Fan Number One. Przyszły król ukochał sobie Aston Villę

Antoni Figlewicz

20 maja 2026, 11:11 • 7 min czytania 19

Reklama
Fan Number One. Przyszły król ukochał sobie Aston Villę

Pierwsze nasuwające się pytanie – dlaczego ze wszystkich klubów, których w Anglii znajdzie się całe mrowie, książę William postanowił wybrać właśnie ten jeden? Następca brytyjskiego tronu kompletnie nie kryje się ze swoimi preferencjami kibicowskimi i przed finałem Ligi Europy obgryza pewnie paznokcie z nerwów. Aston Villa ma szanse na swoje pierwsze europejskie trofeum w XXI wieku, a pewnie niewielu pamięta, że kiedyś wygrała nawet Puchar Europy. Fan numer jeden też nie ma prawa tego pamiętać – urodził się niecały miesiąc później.

Reklama

To nie zmienia faktu, że w The Villans po prostu się zakochał. Książę Walii to prawdziwy zapaleniec, a gdy jego zespół w 2024 roku wrócił po latach do Ligi Mistrzów nie był w stanie ukryć wielkich emocji: – Nie mogę w to uwierzyć, straciłem głos – opowiadał brytyjskim dziennikarzom jak przeżywał starcie Aston Villi z Bayernem Monachium. Starcie wygrane, co wprawiło wielu w osłupienie – na 1:0 trafił w drugiej połowie Jhon Duran, a na Villa Park zapanowała euforia. To był naprawdę wielki wieczór tej ekipy.

Tamta kampania zakończyła się dla zespołu z Birmingham na ćwierćfinale, a brakło naprawdę niewiele, żeby przejść PSG. Paryżanie zostali zdominowani, zgnieceni na Villa Park. Gospodarze grali jak nakręceni. Odrobili stan dwumeczu z 1:5 na 4:5. Donnarumma wyprawiał cuda.

Reklama

Ta aktualna walka, już na poziomie Ligi Europy, przynosi finałowe starcie z Freiburgiem. Kolejną dawkę olbrzymich emocji, z którą książę jakoś musi sobie poradzić.

Jak książę William wybrał sobie ukochany klub

Kibicowskie preferencje przyszłego króla budziły na Wyspach spore zainteresowanie już lata temu. William nie miał oporów, żeby wytłumaczyć mediom, dlaczego Aston Villa, skoro mógłby kibicować właściwie każdemu. – Chciałem mieć zespół, który byłby bliżej środka tabeli. Taki, który może dać mi więcej emocjonalnych momentów, zapewni mi taki rollercoaster – mówił w 2015 roku w rozmowie z BBC książę. – Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, postanowiłem na poważnie wejść w świat futbolu. Wszyscy wokół kibicowali wtedy Manchesterowi United albo Chelsea. Nie chciałem iść za tłumem – tłumaczył.

My też często doświadczamy czegoś podobnego, sami pewnie przyznacie. Najczęściej jednak mamy tak w przypadku zagranicznych klubów – za dzieciaka grało się jakimś w grę FIFA, jakiś piłkarz śmiesznie się nazywał i chcieliśmy go wspierać, wujek przywiózł z zagranicy tandetny szalik jakiejś drużyny. Albo po prostu mama kupiła bazarówkę jednego z większych europejskich zespołów, z którą trudno było się potem rozstać. Wszystko to sztuka wyboru, a ten może nas trzymać przez lata przy jednym zespole.

Tak jak Williama trzyma Aston Villa. Osiemnastoletni następca tronu na przełomie wieków dał się oczarować atmosferze piłkarskiego meczu, gdy The Villans grali w Pucharze Anglii z Boltonem. Członek rodziny królewskiej dobrze pamięta towarzyszące mu wtedy emocje, niezwykle ceni moment, w którym poczuł się częścią kibicowskiej wspólnoty.

Reklama

Siedziałem wśród wszystkich kibiców w mojej czerwonej czapce i po prostu świetnie się bawiłem. Atmosfera była niesamowita, poczucie braterstwa bardzo mocne. Czułem, że to coś, w czym chciałbym się zanurzyć – wspominał sam książę. I jak powiedział, tak zrobił.

Zabawa na całego. Książę William potrafi cieszyć się z sukcesów ukochanego klubu.

Reklama

Odwiedziny na treningu. Następca tronu chce być blisko Aston Villi

Z niektórymi sprawami ma trochę łatwiej niż statystyczny kibic, to pewne. Jeśli tylko chce, może zajrzeć za kulisy wielkiego futbolu i nikt mu przecież tego nie zabroni. Na stadionie, z racji statusu, też jest przyjmowany z honorami. Ostatnio też bez problemu dostał się do szatni The Villans po półfinałowym meczu Ligi Europy, by sukces świętować razem z zespołem.

Tak, tak, tak. Był w szatni z zawodnikami i ze mną. I oczywiście, on też jest teraz przeszczęśliwy – mówił podczas konferencji prasowej trener Unai Emery, który do towarzystwa Williama mógł się już przyzwyczaić. Kiedy tylko dzieje się coś ważnego dla zespołu z Birmingham, jego wierny kibic zawsze jest na miejscu.

Kiedy dzieją się bardziej pospolite rzeczy… też. – Parę lat temu, kiedy nie graliśmy w Europie, przyjechał na nasz trening, oglądał sesję, zjadł z nami lunch. W czasie spotkań z nami jest bardzo skromny, a my bardzo doceniamy jego wizyty u nas – wspominał Emery, przypominając sobie swoje początki na Villa Park i rok 2022. Nie mówimy więc o klasycznym przypadku kibica sukcesu. William mimo swojej wyjątkowej pozycji stara się być z drużyną na dobre i na złe, nie tylko wtedy, gdy odnosi ona sukcesy.

Reklama

Przy okazji finału Pucharu Anglii w 2015 roku książę William poczuł smak porażki. Górą był Arsenal.

Zarazić bakcylem syna

Każdy kibicujący swojemu klubowi ojciec dociera do takiego momentu swojego życia, w którym kibicowaniem trzeba zarazić także dzieci. Oglądanie pierwszego ich meczu, czystych emocji wylewających się z młodej i podatnej na takie szaleństwa głowy musi dawać ogrom satysfakcji spełniającemu się tak tacie. Książę William z uśmiechem mógł więc podglądać jak jego syn George wyrywa sobie włosy z głowy podczas spotkań The Villans, powoli zaczynając rozumieć, na czym cała ta zabawa polega. No i upodabniając się do ojca…

George był zdenerwowany, momentami nawet przerażony – opowiadał William w rozmowie z TNT Sports. Zabrał syna na ćwierćfinał Ligi Mistrzów do Paryża, gdzie Aston Villa grała z PSG. Na wyjeździe The Villans ulegli 1:3, w rewanżu, jak już wspomniano powyżej, dali z siebie maksimum i odpadli w pięknym stylu. – Wiesz co, minęły 43 lata, odkąd Aston Villi przytrafiło się coś takiego i chciałem, aby George doświadczył wyjazdowego wieczoru na wielkiej europejskiej arenie. Mam nadzieję, że nie miną kolejne 43 lata, zanim trafi się nam następna taka okazja. Bez względu na to – myślę, że te wspomnienia są naprawdę ważne, a przyprowadzenie go dziś wieczorem na stadion to dla mnie wielka sprawa – przekonywał następca tronu.

Możemy więc wierzyć, że rodzina królewska – a przynajmniej jej trzon, przyszli królowie – cały czas będą gorąco wspierać klub z Birmingham.

Reklama

Książę William przeżywa piłkarskie emocje jak każdy z nas. Gdyby nie cała otoczka, wszyscy traktowaliby go pewnie jak zwykłego ziomka z trybuny

Komplementy? Nikt ich nie prawi tak, jak książę

Można śmiało powiedzieć, że książę William pełni rolę i kibica, i patrona, i jeszcze takiego dobrego ducha Aston Villi. Odbiór przyszłego monarchy jest w Birmingham raczej pozytywny, a w przypadku „rojalsów” nie jest to takie oczywiste. The Villans zdają się jednak traktować Williama jak swojego, a książę dba, aby to się nie zmieniło. W kwestiach kibicowskich następca tronu chciałby być czasem szarakiem i zwyczajnie trudno mu to ukryć. Ale próbuje! Niedawno „Express” donosił o jego działaniach pod przykrywką. William, jak przystało na zagorzałego kibica, chciał wymienić swoje spostrzeżenia z innymi fanami w sieci. Czynić miał to jednak używając lipnych profili w mediach społecznościowych, chcąc być po prostu jednym z wielu.

Reklama

Uciec od łatki największego i najważniejszego kibica Aston Villi raczej mu się nie uda, ale próbować może. Rok temu – choć w kontrolowanych warunkach – wypił sobie piwko z innymi kibicami The Villans. Relacja na profilach prowadzonych przez Pałac Buckingham była raczej zbyt pompatyczna, ale na kilku zdjęciach można zobaczyć Williama ze szczerym uśmiechem na twarzy.

Dużo dobrych słów na temat księcia wypowiadają też piłkarze Aston Villi, którzy mają z nim do czynienia regularnie. – Nazwał mnie kiedyś Rolls-Royce’em. To największy komplement w mojej karierze i jestem bardzo wdzięczny za to jego królewskie wsparcie – wyznał ostatnio Ezri Konsa, defensor zespołu z Birmingham. – To dziwne, ponieważ w dniu meczu – kiedy książę do nas przychodzi – często koncentrujesz się na grze, więc czasami nie zdajesz sobie sprawy, jak wielka jest to sprawa. Że wpada do nas właśnie on, podaje wszystkim rękę, okazuje wsparcie – tłumaczy Anglik, którego słowa przytacza „Guardian”.

Potem wracasz do domu i myślisz: „Cholera jasna, po prostu uścisnąłem mu rękę, zna moje imię”. To świetny facet i jego wsparcie jest czymś niesamowitym i dla klubu, i dla zawodników – podsumowuje Konsa. – Mam nadzieję, że będzie z nami w środę podczas finału.

Reklama

Środa przyszła, jest 20 maja, finał Ligi Europy. Konsa może powiedzieć: sprawdzam. Ale czy musi? Dla wielu to oczywiste, że książę William zasiądzie na trybunach stadionu w Stambule i będzie wspierał The Villans w ich walce o wygraną w Lidze Europy. A najbardziej oczywiste wydaje się to dla samego następcy tronu.

Fot. Newspix

19 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona szuka zastępcy Lewandowskiego. Nie tylko Alvarez

Maciej Piętak
2
Barcelona szuka zastępcy Lewandowskiego. Nie tylko Alvarez

Liga Europy

Reklama
Ekstraklasa

Górnik, Jaga, Raków i GKS w pucharach. Z kim się zmierzą?

AbsurDB
75
Górnik, Jaga, Raków i GKS w pucharach. Z kim się zmierzą?