Udany rewanż. Iga Świątek ograła Marię Sakkari

Sebastian Warzecha

10 marca 2026, 03:56 • 4 min czytania 0

Reklama
Udany rewanż. Iga Świątek ograła Marię Sakkari

Miesiąc temu, w Dausze, Iga Świątek niespodziewanie przegrała z Marią Sakkari. Dla Greczynki było to największe zwycięstwo od kilku dobrych lat, a Polka potwierdziła, że jej forma jest chwiejna. Dziś jednak taka nie była. Iga grała pewnie, skutecznie i nie przejmowała się gorszymi momentami, szybko sprawiając, że można było o nich zapomnieć. W efekcie pewnie awansowała do 1/8 finału turnieju w Kalifornii.

Iga Świątek lepsza od Marii Sakkari. Jest kolejna wygrana

W Dausze oglądaliśmy taką Igę, jak w ostatnich sezonach widujemy często – po dobrym początku potem niepewną swego, popełniającą wiele błędów. Sakkari – która grała jeden z najlepszych meczów w ostatnich dwóch, może nawet trzech sezonach – udało się to wykorzystać. Jej mocna i płaska gra kątowa, ale z dużym elementem tenisowej „rozmaitości”, była wystarczająca, by wówczas Igę pokonać. Tamten mecz sprawił jednak tylko, że z tym większą ciekawością czekaliśmy na ich dzisiejsze starcie w Indian Wells.

Ale i niepokojem. Bo w swoim pierwszym spotkaniu w amerykańskim turnieju Iga Świątek zdecydowanie nie zachwyciła. Kłopoty sprawiła jej wówczas Amerykanka Kayla Day, notowana pod koniec drugiej setki rankingu WTA, która w drugim secie prowadziła już 5:1. Trzecia partia wydawała się czyhać za rogiem.

Reklama

Iga jednak finalnie za ten róg nie wyszła, a zawróciła. I trzeciego seta uniknęła, wygrywając drugą partię po tie-breaku. Może właśnie to nakręciło ją pozytywnie na dziś.

Problemy? Tylko chwilowe

Choć spotkanie z Marią Sakkari zaczęła… od straty serwisu. I to ciekawe, bo akurat dzisiaj jej podanie – a to przecież nie jest regułą – funkcjonowało naprawdę, ale to naprawdę dobrze. Pierwszy serwis często trafiał, wygrywała po nim większość piłek. W pierwszym gemie serwisowym Polka jednak najwidoczniej jeszcze się nie dogrzała, potrzebowała chwili. I w sumie to tą chwilą był właśnie ten gem, bo nieco trwał – Sakkari wykorzystała dopiero czwartego break pointa.

Potem wygrała jeszcze własne podanie, ale długo z prowadzenia z przełamaniem się ostatecznie nie cieszyła. Owszem, na tablicy wyników było przez moment 2:0, jednak Iga zaczęła grę przyspieszać. Nie było w niej dziś typowych dla ostatnich kilkunastu miesięcy obaw – od początku szukała uderzeń pod linię, od początku rozrzucała rywalkę po korcie. Wypracowywała sobie przewagę sytuacyjną, a potem akcje kończyła. A pojedyncze błędy? Nie przejmowała się nimi, robiła swoje. Miała jasno nakreślony plan – po meczu mówiła zresztą, że spotkanie w Dausze pokazało (czy też: przypomniało) jej, co musi przeciwko Marii robić – i się go trzymała.

Reklama

Efekt? Przełamanie na 4:3 w siódmym gemie, a potem kolejne – w dziewiątym. Z 2:0 na start, zrobiło się 3:6 z perspektywy Sakkari. Maria mogła jednak powtarzać sobie: spokojnie, przecież Świątek ostatnio fatalnie wchodzi w drugi sety, jej forma mocno faluje.

No mogła, ale tym razem tak się nie stało. Ba, to Iga zaczęła tym razem od prowadzenia 2:0… po czym je straciła, dokładnie tak jak Greczynka na starcie pierwszego seta. Trzeba przyznać: zasiało to w nas lekki niepokój, gdzieś tam pojawiły się myśli o tym, że Polka może jednak z lekkim opóźnieniem, ale utraci dobrą dyspozycję. Nic takiego jednak nie miało miejsca, bo Świątek nie zwolniła tempa i po długim piątym gemie znów prowadziła z przewagą przełamania.

A potem wygrała też kolejne trzy gemy, a wraz z nimi cały mecz. Generalnie była tenisistką lepszą, skuteczniejszą. Mocniejsze, bardziej zaakcentowane momenty Sakkari na korcie była w stanie na ogół odeprzeć albo przynajmniej przetrzymać i szybko zmienić kierunek wiejącego nad tym meczem wiatru.

Reklama

Jest dobrze i oby tak dalej

W skrócie: może jeszcze nie była to Iga z lat 2022-2023… ale była tego bliska.

Tej pewności siebie, tej gry, tej umiejętności nie zwracania uwagi na to, co robi rywalka. To był naprawdę dobry mecz i pod kątem samego tenisa, i pod kątem tego, jak Iga Świątek się na korcie zachowywała. Teraz – i zapewne już do końca turnieju, jakkolwiek długo by w nim nie grała – będzie potrzebować kolejnego takiego. Jej rywalką będzie bowiem Karolina Muchova, z którą ostatni raz zmierzyła się rok temu – w dokładnie tym samym turnieju i tej samej fazie!

Reklama

Wtedy oddała Czeszce dwa gemy, po jednym na seta. Powtórka byłaby mile widziana.

Iga Świątek – Maria Sakkari 6:3, 6:2

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty