Przed poniedziałkowym meczem numer jeden finałów Konferencji Zachodniej po raz drugi z rzędu statuetkę MVP fazy zasadniczej odebrał Shai Gilgeous-Alexander. To jednak nie on świecił tego wieczora najjaśniej. Victor Wembanyama zaliczył bowiem jeden z najlepszych występów w swojej karierze i poprowadził San Antonio Spurs do wygranej 122:115 nad Oklahoma City Thunder. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były dwie dogrywki, co w finałach konferencji na Zachodzie zdarzyło się po raz pierwszy od 50 lat!
Victor Wembanyama znów zachwycił. San Antonio Spurs lepsi po dwóch dogrywkach
Ten mecz przejdzie do historii. Wiele wskazuje na to, że będzie pierwszym takim z wielu. Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs mają przecież wszystko, by zdominować rywalizację w Konferencji Zachodniej na kolejne lata. Thunder to obrońcy tytułu. Przez dwie pierwsze rundy tegorocznej fazy play-off przeszli bez porażki. Mocny, szeroki skład. Świetny menedżer, który zbudował nie tylko silny zespół, ale też pokaźną kolekcję wyborów w drafcie. I wreszcie Shai Gilgeous-Alexander, który w poniedziałek po raz drugi rzędu otrzymał nagrodę MVP sezonu zasadniczego.
Oglądał to m.in. Victor Wembanyama. 22-letni lider młodej ekipy Spurs, która nie chce czekać. Dla teksańskiej drużyny to powrót do fazy play-off po siedmiu latach. Do finałów konferencji po dziewięciu. I kto powiedział, że na tym ma się zatrzymać?
Raz jeszcze potwierdziło się, że z Wembanyamą wszystko dla Spurs jest możliwe. Francuz wykorzystał przedmeczową ceremonię jako motywację. Głosowanie na MVP zakończył na trzecim miejscu. Wysoko, ale jak sam mówi: on chce tę statuetkę zdobyć w karierze wiele razy. W poniedziałek pokazał, dlaczego tak właśnie będzie. Był najlepszym zawodnikiem na boisku. W meczu z dwoma dogrywkami spędził na boisku aż 49 minut – najwięcej w karierze.
Spotkanie zakończył z dorobkiem 41 punktów, 24 zbiórek i trzech bloków. Kolejny występ z linijką statystyczną prosto z gry wideo. Stał się tym samym najmłodszym w historii play-off NBA zawodnikiem z co najmniej 40 punktami i 20 zbiórkami. A przecież to był jego pierwszy w karierze mecz na poziomie finałów konferencji.
Po spotkaniu dziennikarze pytali go, czy chciał w ten sposób wysłać pewną wiadomość.
– Ta wiadomość to, że jako zespół jesteśmy gotowi grać w każdym środowisku, w każdym miejscu i z obojętnie jakim przeciwnikiem – stwierdził Wemby.
– Choć nadal mamy dużo do nauki, to nasze starania i wysiłki powinny przewyższać każdego. Dziś byliśmy nieugięci – dodał.
Wembanyama przyćmił MVP. Dołączył do legendarnego Wilta Chamberlaina
Kibice Thunder stworzyli w Paycom Center fantastyczną atmosferę. Nie bez powodu są jednymi z najlepszych w całej lidze. Jednak Spurs w tych trudnych okolicznościach stanęli na wysokości zadania i rzeczywiście byli nieugięci. Krok po kroku budowali sobie przewagę. Na początku czwartej kwarty mieli 10 punktów zapasu. W dzisiejszych czasach w NBA to prawie jak nic. Gospodarze te straty odrobili, a potem w trakcie fantastycznej końcówki prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Dogrywka.
W niej to Thunder zdawało się przejęli kontrolę. Na mniej niż minutę przed końcem Gilgeous-Alexander po znakomitym wejściu pod kosz wsadził piłkę nad spóźnionym o ułamek sekundy Wembanyamą. Obrońcy tytułu mieli trzy punkty przewagi. Francuz odpowiedział jednak największym rzutem tego wieczora. Jego trójka z kilkunastu metrów doprowadziła do remisu:
W drugiej dogrywce Wembanyama dalej dominował. Zdobył więcej punktów (9) niż cała przeciwna drużyna (7). Miał też cztery zbiórki i blok, którym przypieczętował zwycięstwo teksańskiej ekipy. Zupełnie przyćmił Cheta Holmgrena, który co prawda zablokował próbę Wemby’ego na zwycięstwo na koniec regulaminowego czasu gry, ale poza tym znów był raczej niewidoczny. Tak jak w meczach fazy zasadniczej, gdy Spurs wygrali cztery z pięciu bezpośrednich starć.
22-letni Francuz został tym samym pierwszym zawodnikiem od czasu Wilta Chamberlaina w 1960 roku, który zdobył co najmniej 40 punktów i 20 zbiórek w swoim debiucie w finałach konferencji. Dołączył też do Davida Robinsona jako drugi gracz Spurs z takimi liczbami w fazie play-off. A wszystko to w pierwszym od 1976 roku meczu finałów konferencji na Zachodzie z dwoma dogrywkami.
Shai Gilgeous-Alexander odebrał nagrodę MVP, ale nie uchronił Thunder przed porażką
San Antonio zagrało znakomicie w obronie. MVP sezonu długo nie mógł znaleźć swojego rytmu. Spurs świetnie utrudniali mu życie. Zmuszali, by pozbywał się piłki. Skorzystał na tym głównie Alex Caruso, który niepilnowany trafił osiem trójek w drodze po 31 punkty (najlepszy wynik w karierze w fazie play-off i drugi najlepszy ogółem). Spurs są jednak gotowi to zaakceptować. Rzucają tym samym wyzwanie kolegom Gilgeousa-Alexandera. W pierwszym meczu to się im opłaciło.
– Musimy być lepsi, a w szczególności ja muszę być lepszy. Tym bardziej przeciwko drużynie takiego kalibru. I tyle – stwierdził po spotkaniu Shai, który ostatnie punkty w spotkaniu zdobył przy wspomnianym wsadzie w pierwszej dogrywce. Mecz zakończył z dorobkiem 24 punktów i 12 asyst, ale zabrakło mu efektywności (7-23 z gry). 26 punktów dla Thunder dołożył Jalen Williams, powracający do gry po kilku tygodniach przerwy spowodowanej urazem ścięgna udowego.
Spurs zagrali natomiast bez kontuzjowanego De’Aarona Foxa. Rozgrywający zmaga się z kontuzją kostki. Możliwe, że wróci na starcie numer dwa. W poniedziałek fantastycznie zastąpił go jednak Dylan Harper. Debiutant, który po raz pierwszy w karierze zaczął mecz play-off od pierwszej minuty, zapisał na konto 24 punkty, 11 zbiórek, sześć asyst oraz rekordowe w play-offowej historii klubu siedem przechwytów (z 11 całej drużyny).
Drugi mecz tej serii rozpocznie się w nocy ze środy na czwartek o godz. 2:30 czasu polskiego. Gospodarzem ponownie będą Thunder. Potem rywalizacja przeniesie się na dwa spotkania do Teksasu.
W nocy z wtorku na środę wystartują natomiast finały konferencji na Wschodzie. O godz. 2:00 czasu polskiego New York Knicks – z Jeremym Sochanem w składzie – podejmą w Madison Square Garden drużynę Cleveland Cavaliers. Pierwszy zespół do czterech zwycięstw zamelduje się w wielkim finale NBA.
Czytaj więcej o NBA na Weszło:
- New York Knicks i Jeremy Sochan poznali rywali w finałach konferencji NBA
- Czy to koniec kariery LeBrona Jamesa w NBA? Takie opcje ma „Król”
- Kosmita w NBA. Takiego jak Victor Wembanyama jeszcze nie było
fot. Newspix, Instagram/spurs