Po raz pierwszy od czasu Marcina Gortata w kwietniu 2018 roku zobaczyliśmy reprezentanta Polski w fazie play-off NBA. Swój debiut w tej części rozgrywek zaliczył we wtorek Jeremy Sochan. Skrzydłowy New York Knicks długo musiał czekać na szansę, ale gdy się doczekał, to ją wykorzystał. Bo choć rozegrał tylko nieco ponad trzy minuty, to i tak zaliczył całkiem imponujący występ.
Jeremy Sochan z udanym debiutem w fazie play-off NBA
Wybór New York Knicks w lutym tego roku nie był wcale taki oczywisty. Jeremy Sochan odszedł z San Antonio Spurs, gdzie wypadł z rotacji, bo chciał grać. Ale w Nowym Jorku dalej jest rezerwowym. W sezonie zasadniczym średnio grał zresztą nawet mniej niż w San Antonio.
– Nie jestem pewien, dlaczego wybrał Knicks, ponieważ od początku było mu trudno znaleźć minuty w zespole z mistrzowskimi aspiracjami oraz głębią na jego pozycji – powiedział Steve Popper, dziennikarz nowojorskiej gazety Newsday w rozmowie z Weszło jeszcze przed startem fazy play-off.
Sochan nigdy zresztą w tej części rozgrywek nie zagrał. San Antonio Spurs, których barwy reprezentował aż do lutego 2026 roku, dopiero w tym sezonie przerwali najdłuższą w historii klubu serię bez awansu. Już są zresztą w drugiej rundzie. Knicks tymczasem w serii do czterech zwycięstw prowadzą 3-2 z drużyną Atlanta Hawks. Są więc o krok od awansu. We wtorek zdominowali Jastrzębie i wygrali wysoko (126:97), co pozwoliło Sochanowi na minuty w końcówce spotkania. W sobotę nie wszedł na boisko przy rozstrzygniętym wyniku, ale tym razem trener Mike Brown dał mu szansę.
Jeremy Sochan zdobył 10 punktów w 3 minuty gry!
Dla 22-latka to trudna sytuacja – czekać na okazję, która może w ogóle się nie pojawić. Ale reprezentant Polski pokazał, że jest gotowy. Zagrał z dużą energią i pewnością siebie. Dawno już nie atakował tak agresywnie kosza, co mogło się podobać. W prawie trzy i pół minuty gry zdobył 10 punktów! W tym czasie trafił m.in. za trzy (to pierwsza polska „trójka” w historii fazy play-off NBA) oraz zaliczył jeden wsad.
Miał 100-procentową skuteczność (4/4; raz pomylił się tylko na linii rzutów wolnych), a do swojego dorobku dołożył też jeszcze jedną zbiórkę. Po wejściu na parkiet tylko on zdobywał punkty dla Knicks.
— ً (@notaburner123_) April 29, 2026
Sochan w tym krótkim okresie gry zdobył więcej punktów niż choćby Josh Hart w pół godziny (9) czy CJ McCollum – bohater Hawks w poprzednich spotkaniach – w 32 minuty (6).
Czy tym samym wysłał sygnał do szkoleniowca NYK, by stawiał na niego częściej i nie tylko w tzw. garbage-time? Sochan na pewno pokazał, że jest gotów i zaliczył naprawdę udany debiut w fazie play-off, natomiast nie ma co ukrywać: nikt z nowojorskiego sztabu nie szaleje dziś z powodu dobrych minut skrzydłowego na koniec rozstrzygniętego już spotkania. Kolejny mecz znów rozpocznie on więc na ławce rezerwowych i nadal trudno niestety liczyć na to, by wszedł do stałej rotacji Knicks.
Ale przynajmniej Sochan pokazał się na dużej scenie i przypomniał o sobie. To też ważne w jego sytuacji, gdy nie ma kontraktu na kolejne rozgrywki. Dobry występ w Madison Square Garden w meczu play-off to całkiem spora sprawa. Pewność siebie 22-letniego zawodnika powinna teraz dodatkowo wystrzelić w górę.
New York Knicks o krok od awansu do kolejnej rundy
Drużyna trenera Browna jest już o krok od drugiej rundy. We wtorek do efektownego zwycięstwa Knicks poprowadził przede wszystkim Jalen Brunson, który zaliczył swój najlepszy jak dotychczas występ w tegorocznej fazie play-off NBA. Rozgrywający zdobył 39 punktów, trafiając 15 z 23 rzutów z gry. Knicks dominowali tak naprawdę od pierwszych minut tego spotkania i zaliczyli drugie kolejne zwycięstwo przeciwko Hawks.
Teraz zespoły znów wracają do Atlanty. W nocy z czwartek na piątek o godz. 1:00 czasu polskiego to NYK będą mieli pierwszą szansę na zamknięcie tej serii i awans do kolejnej fazy rozgrywek.
CZYTAJ WIĘCEJ O KOSZYKÓWCE NA WESZŁO:
- Co za rzut 41-letniego LeBrona! Lakers znowu zwycięscy [WIDEO]
- Mówili o nim „Święta Ręka”. Koszykówka żegna prawdziwą legendę
- Jeremy Sochan i jego sezon w NBA w liczbach. Tak źle jeszcze nie było
fot. New York Knicks