Byli w czeluściach, teraz Palermo walczy o awans. Wraz z nim dwaj Polacy

Marcin Długosz

05 kwietnia 2026, 10:54 • 11 min czytania 3

Reklama
Byli w czeluściach, teraz Palermo walczy o awans. Wraz z nim dwaj Polacy

Włosi – zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach – lubują się w piłkarskiej nostalgii i wspominaniu, że kiedyś to było. A kiedy poprzednio Italia trzymała się w piłce naprawdę bardzo mocno, dużo do powiedzenia miało także Palermo. Teraz Sycylijczycy walczą o powrót do Serie A po niemal dziesięciu latach nieobecności, a w ich składzie znajdują się dwaj Polacy – Patryk Peda i Bartosz Bereszyński.

Reklama

WYBUCHOWY WŁAŚCICIEL I FORMOWANIE GWIAZD

Złote lata różowo-czarnej drużyny bez wątpienia przypadają na okres 2005-2011. Wtedy to wyspiarze tylko raz finiszowali w drugiej połowie tabeli Serie A (na jedenastym miejscu). Trzykrotnie zajmowali piątą lokatę do końca bijąc się o miejsce w Lidze Mistrzów, doszli nawet do finału Pucharu Włoch – choć przegranego.

Regularnie występowali także w rozgrywkach międzynarodowych, przede wszystkim w Pucharze UEFA. Najdalej udało im się zajść w tych rozgrywkach do 1/8 finału. W tamtych złotych dla Palermo czasach w klubie pojawiło się także dwóch Polaków – Radosław Matusiak i Kamil Glik.

Pierwszy nie zrobił we Włoszech żadnej kariery i szybko wrócił do kraju. Drugi zapuścił na Półwyspie Apenińskim korzenie, ale musiał szukać szczęścia najpierw na wypożyczeniu w Bari, a potem – już na dużo dłużej – w Torino. Nazwiska, jakie w tamtym czasie przewijały się przez sycylijski klub, budzą ogromne wrażenie.

Edinson Cavani. Javier Pastore. Paulo Dybala. Josip Ilicić. Andrea Barzagli. Tych i wielu innych znakomitych zawodników przewinęło się przez Sycylię. Niektórzy, jak chociażby pierwszy z wymienionych, zrobili gigantyczne kariery międzynarodowe. Inni przez lata należeli do czołówki piłkarzy Serie A.

Reklama

Jak hipotetycznie mogłoby prezentować się Palermo, gdyby nigdy nie sprzedało żadnego piłkarza? Popuśćmy wodze fantazji.

Sirigu – Darmian, Barzagli, Glik, Emerson Palmieri – Ilicić, Vazquez, Pastore – Dybala – Belotti, Cavani.

A to wszystko pod wodzą absolutnie legendarnego właściciela – Maurizio Zampariniego. W trakcie szesnastu lat swojej prezesury (2002-2018, najdłuższa kadencja w historii klubu) zatrudnił… czterdziestu dziewięciu szkoleniowców, z potężną średnią ponad trzech rocznie!

Włoch należał do czołówki najbardziej szalonych szefów w historii klubów Serie A. Nie tylko wymieniał szkoleniowców jak rękawiczki, ale bez żadnych ogródek atakował piłkarzy czy agentów, samemu często podkreślając, że „w piłce nie ma przyjaciół, a wrogów i interesy”.

Reklama

Trzeba mu jednak oddać, że przy wybuchowym stylu bycia miał nosa do transferów i prowadzenia klubu. Nie było nudno, a przy tym Palermo liczyło się w walce o miejsca w czołówce. Więcej o specyficznym stylu prezesa, który mawiał, że „nie rządzi jak dyrektor banku, ale jak papież i jak się komuś nie podoba, to won” opowiedzieliśmy w poniższym materiale.

Problem w tym, że każda historia ma swój koniec, a ta Zampariniego jako właściciela Palermo była wyjątkowo bolesna.

UPADEK I ODBUDOWA

Już w ostatnim dotychczas sezonie Palermo w Serie A – 2016/2017 – Zamparini szukał sposobu, by opchać klub byle jak i komukolwiek. Nie ukrywał, że ma już po dziurki w nosie zabawy w piłkę nożną i pragnie, żeby po prostu ten problem komuś oddać. Nawet na tym nie zarabiając.

Reklama

Wcześniej zdążył podkreślić, że „nie odda Palermo żadnemu inwestorowi, który nie ma jaj”, co zwiastowało… spore jaja przy poszukiwaniu nabywcy. Było jasne, że bardziej niż zasobność portfela będzie liczyła się zdolność do wytworzenia relacji z Zamparinim, który w sposób raptowny i kompletnie nieobliczalny może podjąć każdą decyzję.

W marcu 2017 roku, jeszcze w Serie A, wyskoczył u boku Paula Baccagliniego – znanego z telewizyjnego show celebryty, który reprezentował fundusz Integritas Capital. Zamparini powierzył mu nawet funkcję prezesa klubu, ale tylko na papierze, bo sam zachował możliwość podejmowania wszystkich wiążących decyzji do czasu pełnego zamknięcia transakcji.

Ale do podpisania ostatecznego kontraktu nigdy nie doszło. Rozmowy przeciągały się w nieskończoność, aż po pięciu miesiącach poinformowano, że z nowej władzy w Palermo nici. Jednocześnie klub spadł do Serie B, a ekspresowy powrót się nie udał, ponieważ w dwumeczu w finale baraży lepsze okazało się Frosinone.

Zamparini jednak jak coś postanowił, tak mocno się tego trzymał. Chciał rozstać się ze światem futbolu, a że żaden poważny inwestor nie był chętny do przejęcia klubu, w pewnym momencie krewki Włoch stracił cierpliwość i odsprzedał akcje… firmie-krzak.

Reklama

Dokładnie tak, bo trudno inaczej nazwać „londyński holding”, które nazwy w chwili przejęcia Palermo nie znał nikt. Zamparini oddał klub za symboliczne 10 euro, a nowym szemranym właścicielom zajęło kilka miesięcy, żeby doprowadzić Rosanero do bankructwa i karnej degradacji z Serie B.

Lato 2019 roku było jednym z najczarniejszych w historii US Palermo – decyzją sądu klub właściwie przestał istnieć, a tylko dzięki zaangażowaniu lokalnych przedsiębiorców udało się podtrzymać tradycję i zapisać amatorską drużynę na czwarty szczebel rozgrywkowy – do Serie D.

Jednym z tych biznesmenów był Dario Mirri – objął funkcję prezesa, a oprócz miłości do klubu legitymował się także… ciekawym rodowodem. Jest bowiem wnukiem Renzo Barbery, legendarnego prezesa Sycylijczyków z lat 70. ubiegłego wieku, na cześć którego nazwano nawet miejski stadion. Za jego czasów Palermo dwukrotnie dostało się do finału Pucharu Włoch, choć ostatecznie nigdy go nie wygrało.

Reklama

Od sezonu 2019/2020 klub zaczął funkcjonować pod nazwą SSD Palermo – Societa Sportiva Dilettanistica Palermo, czyli po prostu Amatorski Klub Sportowy Palermo. Z tak niskiego pułapu Sycylijczycy rozpoczęli podróż z powrotem ku górze, na której szczyt w postaci ponownego awansu do Serie A póki co jeszcze się nie dostali.

NOWE, LEPSZE CZASY

Oczywiście nawet przemianowanie klubu z profesjonalnego na amatorski, ale w otoczeniu ludzi oddanych Palermo i doskonale znanych, dla wielu było lepsze niż niepewne dryfowanie w anturażu szemranych „biznesmenów”. Już w pierwszym sezonie Sycylijczycy byli na pierwszym miejscu w swojej grupie Serie D, kiedy sezon został przerwany z powodu wybuchu pandemii. Ostatecznie rozgrywek nie wznowiono, ale wyspiarzom przyznano awans z uwagi na fakt, że mieli go w garści w chwili zatrzymania się sportowych zmagań.

Jednocześnie zameldowanie się na poziomie Serie C – a więc już na szczeblu centralnym, nawet jeśli podzielonym na grupę północną, centralną oraz południową – wymagało kolejnej zmiany nazwy klubu. Rosanero szybko przestali być amatorscy, a stali się Palermo Football Club, czyli w skrócie – Palermo FC. To różnica w porównaniu z określeniem, które możemy pamiętać z czasów poprzedniej przygody Sycylijczyków w Serie A, kiedy nazywali się US (Unione Sportiva) Palermo.

W pandemicznym sezonie 2020/2021 zajęli siódme miejsce w Serie C i nie poszło im w barażach, natomiast prawdziwy przełom w najnowszej historii klubu przyniosły kolejne rozgrywki. Najpierw fazę ligową udało się finiszować na trzeciej pozycji, by w finałach barażów o awans rozprawić się z Feralpisalo (4:0 w dwumeczu) i po trzech latach nieobecności wrócić do Serie B, z której klub został wyrzucony z powodu bankructwa.

Reklama

To była tylko pierwsza z dwóch bardzo ważnych sytuacji, które w 2022 roku wydarzyły się w Palermo. Na początku lipca 80% udziałów w klubie zakupiła bowiem City Football Group, która jest właścicielem także Manchesteru City. Podmiot należący do członka rodziny królewskiej Zjednoczonych Emiratów Arabskich miał zagwarantować spokojny, zrównoważony rozwój i brak strachu o przyszłość.

Już po pierwszym sezonie po powrocie na zaplecze Serie A – w którym Palermo zajęło miejsce w środku stawki, dziewiąte – City Football Group zdecydowała się na postawienie kolejnego kroku. W listopadzie 2023 roku weszła w posiadanie już 94,94% klubowych akcji, pozostawiając 5% wspomnianemu już Mirriemu, który pozostał prezes klubu. Symbolicznie 0,06% należy natomiast do stowarzyszenia Amici Rosanero – czyli klubowych sympatyków.

Latem zeszłego roku rozegrano nawet w Palermo mecz towarzyski pomiędzy gospodarzami a Manchester City, który Anglicy wygrali 3:0.

Reklama

CEL: SERIE A

W poprzednich dwóch sezonach Palermo ugruntowało swoją pozycję w drugiej lidze i dwukrotnie załapało się do play-offów o Serie A. W 2024 roku odpadło w półfinale, natomiast w roku ubiegłym – już w rundzie wstępnej. Przed startem aktualnych rozgrywek postanowiono zatem wprowadzić zmiany, które miały na celu sprawić, by marzenia wyspiarzy w końcu się ziściły.

Przede wszystkim wyciągnięto trenera Filippo Inzaghiego z Pizy, którą dopiero co wprowadził do elity. Dla byłego napastnika Milanu był to już drugi awans do elity w karierze, gdyż w 2020 roku udała mu się ta sztuka także z Benevento.

Na zapleczu SuperPippo prowadził także Venezię (którą w 2017 roku wprowadził tam z Serie C), a także Brescię i Regginę. O ile przygody tego szkoleniowca w Serie A są mocno nieudane (fatalny sezon z Milanem, spadek z Benevento i kiepskie okresy w Bolonii oraz Salernitanie), o tyle w Serie B na ogół dowoził w bardzo dobrym stylu. Tym tropem podążono zatem na Sycylii.

Efekt? Na sześć kolejek przed końcem sezonu Palermo zajmuje czwarte miejsce w tabeli mając 61 punktów – o 4 mniej od drugiej Monzy i trzeciego Frosinone. W zeszłym sezonie, w którym Inzaghi awansował z Pizą, taki rezultat pozwalałby na spokojną lokatę wicelidera. Jest zatem trudniej, ale Rosanero ostatniego słowa w walce o awans na pewno nie powiedzieli i jeżeli nie wywalczą go bezpośrednio to zrobią wszystko, by poradzić sobie w barażach.

Reklama

POLACY W SKŁADZIE

W tej misji Inzaghiemu mogą pomóc Polacy. Włoski trener polega bowiem na dwóch Biało-czerwonych – Patryku Pedzie i Bartoszu Bereszyńskim. Ten pierwszy gra zdecydowanie więcej i może się cieszyć mianem podstawowego piłkarza Palermo, podczas gdy ten drugi pełni raczej funkcję zmiennika, a czasami zmienia nawet młodszego kolegę.

Peda trafił do Palermo za nieco ponad pół miliona euro już w 2023 roku, ale jego droga do składu sycylijskiego zespołu była długa. Najpierw spędził rok na wypożyczeniu „powrotnym” do SPAL, potem już w barwach Rosanero zaliczył raptem trzy występy w ciągu półrocza i wylądował w Juve Stabia. W klubie spod Neapolu złapał regularność w występach i latem 2025 powrócił na Sycylię, by wreszcie przebić się do składu.

I ta sztuka mu się udała, choć początkowo wyglądało wszystko całkiem nieśmiało. Defensor, który zadebiutował w pierwszej reprezentacji Polski pod wodzą selekcjonera Michała Probierza, dopiero po sześciu kolejkach wskoczył do podstawowej jedenastki na dłużej i rozegrał cztery mecze od deski do deski.

Reklama

– Udałem się na wypożyczenie do Juve Stabia, żeby pokazać, że mogę być częścią Palermo. Latem, kiedy przebywałem jeszcze w Polsce, zadzwonił do mnie trener Inzaghi i mnie we wszystkim upewnił, dał mi naprawdę wiele. Teraz to ja chcę dać coś jemu – opowiadał obrońca przed kilkoma dniami w rozmowie z włoskim goal.com.

– Jestem naprawdę szczęśliwy, że znajduję się w tym miejscu. Mamy świetny zespół i znakomitego trenera, który obdarza nas wielkim szacunkiem. W tym sezonie gram dużo, jestem podstawowym zawodnikiem i bardzo mnie to cieszy – dodaje Peda.

W aktualnych rozgrywkach obrońca przesiedział tylko 4 z 32 ligowych meczów Serie B w całości na ławce rezerwowych. W każdym pozostałym spotkaniu pojawiał się na boisku, a w pełnym wymiarze czasowym spędził na murawie dziewięć spotkań. Strzelił również gola Udinese w Pucharze Włoch, ale to klub z Serie A awansował dalej.

Peda występuje jako centralny środkowy obrońca w formacji złożonej z trójki z tyłu.  Niewykluczone zatem, że jak będzie kontynuował swoją przygodę na Sycylii z sukcesami, a zespół awansuje do najwyższej ligi, to wkrótce będzie smacznym kąskiem dla Jana Urbana. Defensor o tym profilu występujący w zespole, który na co dzień preferuje taktykę reprezentacji Polski, być może już jesienią dołoży więcej do swoich dotychczasowych trzech występów w seniorskiej kadrze.

Reklama

Póki co może usłyszeć jak było na zgrupowaniu od swojego klubowego kolegi, Bereszyńskiego. 33-latek dołączył do Palermo w drugiej połowie września na zasadzie wolnego transferu po tym, jak wygasł jego kontrakt z Sampdorią i długo nie pojawiały się informacje o żadnym nowym pracodawcy.

Ostatecznie wylądował na wyspie i w swojej nowej drużynie pełni funkcję solidnego rezerwowego. Tylko w sześciu spotkaniach spędził na boisku więcej niż 45 minut. Kilkukrotnie zdarzało się, że zmieniał… właśnie Pedę. Inzaghi – zapewne podobnie jak i Urban – ceni „Beresia” najprawdopodobniej za doświadczenie i elastyczność.

W Palermo w dużej mierze Bereszyński występuje jako prawy środkowy obrońca w trójce z tyłu. Wiadomo jednak, że w razie potrzeby Polak potrafi zagrać także jako wahadłowy, dlatego dla systemu sycylijskiej drużyny jest tym cenniejszy.

Reklama

Jego kontrakt wygasa co prawda po zakończeniu tego sezonu i nie wiadomo, czy zostanie przedłużony, ale… Jeśli wszystko pójdzie po myśli drużyny, to „Bereś” będzie miał szansę przeżyć na Sycylii namiastkę tego, czego doświadczył przed trzema laty sięgając po mistrzostwo z Napoli.

Czyli radosne szaleństwo tłumu. Ogromnego tłumu.

ODDANI KIBICE

Palermo bowiem – choć oczywiście ma wielkiego rywala na wyspie i jest nim walcząca o powrót do Serie B Catania – to perła w koronie swojej społeczności. Na obecny sezon różowo-czarny klub sprzedał ponad 16 tysięcy karnetów. Lepszym wynikiem w drugiej lidze może pochwalić się tylko Sampdoria, która przekroczyła liczbę 20 tysięcy.

Taka liczba karnetowiczów dałaby Sycylijczykom miejsce w pierwszej dziesiątce klasyfikacji również w Serie A. Choć można się przecież spodziewać, że w przypadku wywalczenia awansu chętnych na stałą wejściówkę na 36-tysięczny Stadio Renzo Barbera znalazłoby się jeszcze więcej.

Reklama

Klub z zachodniej części Sycylii ma wszystko, by rywalizować w krajowej elicie. Historię pełną walki o wysokie cele w najwyższej lidze, znakomitych piłkarzy posiadających klub w swoim CV czy morze kibiców gotowych pójść za swoją drużyną w ogień.

Temu wszystkiemu musi sprostać aktualny zespół z dwoma Polakami w składzie. Nadchodzące sześć kolejek sezonu zasadniczego rozstrzygnie, czy Palermo uda się wrócić do Serie A po dziewięciu latach przerwy bezpośrednio. Jeśli nie – niemal pewne wydają się baraże, ale w miniturnieju o taką stawkę nigdy nic nie wiadomo.

Gdyby Rosanero udało się wywalczyć awans, w wielu fanach calcio na pewno odblokowałyby się spore pokłady nostalgii. A Peda i Bereszyński przeżyliby kilka dobrych imprez, o których na starość na pewno mogliby opowiadać z zapartym tchem.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

3 komentarze
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama