Niedawno w Bułgarii doszło do przedziwnego zdarzenia. Przed spotkaniem Ardy Kyrdżali z Lewskim Sofia na stadionie gospodarzy pojawiła się informacja o minucie ciszy ku czci Petko Ganczewa, zasłużonego piłkarza Ardy. Zawodnicy ustawili się w dwóch rzędach, postali w zadumie, a po chwili rozpoczął się mecz. Tylko że… Ganczew żyje i ma się całkiem nieźle. Opowiedział o tym kuriozalnym incydencie ze swojej perspektywy.
78-letni Bułgar przyznał, że miał sporo roboty z upewnieniem swoich bliskich i dalszych znajomych, iż wszystko z nim w porządku. Zresztą musiał zacząć od własnej żony, która przeraziła się na wieść o „śmierci” małżonka.
🇧🇬🗞️ Bulgarian club Arda made headlines this month when they held a minute’s silence for ex-player Petko Ganchev, only to discover he was still alive.
When Ganchev heard the news, he returned home, calmed down his wife and poured himself a glass of brandy to toast his health.… pic.twitter.com/pk2AIMuRAF
— The Sweeper (@SweeperPod) March 24, 2025
A kto umarł, ten… żyje. Petro Ganczew opowiedział o „powrocie zza grobu”
– Spóźniłem się dziesięć minut na mecz, miałem prywatne sprawy do załatwienia. Kiedy dojeżdżałem do domu, rozdzwonił się mój telefon – wspomina Ganczew na łamach portalu BLITZ. – Zaparkowałem przed domem, otworzyłem furtkę i ujrzałem moją zapłakaną żonę. „Petko, Petko! W telewizji powiedzieli, że nie żyjesz” – krzyczała. Nie mogłem zrozumieć, o co w ogóle chodzi. Wtedy zacząłem odbierać telefony od przyjaciół. Okazuje się, że bycie pogrzebanym za życia to dość stresujące doświadczenie. […] Różne rzeczy się zdarzają, ale to naprawdę nie było łatwe.
Na szczęście przedstawiciele Ardy szybko się połapali w swojej pomyłce i udostępnili w mediach społecznościowych post prostujący całą sprawę. Ganczew został również osobiście przeproszony przez jednego z klubowych działaczy.
– Czym innym jest wiejska plotka, a czym innym nieprawdziwa informacja ogłoszona przed całą piłkarską Bułgarią. Mnóstwo ludzi do mnie dzwoniło. Krewni, przyjaciele, dalsi znajomi. To nie była miła sytuacja, na szczęście dobrze się skończyła – dodał Bułgar. – Po wszystkim nalałem sobie małą brandy.
Ganczew był gościem specjalnym podczas środowego starcia Ardy z Czerno More Warna. Przyniósł swojej drużynie szczęście – gospodarze wygrali aż 4:0.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Gilewski nowym właścicielem Radomiaka! “Chciałem podjąć ryzyko” [WYWIAD]
- Były sędzia, wspólnik “pana Sławka”, właściciel hotelu. Kim jest Grzegorz Gilewski?
- Jagiellonia chce za Pululu około sześciu milionów euro
- Legia ma LTC, ale nie ma talentów?
- Rzeźniczak w Stali Kraśnik. Ma być “mentorem dla młodszych zawodników”
fot. media społecznościowe Ardy Kyrdżali