Gianfranco Obsranco dowodzony przez leśnych dziadów. Oto piłkarska Italia

Marcin Długosz

01 kwietnia 2026, 18:55 • 9 min czytania 10

Reklama
Gianfranco Obsranco dowodzony przez leśnych dziadów. Oto piłkarska Italia

„Trzecia apokalipsa, najgorsza ze wszystkich” – atakuje chwytliwym nagłówkiem „La Gazzetta dello Sport” dzień po meczu Bośnia – Włochy, w którym trzeci mundial z rzędu bez Italii stał się faktem. To, co wydarzyło się na boisku w Zenicy śmiało można nazwać włoską kompromitacją, ale przecież nic nie dzieje się bez przyczyny.

Strach przed własnym cieniem

Na początek ustalmy kilka spraw. Po pierwsze – wiadomo, nawet gdyby Włosi za ocean polecieli, to na pewno nie liczyliby się w walce o najwyższe miejsca. Ich skład już dawno nie robi na nikim wrażenia. Jasne, znajdzie się parę ciekawszych punktów takich jak Donnarumma, Bastoni (do niego jeszcze wrócimy), Tonali czy Barella, ale z całym szacunkiem – nie są to ofensywne gwiazdy, dla których kibice kupują bilety.

Nie ma komu strzelać goli. Nadzieja w ataku spoczęła na grającym w Katarze Mateo Reteguim, występującym w fatalnej Fiorentinie Moise Keanie czy Pio Esposito – utalentowanym, ale dopiero próbującym trochę się porozpychać w Interze. To wszystko prawda, ale…

No kurde. Nikt nie oczekiwał od nich pokonania Francji w prime czy Brazylii 2002. Irlandia Północna i Bośnia i Hercegowina. Gdyby na kimś z tego duetu wyłożyli się nie tyle Włosi, co Polacy, Szwajcarzy, Węgrzy, Rumuni, Grecy czy Albańczycy – każdy by sobie pluł w brodę. Nie musisz mieć czterech mistrzostw świata i wspaniałej historii, żeby przy takim rozdaniu pewnie zgarnąć awans na mundial.

Reklama

Tymczasem oprócz wszystkich zawodników, których Gennaro Gattuso na marcowe zgrupowanie ostatecznie powołał, dodatkowo na kadrę przyjechał i jeszcze otrzymał opaskę kapitana Gianfranco Obsranco. Zachowanie Włochów przed rozpoczęciem baraży przypominało wykręty dziecka, które przeraźliwie boi się wizyty u dentysty i tylko kombinuje, jakby się z niej wywinąć, a jak już nie da rady zgłosić usprawiedliwienia, to może chociaż lekki przegląd zamiast porządnego leczenia.

Selekcjoner mówi, że pierwszy mecz – ten z Irlandią Północną – grają w Bergamo, a nie na San Siro, bo w Mediolanie „kibice Interu i Milanu są wymagający, gwiżdżą przy niecelnych podaniach”. Serio? Chłopie, stojącym przed wami zadaniem było pokonanie dwóch totalnie przeciętnych europejskich reprezentacji. Bierzesz z Serie A Cagliari albo Genoę i nie jest powiedziane, że oni się na pewno na tych przeciwnikach wyłożą. A ty masz do dyspozycji reprezentację Włoch.

O tym, jak Włosi podchodzili do finału w Bośni z pełnymi pieluchami, więcej pisaliśmy tutaj. No dobra, siląc się na resztki dobrej woli możemy przyznać rację, że po dwóch z rzędu absencjach na mistrzostwach świata temat zrobił się drażliwy, wymagania narodu wyraźne, a mentalnych kozaków w tej kadrze raczej się nie znajdzie. Niech zatem już będą te wszystkie podchody, wybieranie mniejszych stadionów, głaskanie po główkach i czesanie włosków, żeby czasem do uszu panów reprezentantów Włoch nie doszło zbyt wyraźnie, że ludzie oczekują pokonania Bośni i Hercegowiny, a nie skonstruowania kapsuły umożliwiającej 15-minutowy lot na Marsa.

Tylko skoro przez tyle dni i tygodni przed meczami sączysz narrację, że „trzeba się wspiąć na Everest” (tak – to jest oryginalny cytat z selekcjonera reprezentacji Włoch przed meczem z Bośnią i Hercegowiną), to właściwie czego ty oczekujesz? Siejąc panikę i zapowiadając, że jedzie się właściwie na najtrudniejsze wyzwanie świata, zbiłbyś z pantałyku przed zrobieniem każdej, nawet najprostszej rzeczy świata.

Reklama

Absolutna katastrofa

Ciężką zawartość bokserek w spodenkach Włochów było widać od samego początku meczu w Zenicy. Niewiele zmienił fakt, że rękę podał im bośniacki bramkarz i po jego słabym wybiciu Kean szybko trafił do siatki, co teoretycznie mogło zwiastować idealnie ułożone wydarzenia dla gości. Tylko potem chyba zdali sobie sprawę, że nie grają ze średniej klasy reprezentacją (z całym szacunkiem dla Bośni i jej pięknej barażowej historii, bo to osobna kwestia, ale no nie jest to najtrudniejszy rywal w galaktyce), a faktycznie zdobywają Everest bez tlenu i asekuracji, więc wpadli w panikę.

Jako pierwszy ciśnienia nie wytrzymał Alessandro Bastoni. Obrońca Interu Mediolan wyciął równo z ziemią rywala biegnącego sam na sam z Donnarummą i wyleciał z czerwoną kartką jeszcze przed przerwą. Powiedzieć, że defensor Nerazzurrich nie ma ostatnio najlepszej passy, to jak nic nie powiedzieć.

Reklama

Odkąd 14 lutego przysymulował z Juventusem, za co Pierre Kalulu wyleciał z czerwoną kartką, jest wygwizdywany przez kibiców wszystkich rywali. Co więksi moraliści żądali nawet, żeby nie powoływać go do kadry. To oczywiście byłoby już całkowitym szaleństwem, ale jeśli dla środkowego obrońcy już wcześniej w kraju było dość duszno, tak po wydarzeniach z Bośni wizja letniej przeprowadzki do Barcelony stanie się chyba jeszcze bardziej realna.

Nawet mimo oddania pola i liczenia na to, że Bośnia nie wykorzysta sytuacji w drugiej połowie, Włosi mieli swoją złotą szansę na mundial – świetną okazję zmarnował jednak Kean. W efekcie zamiast 0:2 zrobiło się 1:1 i osłabieni Włosi wylądowali w dogrywce. Jeśli ich mental już wcześniej szurał po podłodze, to od tego momentu powolutku zaczął się wdzierać pod ziemię.

Dobrnięto do rzutów karnych i – jak można się było spodziewać – krucha psychicznie drużyna nie okazała się lepsza w starciu z gospodarzami niesionymi nadzieją całego kraju i stadionu. Katastrofa stała się faktem – Włochów nie będzie na mundialu co najmniej szesnaście lat i to w najlepszej aktualnie wersji.

Co najmniej dwadzieścia cztery lata nie będzie ich także w fazie pucharowej mistrzostw świata. Tak, wykorzystany przez Fabio Grosso rzut karny z Francją w Berlinie w 2006 roku to ostatnie kopnięcie piłki przez Włochów na MŚ poza fazą grupową. Kosmos.

Reklama

Po samym meczu – wiadomo. Szok, niedowierzanie, tonięcie we łzach. Przepełnione bólem i goryczą zdanie Gattuso na konferencji prasowej: – Proszę o wybaczenie. Nie dałem rady.

Z podręcznika o leśnych dziadach

I tutaj teoretycznie można byłoby się na chwilę zatrzymać. Z ciekawością przyjrzeć się temu, co przyniosą nadchodzące tygodnie, jak tym razem Włosi zareagują na klęskę takich rozmiarów. Problem w tym, że jeszcze w Bośni podsunięto mikrofon pod usta Gabriele Gravinie, czyli szefowi włoskiej federacji piłkarskiej.

Jeżeli mieliście kiedyś w głowie obraz leśnego dziada, który trzyma się stołka mimo wszelkich niepowodzeń i z zawodu jest działaczem, to tutaj macie go wypisz, wymaluj. Po prostu modelowy okaz. Jak z książki o leśnych dziadach.

Reklama

Oddajmy mu głos.

– Nie zamierzam uciekać od swojej odpowiedzialności, ale istnieje organ, który jest upoważniony do wydawania odpowiednich ocen – mówi Gravina. Czyli na jakiekolwiek honorowe zwinięcie projektu po absolutnej klęsce – drugiej pod jego wodzą, bo federacją dowodzi od 2018 roku – nie ma co liczyć. Ok, trudno było się spodziewać czegoś innego.

– Niestety panuje myślenie, że federacja może decydować i wybierać jak konstruuje się drużynę, ale tutaj trzeba pomyśleć dużo szerzej – komentuje dalej.

No właśnie, „dużo szerzej”. Nikt nie każe Gravinie dobrać odpowiedniej taktyki na Bośniaków i sprawić, że Kean kopnie prosto piłkę. Jeśli jednak w najbardziej zachwycającym we Włoszech Como włoscy piłkarze zbierają JEDNĄ MINUTĘ (!!!) przez cały sezon, większość stadionów jest w ruinie, a po 1/8 finału w Lidze Mistrzów nie ma żadnego przedstawiciela Serie A, to może problemy są jednak trochę większe niż złe dośrodkowanie w Zenicy.

Reklama

– Rozumiem chór nawołujący do zmian, ale chciałbym się najpierw dowiedzieć, które z zaproponowanych przez nas reform mających na celu ulepszenie włoskiego futbolu spotkały się z przychylnością świata polityki – mówi dalej.

Czyli klasyka. To nie my, to oni! Oczywiście dogadać się w jakichkolwiek sprawach z rządem czy samorządem we Włoszech jest prawdziwą katastrofą, o czym przekonują się chociażby kluby próbujące budować nowe stadiony, ale znów – choćby twoim krajem rządzili najwięksi szkodnicy i imbecyle, nie masz prawa trzy razy z rzędu nie pojechać na mistrzostwa świata jako reprezentacja Włoch. Na Boga.

I na koniec creme della creme Graviny: – Piłka nożna to sport profesjonalny. Pozostałe są amatorskie.

Tak. Właśnie to chwilę po totalnej klęsce stwierdził szef włoskiej federacji chcąc przekazać, że w futbolu jest dużo trudniej o sukcesy niż w wielu innych dyscyplinach, gdzie Włosi na brak sukcesów nie narzekają.

Reklama

Odpuśćmy już ten baraż ze Szwecją, ale wyobrażacie sobie, że dwa lata temu w drodze do Euro dostajemy w łeb od Walii, a Cezary Kulesza wychodzi do wywiadu i mówi coś takiego? Skala rozsmarowania go w mediach i przez kibiców byłaby niewyobrażalna. I podobnie zachowują się Włosi, którzy po tych słowach ostatecznie oszaleli. Żądają krwi, głowy, ścięcia kogokolwiek, bo taka porażka nie może się po prostu rozmyć.

Czy ktoś to wszystko wystrzeli w powietrze?

Na kolejne dni przewidziane jest nadzwyczajne spotkanie Włoskiego Związku Piłki Nożnej, na którym ma zostać przeprowadzana dyskusja na temat szeroko zakrojonych reform. Nie do uniknięcia wydają się również mocne decyzje personalne, a także takie kwestie jak ta, kto będzie selekcjonerem kadry w najbliższych miesiącach (Gravina chce pozostania Gattuso).

Reklama

Włosi muszą jednak najpierw zaorać cały patologiczny system, który przez lata rujnował ich futbol będący na szczycie jeszcze dwadzieścia lat temu. Zerwać z nieuzasadnioną wyższością napompowaną przypadkowym sukcesem na Euro 2021. Wprowadzić świeżą krew nie tylko na boisko, ale i do gabinetów. Zerwać ze schematami, powierzaniem władzy wciąż tym samym ludziom, którzy tylko zmieniają barwy, jadą na picu i kompletnie nie rozumieją zasad oraz potrzeb zmieniającego się świata.

Przykro na to patrzeć mając w pamięci wielkie włoskie sukcesy, ale świat poszedł do przodu, a oni po prostu zostali w miejscu. Przesiadują w zatęchłych gabinetach, komentują kontrowersje sędziowskie na rozpadających się stadionach i wydaje im się, że jak kiedyś byli u szczytu, to już zawsze „jakoś to będzie”.

No nie zawsze. Trzeci mundial z rzędu bez Włochów. Szwecja, Macedonia Północna, Bośnia i Hercegowina. To jest tragedia. Komizm. Upokorzenie. Upodlenie. Zdeptanie.

Andrea Abodi, minister sportu, już zapowiedział, że publicznie poprosi Gravinę o podanie się do dymisji. Ale czy ten symboliczny ruch, to konieczne ścięcie głowy, którego oczekuje lud, tak naprawdę coś zmieni? A może jak zawsze w ostatnich latach, na bazie wielkiego halo, zamieni stryjek siekierkę na kijek i dalej do przodu tymi samymi zgranymi kartami, które nie przynoszą żadnego powodzenia?

Reklama

Za sześć lat Włosi wraz z Turkami będą gospodarzami mistrzostw Europy. Nie ma lepszej okazji, by w kilkuletniej perspektywie totalnie przeprogramować piłkę nożną w kraju. Ale tak kompletnie, systemowo. Od szkolenia, przez infrastrukturę po model, który ma przynieść sukcesy nie za rok, nie za dwa, ale najwcześniej w tym 2032 roku. I później.

Tylko czy piłkarską nację, która od lat oszukuje sama na siebie, jedzie na sentymencie i chwalebnej przeszłości, stać na to, żeby wcisnąć twardy reset? Czy znajdzie się jeden Superman, który dotknie czerwony przycisk i wysadzi w powietrze zabetonowane układy, „niedasizm” i ciągłe odkładanie poważnych – nawet bolesnych jeśli to konieczne – zmian na później?

To, co się stało w Zenicy, dla Włochów nie jest już policzkiem ostrzegawczym. To jest kolejny piekielny cios pięścią prosto w twarz. Atakujący zawsze pozostawia pytanie: „Zrobisz coś z tym, czy idziesz przypudrować i zaraz spotkamy się ponownie?”.

Szkoda patrzeć, jak tak bogaty piłkarsko kraj, o takim zapleczu ludzkim po prostu marnieje.

Reklama

W Bośni nie chodziło o to, że ktoś z karnego strzelił w poprzeczkę, a inny słabo dośrodkował. To tylko jeszcze jedno podsumowanie porażki całego systemu opartego na leśnych dziadach, którym pociąg odjechał wiele lat temu.

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

10 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026