzo małą czcionką, znalazła się też na krzesełkach. I te… również zostały zaklejone.


Takie działanie zakrawa już o absurd. Drobne logo (około trzy centymetry długości) jest przecież zupełnie niedostrzegalne z perspektywy kamery. Jest ono tak niewielkie, że nawet kibice nie zwróciliby na nie wielkiej uwagi. A mimo to FIFA pozaklejała niebieską tasiemką wszystkie siedzenia z identyfikacją marki. Obiekt liczy łącznie 65 tysięcy miejsc.
Głośno było też o stadionie w San Francisco, na którym federacja nakazała schowanie logo Levi’sa. Zrobiono to jednak w taki sposób, że bez problemu można odgadnąć, jaka marka kryje się pod białą płachtą. Sam producent ubrań sprytnie wykorzystał zamieszanie w mediach społecznościowych do real time marketingu.
Levi’s have changed their Instagram profile picture 😆
The large stadium logo had a white cover over it during the World Cup match between Qatar and Switzerland due to Fifa branding regulations ❌
Other denim products are available. 😉 pic.twitter.com/k7cREEFMN7
— BBC Sport (@BBCSport) June 14, 2026
Przesadną dbałość FIFA najlepiej widać na stoiskach z jedzeniem, na których do dań podawane są sosy. Co istotne – sosy marek, które nie są oficjalnymi partnerami federacji. Kibic otrzymuje do ręki keczup bądź musztardę, które… mają zaklejone nazwy producentów. Heinz również wykorzystał to, by zadrwić z mundialowego pedantyzmu.
🚨 Heinz have pulled off a marketing masterclass. 🤯
FIFA World Cup stadiums are serving Heinz condiments, but because Heinz aren’t an official tournament sponsor, every bottle has been covered up with black tape.
Instead of hiding from it, Heinz turned it into a campaign. The… pic.twitter.com/W9EKk5fhEE
— Football Tweet ⚽ (@Footballtweet) June 23, 2026
FIFA zgodziła się tylko na dwa wyjątki. Pierwszym jest stadion w Atlancie, który ma na swoim dachu wielkie logo Mercedesa. Znak nie został usunięty, bo istniało duże ryzyko, że operacja doprowadziłaby do uszkodzenia masywnej konstrukcji na obiekcie, który kosztował 1,8 mld dolarów. Żeby jednak niechciane logo nie zostało nigdzie wyświetlone, stadion w Atlancie nie jest w transmisjach pokazywany z góry.
Drugim wyjątkiem jest obiekt w New Jersey, na którym zostanie rozegrany finał. Federacja pozwoliła na pozostawienie loga MetLife (agencji ubezpieczeniowej) na uchwytach do kubków. Stało się to prawdopodobnie tylko dlatego, że FIFA nie ma akurat w swoim portfolio partnera z tej branży, a operator stadionu mocno protestował, że zmienianie identyfikacji wizualnej to zupełnie niepotrzebny koszt.
Aha, bo to bardzo ważne – wyczyszczenie obiektów, według umów podpisanych z FIFA, leżało po stronie operatorów stadionów, a nie federacji. Ta żądała wejście na czysty, nieoznakowany stadion.
Gillette takiego szczęścia jak MetLife nie miało – federację sponsoruje bowiem Unilever, czyli gigant skupiający w swoich strukturach kilka marek kosmetycznych. Do ciekawej sytuacji doszło też w Filadelfii, gdzie zakryto nawet twarz Abrahama Lincolna, która znajduje się w logo Lincoln Financial, czyli firmy ubezpieczeniowej będącej partnerem tytularnym tamtejszej areny.
Łączny koszt debrandingu – bo tak nazywa się operacja usuwania logotypów sponsorskich – ma wynieść od 15 do 30 milionów euro. Rozumiemy, że FIFA chce zakryć duże symbole marek, ale czy naklejanie małych tasiemek na sześćdziesiąt tysięcy krzesełek nie jest już swego rodzaju przesadą?