Piłka w Radomiu okazała się sprawiedliwa. Widzew był dużo słabszy od przeciwnika, ale przez jeden wypad mógł dojechać do końca z korzystnym wynikiem. Tego nie zrobił, dzięki piorunującej końcówce Radomiaka. Łodzianie w tym momencie – obok Bruk-Betu – są głównym faworytem do spadku.
Radomiak pozytywnie nas zaskoczył. Po tygodniach mocno przeciętnej gry i słabych wynikach, w końcu dostarczył nam argumenty, że zasługuje na to, by zostać w Ekstraklasie na kolejny sezon. Zwyczajnie był o klasę lepszy od przeciwnika i dokonał czegoś, z czym miał duży problem – odwrócił niekorzystny wynik.
Radomiak Radom – Widzew Łódź 2:1. Dominacja i nieskuteczność gospodarzy
Widzew nieźle wszedł w mecz. Już po kilkunastu sekundach do sytuacji strzeleckiej doszedł Emil Kornvig. Były też próby Bergiera czy Selahiego, ale po obiecującym początku kolejne minut w wykonaniu Łodzian były już znacznie słabsze. Nic im się nie kleiło i Majchrowicz pozostawał bez zatrudnienia. Przede wszystkim mieli problem, by po odbiorze piłki dłużej się przy niej utrzymać. Mnożyły się proste straty i niedokładne zagrania.
A Radomiak się rozkręcał. Początkowo szukał swoich szans tylko po kontratakach, choćby próbując wykorzystać bardzo dobre podania Rafała Wolskiego, który ogólnie wyjątkowo dobrze czuł się tego popołudnia. Z czasem gospodarze zyskiwali na pewności i nie mieli zamiaru się szczególnie cofać pod własną bramkę. Mieli pełną kontrolę nad meczem, szybko odbierali piłkę, tworząc kolejne okazje.
Radomiak zrobił naprawdę wiele, by na przerwę zejść przynajmniej z przewagą jednego gola. Poza błyszczącym Wolskim nieźle spisywali się też Luquinhas czy Jan Grzesik. Piłkarze Bruno Baltazara nawet doczekali się bramki, ale jej zdobywca, czyli Vasco Lopes w momencie podania był na wyraźnym spalonym.
Czego zabrakło Radomianom do prowadzenia? Lepszego wykończenia, a przede wszystkim skutecznego napastnika, którym Abdoul Tapsoba zdecydowanie nie jest. Można mówić, że Burkińczyk ma inne atuty, ale gdy przychodziło do wykorzystania podania któregoś z kolegów, był fatalny. Zmarnował przynajmniej trzy naprawdę dobre okazje na gola. Mamy przekonanie, że gdyby w jego miejsce występował Maurides, to po pierwszych 45 minutach wynik byłby inny.
Piłka okazała się sprawiedliwa. Radomiak dopiął swego
Druga połowa zaczęła się dokładnie tak, jak zakończyła się pierwsza. Radomiak gniótł rywala, a prym wiódł Jan Grzesik. Bardzo groźnie podłączał się do akcji ofensywnych, a spustoszenie w polu karnym Łodzian siały jego rzuty z autu. Zresztą, to po jego uderzeniu fenomenalną interwencję zaliczył Bartłomiej Drągowski, chociaż sędzia i tak odgwizdał spalonego.
Gospodarze w końcu doigrali się za swoją nieskuteczność. Jeden z nielicznych wypadów Widzewa przełożył się na gola. Bergier rozegrał piłkę z Shehu i do własnej siatki skierował ją Christos Donis. Mimo że napastnik gości, nie zdobył w tej sytuacji swojego 13. ligowego trafienia, to miał kluczowy wpływ na to, że rywal się pomylił. Jeśli ekipa Aleksandara Vukovicia utrzyma się w Ekstraklasie (w co wątpimy) będzie to w pierwszej kolejności zasługa właśnie Sebastiana Bergiera.
To się nazywa zachować chłodną głowę! Duet Shehu&Bergier wyprowadził w pole bramkarza rywali i mamy 1:0 dla Widzewa! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/YX4HVejaUp
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Dla Radomiaka to był cios. Miał problem, by sie po nim podnieść. Dobrego kwadransa potrzebował, by wrócić do rytmu sprzed straconego gola. Ale gdy już się otrząsnął, to osiągnął to, na co tak długo pracował. Wszystko to za sprawą nieoczywistego bohatera. Rzut z autu, piłka wybita na przedpole, a właśnie tam czekał już przygotowany Roberto Alves. Szwajcar naprawdę kapitalnym uderzeniem nie pozostawił Drągowskiemu najmniejszych szans.
ROBERTO ALVEEEEEES! CO ZA GOL NA REMIS! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/nObIFGl3yN
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Mimo straconego prowadzenia, Widzew ewidentnie był zadowolony z remisu. Nie szarżował tempa, starał się przedłużać i wygaszać emocje. Od pierwszego gwizdka goście grali tak, że jeden punkt zapewne wzięliby bez wychodzenia no boisko. I w doliczonym czasie gry w pełni zasłużenie zostali za to ukarani. Piłkarzom Bruno Baltazara opłaciło się to, że robili wszystko, by zgarnąć pełną pulę. Rzut wolny i Luquinhas z najbliższej odległości sprawił, że stadion przy Struga odleciał w powietrze.
Sceny w Radomiu! Luquinhas na wagę zwycięstwa! ⚽🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/imIi7pBSz3
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Widzew w takiej dyspozycji po prostu musi spaść. Na tle bezpośredniego rywala o utrzymanie pokazał się jako drużyna, która nie ma większych atutów i na boisku walczy tylko o to by przetrwać. Tym razem zespół z Łodzi nie miał tyle szczęścia, co przed tygodniem, że Arkadiusz Kasperkiewicz wyleciał z boiska. Gdyby nie nieodpowiedzialne zachowanie rywala, to zapewne ze Słonikami też by nie wygrał.
Radomiak do końca grał w 11, więc odniósł zasłużone zwycięstwo i nieco odskoczył od strefy spadkowej. Poza punktami znacznie jednak ważniejsze jest to z jakiej strony się pokazał. Przekonał nas, że to nie jest tak kiepska drużyna, jak wskazują na to wyniki z rundy wiosennej.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Motor stracił podstawowego bramkarza. Poważna kontuzja
- Miał być Lech, jest nowy kontrakt z GieKSą. Strączek ogłosił
- Romanczuk o kryzysie Jagiellonii: Musimy podnieść mental
Fot. Newspix