To był najlepszy finał mistrzostw świata w snookerze od 2018 roku. Co najmniej od 2018 roku. Shaun Murphy i Wu Yize stworzyli świetne widowisko. Jeden – weteran, który swój tytuł już ma, ale zdobyty dawno. Drugi – młodzian, potencjalnie jeden z najmłodszych mistrzów w dziejach. Dwa przeciwstawne światy, dwaj znakomicie snookerzyści. Ostatecznie wygrał ten, na którego przed mistrzostwami mało kto stawiał. Wu Yize jest mistrzem świata!
Snooker. Mamy nowego mistrza świata!
Tak czy siak miała się napisać historia.
Shaun Murphy po raz piąty doszedł do finału mistrzostw świata, ale wygrał w swojej karierze tylko jeden – pierwszy. To był 2005 rok, a niespełna 23-letni Murphy zaszokował świat najpierw do finału dochodząc, a potem pokonując w nim Matthew Stevensa. Teraz naprzeciw niemal 44-letniego Murphy’ego stanął fenomenalny Wu Yize. Młody Chińczyk ma… niespełna 23 lata. Jego awans do finału nie jest jednak takim zaskoczeniem jak ten w wykonaniu Anglika w 2005 roku.
Wu miał już bowiem na koncie kilka rankingowych finałów. Wygrał też International Championship w zeszłym roku. Generalnie – pokazywał się. Do turnieju przystępował rozstawiony z „10”.
I już w Crucible grał świetnie.
Najpierw bez trudu pokonał rodaka, Lei Peifana (10:2). Potem uległ mu Mark Selby, którego Wu doprowadził do rzadkiego w wykonaniu Anglika okazania swojego gniewu i wygrał 13:11. Hossein Vafaei ugrał z Yize 8 frejmów. A Mark Allen w półfinale przegrał w deciderze, choć frejma wcześniej był o jedną czarną od zwycięstwa. I ją spudłował. A Wu utrzymał potem nerwy na wodzy i sięgnął po końcowy triumf, co wiele powiedziało nie tylko o jego możliwościach, ale i właśnie mentalności, wytrzymałości psychicznej.
Murphy, po drugiej stronie drabinki, decidera grał już w pierwszym meczu – z Fanem Zhengyim. Potem gładko ograł kolejnego Chińczyka, Xiao Guodonga (13:3), a później jeszcze jednego – obrońcę tytułu mistrza świata, Zhao Xintonga (13:10). W półfinale Anglik dał wspaniałe widowisko w meczu z legendą, Johnem Higginsem (17:15). I tak doszedł do finału. Piątego w karierze, ale Anglik ma to do siebie, że zasłynął marnowaniem tych meczów o tytuły – po pierwszym, wygranym, później przegrywał z Johnem Higginsem (2009, 9:18), Stuartem Binghamem (2015, 15:18) i Markiem Selbym (2021, 15:18).
Stale był jednym z najlepszych, co kilka lat dochodził do meczów o tytuły. Niezmiennie jednak czegoś mu brakowało. Więc mogła być albo taka historia – powrotu na szczyt po 21 latach. Albo i taka, w której fenomenalny młodzieniec zgarnia tytuł, potwierdzając, że Chiny są już na snookerowym szczycie i tytuł Xintonga sprzed roku nie był przypadkiem. W dodatku byłby to czwarty z rzędu nowy mistrz (wcześniej Luca Brecel i Kyren Wilson) i jasny znak, że naciera młodość.

W dodatku obaj byli w naprawdę świetnej formie. Zapowiadał się wielki finał. I taki był.
Sinusoida na sinusoidzie
Trudno jest krótko opowiedzieć mecz złożony z 35 frejmów, rozgrywający się na dystansie dwóch dni i czterech sesji. Przede wszystkim jednak – były w nim ciągłe fluktuacje. Zaczął znakomicie Wu Yize, wygrywając trzy pierwsze frejmy. Potem jednak Murphy zaliczył cztery notowane breaki z rzędu (w tym pierwszą w tym finale setkę) i wyszedł na prowadzenie… które od razu stracił, bo nadszedł moment jego rywala. Po 13 frejmach zdawało się, że wygra młodość, świeżość, że gra bez kompleksów.
Bo Wu przez cały finał grał niesamowicie odważnie. Wbijał bile przez cały stół, ryzykował… i trafiał. Najmniejsza niedokładność ze strony Murphy’ego – nawet przy odstawnej, która wydawała się dobra – mogła być z miejsca wykorzystana.
Chińczyk imponował. Ale Anglik też.
Co prawda wczoraj kończył cały dzień, przegrywając 7:10. Ale wydawało się, że ani trochę się tymi popisami Wu nie przejmuje. Dalej próbował podobnych rozwiązań, raz z lepszym skutkiem, raz z gorszym. Widział jednak, że problemem nie jest to, jak gra on, a że rywal jest po prostu znakomity. Bo Murphy tak po prawdzie nie odstawał, to po prostu Yize grał momentami wielkiego snookera.
Gdy jednak obaj wyszli do stołu dziś, nastąpił kolejny zwrot akcji. Anglik zgarnął bowiem… pięć frejmów z rzędu. Grał wielkiego snookera i prowadził już 12:10. Co zrobił w odpowiedzi na to młodszy z nich? To, co robili obaj i cały mecz – odpowiedział w najlepszym stylu. Wygrał kolejne trzy frejmy, znów wyszedł na prowadzenie. I po trzeciej z czterech sesji to on był na przedzie. Na tablicy wyników było jednak 13:12, co potencjalnie gwarantowało wielkie emocje w ostatniej, wieczornej sesji.
Już wtedy niektórzy przypominali, że w finale mistrzostw świata nie było decidera, tego ostatniego, rozstrzygającego o wszystkim frejma, od 2002 roku, gdy Peter Ebdon pokonał w ten sposób Stephena Hendry’ego. 24 lata czekania. I nadzieja na to, że obaj pociągną ten wielki mecz do samiutkiego końca.
I wiecie co?
Pociągnęli!
Wielki, wspaniały finał
Murphy miał odpowiedź na wszystko, co robił Wu. Wu miał odpowiedź na wszystko, co robił Murphy. Grali genialnie. Wydawało się jednak, że Shaun zaprzepaścił kilka szans, że powinien był zgarnąć ze dwa-trzy frejmy w tych kluczowych momentach, które poszły ostatecznie na konto Chińczyka. Z drugiej strony – Wu powinien był skończyć ten mecz wynikiem 18:16, a nie trafił czarnej. Podobnej do tej, którą do finału wpuścił go Mark Allen.
Murphy podszedł potem do stołu, wygrał frejma. Pytaniem pozostawało więc: czy historia zabierze Wu to, co dała mu w półfinale?
Wszystko miało rozstrzygnąć się w deciderze. Wielki gracz, ale taki, który miał w finałach pasmo porażek. Kontra ten młody, do którego – jak było widać – już dotarła presja finału. Bila z poprzedniego frejma dobrze to pokazała. Trudno było przewidzieć, co stanie się w tej ostatniej partii.
Partii o tytuł.
Murphy zaczął lepiej. Wbił trudną bilę, wydawało się, że zbuduje breaka. Jedno gorsze pozycjonowanie sprawiło jednak, że musiał uciec się do safety shota – dobrego, ale po krótkiej wymianie takowych zagrał gorzej. Wu dostał szansę i skorzystał. Zbudował genialnego breaka, wytrzymał każde jedno zagranie. I wreszcie mógł unieść do góry zaciśniętą pięść. Mógł się cieszyć. I trzeba oddać Anglikowi, że mimo takiego rozczarowania wylewnie pogratulował rywalowi, docenił jego klasę.
LIFE-CHANGING MOMENT!#WorldChampionship pic.twitter.com/MpcxJv7vlB
— WST (@WeAreWST) May 4, 2026
Bo jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, obejrzeliśmy dziś narodziny nowej gwiazdy. Wu ma wszystko, by zdobyć tych tytułów jeszcze kilka. Świetnie gra taktycznie, jest niesamowity na wbiciach, utrzymuje presję największych meczów.
To jego wielki moment. Ale kto wie, czy aby nie pierwszy z wielu.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o snookerze:
- Koniec MŚ dla Michała Szubarczyka
- O’Sullivan pobił rekord. Najwyższy break w historii
- 50 lat Rakiety. Sceny z życia i kariery Ronniego O’Sullivana