Wisła Płock górą w świętej wojnie! Industria poza finałem pucharu

Sebastian Warzecha

18 kwietnia 2026, 18:31 • 3 min czytania 1

Reklama
Wisła Płock górą w świętej wojnie! Industria poza finałem pucharu

Już kilka lat temu minęły czasy, gdy Industria Kielce regularnie ogrywała Orlen Wisłę Płock. Minęły też te, kiedy kielczanie bez przerwy triumfowali w Pucharze Polski, bo byli w nim górą od 2009 do 2021 roku. Potem Wisła przełamała tę serię, ale wciąż trwała jedna: występów kieleckiej ekipy w finałach krajowego pucharu. Dziś i ona się skończyła. Bo w półfinale lepsi okazali się gracze z Płocka.

Reklama

Orlen Wisła Płock zrobiła swoje. Święta wojna dla Nafciarzy

W ostatnich latach Industria częściej z płocczanami przegrywa, niż wygrywa. Ale w zeszłym sezonie – po trzech z rzędu porażkach w finałach – udało się kielczanom wygrać Puchar Polski, triumfując w meczu o tytuł 27:24. W tym sezonie jednak obie wielkie ekipy los zetknął ze sobą już w półfinale. Pewnym było więc, że ktoś już dziś traci szansę na wywalczenie trofeum. Kielczanie mogli też przerwać swoją serię – w finale Pucharu Polski grali bowiem niezmiennie od 2005 roku.

I tak się właśnie stało.

Wisła przystępowała do meczu z nieco pokiereszowaną kadrą. Nie było w niej Dawida Dawydzika, zagrać nie mogli też Przemysław Krajewski i Miha Zarabec. Ale czy to cokolwiek zmieniło? Absolutnie nie. Od początku to płocczanie przeważali w tym spotkaniu i szybko tę przewagę udowodnili. Ba, przez cały mecz ani razu (!) nie pozwolili rywalom na wyjście na prowadzenie. Właściwie ostatni moment, w którym Industria walczyła, to przy wyniku 2:2.

Tuż po tym płocczanie zdobyli cztery bramki, odskoczyli i już tak zostało. Świetna defensywa – to w sumie standard – i znakomita postawa w ataku czy to Gergo Fazekasa, czy Siergieja Kosorotowa i Melvyna Richardsona. To wszystko dało Wiśle spokojne prowadzenie… choć pod koniec pierwszej połowy Industria miała lepszy moment, głównie za sprawą Alexa Dujshebaeva – ekipa z Kielc miała nawet szansę złapać kontakt z rywalami, ale jej nie wykorzystała.

Reklama

A potem płocczanie znów odskoczyli. Tym razem skutecznie. Do przerwy było 16:12. Po przerwie zawodnicy Wisły po prostu robili swoje – bez zbędnych kombinacji i nerwów. Industria z kolei wyprowadzała bramkarza, próbowała grać w przewadze… ale gubiła piłkę. Raz po razie, co chwila z tym właśnie problemy mieli jej gracze. Ba, nie potrafili wykorzystać też „normalnej” gry w przewadze. Generalnie: nie korzystali z jakichkolwiek szans, które albo sobie wypracowywali, albo dawali im je rywale – bo i karne kielczan dziś kulały.

Generalnie więc: Industria nie zrobiła nic, żeby ten mecz wygrać. A Wiśle to pasowało. I skończyło się, jak musiało się skończyć – wynikiem 30:25 dla płocczan. I trzeba przyznać, że w efekcie była to jedna z nudniejszych „świętych wojen” w ostatnich latach.

Reklama

Orlen Wisła Płock – Industria Kielce 30:25 (16:12)

Fot. Newspix

Czytaj więcej o piłce ręcznej na Weszło:

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama