Przerwa na wodę czy reklamę? Amerykańskie szaleństwo

Jakub Białek

18 czerwca 2026, 08:29 • 4 min czytania 27

Reklama
Przerwa na wodę czy reklamę? Amerykańskie szaleństwo

FIFA mami nas pięknymi hasłami, za którymi nie idą szlachetne idee, a zwykła chciwość. To, co Gianni Infantino nazywa troską o zdrowie zawodników, w rzeczywistości jest troską o konto federacji.

Reklama

Kiedy siedziałem na stadionie w Dallas, zgłupiałem. Poza obiektem panował uciążliwy skwar, ale wewnątrz temperatura była idealna do gry w piłkę. Nikogo nawet nie musnął promień słońca – od początku zawodów nad tym futurystycznym obiektem z gigantycznym ekranem był zamknięty dach.

Przerwa na uzupełnienie płynów była w trakcie tych zawodów potrzebna tak, jak grzebień prezydentowi FIFA (lub autorowi tekstu). A mimo to arbiter dwukrotnie zaprosił zawodników do ławek, a kibice obejrzeli na stadionie pokaz cheerleaderek. Widzom amerykańskiej stacji Fox – i innych na świecie – zaprezentowano wtedy cztery trzydziestosekundowe spoty reklamowe.

Przerwa na rekla… ekhm, wodę

Ten mecz nie wymagał żadnej przerwy na nawodnienie. Podobnie jak starcie Niemców z Curacao, które również odbyło się przy zakrytym dachu w Houston. Starcia rozgrywane po 21:00 lokalnego czasu też z pewnością obyłyby się bez dodatkowej pauzy. Nikogo nie oburzało, gdy w niektórych meczach mundialu 2014 sędzia zarządzał przerwę na uzupełnienie płynów. Powód był prosty – robił to tylko w sytuacjach, gdy naprawdę było to potrzebne, czyli przy ponad trzydziestu stopniach.

Wielu twierdzi bez złudzeń, że hydration break został wprowadzony tylko w jednym celu – jeszcze większego zmaksymalizowania przychodów. Przyzwyczailiśmy się do tego, że mecze piłkarskie przedzielone są tylko jedną przerwą na reklamy, ale amerykański widz postrzega to inaczej. Normą dla niego jest, że wydarzenie sportowe ma cztery części. Tak jest w NBA, tak jest też w NFL.

Reklama

Mecze podczas mundialu de facto… też są podzielone na kwarty. Coś, co ładnie nazywa się przerwą na uzupełnienie płynów, w rzeczywistości jest dostosowaniem widowiska sportowego do amerykańskiego widza. Nic więc dziwnego, że stacja Fox pokazująca mundial w Stanach namiętnie korzysta z nowej możliwości, wypuszczając podczas każdej dodatkowej przerwy cztery trzydziestosekundowe spoty reklamowe.

Podczas meczu otwarcia zdarzyło jej się nawet przeszarżować – gra została już wznowiona, a widzowie dalej oglądali materiały promocyjne. FIFA ostrzegła po tym incydencie wszystkie stacje, że blok reklamowy może rozpocząć się dopiero po dwudziestu sekundach przerwy na płyny, musi się jednocześnie skończyć na trzydzieści sekund przed wznowieniem gry.

Zobaczcie, jak dużo czasu antenowego na reklamy zyskują w tym przypadku telewizje. W każdej połowie mają 2 minuty i 10 sekund na puszczenie spotów. Daje to 4 minuty i 20 sekund na spotkanie. Gdy pomnożymy to przez 104 mecze, wyjdzie nam 450 minut, czyli 7,5 dodatkowych godzin na reklamy przez cały turniej. 7,5 godzin! W niezwykle atrakcyjnym czasie antenowym!

Według informacji Guardiana, stawka za 30-sekundową reklamę w brytyjskiej telewizji w trakcie meczu reprezentacji Anglii wynosi nawet trzysta tysięcy funtów. Jeśli faktycznie tak jest, w przerwach na nawodnienie podczas samej fazy grupowej brytyjski nadawca mógłby wypuścić zarobić dodatkowe 7 mln funtów. Dodam na marginesie, że akurat angielska stacja nie wypuszcza reklam w trakcie mundialu, podobnie jak działająca na amerykańskim rynku telewizja Telemundo, która jest skierowana do hiszpańskojęzycznych mieszkańców USA.

Reklama

Dlaczego w TVP nie ma przerw na reklamy?

Reklam w przerwach na nawodnienie nie puszcza też TVP. Nawet gdyby telewizja chciała zarobić na dodatkowych spotach, nie mogła by tego zrobić. Według naszych informacji, KRRiT nie uznaje tej przerwy jako przerwy w audycji, podczas której można wypuścić materiały promocyjne. Podobna sytuacja miała miejsce podczas Euro 2024 – niektóre telewizje pokazywały reklamy po hymnach, ale TVP – nawet gdyby chciała to zrobić – była ograniczona przepisami KRRiT.

A więc widzowie nie mają problemu. Ile w teorii TVP mogłaby na takich przerwach zarobić? Stawkę za trzydziestosekundowy spot reklamowy podczas meczu mundialu można oszacować na od 50 do 100 tysięcy złotych. Kwota zależna jest od rangi spotkania, pory i obrotności domu mediowego. Jeśli przyjmiemy więc realnie, że na jednej reklamie TVP zarobiłaby średnio 75 tysięcy złotych, oznaczałoby to ponad 67 milionów dodatkowych przychodów w trakcie mistrzostw tylko z tytułu przerwy na nawodnienie.

Ta liczba pokazuje skalę tego, ile przychodu dla telewizji może wygenerować niepozorna, trzyminutowa przerwa na kilka łyków wody. A przecież na tle świata nie jesteśmy wcale dużym rynkiem. Przychody dla telewizji Fox w związku z tą zmianą można z pewnością liczyć w miliardach dolarów. To oczywiście zupełny przypadek, że mowa o stacji, która jest politycznym zapleczem Donalda Trumpa, który z kolei przyjaźni się z prezydentem FIFA. Tylko złośliwi mogliby połączyć te historie.

Reklama
27 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Młody talent z Ghany uratował nas od tragedii. Mundialowy antyfutbol w Toronto

Kacper Korpak
4
Młody talent z Ghany uratował nas od tragedii. Mundialowy antyfutbol w Toronto