Tenisowy darwinizm i Iga Świątek. Jeśli nie ewoluujesz – giniesz [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

28 stycznia 2026, 17:42 • 6 min czytania 19

Tenisowy darwinizm i Iga Świątek. Jeśli nie ewoluujesz – giniesz [KOMENTARZ]

Iga Świątek odpadła z Australian Open po meczu z Jeleną Rybakiną. Odpadła, bo przegrała pierwszego seta, choć grała w nim dobrze. Odpadła też, bo w drugim była znacznie gorsza od rywalki. Oba te zjawiska w ostatnim czasie się powtarzają. I będą się powtarzać, dopóki Iga Świątek nie udoskonali swojej gry. Bo w sporcie na najwyższym poziomie tak to działa: albo się rozwijasz, albo cię zjadają. Tenisowy darwinizm, ot co. 

Reklama

Iga Świątek i potrzeba rozwoju

Czy Iga Świątek nadal może wygrywać turnieje wielkoszlemowe? Może, jak najbardziej. Nie jest już jednak tak, że jest do tego główną faworytką. To miano należy się Arynie Sabalence, a za nią podąża cała rzesza tenisistek zdolnych do tego, by dojść do finału któregoś z czterech Szlemów. Jest Coco Gauff, jest Jessica Pegula, jest Jelena Rybakina, w zeszłym roku pokazała się Amanda Anisimova, a zlekceważyć nie można zawodniczek takich jak Jasmine Paolini, Elina Switolina czy Mirra Andriejewa albo nawet Qinwen Zheng, jeśli uporządkuje swoje problemy zdrowotne.

Reklama

A potem i tak zawsze może wyskoczyć któraś z Czeszek albo Madison Keys i zgarnąć tytuł.

CZYTAJ TEŻ: IGA ŚWIĄTEK POZA AUSTRALIAN OPEN!

Iga jest w tej drugiej grupie. Faworytka, ale nie czołowa. Gotowa dojść do finału, gotowa wygrać – tak. Ale czy gotowa pokonać każdą przeciwniczkę, jaka stanie na jej drodze? Co do tego można mieć wątpliwości. Bo gdy Aryna Sabalenka rozwinęła swój tenis, Jelena Rybakina pokonała przeszkody, a Coco Gauff wyraźnie – choć nie zawsze to widać – pracowała nad stroną mentalną swojej gry oraz jej regularnością. I to dało efekt. Iga tymczasem zatrzymała się w czasie.

Sęk w tym, że nie jest to zatrzymanie w roku 2022, gdy właściwie wszystko jej wychodziło – czy nawet w 2020, gdy na Roland Garros była bezbłędna. Zamiast tego zastygła, jak mucha w bursztynie, w 2024. Czyli wtedy, gdy jej gra nadal była całkiem dobra, ale pojawiły się na niej spore rysy. I to te rysy sprawiały, że wygrywała mniej, a przeciwniczki zaczęły znajdować na nią sposób.

Teraz znajdują jeszcze częściej – bo one ewoluują. Iga niekoniecznie.

Najlepsi stale się rozwijają

Ewolucja to w tenisie nie wymysł. To potrzeba, wymóg by utrzymać się na szczycie. Najlepsi zawodnicy i najlepsze zawodniczki stale poszukują rozwiązań. Czasem na udoskonalenie swojej gry, a czasem – na to, jak poradzić sobie z konkretnym przeciwnikiem. Novak Djoković dlatego tak długo jest w stanie grać na najwyższym poziomie, że wiele eksperymentował. Udoskonalił serwis, kiedyś jego słabą stronę. Dołożył świetne skróty. Stał się też – z wiekiem – bardziej ofensywny, by oszczędzać się kondycyjnie.

I to długo działało. Ba, działa nadal na większość rywali.

Roger Federer w pewnym momencie wymyślił z trenerami coś, co ochrzczono mianem SABR – najście do przodu na serwis rywala i natychmiastowe pójście do siatki. Efekty były świetne. Gdy wracał po kontuzji w 2017 roku, okazało się z kolei, że ma niesamowicie udoskonalony backhand. Aryna Sabalenka poprawiła serwis, o tym wiedzą wszyscy, ale też ewidentnie postawiła na urozmaicenie swojej gry, udoskonalenie aspektów innych niż ofensywa, przyciśnięcie rywalki i gra z głębi kortu. Jest przez to mniej przewidywalna, więcej potrafi.

I tak dalej, i tak dalej. Dawno minęły czasy, gdy nie trzeba było niczego zmieniać. Tenis jest dziś grą nie tylko na korcie, ale i – a może przede wszystkim – poza nim. Wszelkie zmiany, eksperymenty, ewolucje, które dokonują się tam, decydują o sukcesie lub jego braku, gdy wyjdzie się na mecz.

U Igi tych zmian nie widać.

Nie twierdzę, że nie istnieją próby ich wprowadzania. Może takie są. Ba, zakładam, że są. Często ze sztabu Polki dochodzą głosy o konieczności sprawienia, by jej gra była bardziej wielowymiarowa. O poprawie serwisu. O znajdowaniu rozwiązań na rywalki grające szybką piłką. Ale czy da się dostrzec, że coś faktycznie się zmienia?

Nie. I w tym problem.

Upór czy niemożność? Wie tylko Iga Świątek

Trzeba tu napisać jedną rzecz: ta „bazowa” gra Igi Świątek – przy założeniu, że to Iga w formie – to wciąż na pewno TOP 10, a najpewniej i światowe TOP 5. Polka grając swój tenis, bez żadnych udoskonaleń, naprawdę jest w stanie wygrać z każdą rywalką. Tylko że w przypadku wielu z nich pojawia się już taka mała gwiazdeczka. O taka: *. I ona odsyła w odpowiednie miejsce, gdzie można przeczytać dopisek. O taki:

*o ile rywalka nie gra na swoim najwyższym poziomie.

Postawcie aktualną Igę Świątek w najlepszej formie, a po drugiej stronie Arynę Sabalenkę w najlepszej dyspozycji. Kto będzie faworytem? Sabalenka. Bo Białorusinka raz, że udoskonaliła to, co sama potrafi robić na korcie, a dwa – rozumie już, jak grać z Igą. Paradoksalnie jej tenis nie jest aż tak doskonale dobrany jako kontra do tego, co prezentuje Polka. Lepszy ma kilka innych zawodniczek, w tym obecna Coco Gauff. Ale Iga i tak ma coraz większe problemy, by sobie z nim poradzić.

Polka ma swoje ograniczenia. Przez obszerny ruch forehandowy, źle radzi sobie z szybkimi, płaskimi piłkami (za to rotacje z jej strony kortu są koszmarem dla przeciwniczek). Nie jest najlepszą tenisistką, gdy przychodzi do reagowania na wydarzenia przy siatce – choć potrafi grać wolejem – w tym skróty. Ma braki w rozumieniu tenisowej taktyki, bo choć doskonale potrafi wykorzystywać geometrię kortu, to już na przykład rozumienie, jaką zmianę wprowadzić w swojej grze, by odmienić bieg wydarzeń na korcie, stanowi dla niej wyzwanie.

Część z tych rzeczy wymaga nie tylko wyszkolenia, ale i pewnego rodzaju instynktu, którego nauczyć jest trudno. Jednak nawet z takimi ograniczeniami grę Igi da się rozwinąć, to na pewno.

Powstaje więc pytanie: co jest problemem? Upór? Niemożność wprowadzenia zmian? Trenerzy, którzy nie potrafią do niej dotrzeć? Ona, która nie dopuszcza głosu trenerów w pełni? Mentalna strona sportu, jakaś blokada gdzieś wewnątrz?

A może krok do tyłu?

Bo problem istnieje i to nie od dziś. Widać, że wszelkie próby wprowadzenia rozwoju, innowacji w grze Igi kończą się albo nikłym, albo w ogóle brakiem powodzenia. Polka czasem zagra skrót, czasem zaatakuje do siatki, zmienił się nieco jej serwis, ale główne problemy pozostają te same: zbyt często stara się grać „siła na siłę” z zawodniczkami, które tej siły mają więcej. Zbyt często wchodzi w bezpośrednią rywalizację, zamiast starać się rywalki przechytrzyć. Popełnia dużo błędów, bo chce skracać wymiany „na siłę”, gdy jej atutem jest budowanie punktów zamęczając przeciwniczki.

Mamy więc do czynienia nie tylko z brakiem ewolucji, ale miejscami ewolucją nieudaną, w złą stronę.

Możliwe, że Iga potrzebuje kroku wstecz, powrotu do swojej poprzedniej formy, podstaw. Opanowania, ukrócenia tego, co nie działa. I dopiero wtedy – wprowadzenia innowacji, prób pójścia w innym kierunku.

W każdym razie: czegoś potrzebuje na pewno.

Widać to na korcie.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

19 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Europy

Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u

AbsurDB
6
Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u
Reklama

Polecane

Liga Europy

Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u

AbsurDB
6
Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u
Reklama
Reklama