Można się już zacząć zastanawiać, czy to jednak Tunezja nie jest najsłabszą z drużyn rywalizujących na tegorocznym mundialu. Zresztą „rywalizujących” byłoby tu ogromnym nadużyciem. Gra defensywna tego zespołu woła o pomstę do nieba i nie zmienił tego nawet efekt nowej miotły. Jeśli krzyczący, charyzmatyczny Herve Renard nie przekonał cię, że warto coś pokazać pod własną bramką, to pewnie już nikt tego nie zrobi. Z pustego to i Salomon nie naleje.
Tę defensywę należy określić mianem skandalu, naprawdę. Jeśli Japończycy – kadra solidna, ale przecież nie topowa – robią z ciebie pośmiewisko, to już znak, że nadajesz się najwyżej do tarcia chrzanu. W zalewie egzotyki, pośród perełek pokroju Curacao, Republiki Zielonego Przylądka czy Haiti, Tunezja wydawała się jakimś co najmniej przyzwoitym zespołem. Nic bardziej mylnego.
Nie potrafisz bronić, żal cię wpuszczać na mundial. A Tunezyjczycy naprawdę, bez żadnej przesady, nie potrafią.
Tunezja – Japonia 0:4. Ciency jak barszcz
Najgorsze jest to ukłucie, które przypomina nam, że też mogliśmy grać z tą Tunezją i pewnie też byśmy ją solidnie sklepali. Pośmiać się można, że gdzie tam my, że pewnie byśmy się męczyli, że pewnie byśmy sami odwalili coś w obronie, ale to wszystko sfera żartów. Orły Kartaginy są cienkie jak barszcz, szkoda gadać.
Tylko w pierwszych ośmiu, może dziesięciu minutach Japończycy zrobili wszystko, co powinno wystarczyć do wygrania takiego meczu. Gola strzelili z dziecinną łatwością i tak, jak powinno się strzelać Tunezji – wchodząc z bocznego sektora, ładując piłkę w pole bramkowe i czekając na efekty. Nakamura do Kamady, Kamada do bramki i mecz ustawiony już właściwie do końca.
Tą sytuacją bramkową Japończycy pokazują, że nie grają w piłkę…
tylko w jakieś szachy 5D 😮💨#WorldCup #MistrzostwaŚwiata pic.twitter.com/BmQLAwq30Q— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 21, 2026
Później pójście za ciosem, kocioł pod bramką rywali i naprawdę milimetry od drugiego gola. Popłoch, jaki zapanował w polu karnym Tunezyjczyków trudno nawet opisywać bez używania słowa „panika”, już wtedy było wiadomo, że afrykański zespół nie ma czego w tym meczu szukać. Bo coś sobie niby poatakował, parę razy narobił wiatru. Ale obrona polepiona była na trytytki, a jedyną jej nadzieją był ewentualny łut szczęścia. O taki:

Dalej nie było o wiele lepiej
Pozwólcie też, że opowiemy wam też o drugim golu Japończyków, który padł niedługo po pierwszej hydration break. Z piłką wesoło hasa sobie w okolicy pola karnego Ueda. Hasa sobie, hasa, hasa dalej. Możecie zgadywać, co w tym czasie robiła defensywa Tunezji, ale nie jest to jeden z problemów milenijnych, odpowiedź znacie na bank. Otóż – zdradzimy już, może ktoś się jednak waha – nic nie robiła. Niejaki Talbi poprzyglądał się Japończykowi, trochę jakby nie wiedział, że piłkę można rywalowi zabrać. Nie doskoczył, nie przeszkadzał, pełna kulturka. Strzału też nie blokował, bo i po co? Może bramkarz wybroni?
Nie wybronił. Ueda uderzył naprawdę nieźle, Dahmen piłki nie sięgnął. My niespecjalnie zaskoczeni, Tunezyjczycy pewnie w szoku. A Herve Renard wściekły. Patrzysz na jego minę, kiedy schodzi do szatni na przerwę i już wiesz, że powstanie kolejne viralowe nagranie z jego udziałem, bo Orły Kartaginy dostaną solidną suszarkę.
Na suszarce daleko nie zajedziesz, ale do drugiej połowy podchodziliśmy z wiarą, że Tunezję stać chociaż na bramkę honorową. Nawet jeśli sama miałaby stracić kolejnie dwie czy trzy – warto było powalczyć, sama próba nie kosztuje przecież wiele. Ostatecznie Japończycy wycenili ją na jeszcze dwa gole. Najpierw trafił Junya Ito, który po szybkim ataku wyszedł sam na sam z Dahmenem. Dzieła zniszczenia dopełnił Ueda, który gola zdobył głową, choć ledwo sięgnął do piłki. Tunezyjczycy zamiast mu przeszkadzać, postanowili spróbować zatrzymać strzał na linii bramkowej. Nie dali rady, choć w sumie z bramkarzem było ich trzech.
I co? No za Tunezją nikt nie będzie raczej płakał, ale oddajmy jej, że coś na ten mundial wnosi. Straconych goli ma już dziewięć, a przed nią spotkanie z Holandią, w którym można spodziewać się kolejnego wielkiego lania. Chociaż pooglądamy sobie, jak piłka wpada do siatki.
Jubileusz. 1000 mundialowych meczów za nami
Ten mecz, może trochę niepostrzeżenie, wyznacza wielki i ważny mundialowy kamień milowy. Tysięczne starcie w historii mistrzostw świata może nie wywaliło nas z kapci, ale uświadamia, jaki kawał futbolowej opowieści za nami. Japończycy zadbali o oprawę, Tunezyjczycy zadbali o Japończyków i ostatecznie uczciliśmy ten wielki jubileusz czterema golami – godnie, choć chciałoby się, żeby to było jakieś większe wydarzenie. Nie zawsze jednak chcieć, to móc, emocji nie mieliśmy praktycznie wcale.
Ale tak to musi wyglądać, jeśli jeden zespół broni, jak zbieranina z podwórka grająca na boisku z bramkami ustawionymi z kamieni czy tornistrów.
Ocena atrakcyjności meczu: 3/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix