Deni Jurić na ostatniej prostej wypadł z kadry Australii na zbliżające się mistrzostwa świata. Jeszcze w marcu został powołany przez selekcjonera Tony’ego Popovicia i zagrał w dwóch meczach przeciwko Kamerunowi oraz Curacao. Napastnik Wisły Płock z optymizmem podchodzi jednak do przyszłości i będzie mocno ściskał kciuki za Socceroos. W rozmowie z Weszło opowiedział o szansach ekipy z antypodów, ale wrócił też pamięcią do niedawnego zakończonego sezonu Ekstraklasy.
Na przerwę zimową Wisła Płock udawała się jako sensacyjny lider Ekstraklasy. Beniaminek imponował organizacją w defensywie i miał na swoim koncie tylko 2 porażki. Wiosną zanotował jednak spadek formy i ostatecznie skończył poza strefą europejskich pucharów. Jak duże było rozczarowanie? Czy ekipę Mariusza Misiury stać było na bardziej ofensywny styl? Czy był zaskoczony, że jako napastnik musi tak dużo pracować bez piłki? Zapraszamy!
Spis treści
- „Rodzice zostawili całe życie, żebyśmy mogli spełniać marzenia”
- „Gra dla Australii była spełnieniem marzeń”
- Dlaczego Australia stawia na piłkę z bałkańskim DNA?
- „Ekstraklasa jest lepsza niż wielu ludziom się wydaje”
- Od lidera do braku europejskich pucharów. Co stało się z Wisłą?
- „Resztę pozostawiam w rękach Boga”
Jak podsumowałbyś swój pierwszy sezon w Wiśle Płock?
Patrząc całościowo, możemy być zadowoleni. Przed sezonem wiele osób uważało, że spadniemy, a tymczasem przez długi czas znajdowaliśmy się w ścisłej czołówce ligi. Jeszcze kilka kolejek przed końcem liczyliśmy się w walce o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach. Oczywiście pozostaje pewien niedosyt, bo po bardzo dobrej pierwszej części sezonu przyszedł słabszy okres. Mimo wszystko zrealizowaliśmy cele i osiągnęliśmy więcej, niż wielu się spodziewało. Byliśmy w pewnym sensie czarnym koniem rozgrywek.
Jeśli chodzi o mnie, również jestem zadowolony. Oczywiście chciałbym zdobyć kilka bramek więcej, ale przychodziłem do nowej ligi i nowego kraju. Musiałem się zaaklimatyzować. W pierwszej części sezonu miałem też problemy zdrowotne. Po zimowych przygotowaniach czułem się już znacznie lepiej, choć później pojawiały się jeszcze drobne urazy. Mimo tego jestem zadowolony zarówno z pracy zespołu, jak i ze swojego wkładu.
Co wiedziałeś o Polsce i Ekstraklasie przed transferem do Wisły Płock?
Jestem osobą, która śledzi piłkę nożną praktycznie na całym świecie. Od kilku lat obserwowałem również polską ligę. Wiedziałem, że jest bardzo wymagająca fizycznie i rzeczywiście szybko się o tym przekonałem. Pozytywnie zaskoczyły mnie natomiast stadiony, infrastruktura, boiska i ogólny poziom organizacyjny. To naprawdę zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Jakość ligi również jest wyższa, niż wielu ludzi za granicą może sobie wyobrażać.
💥 Nowym piłkarzem Nafciarzy został 🇦🇺🇭🇷 Deni Jurić, który trafił do nas na zasadzie transferu definitywnego z @FCKoper 🇸🇮🤝
✍️ 28-letni napastnik podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2028 roku. Witamy na pokładzie! 🫡
📎 https://t.co/8CFDZ5zJkx pic.twitter.com/GwEOFxc0wL
— Wisła Płock (@WislaPlockSA) September 8, 2025
Jak zareagowałeś, gdy pojawiło się zainteresowanie ze strony Wisły Płock?
Początkowo rozważałem kilka różnych opcji. Miałem także inne oferty. Kluczowe okazały się jednak rozmowy z dyrektorem sportowym i trenerem. Przedstawili mi bardzo konkretną wizję. Wyjaśnili, jak chcą grać i jaką rolę przewidują dla mnie. Ważne było również to, że zespół występował systemem z dwoma napastnikami. Taki model gry bardzo mi odpowiada. Uznałem, że będę miał większą szansę na regularne występy, a to było dla mnie najważniejsze. Ostatecznie właśnie ten projekt przekonał mnie najbardziej.
Który etap kariery najbardziej cię ukształtował jako piłkarza i człowieka?
Myślę, że okres gry w chorwackim Sibeniku zanim trafiłem do Dinama Zagrzeb. Trafiłem do zespołu, który dopiero awansował do najwyższej ligi. Klub nie dysponował dużymi środkami finansowymi, a skład był bardzo młody. Mieliśmy jednak świetnego trenera, który potrafił wydobyć maksimum z każdego zawodnika. Po tamtym sezonie kilku piłkarzy wyjechało do bardzo dobrych klubów, a dla Sibeniku były to znaczące wpływy do budżetu. Atmosfera była świetna, mieliśmy też kilku zagranicznych zawodników ze względu na inwestora z Kolumbii.
To był też ważny okres w moim życiu prywatnym. Po raz pierwszy mieszkałem sam. Musiałem nauczyć się samodzielności. Bywały trudne momenty. Zdarzało się, że pensje przychodziły z opóźnieniem i trzeba było radzić sobie z tym, co się miało. To wszystko ukształtowało mnie zarówno jako człowieka, jak i piłkarza.
„Rodzice zostawili całe życie, żebyśmy mogli spełniać marzenia”
Twój starszy brat Tomi zagrał już na mundialu w 2018 roku. Ty byłeś teraz tego bardzo bliski. Jak bardzo jego postać wpływa na twoją motywację?
Bardzo. Miałem szczęście być wtedy na mistrzostwach razem z rodziną. Byliśmy blisko reprezentacji, mieszkaliśmy w tym samym mieście, uczestniczyliśmy w życiu drużyny, oglądaliśmy wszystkie mecze. Mogłem zobaczyć od środka, jak wygląda codzienność zawodników podczas mundialu: treningi, odprawy, posiłki, przygotowania do spotkań. To było niesamowite doświadczenie. Dzięki Tomiemu mogłem choć trochę poczuć atmosferę mistrzostw świata.
Mój debiut w reprezentacji to dla mojego ojca było spełnienie marzeń. Jeszcze zanim brat zagrał w reprezentacji Australii, powtarzał, że wierzy, iż obaj kiedyś zagramy dla kadry narodowej. Jestem dumny, że to się udało.
Wraz z bratem łączy was wyjątkowa relacja. Graliście również razem tuż przed twoim transferem do Wisły – w zespole Koper.
Kiedy byliśmy dziećmi, spędzaliśmy razem praktycznie każdą chwilę. Mieszkaliśmy pod jednym dachem, prowadziliśmy to samo życie i dzieliliśmy te same pasje. Pamiętam nawet okres, gdy byłem jeszcze bardzo mały i bałem się spać sam w swoim pokoju. Wtedy chodziłem do brata i spałem razem z nim.
Wspólnie również trenowaliśmy. Nasz tata wracał z pracy około piątej lub szóstej po południu, a my już czekaliśmy przy drzwiach z przygotowanymi korkami. Prosił nas żebyśmy dali mu chociaż 20 minut na odpoczynek, a potem ruszaliśmy do parku na trening. Tak wyglądał niemal każdy dzień.
Z czasem nasze kariery potoczyły się w różnych kierunkach. Każdy z nas poszedł własną drogą i zdarzały się okresy, kiedy nie widzieliśmy się nawet przez rok czy dwa. Utrzymywaliśmy jednak stały kontakt przez telefon i wiadomości. Mimo odległości pozostaliśmy bardzo blisko. Rozmawiamy praktycznie codziennie – czy to przez wiadomości, czy podczas wideorozmów.
Szczególnie po meczach potrafimy usiąść i rozmawiać przez godzinę lub dwie. On analizuje moje występy, ja analizuję jego. Kiedy gra, oglądam jego mecze, a on robi to samo w moim przypadku. Dzięki temu nasza relacja jest nadal bardzo silna.
Deni Juric zadebiutował w reprezentacji Australii 🇦🇺 Kangury wygrały z Kamerunem 1:0, a Deni spędził na boisku 45 minut 🫡
📸 @Socceroos pic.twitter.com/vPTZal2SnV
— Wisła Płock (@WislaPlockSA) March 27, 2026
Od małego piłka nożna była wam pisana?
Nigdy nie wyobrażałem sobie dla siebie innej drogi. Futbol był obecny w naszym życiu od najwcześniejszych lat. Gdy tylko zaczęliśmy chodzić, tata dawał nam piłkę i od tego wszystko się zaczęło. To była jedyna rzecz, w której naprawdę widzieliśmy swoją przyszłość.
Mogę tylko podziękować rodzicom za wszystko, co dla nas poświęcili. Zostawili w Australii dom, firmę i całe dotychczasowe życie, aby przenieść się do Europy i dać mnie oraz mojemu bratu szansę na rozwój. To pokazuje, jak bardzo w nas wierzyli i jak wiele byli gotowi poświęcić, abyśmy mogli osiągnąć coś w piłce nożnej. Byli przekonani, że możemy zrobić karierę, i zrobili wszystko, by nam w tym pomóc.
„Gra dla Australii była spełnieniem marzeń”
Jakie są twoje pierwsze wspomnienia związane z mistrzostwami świata i reprezentacją Australii?
Pamiętam mundial w 2006 roku. Miałem wtedy osiem czy dziewięć lat, więc były to moje pierwsze naprawdę wyraźne wspomnienia piłkarskie. Australia wyszła z grupy po meczu z Chorwacją, kiedy sędzia pokazał trzy żółte kartki Josipowi Simuniciowi. Później odpadliśmy w 1/8 finału po meczu z Włochami i golu Tottiego. Oni później wygrali całą imprezę, a ja do dziś pamiętam tamto nurkowanie Grosso i rzut karny w końcówce spotkania. Dla wielu Australijczyków był to bardzo bolesny moment, tym bardziej, że sami powinniśmy wcześniej dostać jedenastkę.
Później były kolejne turnieje i następne wspomnienia. Tim Cahill był dla nas kimś wyjątkowym. Jego gol przeciwko Holandii na mundialu w Brazylii to jedna z najpiękniejszych bramek, jakie widziałem. Wspominałem już o mistrzostwach w 2018 roku, które widziałem z bliska. Poradziliśmy sobie nieźle, ale nie udało się wyjść z grupy. Lepiej było na ostatnim mundialu. Pokonaliśmy Danię oraz Tunezję i zagraliśmy bardzo wyrównany bój z Argentyną w 1/8 finału. W ostatniej minucie mieliśmy bardzo dobrą sytuację na gola, ale niestety Martinez obronił.
W marcu otrzymałeś powołanie do kadry od Tony’ego Popovicia i zagrałeś w dwóch spotkaniach.
Kiedy wyszedłem na rozgrzewkę przed debiutem, trudno było mi uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Gra dla reprezentacji narodowej to coś, o czym marzysz od dziecka. Szczerze mówiąc, dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, co się wydarzyło. Potrzebowałem chyba miesiąca, żeby w pełni zrozumieć, że naprawdę zagrałem dla Australii.
Pierwszy mecz z Kamerunem był dla mnie przede wszystkim ogromnym przeżyciem. Musiałem przyzwyczaić się do wymagań selekcjonera, stylu gry zespołu i funkcjonowania w nowym środowisku. W drugim spotkaniu przeciwko Curacao czułem się już znacznie pewniej i myślę, że zaprezentowałem się lepiej. Zaliczyłem nawet asystę i wygraliśmy 5-1.

Deni Jurić podczas meczu reprezentacji Australii z Curacao
Jakie wrażenie zrobiła na tobie atmosfera w reprezentacji?
Bardzo pozytywne. To grupa świetnych ludzi. Rozmawiałem w zasadzie z każdym – zarówno z graczami, którzy są w kadrze od lat, jak i z młodszymi zawodnikami. Wszyscy przyjęli mnie bardzo dobrze. Australia jest krajem wielokulturowym i doskonale widać to również w reprezentacji. Mamy piłkarzy o różnych korzeniach i pochodzeniu, ale tworzymy bardzo zgraną grupę. Liczba osób pracujących przy kadrze, sposób przygotowania każdego zgrupowania i dbałość o szczegóły stoją również na najwyższym poziomie.
Jak duże jest zainteresowanie reprezentacją Australii w kraju?
Podczas mundialu naprawdę ogromne. To największe wydarzenie sportowe na świecie i za każdym razem, gdy Australia kwalifikuje się na mistrzostwa, około 5-7 milionów ludzi śledzi mecze. Wielu kibiców podróżuje również na miejsce turnieju. Reprezentacja ma bardzo duże wsparcie i jestem przekonany, że podobnie będzie podczas najbliższego mundialu.
Australia trafiła do grupy z USA, Turcją i Paragwajem. Jak oceniasz to losowanie?
Stany Zjednoczone to gospodarze, więc na pewno będą mogli liczyć na wsparcie kibiców. Nie sądzę jednak, żeby miało to decydujące znaczenie. Turcja to z kolei zespół o ogromnym temperamencie. Mentalnie są w pewnym stopniu podobni do narodów bałkańskich, a więc kultury, którą bardzo dobrze znam. Gra przeciwko nim zawsze oznacza wielkie emocje.
Paragwaj natomiast reprezentuje typowo południowoamerykański styl. To bardzo agresywny, waleczny zespół, który nie odpuszcza żadnego pojedynku. Koledzy z reprezentacji opowiadali mi, że mecze przeciwko drużynom z Ameryki Południowej są zupełnie inne niż spotkania rozgrywane z ekipami z innych kontynentów. To dobra, ale jednocześnie wymagająca grupa.
Gdzie widzisz największe zalety Australii?
Mamy odpowiednią mieszankę doświadczenia i młodości. Wielu młodych zawodników gra już w bardzo dobrych klubach i mocnych ligach. Podczas ostatniego zgrupowania nie spodziewałem się, że jakość na treningach będzie tak wysoka. Poziom reprezentacyjny jest czymś wyjątkowym. Tempo gry i intensywność są jeszcze wyższe niż w klubach. Uważam, że mamy potencjał, by sprawić niespodziankę i zajść daleko.
Najlepszy wynik w historii występów na mundialu jest możliwy?
Ćwierćfinał to już poważne granie, ale dlaczego nie? W futbolu musisz marzyć o osiąganiu największych sukcesów. Bez tego nie ma co wychodzić na boisko.
Których australijskich piłkarzy rywale powinni się więc szczególnie obawiać?
Mamy wielu bardzo utalentowanych zawodników, ale jeśli miałbym wskazać kilku młodszych piłkarzy, wymieniłbym Nestory’ego Irankundę z Watfordu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie podczas ostatniego zgrupowania. Strzelił choćby dwa gole przeciwko Curacao.
Świetny jest także Mohamed Toure, który niedawno przeszedł do Norwich City. Wiosną w 11 meczach Championship zdobył aż 9 bramek. Ma za sobą świetny sezon i zasłużenie zrobił kolejny krok w karierze.
Na uwagę zasługuje również Jordan Bos. To lewy obrońca z Feyenoordu, który nie tylko świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków defensywnych, ale także regularnie zdobywa bramki i notuje asysty.

Jordan Bos (drugi z prawej) w barwach Feyenoordu gra choćby razem z Jakubem Moderem
Jakim trenerem jest Tony Popović?
Zwraca uwagę na każdy szczegół i chce, żeby wszystko było wykonane perfekcyjnie. Oczywiście rozumie, że w piłce zdarzają się błędy, ale jednocześnie wymaga najwyższych standardów. Jako napastnik szczególnie doceniam to, że zwraca uwagę na ruch bez piłki, atakowanie wolnych przestrzeni i zachowanie w polu karnym. Każdy zawodnik dokładnie wie, czego trener od niego oczekuje. Potrafi też znaleźć odpowiedni balans. Kiedy trzeba, jest wymagający i stanowczy, ale potrafi również żartować i budować dobrą atmosferę. Wie, jak dotrzeć do zawodników.
Kim byli twoi piłkarscy idole?
Od najmłodszych lat podziwiałem Marka Vidukę – nie tylko ze względu na korzenie. Podobnie jak u mnie, jego rodzina również pochodzi z Chorwacji. Uwielbiałem jego styl gry, jest chyba jedynym piłkarzem, który strzelił cztery gole Liverpoolowi. To było coś nie z tej ziemi.
Nie zawsze zdobywał mnóstwo bramek, bo choćby dla kadry Australii nie ma ich znowu tak wiele, ale zawsze pracował dla zespołu. Miał niesamowitą technikę i świetnie przytrzymywał piłkę. Kiedy koledzy zagrywali mu piłkę, mogli być pewni, że spróbuje zaliczyć ciekawą asystę. Stwarzał mnóstwo sytuacji partnerom.
Inni idole to Ronaldo Nazario i Zlatan Ibrahimovic. Brazylijczyk był dla mnie kompletnym napastnikiem. Zlatan imponował siłą, techniką, charakterem i nieprawdopodobną pewnością siebie. Inspirował się nim zresztą też brat Tomi, który pozostał największym wzorem. Dla mnie zawsze był numerem jeden.
Dlaczego Australia stawia na piłkę z bałkańskim DNA?
W reprezentacji Australii od lat występuje wielu piłkarzy o chorwackich korzeniach. Poza Viduką w przeszłości byli to choćby Mile Jedinak czy Zeljko Kalac. Skąd wzięło się to zjawisko i dlaczego ta społeczność jest tak silna?
Wielu Chorwatów wyemigrowało tam kilkadziesiąt lat temu, szukając lepszego życia. Na Bałkanach sytuacja polityczna i gospodarcza była trudna ze względu na reżim komunistyczny. Tysiące rodzin wyjechało do Australii, ale także do innych krajów świata. Tak było również z moimi rodzicami, którzy mieli swoje problemy.
Chorwatom nie było łatwo w dawnej Jugosławii. Dziś wszyscy stanowią ważną część australijskiego społeczeństwa. W piłce nożnej również to widać.
Nie dla każdego jest to łatwo zaakceptować, ale ta różnorodność jest naszym atutem. Dzięki niej reprezentacja czerpie z wielu kultur i różnych mentalności. Moim zdaniem właśnie to sprawia, że jako drużyna jesteśmy silniejsi. Musisz dać z siebie nieco więcej aby stać się częścią grupy.
Jak oceniasz rozwój piłki nożnej w Australii?
Uważam, że może być jeszcze lepiej. Piłka nożna jest popularna, ale nieco mniej niż rugby, krykiet czy futbol australijski. Był okres, kiedy zainteresowanie futbolem było większe niż obecnie. Niedawno przeczytałem, że Australia jest jednym z czterech uczestników mundialu, który nie posiada własnego stałego, centrum treningowego dla reprezentacji.
To pokazuje, że wciąż jest wiele do zrobienia. Jeśli oczekuje się od drużyny coraz lepszych wyników, trzeba również zapewnić jej odpowiednie warunki do pracy. Dotyczy to nie tylko pierwszej reprezentacji, ale także młodych zawodników, którzy dopiero się rozwijają.
Ogromną gwiazdą australijskiego futbolu jest Sam Kerr. Jak oceniasz jej wpływ na rozwój piłki?
Mogę nawet powiedzieć, że jest bardziej popularna niż piłkarze kadry męskiej. Zrobiła ogromnie dużo dla kobiecego futbolu w Australii. Dzięki swoim występom w Anglii i sukcesom osiąganym w Chelsea stała się jedną z największych gwiazd światowej piłki.
Szczerze mówiąc, nie śledzę kobiecego futbolu na co dzień, ale trudno nie doceniać jej osiągnięć. To napastniczka światowej klasy, która zdobywa mnóstwo bramek i sprawiła, że o australijskiej reprezentacji kobiet mówi cały świat.

Sam Kerr w 139 meczach strzeliła 75 goli dla reprezentacji Australii
„Ekstraklasa jest lepsza niż wielu ludziom się wydaje”
Jak oceniasz poziom Ekstraklasy na tle lig, w których wcześniej występowałeś?
Przede wszystkim polska liga jest bardzo wymagająca pod względem fizycznym. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy. W Chorwacji czy Słowenii większy nacisk kładzie się na taktykę i aspekty techniczne. Oczywiście tam również gra jest fizyczna, ale w Polsce intensywność jest jeszcze większa. Jest więcej biegania, sprintów, pojedynków i walki o każdy metr boiska.
Jako napastnik odczułem to bardzo szybko. W zasadzie każdy zespół ma w swoim składzie przynajmniej jednego czy dwóch silnych, dobrze przygotowanych obrońców czy defensywnych pomocników. To coś trochę innego niż to, do czego byłem przyzwyczajony wcześniej. Nie przypominam sobie spotkania, w którym mógłbym powiedzieć, że miałem łatwe zadanie.
Co jeszcze wyróżnia naszą ligę?
W Ekstraklasie różnice między zespołami są znacznie mniejsze. Każdy może wygrać z każdym i to sprawia, że trzeba być skoncentrowanym od pierwszej do ostatniej minuty. Nie ma czegoś takiego, jak często w Chorwacji – Dinamo Zagrzeb odjeżdżało rywalom na 20 punktów. A już to co działo się w tym sezonie, to absolutne szaleństwo. Czasem dostawałem telefony od znajomych z pytaniami: „Co się u was dzieje?!”.
Poziom Ekstraklasy jest jednak wysoki. Myślę, że spokojnie najlepsze kluby mogłyby rywalizować z Dinamem, a to przecież klub, który w ostatnich latach dawał radę w Lidze Europy czy nawet Lidze Mistrzów.
Poleciłbyś grę znajomym w Polsce?
Zdecydowanie. Miałem już zresztą kilku kolegów, którzy pytali mnie o opinię na temat Polski i Ekstraklasy, bo rozmawiali z niektórymi klubami. Wszystkim mówiłem to samo – warto tutaj przyjechać.
Liga jest wyrównana i oczywiście dla największych klubów może to być pewien problem, bo brak awansu do europejskich pucharów oznacza straty finansowe. Z drugiej strony daje to szansę mniejszym zespołom na rozwój, zdobywanie doświadczenia i budowanie swojej pozycji.
Dobrym przykładem jest nasza Wisła Płock. Kiedy wiosną przegraliśmy pięć meczów z rzędu, mało kto się spodziewał, że z wyjazdów na Cracovię i Jagiellonię przywieziemy komplet punktów. Zwłaszcza mecz w Białymstoku był ważny.
Jagiellonia była liderem, a kiedy straciliśmy gola na 0-1, to wielu sądziło, że przegramy 0-2 czy 0-3. Tymczasem odrobiliśmy straty z nawiązką. To dało nam oddech i znów wróciliśmy do walki o europejskie puchary.
Jestem pod ogromnym wrażeniem stadionów, infrastruktury, boisk i warunków do treningu. Kiedy porównuję to z wieloma miejscami na Bałkanach, różnica jest naprawdę duża. Pod względem organizacyjnym polski futbol stoi na bardzo wysokim poziomie.

Dwa gole Deniego Juricia pozwoliły Wiśle na cenne zwycięstwo z Jagiellonią
Jak odnalazłeś się w Płocku?
Bardzo dobrze. To spokojne miasto, co pomaga mi skupić się na piłce nożnej. Mogę wyjść na kawę, zjeść kolację, spotkać się ze znajomymi czy pospacerować. Mam wszystko, czego potrzebuję.
Jeżeli zatęsknię za większym miastem, Warszawa czy Łódź są bardzo blisko. Na co dzień jednak odpowiada mi spokojniejszy styl życia. Mieszkam tutaj razem z moją partnerką. To ogromna pomoc. Dzięki niej znacznie łatwiej było mi zaaklimatyzować się w nowym kraju. Mam przy sobie bliską osobę, więc nie czuję się samotny.
Złapałem też dobry kontakt z bałkańską grupą w Płocku – takimi graczami jak Zan Rogelj czy Nemanja Mijuskovic. Był też jesienią Bojan Nastić. Mamy naprawdę zgraną paczkę, bo mówimy w tym samym języku i mieszkamy również w tym samym budynku. Z każdym jednak chętnie porozmawiam i dobrze się tu czuję.
Jakie są największe różnice między życiem w Polsce a na Bałkanach?
Przede wszystkim pogoda. Wiemy, jaka mroźna zima za nami. Pamiętam murawę w naszym pierwszym meczu w tej rundzie z Rakowem, kiedy temperatury spadały nawet do -15 czy -20 stopni. To było dla mnie coś zupełnie nowego i przyprawiało o ból głowy.
Poza tym ludzie na Bałkanach są chyba nieco bardziej spontaniczni. Więcej czasu spędzają na spotkaniach, w restauracjach czy kawiarniach. Niezależnie od wielkości miasta, lokale są zwykle pełne ludzi. To styl życia, do którego przywykłem. Z drugiej strony spokój, jaki znajduję w Polsce, również ma swoje zalety.
A first goal in new colours for an Australian striker 🇵🇱🇦🇺
Australian forward Deni Juric got on the scoresheet for the first time in the Polish @ekstraklasa_EN as he helped his @WislaPlockSA earn three points earlier today 🔵⚪️
The 28-year-old scored Wisła Płock’s third goal of… pic.twitter.com/bWPy3FJ80r
— Front Page Football (@FrontPgFootball) October 20, 2025
Da się odczuć, że Wisła Płock jest ważnym klubem dla miasta?
Zdecydowanie. Na naszych meczach regularnie pojawia się ponad dziesięć tysięcy kibiców. Szczególnie lubię obserwować reakcje dzieci. Ich emocje, radość z autografów, zdjęć czy nawet zwykłego przybicia piątki pokazują, jak ważny jest ten klub dla lokalnej społeczności. Płock nie jest ogromnym miastem, dlatego tym bardziej imponuje mi liczba ludzi wspierających drużynę.
Lubię też pójść czasem na piłkę ręczną – w Chorwacji to również bardzo popularny sport. Halę mamy przecież po drugiej stronie od stadionu. Często bywałem na meczach Ligi Mistrzów, zakumplowałem się też z bramkarzem Mirko Aliloviciem.
Od lidera do braku europejskich pucharów. Co stało się z Wisłą?
Na przerwę zimową udawaliście się jako lider Ekstraklasy. Co twoim zdaniem wydarzyło się wiosną? Dlaczego Wisła nie była w stanie utrzymać się w czubie tabeli?
Myślę, że europejskie puchary to był realny cel. Jeszcze kilka kolejek przed końcem wszystko było w naszych rękach. Były mecze, w których zasługiwaliśmy na więcej punktów, ale ich nie zdobyliśmy. Choćby z Górnikiem Zabrze u siebie pod koniec sezonu. Mieliśmy przewagę w pierwszej połowie, w drugiej dwukrotnie uderzyliśmy w poprzeczkę. W takich momentach trudno nie odczuwać frustracji.
Duże znaczenie miała sfera mentalna. W pierwszej rundzie dawaliśmy z siebie naprawdę bardzo dużo. Wyniki były dobre i każdy wzajemnie się nakręcał. Kiedy później przyszło kilka słabszych spotkań, zaczęliśmy wywierać na siebie dodatkową presję. Pojawiło się myślenie: „musimy wygrać”, „musimy wrócić na właściwe tory”, „nie możemy stracić miejsca w czołówce”.
Było nerwowo po porażce z Arką?
Nie da się ukryć. A to też był właśnie jeden z takich meczów, gdzie zaczęliśmy naprawdę dobrze, ale później wszystko się posypało i przegraliśmy 0-3. Wszyscy byli rozczarowani – sztab, kibice i my, zawodnicy. Czasami właśnie wtedy gra się najgorzej. Zamiast czerpać radość z futbolu, zaczynasz za dużo myśleć. Najważniejsze jest to, że potrafiliśmy się z tego częściowo podnieść i ponownie zacząć punktować.
Budowa mentalności zwycięzców to nie jest krótki proces.
To prawda. Podczas mojej gry w Zagrzebiu przekonałem się, co to znaczy. Tam, jeśli zdobywałeś mistrzostwo, ale przegrałeś puchar, nadal było rozczarowanie. Wygrany mecz był kolejnym dniem w biurze. Dla Wisły Płock to coś zupełnie innego, lecz pamiętajmy, że byliśmy beniaminkiem. Ten rok i tak był ogromnym krokiem do przodu dla wszystkich.
Jesienią długo potrafiliśmy dźwigać presję i na tym musimy budować w przyszłości. Różnica między nami, a ekipami, które zagrają w tym sezonie w pucharach nadal jest spora. Stopniowo możemy próbować ją zmniejszać. Wiele rzeczy sprowadza się jednak do budżetu.

Wszystko wskazuje na to, że Mariusz Misiura pozostanie trenerem Wisły na przyszły sezon
Jakim trenerem jest Mariusz Misiura?
Przede wszystkim jest bardzo spokojny. To cecha, którą szczególnie u niego cenię. Ja sam mam bałkański temperament, jestem emocjonalny i głośny. Kiedy coś nie idzie po mojej myśli, potrafię to okazać.
Trener zachowuje spokój nawet w trudnych momentach. Potrafi uspokoić drużynę i sprawić, że wszyscy skupiają się na tym, co najważniejsze. Jest również bardzo konsekwentny. Ma jasno określoną wizję gry i nie odchodzi od niej przy pierwszych problemach. W pierwszej części sezonu było to doskonale widoczne. Trzymaliśmy się założeń i osiągaliśmy bardzo dobre wyniki.
Niektórzy kibice zastanawiali się, czy Wisła mogłaby grać bardziej ofensywnie i widowiskowo. Jak ty na to patrzysz?
Oczywiście każdy lubi oglądać ofensywny futbol, ale najważniejsze są wyniki. Moim zdaniem, jeśli coś działa, nie ma sensu tego zmieniać. Nasz styl gry może nie zawsze był najbardziej efektowny, ale przez długi czas przynosił rezultaty.
Czy moglibyśmy grać bardziej otwarcie? Być może. Tylko nikt nie wie, czy wtedy zdobywalibyśmy więcej punktów. Piłka nożna jest bardzo prosta – jeśli masz wyniki, oznacza to, że wykonujesz swoją pracę właściwie.
„Resztę pozostawiam w rękach Boga”
Byłeś zaskoczony tym, ile pracy defensywnej wymaga się od napastników?
Trochę tak. Przed przyjazdem do Polski obserwowałem Ekstraklasę i widziałem ligę pełną otwartych meczów, kontrataków i dużej liczby sytuacji bramkowych.
Nasz sposób gry był nieco inny. Od napastników oczekiwano ogromnej pracy bez piłki, pressingu i zaangażowania w fazie defensywnej. Na początku musiałem się do tego przyzwyczaić. Z czasem jednak zobaczyłem, że ten system działa i pomaga drużynie osiągać wyniki. A jeśli coś służy zespołowi, jestem gotów to robić.
Jak radzisz sobie z presją i trudniejszymi momentami?
Kilka razy współpracowałem ze sportowymi psychologami, ale osobiście bardzo dużo daje mi wiara. Jestem osobą wierzącą. Codziennie się modlę i czytam Biblię. To coś, czego nauczyłem się przede wszystkim od rodziców, a szczególnie od mamy.
W ostatnich latach bardzo pomogło mi podejście, że nie wszystko zależy ode mnie. Są rzeczy, na które mam wpływ, ale są też takie, których nie jestem w stanie kontrolować. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafię, a resztę pozostawić w rękach Boga. Dzięki temu dużo łatwiej zachować spokój i nie poddawać się niepotrzebnemu stresowi.
Deni Juric had 'tears coming down his face’ when his brother helped win the Asian Cup for Australia a decade ago 🥹🇦🇺⚽️
This week, he could become a fully-fledged Socceroo himself.
It would bring his father’s words to life.
Full story: https://t.co/GheeZ6vz7r pic.twitter.com/2rXbt4K3xT
— Football360.com.au (@football360au) March 25, 2026
Spotkałeś kiedyś tak utalentowanego młodego zawodnika jak Wiktor Nowak?
Wielu takich nie widziałem. Ma ogromny talent, ale najbardziej imponuje mi jego podejście do pracy. W dzisiejszym futbolu sama jakość nie wystarcza. Potrzebujesz również charakteru i gotowości do poświęceń. W jego wieku rzadko spotyka się zawodników o takim nastawieniu. Jeśli zachowa tę mentalność, może zajść bardzo daleko.
Masz kontrakt do czerwca 2028 roku. Widzisz swoją przyszłość w Wiśle Płock?
Tak, zdecydowanie. Dobrze czuję się w klubie, w mieście i w drużynie. Od pierwszego dnia wszyscy traktowali mnie bardzo dobrze i pomogli mi odnaleźć się w nowym miejscu. Podoba mi się życie w Polsce, odpowiada mi poziom ligi i sposób funkcjonowania klubu. Nie miałbym problemu z tym, żeby zostać tutaj na dłużej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix