Raków kolejny raz pokazał wszystkim polskim drużynom, że co jak co, ale szczęście w losowaniach ma zdecydowanie największe. Po tym, jak pechowo trafiły Lech i Górnik, na wymagającego rywala trafił też GKS Katowice. Będzie nim przegrany z pary Hajduk Split – MSK Żylina. Gdy inni rozpaczają, w Częstochowie trwa święto. Valletta FC to bowiem jeden z najsłabszych klubów pod względem średniej punktów na mecz spośród tych, które kiedykolwiek grały w europejskich pucharach. Kim są rywale polskiego duetu w drugiej rundzie Ligi Konferencji?
Rywale Rakowa Częstochowa i GKS-u Katowice w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
Wiele klubów szczyci się wywalczeniem podwójnej korony w swoim kraju. Dzieje się tak, gdy wygrają ligę i puchar kraju w tym samym sezonie. Czasem zdarzy się korona potrójna, gdy dorzucą puchar ligi. Valletta jest jednym z niewielu klubów świata, który może poszczycić się wywalczeniem aż sześciu trofeów w jednym sezonie! W 2001 roku wygrali ligę, puchar kraju oraz superpuchar, a także Puchar Löwenbräu, turniej Super 5 oraz Puchar Stulecia Malty.
W egzotycznych krajach klub, który nosi nazwę od stolicy kraju z dodaniem skrótu „F.C.” zazwyczaj wydaje się nam kandydatem do bycia absolutnym dominatorem w krajowych rozgrywkach. Takim też była Valletta FC, ale w dawnych czasach. 62 razy była na podium rozgrywek o mistrzostwo kraju. Wygrała je 25 razy, ale ostatni raz miało to miejsce siedem lat temu. Dwa kluby mają więcej triumfów: Floriana i Sliema Wanderers.
Pierwszy mecz z Rakowem będzie dla Lilywhites, jak nazywani są w swoim kraju piłkarze Valletty, setnym spotkaniem w rozgrywkach UEFA. Bilans? No cóż. Katastrofalny. Trzynaście wygranych, siedemnaście remisów i sześćdziesiąt dziewięć porażek. 75 bramek strzelonych i 255 straconych. Na półtorej setki klubów, które grały tak często w Europie gorszą średnią punktów na mecz ma tylko jeden – północnoirlandzki Glentoran.
Warto wymienić wszystkich przeciwników, których na prawie sto prób przeprowadzonych przez sześć dekad udało się Valletcie pokonać. Były to: HJK Helsinki (w 1974 roku), Skonto Ryga, walijskie Barry Town, islandzki Keflavik i B36 z Wysp Owczych. Udało jej się także wygrać dwa spotkania z zespołem z Andory i aż sześć z reprezentantami Sam Marino.
A przecież pokonać godnego uwagi rywala udaje się dziś nawet naprawdę przeciętnym drużynom. Szczególnie, jak ma się do tego sto okazji, to raz na jakiś czas prawie każdemu to się zdarza. Valletta pozostaje pod tym względem wyjątkiem.
Prawie wyeliminowali Ruch Chorzów
To może chociaż remis? Tu jest znacznie lepiej. Lilywhites urwali punkty Ferencvarosowi i Dudelange (dwukrotnie) w eliminacjach Ligi Mistrzów w 2019 roku, Zrinjskiemu Mostar w Lidze Europy rok wcześniej, a nawet Utrechtowi w tych samych rozgrywkach w 2017 roku. Rzadki przypadek, by Valletta nie przegrała żadnego spotkania w dwumeczu miał miejsce w 2010 roku. Na Malcie udało się jej wówczas zremisować z… Ruchem Chorzów. Pisaliśmy wtedy:
Zremisować z drużyną maltańską, to jak zremisować z ludźmi, którzy akurat wysiądą z najbliższego pociągu relacji Warszawa – Katowice albo z wycieczką szkolną zwiedzającą Muzeum Wojska Polskiego.
Rewanż w Chorzowie zakończył się bez bramek, dzięki czemu drużyna Waldemara Fornalika awansowała zgodnie z zasadą goli strzelonych na wyjeździe. A mogło do tego nie dojść. Maltańczyk oddał bowiem strzał rozpaczy z trzydziestu metrów w doliczonym czasie gry, który Matko Perdijic ledwo sparował na rzut rożny, a po nim Valletta znów miała świetną okazję do uzyskania zwycięstwa. Takie to były czasy.

Gra tam słynny napastnik Śląska
W 2024 roku Lilywhites po raz pierwszy w swojej historii spadli z ligi. W drugiej lidze przegrali tylko jedno spotkanie i szybko wrócili do elity. Co ciekawe, królem strzelców został wtedy Andrei Ciolacu. W 2015 roku był graczem Śląska Wrocław. I to jakim. To zdobywca statuetki imienia Bogdana Stratona dla najbardziej nieprzydatnych z całego zagranicznego zaciągu, który w trwającym roku trafił do Ekstraklasy:
Pożegnajcie się z rodziną, przyjaciółmi. Dajcie znać w pracy, że mają szukać nowego pracownika. Wkraczamy do krainy czystego, niczym niezmąconego absurdu, a tu łatwo się zatracić, zaginąć.
Saga z zatrudnieniem Ciolacu to materiał, który podobno HBO rozważa pod kątem wiosennej ramówki, jest tak jak lubią: dużo pytań, mało oczywistych odpowiedzi, akcja zagęszcza się z każdym kolejnym odcinkiem. Przyszedł gość z Rumunii, dostał siedemnaście tysięcy na rękę, nie zagrał przez rok ani minuty – wypisz wymaluj Bogdan Straton 2.0, tylko z ofensywy.
Śląsk podpisał z nim półtoraroczny kontrakt, a nie dał żadnej szansy w pierwszej drużynie. Okej, widać uznali, że jest pomyłką i się nie nadaje – bywa i tak. Z przecieków jednak wynikało, że przez kilka miesięcy nikt ze sztabu z nim nawet nie rozmawiał. Że zabraniano mu trenować, że organizowano Klub Kokosa, że facet biegał po parku, żeby utrzymać się w formie. Jego menadżer prosił prezesa, by ten chociaż zechciał przejrzeć nagrania z monitoringu na siłowni, by ktoś zobaczył jak Rumun pracuje – takie odchodziły akcje. Gdy Ciolacu w końcu zmiażdżony psychicznie wyszedł z propozycją polubownego rozwiązania kontraktu, w klubie powiedziano, że ma ODDAĆ WSZYSTKIE PIENIĄDZE, KTÓRE OD NICH DOSTAŁ.
Kolejnym nietypowym piłkarzem, który łączy Ekstraklasę z Valletta FC jest niejaki Albert Bruce. Został w 2012 roku wypożyczony do Legii z… Ghany. Nie zgadniecie. Ani razu nie powąchał nawet murawy w meczu ligowym. Weszło prowadziło wtedy małe śledztwo, by ustalić, czy zawodnik rzeczywiście ma dziewiętnaście lat, jak twierdził. Trzy lata później z Lilywhites zdobył mistrzostwo Malty.
Dziwny system rozgrywek
Valletta FC zakwalifikowała się do Ligi Konferencji po dość specyficznym sezonie. Liga maltańska przeszła bowiem na system „południowoamerykański”. Rozgrywki składają się z sezonu otwarcia i zamknięcia. W pierwszej części nasi bohaterowie zajęli trzecie, a w drugiej czwarte miejsce. Mimo tego zagrali w play-offach o mistrzostwo, w których wystąpiły cztery zespoły. Valletta nie strzeliła w nich żadnej bramki. Wystartuje jednak od drugiej rundy Ligi Konferencji dzięki wygraniu pucharu kraju.
Cała kadra maltańskiego zespołu wyceniana jest przez Transfermarkt na zaledwie cztery miliony euro. W ich kraju wyprzedza go pod tym względem aż siedmiu rywali. Dałoby im to ósme miejsce w naszej Betclic 1. Lidze. Jeżeli ktoś ma obawy nad bojem z Maltańczykami na podstawie problemów, jakie sprawiła naszym Orłom reprezentacja tego kraju, to trzeba wyjaśnić, że zawodnicy Valletta FC nie odgrywają w niej kluczowej roli. Andrea Zammit i Brandon Paiber siedzieli na ławce w czasie meczu wygranego przez nas 3:2.
W rankingu Opta Lilywhites zajmują 1674. miejsce – między Chrobrym Głogów a Stalą Mielec.
Polak dyrektorem sportowym, mają piłkarza na mundialu
Raków nie ma prawa mieć jakichkolwiek kłopotów z pokonaniem tego przeciwnika. Znacznie gorzej trafił GKS Katowice, szczególnie gdy porównamy jego potencjalnego rywala do Maltańczyków. GieKSa zmierzy się bowiem z przegranym z dwumeczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy, a więc z Hajdukiem Split lub MSK Żylina.
Obu zespołów przedstawiać nie trzeba, szczególnie na tle Valletta FC. Kibice Hajduka podczas sezonu ligowego zasnęli z nudów. Do lidera z Zagrzebia ich ulubieńcy stracili bowiem osiemnaście punktów, a nad trzecią drużyną mieli czternaście punktów przewagi. Żadnych emocji. O nic nie walczyli. Mistrzostwo było poza zasięgiem. Trzecie miejsce też. Mogli stracić miejsce w Lidze Europy, gdyby Dinamo przegrało w Pucharze Chorwacji, ale oczywiście ani razu nie było tego bliskie.
Ich zawodnik, Kanadyjczyk Niko Sigur jest obecnie na mundialu. Wielkie nadzieje może jednak dawać niestabilność chorwackiego klubu. Od początku 2007 roku jego władze zmieniały trenerów… 42 razy. Byli wśród nich Joan Carillo i Jens Gustafsson znani z Wisły Kraków i Pogoni. Dyrektorem sportowym jest w Splicie od niedawna Polak Robert Graf. Do chorwackiego klubu wrócił zimą Dante Stiplica, którego znamy z Ruchu Chorzów, a przede wszystkim z Pogoni Szczecin. W Hajduku pełni on obecnie rolę rezerwowego bramkarza.

W lidze Hajduk od dwudziestu lat jest wiecznie drugi. Ewentualnie trzeci lub czwarty. Rzadko – piąty. W jednym jest bardzo mocny – nie schodzi poniżej pewnego minimalnego poziomu. Od 2007 roku co sezon kwalifikuje się do europejskich pucharów. To coś, co w Polsce jest wprost nie do pomyślenia. Problem w tym, jak się spisuje w rozgrywkach UEFA. Otóż od 2011 roku, gdy przegrał pięć z sześciu meczów w grupie Ligi Europy:
- dwa razy odpadł w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy
- pięć razy odpadł w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy
- cztery razy odpadł w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy
- raz odpadł w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
- trzy razy odpadł w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
- raz odpadł w czwartej rundzie eliminacji Ligi Konferencji
Ani razu nie dotarł zatem w tym czasie do zasadniczej fazy europejskiego pucharu. Kiedy w ostatnich latach odpadał w kwalifikacjach, czasem przeszkodą byli mocni rywale (PAOK, Villarreal, Galatasaray, FCSB czy Everton), ale często kompromitował się z takimi zespołami, jak Dinamo Tirana, Rużomberok, Toboł Kustanaj, a nawet maltańska Gzira. Tym razem będziemy jednak trzymali kciuki, by Chorwaci nie zaliczyli wywrotki. Zdecydowanie lepiej bowiem, by GKS zmierzył się z Żyliną niż Hajdukiem.
Co ciekawe, kibice Hajduka od lat mają zgodę z fanami Górnika Zabrze, którzy do niedawna bardzo dobrze żyli z fanatykami GieKSy.
Liczymy na bliski wyjazd GKS-u
Słowacki klub znamy dość dobrze, bo w zeszłym sezonie wszelkich nadziei pozbawił go Raków gromiąc Żylinę w dwumeczu aż 6:1. Przy tej okazji Michał Kołkowski opisywał ich klub filialny z Ghany. Wtedy też Jakub Radomski przeprowadził wywiad z trenerem klubu, w którym swój talent rozwinął Jakub Kiwior i w którym królem strzelców był Dawid Kurminowski. Pavol Stano wciąż prowadzi ekipę Żółto-Zielonych, którzy znów zajęli swoje ulubione czwarte miejsce w lidze. Na takiej lokacie skończyli pięć z dziewięciu ostatnich sezonów.
W Lidze Europy zagrają dzięki wygraniu Pucharu Słowacji. W Żylinie występowało łącznie aż sześćdziesięciu piłkarzy, którzy mają na koncie występy w polskich klubach. Od roku gra tam Fabian Bzdyl. W przypadku meczu z Żyliną, kibice GKS-u mieliby też jeszcze jeden powód do radości. Oba miasta dzieli bowiem w linii prostej zaledwie 117 kilometrów. Byłby to zatem najkrótszy wyjazd na mecz europejskiego pucharu w historii polskich klubów. Dotychczasowy rekord został ustanowiony w 1971 roku, gdy Zagłębie Wałbrzych grało w oddalonych o 174 czeskich Teplicach. Nawet Legia do Krakowa na mecz z Szachtarem miała dalej:
Wyjazd Legii do Krakowa (253 km) to nie jest najkrótszy wyjazd polskiego klubu na mecz europejskich pucharów
Rekord należy do Zagłębia Wałbrzych, które w 1971 na mecz Pucharu UEFA ze Sklo Union Teplice miało do Czechosłowacji 174 km w linii prostej pic.twitter.com/Mx8H9YGLgZ— AbsurDB (@DbAbsur) October 23, 2025
O tym, z kim zagra GKS Katowice dowiemy się za miesiąc. Trzymamy kciuki, żeby w słowacko-chorwackim boju nie przydarzyła się niespodzianka.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl