Ibrahim Ayew to były reprezentant Ghany, który był w kadrze swojego kraju na kultowe mistrzostwa świata 2010. Jego ojciec Abedi Pele wygrał Ligę Mistrzów z Olympique Marsylia, Puchar Narodów Afryki i trzy razy z rzędu został uznany piłkarzem roku w Afryce. Bracia Ibrahima – Andre i Jordan to piłkarze doskonale znani fanom Premier League. Ibrahim Ayew w rozmowie z Weszło opowiedział o dorastaniu, kulisach występu Ghany na mundialu w RPA, w tym o zagraniu ręką Luisa Suareza, które przeszło do historii. Odnosi się do skandalu korupcyjnego w ghańskiej federacji oraz ocenia drużynę “Black Stars” przed zbliżającym się mundialem.
Zastanawialiście się, co czuła reprezentacja Ghany po ręce Luisa Suareza? Jak ponure nastroje panowały w drużynie po takim odpadnięciu? Jak to jest pochodzić z wielkiej piłkarskiej rodziny? Oto kolejny z naszego cyklu „Weszło na mundial”. To ekskluzywne rozmowy Kamila Rogólskiego z przedstawicielami krajów, które zagrają na mistrzostwach świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Tym razem czas na Ghanę, którą wszyscy kojarzą głównie z jednym – spudłowanym karnym Asamoah Gyana w 2010 roku.
Ibrahim Ayew, syn Abediego Pele i brat Andre i Jordana Ayew: Czasami staram się o meczu z Urugwajem nie myśleć, ale Internet zawsze przypomni. Natrafię na jakieś zdjęcie i to wszystko wraca…
Pochodzisz z piłkarskiej rodziny. Twój ojciec Abedi Pele był gwiazdą futbolu nie tylko w Ghanie. Czy czułeś presję, że też musisz zostać piłkarzem?
Nie było presji ze strony mojego ojca. Presja towarzyszyła samoistnie, ponieważ wiedziałem, kim on jest, co osiągnął i przez to czułem, że jestem gotowy podjąć to wyzwanie. Rodzice nigdy na to nie nalegali i to była nasza decyzja, czyli moja, Andre i Jordana. Wiesz z jakiej rodziny pochodzisz i to sprawia, że chcesz temu sprostać. Sami na siebie nałożyliśmy presję i zaakceptowaliśmy ją.
Co cię w nim zainspirowało w twoim ojcu?
Obserwowałem go w grze, gdy dorastałem. Wtedy zacząłem pytać sam siebie. Czy piłka nożna to może być też mój zawód? Czy lepiej poświęcić się nauce i zostać nauczycielem, czy kimkolwiek innym? Czy będę się potrafił poświęcić piłce nożnej? Czy mam w sobie pasję? Te cechy zobaczyłem w swoim tacie i pomyślałem, że piłka nożna może być też moim zawodem. Taka sama sytuacja była z moimi braćmi. Oni też to zobaczyli w tacie i zostali profesjonalnymi piłkarzami. Mam bardzo dobrą relację z tatą. On był moim pierwszym trenerem, gdy zaczynałem grać zawodowo w FC Niania, czyli klubie, który należy do niego.
Kiedyś Costel Pantilimon z Manchesteru City opowiedział mi o Ianise Hagim, czyli jego koledze z reprezentacji Rumunii i synu Gheorghe Hagiego, wielkiej legendy. Ianis był poddany od początku ogromnej presji przez opinię publiczną. Wy nie dorastaliście w próżni.
Tu była presja, oczywiście. Obcy dla nas ludzie chcieli, żeby synowie Abediego Pele zostali piłkarzami. Wtedy ojciec dużo nam pomagał i mówił: bądźcie sobą. Nie będziecie tacy jak ja. A jeśli osiągniecie więcej, to będę się bardzo cieszył i tego bym chciał. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to oczywiste, że wszyscy nie będziemy tacy sami. Każdy ma swoje przeznaczenie. Na przykład ja i moi bracia graliśmy na mistrzostwach świata, a tato nie. Ja zostałem piłkarzem, a moi bracia jeszcze większymi. Myślę, że tato wiedział, z czym się mierzymy jako jego dzieci i zdejmował z nas tę presję.
Andre Ayew i Jordan Ayew grali w Olympique Marsylia i trafili do Premier League. Andre grał w tam w Swansea, West Hamie i Nottingham Forest. Z kolei Jordan dla Aston Villi, Crystal Palace i Leicester City. Zresztą w Leicester gra do dzisiaj, tylko że teraz w Championship. To wielkie kariery. Kiedyś trafiłem na twoje słowa, że razem oglądaliście w telewizji mistrzostwa świata 2006.
To prawda! Dorastaliśmy razem, oglądaliśmy mundial 2006. To był pierwszy dla reprezentacji Ghany. Obserwowaliśmy i mieliśmy poczucie, że kurde, to jest marzenie. Chcemy reprezentować Ghanę. Andre dostał powołanie już rok później, a ja dwa lata później. Wizja mistrzostw świata strasznie nas motywowała do ciężkiej pracy. Pamiętam z MŚ w Niemczech tych kibiców, te stadiony i naszych piłkarzy na murawie. Pomyśleliśmy: OK, czyli tak wyglądają mistrzostwa świata. To były pierwsze, które oglądaliśmy. Wiedzieliśmy, że następne będą w Afryce, i że to będzie coś niezwykłego. Dzięki Bogu ja i Andre znaleźliśmy się wtedy w kadrze, byliśmy w RPA.
Czy Andre i Jordan byli wielkimi talentami od początku? Ja powiem, że dopiero w Marsylii się o nich dowiedziałem.
W skali Ghany obaj byli utalentowani. Ale wiesz, tak jak ci powiedziałem, los decyduje, gdzie wylądujesz w życiu. Dostali możliwość, zaczynali we Francji, obaj się tam urodzili. Pod względem fizyczności, rozumienia taktyki oni mieli wszystko. Jordan ma świetną technikę. Andre jest silny w powietrzu. Gdy dorastali, to już byś powiedział, że to talenty. Przez lata grali w Premier League. To moi bracia, więc oczywiste, że znam ich od początku i szczerze ci mówię, że nie jestem zaskoczony, że się tam dostali. Ja wiedziałem, że tak będzie. Jeszcze jak obaj zaczęli robić karierę we Francji, to wiedziałem, że wszystko ku temu zmierza.

Bracia Andre i Jordan Ayew, na zdjęciu na Pucharze Narodów Afryki 2017
Wszyscy trzej dostaliście się do reprezentacji Ghany. Jestem w stanie sobie wyobrazić dumę Abediego Pele, że jego synowie dotarli na międzynarodowy poziom.
Tato ma specyficzny charakter. Nie okazuje nadto emocji, ale gdybyś go zapytał, to tak, głęboko w sercu jest bardzo dumny. Andre, ja i Jordan dostaliśmy powołanie na mistrzostwa świata. Jak ci wcześniej powiedziałem, to jest marzenie, którego jemu nigdy nie udało się spełnić, ponieważ Ghana się nie zakwalifikowała. Przynajmniej my mogliśmy sprawić, że poczuł dumę, więc czego chcieć więcej?
Zadebiutowałeś w sparingu z Angolą w 2009 roku i niedługo później zagrałeś w Pucharze Narodów Afryki. Trafiłeś do szatni z rewelacyjnymi piłkarzami: Michael Essien, Sulley Muntari, Asamoah Gyan to pierwsze nazwiska, które przychodzą mi na myśl. Jakie były twoje pierwsze wrażenia?
W Ghanie mamy wiele talentów, ale ja zawsze podziwiałem Michaela Essiena. Asamoah Gyan oczywiście. John Mensah jeszcze był świetny. Nie dam rady wybrać tylko jednego kolegi. Michael Essien top pomocnik, Asamoah Gyan top napastnik, John Mensah top obrońca. Popatrz na skład z Pucharu Narodów Afryki 2010, gdzie dotarliśmy do finału. Nie ma szans, żeby wybrać tylko jednego gościa i powiedzieć, że jest ponad wszystkich. Ale szczerze kocham Michaela Essiena i Asamoah Gyana.
Essien doznał kontuzji i opuścił mundial w RPA. Jak się wtedy dowiedziałem, byłem przekonany, że macie podcięte skrzydła. Straciliście największą gwiazdę, ale potem pokazaliście się jako drużyna.
To była ogromna strata dla nas, jasna sprawa. Ale co mieliśmy zrobić? Musieliśmy iść dalej z tym składem, który mamy. Każdy mówił, że straciliśmy gwiazdę, co jest prawdą, ale my w szatni reprezentacji Ghany widzieliśmy to inaczej. Mamy drużynę, Michael jest jej częścią. Nie ma u nas indywidualności przekładanych nad drużynę.
Dostałeś powołanie na najbardziej prestiżowy turniej w piłce nożnej. Jakie to uczucie?
Byłem jeszcze całkiem młody. Szczerze? Nie mogłem w to uwierzyć. Myślałem: OK. Jestem na liście, jedziemy i zobaczymy co będzie. A tutaj bum i awans do ćwierćfinału, mimo że to dopiero drugie mistrzostwa dla Ghany. To było surrealistyczne. Dochodzi do tego cała otoczka MŚ. Atmosfera, stadiony. Jak jeszcze jesteś młody, to nie rozumiesz pewnych rzeczy zanim się nie dostaniesz na wielką scenę. Do dzisiaj ludzie mówią do mnie: Ibrahim, ty tam byłeś. Byłeś częścią tej drużyny na mistrzostwach świata!
Ten jeden fakt wystarczy, żeby cię ludzie szanowali. Wtedy byłem młody i myślałem: no dobra, jestem na mundialu. Rozumiesz o co mi chodzi? Ze względu na wiek nie zdawałem sobie jeszcze sprawy ze skali. Dopiero dziś, gdy mam 37 lat, dochodzi do mnie, gdzie tak naprawdę byłem. Teraz doceniam to bardziej niż wtedy. Popatrz. Szesnaście lat minęło. Gdyby mnie nie było na mistrzostwach świata, nie zaprosiłbyś mnie teraz na wywiad, co?
Szukam porównania i pamiętam jak ekscytowałem się ostatnimi treningami i wylotem polskich piłkarzy na mistrzostwa świata w 2006 roku. Czułem motyle w brzuchu, choć byłem jedynie kibicem oglądającym to w TV.
Jak ty przed telewizorem czułeś motyle w brzuchu, to co dopiero piłkarze? To jest spełniające się marzenie. Ja ci powiem więcej. Nie byłbym zły, gdybym nie pojechał na mundial, ale byłbym dumny, że w ogóle dostałem się do reprezentacji. Popatrz na to czysto praktycznie. Ghana ma 35 milionów mieszkańców. Kraj na turnieju reprezentuje 23 piłkarzy. Bracie, co jeszcze byś chciał od życia? Jesteś tam i zawsze są pełne stadiony, 60 tysięcy, 70 tysięcy, 80 tysięcy ludzi. Reprezentowanie kraju w takiej atmosferze to wspomnienie na całe twoje życie. Jeszcze jak drużyna awansuje do następnej rundy i jeszcze następnej, to twoje nazwisko przechodzi do historii. Już zawsze będziesz tego częścią.
Reprezentujesz nie tylko siebie, nie tylko drużynę, ale cały kraj.
Czuliśmy, że nie tylko Ghańczycy są za nami. Czuliśmy, że cała Afryka nam kibicuje w tej podróży, a nawet cały świat. Presja była na nas, tej małej grupie ludzi.
Do tego jeszcze przejdziemy. Tuż przed mundialem dostaliście posiłki. Do reprezentacji Ghany dołączył Kevin-Prince Boateng i tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. On niedawno powiedział, że mógł grać dla Ghany już na MŚ 2006, ale wtedy jeszcze czuł się związany z Niemcami. A w reprezentacji Niemiec nie było dla niego miejsca, bo jak on to określił, często mówi to, co myśli. Mnie się Kevin-Prince Boateng zawsze kojarzył jako ktoś krnąbrny, niepokorny.
Nie, nie, nie. Kevin taki nie jest. Jak ja przyjechałem na zgrupowanie przed mundialem, to on już tam był i nigdy go takiego nie widziałem. Owszem, on mówił, co myśli, ale to jest dobre. Jeśli ze mną przebywasz, to oczekuję, że mi powiesz, co czujesz i co o mnie myślisz. To jest ofensywne, ale nie agresywne. Nigdy nie widziałem go chamskiego czy przemocowego wobec kogokolwiek na zgrupowaniu. Słuchaj, Kevin to miły człowiek, choć jest twardym gościem. Po MŚ 2010 w Ghanie przyszedł do nas do domu i siedzieliśmy sobie: ja, moi bracia i Kevin-Prince Boateng. Był miły i pogodny wobec wszystkich. Gdy poznam człowieka, to wtedy wiem, jaki jest. Nie wyciągam wniosków z mediów. Jedliśmy, piliśmy sobie drinka z Kevinem i było fajnie. Może jak on mówi, co myśli, nie wszystkim się to podoba, ale jednocześnie wszyscy wiedzieli, że jest świetnym piłkarzem.
Co dał wam na boisku? Wasz ówczesny selekcjoner Milovan Rajevac bardzo o niego zabiegał.
Kevin-Prince Boateng to silna mentalność. Dołączył do nas, żeby coś udowodnić. Postaw się w jego sytuacji. Już byliśmy zakwalifikowani. Zadebiutował w ostatnim sparingu przed mundialem, graliśmy wtedy z Łotwą. W takiej sytuacji była na nim presja, żeby pokazać, że zasługuje na to miejsce i Kevin to zrobił. Milovan Rajevac dał mu to poczucie pewności siebie. Przyjęliśmy go jak swego z poczuciem, że OK, on może nam pomóc. Jeśli pomoże nam wygrać mecz, to dlaczego nie? Niezależnie, co ludzie o nim powiedzą, jesteśmy z nim. Mówię o tym, bo pamiętam że media w Niemczech chciały go zabić. Jak powiedziałem ci wcześniej, nie ufam mediom. Nie jestem człowiekiem mediów. Na pewno Kevin trafił do nas z inną mentalnością.
Lecicie na mundial. Jak scharakteryzowałbyś waszą grupę ludzi? Dla mnie naprawdę mieliście kim straszyć w RPA. Twój brat Andre Ayew na lewym skrzydle. Wspomniani już Asamoah Gyan i Kevin-Prince Boateng. Ale oprócz tego mieliście typowych żołnierzy jak twój faworyt John Mensah, grający na twojej pozycji John Paintsil i przede wszystkim Sulley Muntari. Jawiliście mi się jako grupa twardych typów gotowa na wojnę.
Dokładnie. Naszą grupę charakteryzowało poświęcenie. Mieliśmy też topowego trenera, który pomógł nam zrozumieć grę. Na pewno niczego byśmy tam nie osiągnęli bez doświadczonych piłkarzy. Znowu wspomnę Asamoah Gyana i Johna Mensah. Większość ekipy była wcześniej na MŚ 2006.
Pamiętam was. Grupa z Włochami, USA i Czechami. W 1/8 finału odpadliście z Brazylią.
Dlatego każdy był dodatkowo zdeterminowany. Byliśmy gotowi się poświęcić, tworzyliśmy rodzinę. Czuliśmy się silni fizycznie i psychicznie, żeby dojść dalej niż w 2006 roku.
W RPA trafiliście do grupy z Serbią, Australią i Niemcami. Nie strzeliliście gola z gry w trzech meczach. Serbia – Asamoah Gyan z karnego, Australia – Asamoah Gyan z karnego i na koniec 0:1 z Niemcami. Czy dyskutowaliście między sobą, że macie z tym problem?
Widzisz. Mieliśmy trenera, który miał strategię. Plan był taki, żeby nie przegrać meczu. Mieliśmy potencjał, żeby zdobywać bramki, ale przede wszystkim nie chcieliśmy jej stracić i to zadziałało, bo przeszliśmy dalej. Byliśmy defensywną drużyną. To żaden problem, żeby nas tak określić. Napastnikiem był Asamoah Gyan. Ufaliśmy mu i wiedzieliśmy, że gdy tylko będzie miał sytuację, to strzeli dla nas gola. Zresztą jak popatrzysz na Puchar Narodów Afryki kilka miesięcy wcześniej, sytuacja była taka sama. Trzy mecze wygraliśmy 1:0. Burkina Faso, Angola i Nigeria w półfinale.
Za każdym razem nie strzeliliśmy gola później niż w trzydziestej minucie. Tak dotarliśmy do finału. Gol, niski blok, zwycięstwo. Na mistrzostwach świata dotarliśmy do ćwierćfinału i z naszej perspektywy sposób, w jaki strzelamy gole nie miał znaczenia. Bazowaliśmy na kontratakach i nie dyskutowaliśmy na temat tego, że strzelamy tak, a nie inaczej. Naszym głównym zadaniem było bronić dobrze.
To ma sens, bo mieliście piłkarzy do takiej gry. Wiadomo, obrona to rola całej drużyny, ale w środku pola kilku zakapiorów walczyło o każdy centymetr.
Jasne. Wtedy, jeśli chodzi o defensywnych pomocników, Ghana była w czołówce. Anthony Annan był świetny. Kevin-Prince Boateng wykonał kawał roboty. Był też Kwadwo Asamoah. I wszyscy grali w Europie. Nie było problemu, żeby poszanować piłkę, podać do Asamoah Gyana albo samemu dostać podanie. Tam nikt się niczego nie bał.
Pogadajmy o meczu z Niemcami w Port Elizabeth. Sam wspomniałeś o niemieckich mediach i wiesz, że temperatura wokół była wysoka. Kevin-Prince Boateng reprezentował wcześniej niemiecką młodzieżówkę. Po drugiej stronie stanął jego brat Jerome Boateng. W dodatku kontekst finału Pucharu Anglii 15 maja (Chelsea – Portsmouth), gdzie Kevin sfaulował Michaela Ballacka i praktycznie zakończył jego karierę w reprezentacji. Ty widziałeś swojego kolegę z bliska. Czy on przeżywał to przed meczem?
W ogóle. Jeśli chodzi o kwestie mentalne, nie robiło na nim wrażenia. A przynajmniej ja niczego nie zauważyłem. On tam był, żeby po prostu grać w piłkę. Mówiłem ci już o jego mentalu. Kevin wiedział, że niemieckie media i nie tylko się nad nim znęcają ze względu na faul, który wykluczył Ballacka z MŚ, ale on nie zrobił tego specjalnie. Grali o Puchar Anglii. Jeden chciał wygrać, drugi chciał wygrać i w ferworze walki stało się jak się stało. Tak naprawdę musiałbyś zapytać Kevina, co wtedy czuł, ale według mnie on miał na to wywalone. Nie widziałem w nim nerwowości.
Milovan Rajevac był o to zapytany, więc to musiało dochodzić do waszej szatni.
Szczerze ci powiem, że wewnątrz drużyny nie rozmawialiśmy o tym.
Czy Rajevac ostrzegał, że Niemcy będą grać z wami ostro?
My to wiedzieliśmy. Trener nic nie musiał mówić. Nie wiem, czy rozmawiał z Kevinem na osobności, mogło tak być, ale nam nie musiał nic mówić. Wiedzieliśmy, że Niemcy nie będą się z nami patyczkować.
Przegraliście z Niemcami, ale awansowaliście do 1/8 i trafiliście na Stany Zjednoczone. Czy presja była większa niż w fazie grupowej?
Tak, była duża presja. Między Ghaną a Stanami Zjednoczonymi narodziła się rywalizacja, bo w 2006 roku odpadli z nami w fazie grupowej. Amerykanie zawsze coś do nas mają, ale byliśmy na nich przygotowani. Wiedzieliśmy, co się wydarzy i wiedzieliśmy, że ich pokonamy. Wcale się ich nie baliśmy i znaliśmy ich słabe strony. Potrafiliśmy się doskonale zabezpieczyć przed USA. Gdybyś sobie obejrzał ten mecz dzisiaj, to zwróciłbym twoją uwagę jak płynnie przechodziliśmy do kontrataku. Odbiór i szybkie podanie na Asamoah Gyana. Choć akurat nasz pierwszy gol to rajd Kevina-Prince’a Boatenga. Przypominam sobie. Kwadwo Asamoah odebrał piłkę, a Kevin pobiegł i strzelił. Drugi gol to długie podanie mojego brata na Asamoah Gyana, który ograł dwóch Amerykanów.
![]()
Ghana celebruje awans. Asamoah Gyan strzelił w 1/8 finału gola na 2:1 w 93. minucie
Czy mecz z USA miał dla was konsekwencje? Chodzi mi o dwie rzeczy. Twój brat Andre Ayew dostał żółtą kartkę i był zawieszony na mecz z Urugwajem. No i musieliście grać dogrywkę, podczas kiedy Urugwaj wyeliminował Koreę Południową w 90 minut.
Z naszej perspektywy to nic negatywnego. Mojego brata zastąpił Sulley Muntari i strzelił Urugwajowi piękną bramkę. Mieliśmy głębię składu, więc byliśmy przygotowani na różne scenariusze. OK, brak mojego brata miał wpływ na drużynę, ale Muntari sobie świetnie poradził.
Jak się czuliście fizycznie przed Urugwajem? Teoria w mediach była taka, że wasza dogrywka z USA później się na was zemściła.
Bracie, my w Ghanie urodziliśmy się do tego. Wysiłek mamy we krwi. W Europie ile trenujecie? Godzinę? Półtorej godziny? W Ghanie trenujemy dwie godziny, trzy godziny! Gdy piłkarz z Afryki przyjeżdża do Europy i ma godzinny trening to się źle czuje, bo jest przyzwyczajony do większego wysiłku. Nawet czterogodzinnego. Dla nas dogrywka i kolejna dogrywka kilka dni później to żaden problem. Wiadomo, nie jesteśmy maszynami, jesteśmy tylko ludźmi, ale jak mnie zapytasz, ja nie widziałem u nikogo jakichś niepokojących oznak zmęczenia. Gdyby coś było nie tak, nie doczekalibyśmy do karnych z Urugwajem.
Wiem, że to boli, ale muszę o to zapytać. Luis Suarez w końcówce dogrywki zablokował piłkę ręką na linii bramkowej. Jak to wyglądało z twojej perspektywy?
Szaleliśmy wszyscy. Ale po wszystkim pomyśleliśmy, że na miejscu Suareza zrobilibyśmy to samo. To była dla Urugwaju jedyna szansa. Karny jeszcze dawał im nadzieję i Asamoah Gyan niestety chybił. Ja mogę powiedzieć stanowczo, że na miejscu Luisa Suareza zrobiłbym to samo. Czy to boli? Oczywiście, bo akurat nam Ghańczykom się to przytrafiło. Mogliśmy być pierwszą afrykańską drużyną w półfinale mistrzostw świata i to cholernie boli. Ale taki jest futbol i nic z tym nie zrobisz. Czasami staram się o tym nie myśleć, ale Internet zawsze przypomni. Natrafię na jakieś zdjęcie i to wszystko wraca.
Kiedyś na Twitterze miałem ciekawą polemikę. Ja napisałem, że zagranie Suareza traktuję jak faul taktyczny. Zablokował piłkę ręką i poniósł tego konsekwencje. Z kolei mój oponent napisał, że zachowanie Suareza to oszustwo.
Niech każdy twój rodak postawi się w jego sytuacji. Polska może osiągnąć wielki sukces. Ja strzelam, a ty możesz utrzymać nadzieję swojemu krajowi. Każdy piłkarz na miejscu Suareza zachowałby się identycznie. Pamiętasz mecz o Superpuchar Hiszpanii? Morata biegł na bramkę Realu, Valverde gonił za nim i Ramos krzyknął “zabij go!”. I Valverde “zabił” napastnika. Morata biegł sam na sam z bramkarzem. Byłoby 1:0 dla Atletico i Real nie miałby trofeum. Oprócz czerwonej kartki dla Valverde, był tylko rzut wolny. My z Urugwajem przynajmniej mieliśmy rzut karny.
Spokojnie do tego podchodzisz. Milovan Rajevac był wściekły i nazwał Suareza oszustem.
Wtedy były nerwy, wierz mi. Byliśmy smutni. Byliśmy młodą drużyną i odpadliśmy w taki sposób.
Czy od początku było wiadomo, że Asamoah Gyan podejdzie do tego karnego?
Tak. On był naszym strzelcem i nie było innej opcji. Nie było żadnej dyskusji. Numerem dwa był chyba Kevin-Prince Boateng, a trzecim Stephen Appiah w zależności, kto akurat jest na boisku. Popatrz, Asamoah Gyan w serii rzutów karnych podszedł jako pierwszy i trafił. Taka to gra.
Jak on to wszystko zniósł psychicznie?
Był cały czas w swoim pokoju i był przybity. Asamoah Gyan dostawał groźby śmierci, ludzie go obrażali. Wiesz jacy są kibice futbolu. Wiesz jaki jest świat. Ale my, piłkarze to rozumiemy. Równie dobrze mogłem być na jego miejscu. W serii rzutów karnych strzelił. Z Serbią strzelił. Z Australią strzelił. Jako piłkarze rozumiemy, że można się pomylić. Ale ludzie, którzy nie rozumieją piłki nożnej, nie zrozumieją również tego. Groźby śmierci, to wszystko dookoła. Asamoah Gyan był zdruzgotany. Naprawdę zdruzgotany. Zajęło mu trochę czasu, żeby się z tego otrząsnąć. Podejść do takiego karnego, to jakby cały świat spoczywał na twoich barkach. Co miało się stać, to się stało. Tak się zdarza. Roberto Baggio spudłował w finale mistrzostw świata. John Terry spudłował w finale Ligi Mistrzów.
W serii rzutów karnych z Urugwajem pomylili się John Mensah i Dominic Adiyiah.
Na treningach wszystkie wykorzystywali i co na to powiesz?
Nawet gdy to są najważniejsze karne w historii kraju, chyba nie da się dobrać do nich strategii, prawda?
Mogę ci powiedzieć, co ja sądzę. Dla mnie przy karnych nie ma żadnej strategii. Choć są momenty, które możesz wykorzystać. Jak widzisz, że bramkarz idzie w jedną stronę, to masz duże szanse powodzenia, jeśli go przeczekasz. Nie lubię lekkich strzałów. Ja strzelam z pełną siłą. Jeśli bramkarz obroni, to trudno.
Jestem w stanie sobie wyobrazić grobową atmosferę w waszej szatni po meczu z Urugwajem.
Taka była atmosfera, ale chwilę później trener powiedział, że takie jest życie. Spróbujmy napisać następną historię na następnym Pucharze Narodów Afryki i za cztery lata na następnym mundialu. Finał PNA w tym samym roku przegraliśmy 0:1 z Egiptem, bo Gedo strzelił nam gola w końcówce. To też bolało. Ktoś powie “zły rok”. Czasami nie dostaniesz się tam, gdzie chcesz, ale ważne, żeby zrobić krok dalej.

Ghana odpadła w ćwierćfinale mistrzostw świata w RPA. Serca Ghańczyków zostały złamane. (screen FIFA/Youtube)
Powiedziałeś wcześniej, że czuliście wsparcie całej Afryki. Pamiętam, że tak jak reprezentacja RPA ma pseudonim Bafana Bafana (chłopcy, chłopcy), miejscowi nazywali was “Baghana Baghana”. Sympatyczne.
Tak! To szczera prawda. Byliśmy tam jedynymi reprezentantami Afryki w fazie pucharowej. Ludzie w RPA, w Kamerunie, na całym kontynencie nas wspierali. Właśnie tak zostaliśmy “Baghana Baghana”. Nie przeszliśmy dalej, ale takie jest życie. Maroko na ostatnim mundialu doszło do półfinału i sytuacja była taka sama. Kibicowała im cała Afryka.
Przejdźmy do teraźniejszości. Wiesz, z czym kojarzą się afrykańskie federacje? Ze skandalami. Natknąłem się na doniesienia, że Kwesi Nyantakyi (w latach 2005–2018 prezes GHA – ghański odpowiednik PZPN) wziął 65 tysięcy dolarów łapówki. Zawieszono 53 sędziów i działaczy. Dziennikarz, który to ujawnił, został zamordowany w Akrze. Dlaczego tak jest?
Każda federacja ma swoje skandale. Nie musisz mi zadawać tego pytania. Traktuję cię od teraz jak przyjaciela. Wejdź na Youtube, zobacz cały materiał BBC i powiedz mi, co sądzisz. Słuchaj, wszędzie w piłce jest korupcja. W Afryce, w Europie, w Azji. Po prostu nie wszystko wydostaje się na światło dzienne. To jest jedyna różnica. Jak wejdziesz pod przykrywką do polskiej federacji, też znajdziesz korupcję.
Nie chcesz wiedzieć jakie my tu mamy tradycje.
No właśnie. Dlatego nie lubię o tym mówić. Popatrz na FIFA. Tam to dopiero jest korupcja.
Nie wymagam, żebyś opowiadał o detalach. Chodzi mi o to, że ten chaos z pewnością ma konsekwencje dla reprezentacji Ghany. Twój były kolega z reprezentacji Prince Tagoe powiedział w kontekście obecnych władz, że w GFA działają kartele. Ghana teraz opuściła pierwszy Puchar Narodów Afryki od 22 lat.
Za czasów mojej gry w reprezentacji prezesem federacji był Kwesi Nyantakyi. On miał plan dziesięcioletni. Ja, Prince Tagoe, wszyscy grający wtedy byli częścią tego planu. Odeszła generacja świetnych piłkarzy, odszedł prezes i teraz trudno jest to odbudować właśnie ze względu na korupcję. Rozumiesz, co mam na myśli? Może ci nowi działacze po prostu nie wiedzą co robić. Szczerze, nie wiem tego. Wiem, że są problemy w GFA i nie wiem, co jest grane. Rozmawiam tylko z moim młodszym bratem, który nadal tam jest (z Jordanem Ayew – red.) i nikim więcej. Dlatego nie obchodzi mnie, co się tam teraz dzieje.
Masz rację. Brak awansu na Puchar Narodów Afryki pierwszy raz od 22 lat to wstyd, ale jednocześnie ten wstyd można było przekuć w coś dobrego, bo brak awansu na PNA sprawił, że wszyscy byli skupieni i dodatkowo zmotywowani w eliminacjach do MŚ. Zadziałało. Z drugiej strony udział w PNA lepiej pozwoliłby się przygotować na mundial. Brak Ghany na PNA był nie do pomyślenia.
Jordan Ayew jest teraz kapitanem reprezentacji Ghany i był bardzo dobry w eliminacjach MŚ. Często ze sobą rozmawiacie?
Jak to z bratem. Wyślę mu wiadomość od czasu do czasu, wyślę głosówkę. Spotykamy się w naszym rodzinnym domu w Ghanie. Co by się nie działo, zawsze ze sobą porozmawiamy. On jest teraz w Anglii, Andre w Holandii. Trzymamy się razem jak na rodzinę przystało. Jordan na pewno będzie grał na nadchodzących mistrzostwach świata.
Opisując Ghanę z 2010 roku powiedziałem, że mieliście kim straszyć i teraz też tak jest. Mohamed Kudus z Tottenhamu. Bohater ostatnich miesięcy Antoine Semenyo. Czy oni przekładają formę z Premier League na reprezentację? Pytam, ponieważ szczególnie w przypadku Semenyo mam wątpliwości.
Granie w reprezentacji i w klubie to dwie różne rzeczy. W klubie trenujesz z kolegami codziennie, a w reprezentacji masz na to dwa, trzy dni. Z wyjątkiem zgrupowania przed dużą imprezą, bo wtedy rzeczywiście masz tygodnie. Jak masz bardzo inteligentnych pomocników, oni znają twoje ruchy. Semenyo potrzebuje obsłużenia, żeby wykończyć akcję. To kwestia czasu, kiedy pomocnicy nauczą się nim grać. W reprezentacji nie strzela dużo, a w Anglii bam bam, bardzo dużo, bo koledzy w Bournemouth go rozumieli, a teraz rozumieją go w Manchesterze City. On im mówi “słuchajcie, tak się poruszam, chcę takiego podania”.

Semenyo błyszczy po transferze do Manchesteru City. Strzeliłtam już pięć goli i zanotował dwie asysty (stan na 13.02.2026)
Bracie, afrykański futbol jest bardzo, bardzo trudny. Oglądasz czasem Puchar Narodów Afryki? Ten turniej się zmienił. Tempo, intensywność, taktyka. Poziom trudności PNA jest o wiele wyższy niż mundialu pod tym względem, że w PNA jest ciągłe bieganie, od pierwszej do ostatniej minuty. Afrykańscy piłkarze to maszyny do biegania, co powiedziałem ci już w kontekście naszej dogrywki z USA i Urugwajem. W ostatnim finale PNA Marokańczycy i Senegalczycy biegali w dogrywce jak konie. Widziałeś u nich jakieś zmęczenie? Ja nie.
Semenyo od 2019 roku przebył drogę z League Two do Manchesteru City za potężne pieniądze. To robi ogromne wrażenie.
To nasza największa gwiazda na dzisiaj. Naprawdę sobie to wypracował. Jak powiedziałeś? W 2019 roku był w League Two? To mówi wszystko. Siedem lat. Świat się zmienia, futbol się zmienia, a on się rozwijał. Ludzie mówią, że Semenyo to talent i to prawda. Ale to talent poparty ogromną pracą. Widziałem filmiki, jak trenuje na wakacjach. Strzały, lewa noga, prawa noga, wszystko indywidualnie. Nie jestem zaskoczony, że Semenyo jest tam, gdzie jest. Rozumiem piłkę, kocham piłkę, to moja pasja, robię kursy trenerskie. Dlatego lubię takich piłkarzy jak on. Gra u Pepa Guardioli, czyli u jednego z najlepszych trenerów na świecie. Myślisz, że Guardioli trzeba było polecać Semenyo, namawiać? Nie. Obejrzał i wiedział.
Jaka jest docelowa pozycja dla Semenyo w reprezentacji Ghany? Widziałem, że był wystawiany zarówno na skrzydle, jak i na środku ataku.
Na środku ataku z Kudusem i moim młodszym bratem za plecami. Ta trójka może zbudować między sobą grę w ofensywie. To jest moja opinia, że tak powinno być, żeby się nie dublować z Kudusem. Jak popatrzysz na Semenyo, on się porusza jak typowy skrzydłowy, czyli biega diagonalnie i wertykalnie w zależności od sytuacji. Popatrz jak on gra w Manchesterze City. Tam jest skrzydłowym, a i tak strzela, bo wszystko zależy od sposobu poruszania się.
Waszym zmartwieniem jest kontuzja Mohameda Salisu. Przeszedł już operację kolana. Nie zagra w AS Monaco do końca sezonu, a występ na MŚ stoi pod dużym znakiem zapytania. Czy to dla Ghany lider obrony?
To jeden z naszych najlepszych obrońców i to jest rzeczywiście cios. Po prostu mam nadzieję, że do turnieju już nikt nam nie wypadnie.
Pamiętam mecz Southamptonu u siebie z Manchesterem City w styczniu 2022 roku. Skończyło się na 1:1 i Salisu grał jak Paolo Maldini i Alessandro Nesta w jednym. Przewidywałem mu wtedy lepszy klub niż Monaco. Teraz po ACL będzie mu trudno wrócić do formy.
Tak. To jest straszna kontuzja. Żeby wrócić, musisz być silny psychicznie. Powtórzę: duży cios dla Ghany. Ale z Salisu będzie wszystko w porządku, po prostu potrzebuje czasu. Mamy dużo piłkarzy, ale kto może go zastąpić? Patrzę na TOP 5 lig w Europie i nie widzę żadnego ghańskiego obrońcy, który gra regularnie.
Czy masz w głowie nazwiska swoich rodaków, którzy nie są jeszcze szerzej znane, ale dzięki mundialowi może się o nich zrobić głośno?
Silny jest trzon. Mój brat oczywiście, Kudus, Inaki Williams. Thomasa Parteya nie można pominąć w dyskusji. Lubię go. To top, top pomocnik. Uwielbiam Abdula Fatawu (Leicester City – red.). W Auxerre jest Elisha Owusu, też dobry. Alexander Djiku (Spartak Moskwa – red.). W Auxerre gra jeszcze Gideon Mensah, lewy obrońca. Też go lubię. Mamy kilku topowych zawodników, byle tylko nie wypadli przez kontuzję. W przyszłym miesiącu Ghana rozegra mecz towarzyski z Niemcami.
Ghana na MŚ 2026 trafiła do grupy z Anglią, Chorwacją i Panamą. Bazując na twoim doświadczeniu z 2010 roku, co byś doradził swoim młodszym kolegom?
Co bym doradził? Żeby wyciągnąć maksimum z pierwszego meczu. Jeśli nie możecie wygrać, to chociaż go nie przegrajcie. Wtedy w drugim meczu to jest zupełnie inny poziom pewności siebie. Pierwszy mecz gramy z Panamą. Jeśli w tym meczu nie osiągniemy rezultatu, to czego oczekiwać w meczach z Anglią i z Chorwacją? No właśnie. Pierwszy mecz determinuje wszystko. Pokonać Panamę, zbudować pewność siebie i na tej fali przystąpić do meczu z Anglią. Jak z Anglikami coś ugramy, to z Chorwacją też będziemy mogli. To w sumie proste. Niech chłopaki przyjmą postawę jak my w 2010. Nie możecie wygrać? To chociaż nie przegrajcie.
ROZMAWIAŁ: KAMIL ROGÓLSKI