Mundial po koreańsku. Kiedyś z pomocą sędziów, dziś z muzyką

Antoni Figlewicz

19 czerwca 2026, 13:18 • 6 min czytania 0

Reklama
Mundial po koreańsku. Kiedyś z pomocą sędziów, dziś z muzyką

Statystyczny kibic spytany o Koreę Południową i mistrzostwa świata w piłce nożnej ma tylko jedno skojarzenie. – Farsa – myśli. I słusznie myśli. FIFA organizując mundial w Ameryce Północnej pomoże jednak przy okazji odejść Koreańczykom od tamtych z jednej strony pięknych, a z drugiej budzących olbrzymie kontrowersje meczów sprzed ponad dwóch dekad. Bo w ostatnich latach nacja ta kojarzy się przede wszystkim z agresywną kulturową ekspansją, która przez muzykę objęła właściwie cały świat i wkrótce zabierze się nawet za piłkarskie areny.

Reklama

K-pop. Samo hasło bez zbędnego zgłębiania tematu wielu może wydawać się przaśne, obciachowe. Pierwsze skojarzenie? Cóż, trudno z nim walczyć – rozkrzyczane dziewczynki wzdychające do gładkich chłopców z odległego azjatyckiego państwa, nawet nie udawajmy, że jest inaczej. Piłka nożna w ujęciu – nazwijmy je tak – angielskim, nie za bardzo się z czymś takim łączy, na pewno nie w głowach tych, którzy myślą o niej jak o starciu gladiatorów, facetów z krwi i kości, a nie jak o maszynce do zarabiania pieniędzy.

Against modern football! – zakrzykną ci bardziej rączy, ale nie będą mieli siły przebicia. Zresztą, czym naprawdę jest ta współczesna piłka? Albo czym piłka była kiedyś? Same trudne pytania, idealne na jakieś dłuższe omówienie, czyli nie na ten tekst.

Tekst jest bowiem o tym, że FIFA już zaplanowała nam dodatkowe rozrywki specjalnie na mistrzostwa świata. W przerwie meczu finałowego mundialu zobaczymy na przykład wielkie muzyczne show na miarę najwspanialszych koncertów, na jakich kiedykolwiek byliście.

Madonna. Shakira. I pewien koreański boysband.

Reklama

BTS to dziś najwięksi ambasadorzy Korei Południowej. I nie ma sensu z tym walczyć

Tej pierwszej pani przedstawiać nie trzeba nikomu, ale kilka słów jej poświęćmy. W głowie zagra każdemu chociaż jeden fragment jej piosenki, to pewne. Była żoną Guy’a Ritchiego czy Seana Penna, chodziła też kiedyś z Denisem Rodmanem. Zagrała nawet swój epizod w filmie o agencie 007, w którym uczyła szermierki. Nienawidzi koloru pomarańczowego. A, jest też rekordzistką Guinnessa jako kobieta, która sprzedała najwięcej muzycznych albumów w historii – około 335 milionów egzemplarzy, jak wyliczyło nie tak dawno BBC.

Shakirę też doskonale znacie. „Waka Waka”, silne powiązania z piłką i jednym ze znanych piłkarzy. Kolumbijka nagrała już trzecią mundialową piosenkę w swojej karierze, więc trudno, żeby akurat jej zabrakło podczas zaplanowanego halftime show.

Shakira

Shakira kolejny raz spróbuje porwać tłumy. Towarzyszyć będą jej panowie z BTS – na tym zdjęciu akurat niezbyt trójwymiarowi

Reklama

Kiedy jednak padnie hasło BTS, wielu pewnie podrapie się po głowie, choć głównie dlatego, że FIFA dobrze zrozumiała, że liczy się dotarcie do jak największej liczby odbiorców. Niekoniecznie do piszącego te słowa, niekoniecznie do tych, którzy je czytają. Zakontraktowaniem Koreańczyków choćby na ten jeden wieczór Infantino i spółka otwierają się na bardzo ważny dla nich rynek. Rynek ludzi młodych, którzy z piłką wcale nie muszą mieć na ten moment wiele wspólnego. Przy okazji na Azję jako taką.

Bez wstydu uznajmy, że ten pociąg nam trochę odjechał i pewnie nigdy nie będziemy w stanie wymienić całego składu najbardziej znanego koreańskiego boysbandu na świecie i to pomimo faktu, że mowa tu o absolutnie największych muzycznych gwiazdach. Od siedmiu wówczas jeszcze nastolatków zaczęła się rewolucja, której nie ma już sensu zatrzymywać – k-pop przejmuje kolejne przyczółki i wkrótce zaatakuje także MetLife Stadium.

To będzie święto futbolu, jedności i człowieczeństwa. I będzie rezonować jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego – zapowiada podekscytowany Infantino, który do koncertu ma zamiar dorzucić jeszcze jakieś wstawki edukacyjne dla dzieci z udziałem Muppetów. Cały Gianni, można by rzec.

Gianni Infantino

Reklama

Trudno powiedzieć, co nam zafunduje Gianni Infantiono, ale jedno jest pewne – po tym jego show będziemy długo dochodzić do siebie. Pozostaje wierzyć, że nie wpadnie znów na pomysł postawienia się w centrum wydarzeń i oszczędzi nam swoich dowcipów

Koreański stempel na popkulturze. Jak k-pop przeplata się z piłką nożną

Ze wszystkich gwiazd, które mają muzycznie pociągnąć ten wózek, najmniej zauważalne związki z piłką ma chyba właśnie BTS. Ale czy małe? Z perspektywy zewnętrznej może nam się tak wydawać, ale od środka obraz jest trochę inny. Ujmijmy to tak – są pewne podobieństwa między fanami sportu i tymi k-popowymi.

Dni powszednie były u mnie pełne k-popu – od muzyki, przez publikacje w social mediach, po dyskusje z fanami. Weekendy były zarezerwowane dla imprez F1, podczas których trzymałam kciuki, żeby Carlos Sainz ukończył wyścig na podium. A potem uderzyło mnie: rytuały fanów, adrenalina, nieprzespane noce podsycane przez niemal bezgraniczne oddanie – to wszystko w wielu wypadkach jest identyczne – pisała z dużym przekonaniem Ekta Sinha na łamach indyjskiego „Elle”.

Spójrzcie na mężczyzn z ich ulubionymi klubami piłkarskimi dumnie reprezentowanymi przez nich nie tylko w mediach społecznościowych. Potrafią tweetować na żywo w czasie każdego meczu, rozbierają na czynniki pierwsze każdą bramkę i nieskończenie kłócą się o transfery. Piłka nożna, krykiet, koszykówka – wszystkie przestrzegają tych samych zasad zaangażowania jak w wypadku muzyki czy zamiłowania do potężnych silników. Mechanika grupy fanów jest często bardzo podobna – ocenia Sinha.

Reklama

Fanatyzm – to chyba słowo klucz, którego nie powinniśmy się bać, nawet jeśli ktoś nam porównuje piłkę nożną do k-popu.

Jungkook, jeden z członków BTS, z wizytą w szatni reprezentacji Korei Południowej podczas ostatniego mundialu. W Katarze zresztą też trochę pośpiewał

Towar eksportowy. BTS na szczytach

Pierwszym i jedynym artystą k-popowym, któremu kiedykolwiek udało się zagościć na samym szczycie „Billboard Hot” 100 był właśnie zespół BTS. Tu nawet nie trzeba się zabierać za jakieś wymyślne tłumaczenia – panowie dotarli, jakby nie patrzeć, na światowy szczyt muzyki popularnej. Ale to nie był jedyny ich światowy szczyt:

Reklama

W 2018 roku cały zespół został zaproszony na 73. Zgromadzenie Ogólne ONZ, które miało miejsce w Nowym Jorku. Na Zgromadzeniu omówiono inicjatywę „Youth 2030: The UN Youth Strategy” oraz kampanię UNICEF-u „Generation Unlimited”. A sam lider zespołu – Kim Namjoon – miał okazję na nim przemawiać – czytamy w pracy naukowej „Koreańska fala: rozpowszechnienie k-popu w nowych mediach”.

No i jeszcze planowane odwiedziny na największych piłkarskich arenach w Europie, to wszystko za chwilę, nawet przed zapowiadanym już występem podczas finału mundialu. Pod koniec czerwca dwa koncerty na madryckim Metropolitano. Już w lipcu Bruksela, stadion Tottenhamu w Londynie, Allianz Arena w Monachium, wreszcie też podwójny występ na wielkim i legendarnym Stade de France. 17 i 18 lipca. A dzień po nich to wielkie show w przerwie finału tegorocznego mundialu, harmonogram napięty jak plandeka na żuku.

Tej siły naprawdę nic już nie zatrzyma. Choć Koreańczycy nadal mogą próbować, by największym ich popisem na mundialu był ten, który dadzą piłkarze, szanse są na to niewielkie. No, może mistrzostwo Sona i spółki narobiłoby trochę rabanu na tydzień czy dwa, ale i to nie jest pewne…

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama