Czy letnie sparingi, gdy inni szykują się do mundialu, a my gramy o pietruszkę, muszą być nudne i nieistotne? Mogą, ale nie muszą. W XXI wieku zdarzyło nam się kilka takich pamiętnych spotkań: jak choćby wygrana z Grecją, która za chwilę została sensacyjnym mistrzem Europy czy bolesna klęska ze zmierzającymi po triumf na mundialu Hiszpanami. Był też nieco zapomniany mecz na wodzie w austriackim kurorcie nieopodal Tyrolu.
Wielki turniej bez reprezentacji Polski? Jeśli ktoś urodził się już w XXI wieku, taki obrazek będzie dla niego rzadkością. Starsi kibice znają zaś ten gorzki smak lepiej niż by chcieli – zwłaszcza ci, którzy pamiętają ogromną lukę od 1986 do 2002 roku.
Ale już w samym XXI wieku – imprez bez Biało-Czerwonych nie było zbyt wiele. Nie licząc nadchodzącego mundialu – kwalifikowaliśmy się (lub mieliśmy zapewniony awans jak na Euro 2012) do aż dziewięciu z dwunastu wielkich turniejów.
Imprezy bez naszego udziału ograniczały się do Euro 2004, MŚ 2010 i MŚ 2014.
Sytuacja, w której inni szykują się do wielkich emocji, a my gramy letnie spotkania o nic, nie zdarzyła się od 12 lat. Warto przypomnieć jak wyglądały poprzednie takie spotkania z naszym udziałem. Bo jest wśród nich i zwycięstwo z późniejszym sensacyjnym mistrzem Europy, i wielka klęska z nadchodzącym mistrzem świata.
29 maja 2004, Szczecin, Polska – Grecja 1:0 (1:0)
- 1:0 – Kapsis (sam.) 16’
Skład: Dudek (46’ Boruc) – Mi. Żewłakow (83’ Kaczorowski), Głowacki (73’ Bosacki), Kłos, Rząsa – Radomski, Szymkowiak (67’ Kukiełka) – Żurawski (89’ Gorawski), Mila, Krzynówek (73’ Kosowski) – Rasiak (46’ Ma. Żewłakow).
Selekcjoner: Paweł Janas.

Nieco ponad miesiąc później chodziliśmy z wypiętą piersią – mistrzostwo Europy zdobyli Grecy. Ci sami, co to ich właśnie ograliśmy w Szczecinie. Chłopcy Janasa są lepsi od mistrzów Europy!
Tylko tak mogliśmy pocieszać się w tym piłkarsko ubogim dla nas czasie. Janas, który kadrę przejął po Zbigniewie Bońku, nie uratował eliminacji do Euro 2004, wobec czego czekał nas blisko rok gier wyłącznie towarzyskich. Wśród nich mecz poprzedzony reprezentacyjnym pożegnaniem zaledwie 33-letniego Marka Koźmińskiego – z szykującymi się do portugalskich finałów ME Grekami.
W Szczecinie ostatni mecz w kadrze zagrał Marcin Żewłakow, chwilę wcześniej to samo spotkało Emanuela Olisadebe, a przeciwko Grekom drugi raz w kadrze (na razie z ławki) oglądaliśmy Artura Boruca. Biało-Czerwoni przechodzili kolejną zmianę pokoleniową.
Spotkanie wygraliśmy w dość kuriozalnych okolicznościach. W 16. minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Jacek Krzynówek – na piłkę nie nabiegał żaden z naszych zawodników, ale wychodzący z bramki Andonios Nikopolidis nie zrozumiał się z Michalisem Kapsisem. Odbita od niego piłka wpadła do bramki.
Co jeszcze warto zapamiętać z tego spotkania? Z pewnością kultowy zegar i pierwsze telewizyjne grafiki, w tym pokazujące prawidłową odległość ustawienia muru od piłki. Jak widać, tuż przed golem Grek zastosował się do nich perfekcyjnie.

5 czerwca 2004, Solna, Szwecja – Polska 3:1 (1:0)
- 1:0 – Larsson 41’
- 2:0 – Jokobsson 54’
- 3:0 – Albback 72’
- 3:1 – Gorawski 88’
Skład: Dudek – Mi. Żewłakow, Kłos, Bosacki, Rząsa (75’ Kaczorowski) – Radomski (81’ Kukiełka), Lewandowski – Żurawski, Mila (59’ Szymkowiak), Krzynówek (86’ Gorawski) – Rasiak (59’ Kosowski).
Selekcjoner: Paweł Janas.

Kilka dni po wygranej z Grekami pojechaliśmy zagrać ze Szwedami. Mało nam było porażek z tym rywalem? Chyba tak.
Ze Szwedami boleśnie przegraliśmy cztery wcześniejsze spotkania, w tym dwukrotnie za kadencji Janasa (0:3 i 0:2). Z szumnych zapowiedzi rewanżu wyszły nici, Biało-Czerwoni dostali kolejną bolesną lekcję. W ataku Szwedów szalał duet Henrik Larsson – Zlatan Ibrahimović, na skrzydle wiatrak z naszych obrońców robił Fredrik Ljungberg.
W końcówce spotkania nasz honor próbował ratować jeszcze Damian Gorawski, strzelając debiutancką i swoją jedyną bramkę w koszulce z Orłem na piersi. Polscy kibice jednak jej… nie zobaczyli.
– Kiedy po meczu zadzwoniłem do ojca, to nie wiedział, że zdobyłem tę bramkę. Ponoć były jakieś zakłócenia i większość Polaków jej nie zobaczyła – opowiadał później Gorawski.
Był to nasz ósmy mecz rozgrywany w Solnej i ósmy bez wygranej. Klątwa tej miejscowości ciągnie się za nami do dziś, o czym przekonaliśmy się w niedawnych barażach do MŚ.
2 czerwca 2010, Kufstein, Polska – Serbia 0:0
Skład: Fabiański – Piszczek (69’ Jodłowiec), Glik, Sadlok, Wojtkowiak – Błaszczykowski (88’ Matuszczyk), Dudka, Mierzejewski, Peszko (77’ Rybus) – Lewandowski (90’ Sobiech), Nowak (71’ Cetnarski).
Selekcjoner: Franciszek Smuda.

Nieco (a może i bardziej niż nieco) zapomniany mecz w nietypowym miejscu – austriackim Kufstein. Przy okazji – debiut Mateusza Cetnarskiego w reprezentacji Polski.
Tym razem pogoda naprawdę nie sprzyjała grze w piłkę. Przez cały czas z nieba lał się ulewny deszcz, a boisko przypominało jedną wielką kałużę.
– Miałem kilka skutecznych interwencji, choć woda zalewała mi oczy. Warunki były bardzo trudne – mówił po spotkaniu Łukasz Fabiański, który w reprezentacji Polski grał dopiero po raz drugi, a po raz pierwszy za kadencji Franciszka Smudy.
Wbrew wynikowi nie był to wcale nudny mecz. W pierwszej części groźniejsi byli Polacy (rywale m.in. wybijali piłkę z linii bramkowej po strzale Lewandowskiego), po zmianie stron do głosu doszli Serbowie. Ostatecznie bramki nie padły, a powtórki spotkania – gdy piłka non stop zatrzymuje się w kałużach, a piłkarze nie potrafią utrzymać równowagi na grząskiej murawie – ogląda się jak slapstickową komedię.
My mundial śledziliśmy w domach, Serbia – poleciała do RPA, gdzie zajęła ostatnie miejsce w grupie. Sensacyjnie pokonała co prawda Niemców, ale przegrała z Ghaną i Australią, co kosztowało ją szybkie pożegnanie z turniejem.

8 czerwca 2010, Murcia, Hiszpania – Polska 6:0 (2:0)
- 1:0 – Dudka (sam.) 12’
- 2:0 – D. Silva 14’
- 3:0 – X. Alonso 52’
- 4:0 – C. Fabregas 58’
- 5:0 – F. Torres 76’
- 6:0 – Pedro 81’
Skład: Kuszczak – Wojtkowiak, Dudka, Glik (46’ Sadlok), Żewłakow – Błaszczykowski (87’ Cetnarski), Murawski, Mierzejewski (46’ Rybus), Peszko (79’ Jodłowiec) – Lewandowski (68’ Sobiech), Nowak (46’ Matuszczyk).
Selekcjoner: Franciszek Smuda.

Choć tylko sparingowa, to pewnie jedna z najbardziej bolesnych porażek reprezentacji Polski XXI wieku. Sześć goli straciliśmy po raz pierwszy od 1965 roku, ale chyba nie to było najgorsze.
Najgorsza była różnica klas. Aktualni wówczas mistrzowie Europy i przyszli mistrzowie świata wyglądali na tle chłopaków Franciszka Smudy jak przybysze z innej planety. Jak zawodowcy, którzy grali z reprezentacją szkoły. Gdyby potrzebowali wygrać tamto spotkanie 12:0, pewnie by tak wygrali.
Smutny to był mecz z perspektywy kibica Biało-Czerwonych. Ale z drugiej strony…
To była chyba najpiękniejsza reprezentacja Hiszpanii w historii. Pierwsza bramka – cudowne zagranie Iniesty zewnętrzną częścią stopy i samobój Dudki. Druga – widowiskowa wymiana podań i przepiękny lob Iniesty nad obrońcami do Xaviego, który wyłożył piłkę do „pustaka” Silvie.
Kolejne gole strzelane były z wybitną łatwością i luzem, jakby Hiszpanie wyszli właśnie pograć sobie w dziadka. A do pustej bramki piłkę kierowali już w ostateczności, gdy znudziło im się wymienianie podań.
Spektakularna deklasacja. Miesiąc później Iniesta strzelił w dogrywce Holendrom i ekipa Vicente del Bosque oficjalnie została najlepszym zespołem świata.
6 czerwca 2014, Gdańsk, Polska – Litwa 2:1 (0:1)
- 0:1 – Spalvis 44’
- 1:1 – Milik 59’
- 2:1 – Lewandowski 79’
Skład: Boruc (46’ Szczęsny) – Piszczek (77’ Żyro), Glik, Wilusz, Wojtkowiak – Grosicki (72’ Olkowski), Krychowiak (71’ Mączyński), Klich (71’ Linetty), Rybus (71’ Sobota) – Milik, Lewandowski.
Selekcjoner: Adam Nawałka.

Ostatni z siedmiu sparingów, które rozpoczynały selekcjonerską przygodę Adama Nawałki. Ten w ostatnim meczu przed grą o punkty lubił mierzyć się z Litwą, licząc na pewną wygraną, która podbuduje morale.
Tym razem łatwo jednak nie było.
„Cieszyć mogło tylko zwycięstwo (…) Przełamanie dało poczucie ulgi, ale nie dało spokoju piłkarzom i selekcjonerowi, na którym media nie zostawiły suchej nitki. Przede wszystkim za styl drużyny, ale także za sposób selekcji, bowiem były trener Górnika Zabrze do kadry zdążył powołać już ponad… 60 zawodników! Wówczas jednak jeszcze nikt nie przypuszczał, że wkrótce miał nastąpić prawdziwy przełom” – opisuje tamto spotkanie Biblioteka PZPN.
Zwycięstwo w końcówce spotkania zapewnił nam Lewandowski, wykorzystując rzut karny po faulu na samym sobie. Parę dni wcześniej Nawałka przekazał mu, że będzie kapitanem reprezentacji Polski. W jego karierze zaczynał się wówczas nowy etap – zagrał już swoje ostatnie spotkanie w Borussii Dortmund i od lipca przenosił się do Monachium.
W ataku zaczynała też kiełkować jego współpraca z Arkadiuszem Milik, strzelcem pierwszego gola.
Na szczęście – słaby mecz z Litwą szybko poszedł w niepamięć. W pierwszym eliminacyjnym spotkaniu roznieśliśmy Gibraltar 7:0, a w drugim pokonaliśmy Niemców 2:0. Rozpoczęła się era reprezentacji Adama Nawałki.