Między kawiarnią a stadionem. Tunezyjski futbol jako historia polityczna

Aleksander Rachwał

14 czerwca 2026, 20:04 • 11 min czytania 1

Reklama
Między kawiarnią a stadionem. Tunezyjski futbol jako historia polityczna

Piłka nożna pomogła napisać najnowszą historię Tunezji. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że w tym zdaniu czai się przesada, nadmierne przypisanie futbolowi roli w kreowaniu losów świata. Ale na pewno nie ma w nim kłamstwa. Historia tunezyjskiej piłki to opowieść o całym kraju. O jego dążeniach do niepodległości. O dyktaturze. O rewolucji. O walce, nadziejach, frustracjach i polityce. A akcja tej opowieści rozgrywa się w kawiarniach i na stadionach.

Reklama

1919 rok, Tunis. W jednej z kawiarni Mahamed Zaoui i Hédi Kallei podejmują decyzję o założeniu klubu piłkarskiego. Nazwa? Zainspirowana nazwą lokalu, w którym się spotkali – Espérance Sportive de Tunis. Jeśli był to wybór przypadkowy, to wyjątkowo trafny. „Espérance” po polsku znaczy „nadzieja”.

Tunezyjski futbol rodził się w kawiarniach

Espérance Sportive de Tunis nie był pierwszym klubem w Tunezji, ale w założeniu miał być pierwszym klubem o tunezyjskiej duszy. Posiadającym lokalną tożsamość, założonym przez miejscową społeczność i zarządzanym przez nią, a nie protektorów.

Końcówka XIX i początek XX wieku w Północnej Afryce to bowiem czasy wpływów francuskich. Tunezja, podobnie jak Maroko, znajdowała się wówczas pod protektoratem Francji. W teorii oznaczało, że nie była kolonią, jak Algieria, w praktyce zaś subtelność różnicy polegała na zachowaniu władzy przez lokalne struktury, które i tak podlegały kontroli francuskiego rezydenta generalnego. Piłka nożna stanowi świetny przykład do wyjaśnienia tej zależności. Tunezja, jako państwo niby odrębne od Francji, nie miała ani własnej federacji piłkarskiej, ani reprezentacji, zaś organizacje sportowe były wyłącznie europejskie.

Espérance uzyskał jednak od protektorów zgodę na zarejestrowanie (przy czym formalnie prezes klubu miał być francuski, przynajmniej na początku), oparł się też próbom zainstalowania w nim trenera z Francji i konsekwentnie budował wizerunek klubu silnie przywiązanego do wartości lokalnych. Skład drużyny, co wówczas nie było spotykane, nie opierał się na piłkarzach z Europy.

Reklama

W ten sposób Tunezyjczycy zaczęli przejmować kolonialny sport, który do kraju sprowadzili Francuzi i który do tej pory był kojarzony z europejskimi elitami. Po Espérance w Tunisie powstały kolejne kluby związane z lokalnymi społecznościami, jak Club Africain – dziś główny rywal Espérance, drugi klub pod względem liczby wywalczonych tytułów mistrza kraju. To symboliczna zmiana, która była ważna również z punktu widzenia kształtowania nastrojów całego społeczeństwa.

– Zdecydowanie piłka nożna odegrała rolę w ruchach niepodległościowych w Północnej Afryce – mówi Weszło Maher Mezahi, dziennikarz zajmujący się północnoafrykańskim futbolem. – Jedną z rzeczy, która miała największe znaczenie, było wzmacnianie świadomości narodowej. Kluby takie jak Wydad Casablanca w Maroku czy Espérance Tunis w Tunezji były zakładane przez miejscową ludność – wyjaśnia.

To, że Zaoui i Kallei założyli klub w kawiarni, nie może dziwić. W Tunezji, jak i innych krajach Północnej Afryki, kawiarnie to coś więcej niż miejsca, w których spożywa się czarny, gorący napój z mielonych ziaren. To ośrodki uczestnictwa w życiu lokalnej społeczności. Element kultury. Jeśli w jakimś miejscu grupa ludzi miała podjąć przełomową dla tunezyjskiej piłki decyzję, musiała być to kawiarnia.

– Kawiarnie stały się miejscem, w którym narodziło się kilka klubów w Północnej Afryce. Na przykład Mouloudia Club d’Alger w Algierii. Espérance de Tunis w Tunezji wziął swoją nazwę od Café de l’Espérance, która już dziś nie istnieje, a znajdowała się w dzielnicy Bab Souika w Tunisie. Wydad Casablanca również został założony w kawiarni. Większość historycznych klubów powstała właśnie w kawiarniach, ponieważ ludzie, którzy je zakładali, potrzebowali fizycznego adresu, żeby zarejestrować stowarzyszenie sportowe. Nie mieli zbyt wiele ziemi ani własnych nieruchomości. Dlatego prosili właścicieli kawiarni: skoro i tak jesteśmy tu cały czas, czy możecie użyczyć nam adresu, żebyśmy mogli pod nim założyć nasz klub? – tłumaczy Mezahi.

Reklama

Wraz z zakładaniem kolejnych klubów w kawiarniach coraz częściej pojawiał się futbol.

– Kawiarnia była pierwotnym miejscem spotkań kibiców. Można powiedzieć, że kluby zaczęły powstawać pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku, a później zaczęli pojawiać się kibice — tacy, którzy spotykali się, żeby wspólnie przeżywać wyniki spotkań, rozmawiać o meczach i debatować o piłce nożnej – opisuje Mezahi. – Ten proces wkraczania piłki nożnej do kawiarni ropoczął się w pierwszej połowie XX wieku. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach nie było telewizji. Jeśli więc ktoś nie szedł na stadion — a w przypadku połowy meczów kibice nie mogli iść na stadion, bo drużyna grała na wyjeździe — musiał szukać innego sposobu, żeby śledzić losy swojej drużyny. Nawet gdy zespół grał u siebie, stadiony były mniejsze, miały po 10–20 tysięcy miejsc. Nie zawsze więc było wystarczająco dużo przestrzeni, nie każdy mógł się dostać na mecz, a niektórzy mieli też inne obowiązki. Kiedy kibice nie szli na stadion, żeby wspierać swoją drużynę, szli do kawiarni. Dlaczego? Bo kawiarnie miały radia, a przez radio można było usłyszeć wynik meczu. W przeciwnym razie trzeba było czekać do następnego ranka, kupić gazetę i dopiero wtedy przeczytać rezultaty spotkań. Ludzie zaczęli więc gromadzić się w kawiarniach – dodaje.

– Ta więź trwa do dziś. Każdy klub ma coś w rodzaju swojej duchowej kawiarni, swojego miejsca, do którego można pójść, spotkać kibiców, dyskutować o meczach i oglądać spotkania. W niektórych z tych kawiarni wciąż są nawet tablice kredowe, na których aktualizuje się ligową tabelę i podobne informacje – mówi nasz rozmówca.

Piłka nożna jako narzędzie w rękach polityków

Futbol, kawiarnie i ruchy narodowe w Tunezji silnie łączy jedna postać – Habib Bourguiba. Bourguiba, pierwszy prezydent niepodległej Tunezji, wykształcony we Francji prawnik, pod koniec trzeciej dekady XX wieku powrócił do Tunisu z Paryża i zaczął angażować się w lokalne ruchy społeczne (które oczywiście rozwijały się w kawiarniach). Tak związał się z dążącą do zniesienia protektoratu francuskiego partią Dustur (z której z czasem odszedł i założył własne ugrupowanie – Neo-Dustur). I tak też wszedł w środowisko Espérance de Tunis.

Reklama

– Kluby takie jak Espérance były zakładane przez miejscowych, których określano jako „Arabów” albo „muzułmanów” – po to, by reprezentować grupę ludzi, która była marginalizowana. Wokół tych klubów zawsze można było znaleźć polityków i przywódców religijnych, którzy wykorzystywali je jako sposób na wzmacnianie nastrojów narodowych – wyjaśnia Maher Mezahi.

To właśnie zrobił Bourgiba. Ruchy stricte polityczne w Tunezji rosły w siłę, jednak Bourgiba wiedział, że sport, zwłaszcza ciesząca się rosnącą popularnością piłka nożna, jest doskonałym nośnikiem idei. Jako działacz dbał o to, by Espérance utrzymywała jak najbardziej narodowy charakter.

Dbał też o to po objęciu urzędu prezydenta kraju. Niepodległość Tunezji uzyskana w 1956 roku paradoksalnie oznaczała dla Espérance olbrzymią zależność od władzy. To Bourgiba miał wybierać prezesów klubu, których zadaniem było dalsze krzewienie narodowych wartości i wychowywanie nie tyle sportowców, co obywateli. Zależna od organów politycznych, podobnie jak inne stowarzyszenia sportowe, była też nowoutworzona tunezyjska federacja piłkarska.

Wpływ polityki na sport osiągnął zaś apogeum w czasach rządów następcy Bourgiby, Zin al-Abidina Ben Aliego.

Reklama

Dyktatura Ben Aliego, który przejął władzę w 1987 roku, to dla tunezyjskiej piłki czasy coraz większej państwowej ingerencji w kluby, propagandy i korupcji. Za symbol tego okresu można uznać objęcie fotela prezesa Espérance przez zięcia Ben Aliego, Salima Chibouba. Piłka w Tunezji rozwijała się, ale miało to przełożenie głównie na reprezentację i cztery wiodące piłkarskie siły w kraju – Espérance, Club Africain, Étoile du Sahel i CS Sfaxien które od czasu ogłoszenia przez Tunezję niepodległości zdobyły 63 z 71 możliwych tytułów mistrza kraju. Espérance, jako niemal bezpośrednio powiązana z władzą, jest niedoścignionym rekordzistą z 33 mistrzostwami zdobytymi w czasach niepodległej Tunezji.

Obalenie Ben Aliego w 2011 roku i wejście na drogę demokratycznej transformacji zmieniło układ sił, ale niekoniecznie schemat działania.

– Polityka i sport są połączone. W przypadku największych klubów Północnej Afryki prezesami najczęściej są politycy, którzy wchodzą w piłkę, by zwiększyć swoją popularność – przyznaje Mezahi.

– W Maroko mamy Hichama Ait Mennę w Wydadzie Casablanca, który zastąpił Saida Naciriego. Podobnie wygląda to w Tunezji, gdzie prezesem Esperance jest Hamdi Meddeb. Nieco inaczej jest w Algierii, gdzie nie ma klubów prywatnych – ich właścicielami są państwowe przedsiębiorstwa – tłumaczy dziennikarz.

Reklama

Ait Menna to biznesmen i członek parlamentu. Naciri, polityk na szczeblu krajowym i lokalnym został zatrzymany w 2023 roku w związku aferą dotyczącą przemytu narkotyków. Meddeb to głównie biznesmen, ale powiązany ze światem polityki jeszcze za czasów Ben Aliego.

– Sposób zarządzania tymi klubami pokazuje, że politycy zawsze szukają możliwości zaangażowania się w sport, by promować samych siebie – reasumuje nasz rozmówca.

Tunezja po Arabskiej Wiośnie. Bunt ultrasów, rozczarowanie młodych

Kawiarnie były w Tunezji podstawowym miejscem wymiany myśli i dyskusji o futbolu, natomiast wraz z rozwojem piłki i kultury kibicowskiej, zaczęła rosnąć rola stadionów. To z kolei wiąże się z narodzinami ruchu ultras. Dziś unikalnego na skalę świata.

To, co wyróżnia kulturę kibicowską w Północnej Afryce to muzyczność marokańskich, algierskich i tunezyjskich kibiców. Każdego roku kibice tworzą cztery, pięć, sześć piosenek, których nie śpiewali wcześniej. Cały stadion zapamiętuje te piosenki, potem one niosą się po okolicy i tak dalej – wskazuje Maher Mezahi.

Reklama

Od kilkudziesięciu lat kibicuję Arsenalowi. Kiedy klub kupuje nowego zawodnika, czasami – jeśli jest dobry – zdarzy się, że kibice stworzą o nim przyśpiewkę. Ale jeśli mowa o nowych piosenkach dotyczących klubu, to one pojawiają się rzadko. Może raz na dziesięć, piętnaście lat, jak to miało miejsce z piosenką North London Forever. Wyobraźmy sobie teraz, że takich North London Forever pojawia się kilka w ciągu roku, że fani je zapamiętują i nie mają one nic wspólnego z konkretnymi zawodnikami. Do tego dochodzi kultura całych choreografii, opraw meczowych, pirotechniki, która myślę, że jest najlepsza na świecie – dodaje.

Dla najbardziej zagorzałych fanów mecze stały się okazją, by nie tylko wspierać drużynę, ale również manifestować swoje odczucia względem sytuacji politycznej, gospodarczej i społecznej w kraju.

Grupy Ultras nie mają swojej przynależności politycznej. Wyrażały głos sprzeciwu wobec opresyjności dyktatury, obecnie kontestują funkcjonowanie państwa po rewolucji demokratycznej z początku drugiej dekady XXI wieku.

W 2022 roku ukazała się praca naukowa „From the Stands to the Arena of Social Movements: Post-2011 Football Terrace Chants in Tunisia” (Od Trybun do Areny Ruchów Społecznych: Tunezyjskie Pieśni Stadionowe po 2011 roku), w której badacze przeanalizowali teksty 1452 przyśpiewek kibicowskich na podstawie nagrań dostępnych w mediach społecznościowych. Następnie podzielili je na trzy grupy: wspierające własną drużynę, atakujące rywala oraz zawierające krytykę społeczną lub polityczną. Ta ostatnia kategoria stanowiła niemal 30 procent zebranego materiału.

Reklama

Część z nich dotyczy spraw bezpośrednio dotykających kibiców – konfliktów z policją i jej nadużyć, sprzeciwu wobec kontroli, krytyki wymiaru sprawiedliwości. Spora część, jak wskazują autorzy, odnosi się do polityków. Pieśni poruszają tematy bezrobocia, biedy, przestępczości, korupcji. Jedna z nich, Ya Hyetna (Nasze Życie), jest bardzo bezpośrednia w przekazie.

Kradzież i korupcja, a oni chcą immunitetu

Władze na każdym kroku biorą łapówki

Ile dzielnic żyje w marginalizacji i bezrobociu

Reklama

Uciskani ludzie uzależnili się od narkotyków i alkoholu

Ale rewolucja rozczarowała nie tylko tych, którzy dają temu wyraz na stadionach w dużych miastach. W kawiarniach, szczególnie tych poza największymi ośrodkami, wielogodzinne rozmowy młodych ludzi o futbolu to już nie tylko forma dzielenia wspólnej pasji, ale wręcz jedyny sposób spędzania czasu. Podstawowym miejscem spotkań młodych Tunezyjczyków są Qahwa sha’abia, czyli kawiarnie „popularne”, w których cena kawy jest regulowana przez państwo tak, aby narodowy napój był dostępny dla każdego. To często miejsca zaniedbane, ze stolikami wystawionymi na ulicę i starymi plastikowymi krzesłami.

Ukazuje to w swojej pracy „While We Wait: Democratization, State and Citizenship among Young Men in Tunisia’s Interior Regions” (Czekając: Demokratyzacja, Państwo i Obywatelstwo Wśród Młodych Ludzi z Wewnętrznych Regionów Tunezji) Karim Zakhour. Autor przeprowadził setki rozmów z młodymi osobami, z których wyłania się obraz porewolucyjnej rzeczywistości.

Mamy mnóstwo czasu, ale nie mamy pieniędzy. Dlatego przesiadujemy całymi dniami w kawiarniach. Pijemy kawę za pół dinara i spędzamy tu trzy lub cztery godziny – cytuje jedną z takich osób Zakhour. Inna dodaje:

Reklama

Większość z nas, młodych, siedzi tutaj, w kawiarniach, rozmawiając o piłce nożnej. Każdy dzień jest tylko podróżą między domem a kawiarnią. Nie mamy o czym naprawdę rozmawiać, bo nic naprawdę się nie dzieje.

Wśród ludzi zamieszkujących poza największymi miastami Tunezji coraz powszechniejsze jest przekonanie, że jest to kraj dla bogatych. W którym niewielkiej, zamożnej części obywateli żyje się dobrze, a pozostała została zostawiona sama sobie. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu i tutaj futbol odzwierciedla losy kraju, patrząc na to, jak cztery główne drużyny zdominowały krajowe rozgrywki.

Jednocześnie w chwilach takich, jak choćby mistrzostwa świata, przywiązanie do barw narodowych zwycięża nad zszarganym zaufaniem do Tunezji jako instytucji. Zakhour podaje choćby przykład Radhouane’a, młodego mężczyzny o negatywnym stosunku do państwa, który jednak w każdym meczu fanatycznie kibicuje tunezyjskiej reprezentacji.

Wskazuje też na to uwagę Maher Mezahi, choć podkreśla krótkotrwałość pozytywnych odczuć towarzyszących przeżywaniu meczów kadry.

Reklama

Reprezentacja z pewnością może zjednoczyć naród, ale moim zdaniem zwykle jest to jedność powierzchowna i sentymentalna. Jeśli masz problemy strukturalne, wygrany mecz drużyny narodowej w piłce nożnej nie naprawi twojej infrastruktury. Nie rozwiąże problemu bezrobocia. Ale na pewno może odwrócić uwagę ludzi na jakiś czas.

Fot. Newspix

1 komentarz
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Grupa E

Jedenastka Ameryki Północnej. Tylko dwa kontynenty są lepsze

Maciej Piętak
3
Jedenastka Ameryki Północnej. Tylko dwa kontynenty są lepsze

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Grupa E

Jedenastka Ameryki Północnej. Tylko dwa kontynenty są lepsze

Maciej Piętak
3
Jedenastka Ameryki Północnej. Tylko dwa kontynenty są lepsze