Antoni Kowalski mógł nawet prowadzić. A przegrywa trzema frejmami

Sebastian Warzecha

18 kwietnia 2026, 19:25 • 4 min czytania 0

Reklama
Antoni Kowalski mógł nawet prowadzić. A przegrywa trzema frejmami

Antoni Kowalski już napisał historię – został pierwszym Polakiem, który dostał się do fazy głównej mistrzostw świata i legendarnego Crucible Theatre. W losowaniu rywala trafił, jak chciał – na legendę, Marka Williamsa. I wyszedł na ten mecz, grając dobrego snookera. Jednak im dalej w pierwszą sesję, tym więcej błędów popełniał. I dlatego w przerwie tego meczu – dokończenie jutro – przegrywa 3:6.

Reklama

– Jednym z moich najważniejszych marzeń było zagrać z każdym z tej „Klasy rocznika 92”. Z Johnem [Higginsem] już zagrałem w Edynburgu, zostali Mark i Ronnie [O’Sullivan] do odhaczenia. Teraz będzie Mark, mam nadzieję, że w przyszłości uda się i z Ronniem. Generalnie mega sprawa. Mark to cudowny zawodnik, mam nadzieję, że to będzie świetne widowisko. Nie chciałbym, żebyśmy obaj zagrali słabo i przy stole były tylko nazwiska. Liczę, że będzie dobra gra, dużo wysokich breaków – mówił nam przed dzisiejszym meczem Antoni Kowalski.

CZYTAJ: „ODEZWAŁ SIĘ O’SULLIVAN”. ANTONI KOWALSKI PO AWANSIE DO MŚ

Antoni Kowalski przegrywa z Markiem Williamsem

Jak to wyszło? Ano różnie.

Pierwszy frejm to na przykład świetna gra Polaka. Williams nie zdobył nawet punktu, Antek z kolei skonstruował wygrywające podejście na ponad 80 oczek. W drugim obaj popełniali błędy i w taktycznej rozgrywce finalnie – po błędzie Polaka – wygrał Walijczyk. W trzecim Williams znów wykorzystał pomyłkę Kowalskiego, tym razem jednak samemu składając wysokiego breaka. W czwartym natomiast lepszy okazał się Polak. Gdy więc po raz pierwszy obaj opuścili stół, Antek miał remis 2:2.

Reklama

I to był naprawdę dobry wynik. Podobnie jak 3:3, do którego obaj doszli, gdy wrócili do stołu. Pamiętać bowiem musimy, że Williams to trzykrotny mistrz świata, w zeszłym roku grał przecież w finale. To gość, który w formie jest jednym z najwybitniejszych zawodników w historii. Dziś do tej najlepszej dyspozycji, owszem, ewidentnie trochę mu brakowało. Ale równocześnie dla Antka był to debiut w Crucible, wydarzenie, przy którym ręka musi czasem zadrżeć – nie da się inaczej.

Po sześciu frejmach Polak miał jednak swój wynik. Problem w tym, że zgubił go „na dystansie”. Bo kolejne trzy partie padły już łupem Williamsa.

Reklama

I właściwie w każdym z nich Kowalski miał swoje szanse. Zwykle jego podejścia – i niepowodzenia w nich – rozbijały się o sprawy takie, jak niewłaściwie spozycjonowanie czy złe wybory. Jak wtedy, gdy zdecydował się na trudniejsze wyjście na bilę i w efekcie ją spudłował, choć mógł pozycjonować spokojniej, bez dodawania zbędnych rotacji. Albo wtedy kiedy niewłaściwie wszedł w grupkę czerwonych, nie dostał kontynuacji i, szukając jej nieco na siłę, ostatecznie spudłował.

Przy czym dalej dawał dużo ciekawych zagrań. Dobrze grał odstawne. Potrafił wbijać przez cały stół. Generalnie jedyne, co leżało, to momentami właśnie konstrukcja breaków. Ale o tym też mówił nam w wywiadzie przed tym spotkaniem – że tego brakowało mu przez dużą część sezonu.

– Uważam, że defensywę mam teraz niesamowitą. W ostatnich paru miesiącach próbowałem za to odzyskać tę grę ofensywną, budowę breaków, bo właściwie tylko jej mi brakowało. Na defensywie czuję się bardzo dobrze, mam poczucie, że jestem w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie. Pokazał to też na przykład ten mecz z Markiem Allenem. Przecież to jeden z najlepszych taktyków na świecie, a ja toczyłem z nim batalie defensywne! Dwa frejmy graliśmy ponad godzinę. Naprawdę mega się to poprawiło i to było bardzo ważne w przejściu kwalifikacji do mistrzostw.

Reklama

Zwłaszcza, gdy gra się z zawodnikiem tej klasy. Bo Williams ostatecznie z prezentów skorzysta. Tak to wygląda.

Niemniej: Antek nadal może walczyć. To nie katastrofalny wynik, a jedynie trzy frejmy różnicy. Ba, nawet gdyby obaj poszli teraz do końca meczu w schemacie „frejm za frejma”, to przegrałby 7:10. Jasne, porażka nie cieszy, ale rezultat byłby sympatyczny. A jeśli się trochę poprawi, to może, naprawdę może wierzyć, że ten mecz będzie nawet dłuższy.

I oby tak się właśnie stało. Teraz pora jednak na odpoczynek, może nieco treningu i analizy tego, co się dziś stało. Ma czas – kontynuacja ich meczu jutro o 20.

Fot. Newspix

Reklama

Czytaj więcej o snookerze na Weszło:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama