Vuković wypełnił zadanie. „Gdy przychodziłem, Widzew był do spadku”

Antoni Figlewicz

23 maja 2026, 21:38 • 2 min czytania 29

Reklama
Vuković wypełnił zadanie. „Gdy przychodziłem, Widzew był do spadku”

Widzew ostatecznie uciekł z objęć śmierci i kosztem Lechii utrzymał się w Ekstraklasie. Musiał walczyć do ostatniej kolejki, ale misja powierzona Aleksandarowi Vukoviciowi ostatecznie się powiodła, z czego serbski szkoleniowiec jest wyjątkowo zadowolony

Reklama

Trener Łodzian zaczął od podziękowań. – Chciałbym wspomnieć kilka osób, w pierwszej kolejności Jacka Magierę. Kogoś, kogo nie ma z nami, kogoś, kto życzył mi powodzenia w pracy z Widzewem. Osiągnęliśmy nasz cel, udało się. Drugą osobą jest pan Bogusław Kukuć [zmarły łódzki dziennikarz – przyp. red.], którego wspominałem na pierwszej konferencji tutaj – na pewno cieszy się z tego, że Widzew zostaje w Ekstraklasie. Trzecią osobą, i tu odkryję karty, jest Zbigniew Boniek, który interweniował w przeszłości w UEFA, bym mógł dołączyć do kursu trenerskiego jako dodatkowy uczestnik. Dziś w najlepszy sposób mogłem się mu odwdzięczyć, bo wiem ile znaczy dla niego Widzew – powiedział Vuković.

A dwa słowa o meczu? – padło po chwili z sali, więc trener z uśmiechem zgodził się podsumować spotkanie z Piastem i finisz sezonu.

Współczuję Lechii, cieszę się, że Piast będzie grał w Ekstraklasie. Powiedziałem moim chłopakom, że dwa miesiące w Widzewie kosztowały mnie tyle, co trzy lata w Piaście. Drużyna prezentowała się dziś dobrze, dużą ambicją doprowadziliśmy do celu. Zresztą, nasza pierwsza połowa była naprawdę dobra – ocenił Vuković.

Co dalej z Vukoviciem? „Jestem wyjątkowo skromny”

Szkoleniowiec Łodzian pytany był też o najbliższą przyszłość i kontynuację swojej misji z Widzewem. A także o komentarze, które kwestionowały na finiszu sezonu jego warsztat.

Reklama

– Uważam się dalej za bardzo dobrego trenera, bo takim jestem. Jestem też zresztą wyjątkowo skromny – rzucił z uśmiechem na ustach Vuković. – Gdy tu przychodziłem, Widzew był do spadku. Wierzyłem jednak, motywowany ambicją, że można to odwrócić. Będąc w środku, zrozumiałem, że to bardzo trudne. Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, cieszę się, że tego wszystkiego doświadczyłem. Nigdy zresztą nie grałem w ostatniej kolejce o utrzymanie, to też była nowość – uzupełnił.

Wydarzeniem dnia, niewiele tylko mniejszym niż ostateczne utrzymanie Łodzian, było też trafienie Mariusza Fornalczyka, który cały sezon polował na gola, a do siatki trafił dopiero w ostatniej kolejce.

Chłopak parę razy próbował… ale lepiej późno niż wcale. Jak straciliśmy gola na 1:2, to pomyślałem: „nie może być tak, że Mariusz Fornalczyk strzelił gola, a my nie wygramy” – uśmiechnął się Serb.

Sezon Widzewa kończy się w Łodzi wielką ulgą, która od razu rozpoczyna przygotowania do budowania zespołu na kolejne rozgrywki. W którym kierunku RTS pójdzie tym razem? Cóż, zobaczymy.

Reklama

Fot. Newspix

29 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama