Trwające mistrzostwa świata to pierwszy wielki turniej od 2014 roku, na którym zabrakło reprezentacji Polski. Pora więc nieco powspominać. W kalendarzu 14 czerwca, cofnijmy się zatem o 20 lat. Prowadzeni przez Pawła Janasa Biało-Czerwoni zmierzyli się wówczas z Niemcami, gospodarzem tamtego mundialu. W podróż do tamtego dnia czytelników Weszło zabrał bohater tego meczu, Oliver Neuville.
W pierwszej kolejce tamtych mistrzostw reprezentacja Niemiec wygrała z Kostaryką 4:2. Polacy przegrali zaś w fatalnym stylu z Ekwadorem. Później była m.in. słynna konferencja prasowa z udziałem kucharza naszej reprezentacji, no i mecz z gospodarzem, który odbył się dokładnie 20 lat temu. W nim Biało-Czerwoni skupiali się przede wszystkim na obronie. Bardzo dobry występ między słupkami zaliczył Artur Boruc. Neuville w rozmowie z Weszło przyznał, że nie pamięta jego nazwiska. – Ale pamiętam, że był potężny i dobrze bronił – wspominał były reprezentant Niemiec.
„Odonkor na pole karne, Neuville, bramka”
Choć wspomniana porażka z Ekwadorem zmąciła atmosferę w reprezentacji, to tysiące Polaków w Dortmundzie i miliony przed telewizorami liczyły na cud. Biało-Czerwoni oddali przez cały mecz tylko cztery strzały. Niemcy mieli znaczącą przewagę, ale długo nie mogli jej udokumentować.
– Jeśli pytasz, czy w jakimś stopniu zlekceważyliśmy Polaków, to nie, absolutnie nie – opowiadał Neuville. – Przeanalizowaliśmy waszą reprezentację jak każdego, ale też nie był to zwykły mecz. W Dortmundzie była niesamowita atmosfera również ze względu na waszych kibiców. Pamiętam, że było was tam 20 tysięcy, a może i więcej. My też znamy kontekst rywalizacji między Niemcami a Polską. Wiedzieliśmy, że Miro Klose i Lukas Podolski urodzili się w Polsce, obaj przeżywali to spotkanie. Mimo że byliśmy od was lepsi, wygraliśmy tylko 1:0. To nie było łatwe. Nadal mam ten mecz z Polską przed oczami.
Polacy dzielnie się bronili, przy życiu długo utrzymywał nas Boruc. W 75. minucie nadeszła jednak druga żółta kartka dla Radosława Sobolewskiego. Chwilę wcześniej w miejsce Lukasa Podolskiego na boisku pojawił się Neuville. To on zadał zabójczy cios w pierwszej minucie doliczonego czasu gry.
– Nie było żadnego ustalonego planu. (…) Miałem nawyk zbiegania na bliższy słupek i David Odonkor tam posłał piłkę, ale to nie było tak, że umawialiśmy się na tę jedną konkretną akcję. To była końcówka, brak czasu na nic i po prostu próbowaliśmy wszystkiego. Gdy gra się na dwóch napastników, jeden musi zejść do bliższego słupka przy dośrodkowaniu i wszyscy wiedzieli, że zwykle ja to robię. Przed podaniem byłem na to nastawiony i pomyślałem, że nawet jeśli nie strzelę, to pociągnę za plecami co najmniej jednego obrońcę i zrobię miejsce dla Miro Klose. Tak się stało, że to ja strzeliłem – wspominał decydującą akcję Neuville.
Dzień później Ekwador pokonał Kostarykę, co oznaczało, że powtórzył się polski schemat „trzech O”: mieliśmy mecz otwarcia, o wszystko i o honor. Niemcy natomiast zaliczyli komplet zwycięstw w grupie, a w fazie pucharowej pokonali Szwecję i Argentynę. Dopiero w ostatnich minutach dogrywki półfinału zatrzymali ich późniejsi triumfatorzy – reprezentacja Włoch. Podopieczni Juergena Klinsmanna musieli zadowolić się brązowymi medalami, które wywalczyli w starciu z Portugalią.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl