Lewis Hamilton wreszcie wygrał w barwach Ferrari!

Sebastian Warzecha

14 czerwca 2026, 17:13 • 3 min czytania 0

Reklama
Lewis Hamilton wreszcie wygrał w barwach Ferrari!

Dominacja Mercedesa przerwana! W Grand Prix Katalonii najlepszy okazał się jadący w barwach Ferrari Lewis Hamilton, dla którego to pierwsza wygrana w tym zespole. Brytyjczyk skorzystał na – to niespodzianka – znakomitej strategii swojego zespołu, którą wykorzystał w dobrym stylu. 

Reklama

Lewis Hamilton zwycięski! Ferrari triumfuje w Katalonii

Od początku tego sezonu w F1 dominował Mercedes, a zwłaszcza Andrea Kimi Antonelli. Młody Włoch wygrał ostatnich pięć Grand Prix, a nie triumfował tylko na samym początku, gdy zajął drugie miejsce. W Australii najlepszy okazał się wówczas jednak George Russell, jego zespołowy kolega. Brytyjczyk jednak ostatnio jeździł gorzej, przez co spadł na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Wyskoczył przed niego Hamilton, który w poprzednich dwóch wyścigach zajmował drugie miejsce – tylko za Antonellim.

Było więc widać, że siedmiokrotny mistrz świata jest na fali wznoszącej. We wczorajszych kwalifikacjach też pojechał bardzo dobrze, zajął miejsce tuż za plecami swojego rodaka, czyli Russella. Antonelli był trzeci, dalej byli Lando Norris, Max Verstappen i Isack Hadjar.

Niektórzy eksperci sugerowali nawet, że Hamilton – a wraz z nim Ferrari – ma szansę na wygraną. Jednak trudno było brać to pod uwagę, bo Mercedes miał Lewisa w swego rodzaju kleszczach i wydawało się, że jego dominacja się nie skończy. Tym bardziej, że Russell pewnie wygrał start. Hamilton za to szybko zjechał na pierwszy pit stop, zapowiadało się więc, że pojedzie na trzy wizyty w alei serwisowej. Szybko do boksu został wezwany też Russell, choć niekoniecznie był z tego faktu zadowolony, uznając, że mógł jeszcze pozostać na torze.

I faktycznie, wydawało się, że jego opony były jeszcze dość świeże, a decyzja inżynierów Mercedesa była przedwczesna. Niemniej: George wciąż był przed starszym kolegą, który jednak niesamowicie zaczął się napędzać, połykając kolejnych rywali. Hamilton ewidentnie jechał dziś jedno z najlepszych Grand Prix w barwach włoskiej ekipy i ta chciała z tego faktu skorzystać.

Reklama

Kluczowy moment nadszedł na 41. okrążeniu, gdy na poboczu zatrzymał się Fernando Alonso i wysiadł z bolidu. To spowodowało wirtualną neutralizację, a Hamilton – czekający na trzeci pit-stop – został od razu wezwany do alei serwisowej. Ferrari idealnie wykorzystało moment, a Lewis z alei wyjechał jako lider wyścigu, do tego z przewagą nad Russellem, którą na kolejnych kółkach wyłącznie powiększał. Miał świeższe opony, miał tempo, wszystko się zgadzało.

Choć wiadomo, jak to jest z Ferrari – do samego końca nie można niczego wykluczyć.

Dziś jednak wszystko ułożyło się po myśli Hamiltona, któremu nie zaszkodziła nawet kolejna wirtualna neutralizacja w końcówce. W dodatku – była to neutralizacja spowodowana pechem… Mercedesa. W wewnętrznej rywalizacji dwóch kierowców tej ekipy Antonelli wyprzedził co prawda Russella, ale niedługo potem doszło w jego bolidzie do awarii jednostki napędowej. Właściwie w tym samym momencie i w Ferrari mogli się skrzywić, ale z powodu Charlesa Leclerca, którego zawiodło wspomaganie bolidu i też odpadł z rywalizacji.

Reklama

Gdyby na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, Hamilton mógłby być zagrożony. Ale nie wyjechał, więc Brytyjczyk pewnie utrzymał prowadzenie i dojechał do mety o 20 sekund przed Russellem. Przerwał tym samym dominację Mercedesa, wygrał pierwszy wyścig w Ferrari, a przez problemy Antonellego mocno zbliżył się do niego w klasyfikacji generalnej. To sprawia, że Formuła 1 może w najbliższych tygodniach stać się ciekawsza.

TOP 10 Grand Prix Katalonii:

  1. Lewis Hamilton (Ferrari)
  2. George Russell (Mercedes)
  3. Lando Norris (McLaren)
  4. Max Verstappen (Red Bull Racing)
  5. Oscar Piastri (McLaren)
  6. Isack Hadjar (Red Bull Racing)
  7. Pierre Gasly (Alpine)
  8. Franco Colapinto (Alpine)
  9. Liam Lawson (Visa Cash App RB)
  10. Arvid Lindbal (Visa Cash App RB)
Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Grupa D

Son of the Beach. Posadził australijską legendę i został bohaterem

Maciej Piętak
0
Son of the Beach. Posadził australijską legendę i został bohaterem

Formuła 1

Reklama