Legia ma LTC, ale nie ma talentów?

Kamil Warzocha

04 kwietnia 2025, 12:40 • 10 min czytania 90

Reklama
Legia ma LTC, ale nie ma talentów?

21 lipca 2020 roku pod Warszawą oddano do użytku obiekt, który – jak twierdziła Legia – będzie najnowocześniejszą bazą w tej części Europy. Profesjonalna akademia, super boiska, masa udogodnień i generalnie wszystko, co mógłby wymarzyć sobie chłopiec chcący zaistnieć w piłce nożnej. Bajka, prawda? Szkoda tylko, że wielu z nich, trafiając pod skrzydła Legii w różnym wieku, dostaje z Łazienkowskiej niepokojący sygnał.

Reklama

To oczywiste, że do profesjonalnego futbolu przebijają się tylko nieliczni. Na przykładowy jeden rocznik z akademii co najwyżej kilku chłopców zazna debiutu w ekstraklasowej Legii, a przynajmniej takie powinno być z grubsza założenie. To normalne, że od największego klubu w Polsce oczekujemy „sita szkoleniowego” na najlepszym poziomie w kraju. Normalne, że właśnie Legia ma ściągać najlepszych, a z nich lepić później elitarnych.

Po to też w 2022 roku ściągnięto Marka Śledzia, specjalistę od budowy strategii akademii m.in. z przeszłością w Rakowie Częstochowa, żeby bogactwo drzemiące w Legia Training Center miało przełożenie na rezerwy i pierwszy zespół. Śledź powiedział zresztą w 2023 roku: – Trzecia liga? To dla nas zbyt mało. Tak, poziom centralny jest naszym celem. Marzeniem jest wręcz doprowadzenie do tego, by Legia II grała na zapleczu Ekstraklasy.

Legia a młodzieżowcy, czyli wstydliwy punkt projektu Mioduskiego

Tło problemu Legii w akademii i rezerwach? Są wątpliwości

I tu – zdaje się – leży pies pogrzebany. Drugi zespół, który ma być pomostem dla młodych piłkarzy do elity, od wielu lat nie potrafi przebić trzecioligowego sufitu. Dlatego, jak podawały źródła bliskie Legii, Śledź dostał zadanie, żeby za wszelką cenę, nawet kosztem czasu gry juniorów, uzyskać awans. Nieważne, że w maju poprzedniego roku podnoszono alarm, że Legia II ma jedną z najstarszych kadr w całych rozgrywkach, a tylko kilku młodzieżowców przekroczyło granicę 50% minut, w tym Jan Ziółkowski, którego na sezon 2024/2025 przeniesiono już do „jedynki”.

Czołówka w III lidze mazowieckiej, grupie 1. Może Legii II w końcu się uda…

Reklama

W stolicy można było zasłyszeć, że w kadencji Śledzia od samego początku najbardziej istotna nie jest liczba wprowadzonych młodzieżowców do Ekstraklasy, tylko osiągane wyniki. Rok temu na łamach TVP Sport dało się też wyczytać, że umowa dyrektora ma być automatycznie przedłużona w wypadku odpowiedniej liczby mistrzostw od rezerw po ligi młodzieżowe w najstarszych rocznikach. Z akademii Legii wypływały nawet realne obawy, że „wynikoza” może przełożyć się na zaburzenie rozwoju juniorów i problem z ich dostarczaniem do pierwszej drużyny.

Wątpliwości dodawał fakt, że Śledź nie przepada za ludźmi, którzy na tematy związane z pracą wyrażają inne zdanie. Przekonali się o tym szczególnie dwaj zasłużeni trenerzy Legii z sukcesami szkoleniowymi w postaci mistrzostw i dochowanych reprezentantów kraju, Dariusz Rolak i Mateusz Kamuda. Wieść niosła, że za wchodzenie w dyskusje z autorytarnym szefem zostali zwolnieni, a to nie jedyne zmiany personalne za rządów Śledzia. Ale pozwólcie, że na ten moment zostawimy wgłębianie się w struktury akademii Legii. Najważniejsze to mieć świadomość, że w ostatnich latach na dalszym planie w LTC działo się niemało.

Zmiany rodziły pytania, czy klub aby na pewno obrał właściwą strategię, skoro drugi sezon z rzędu pierwszy zespół ma kłopot z obsadzeniem pozycji młodzieżowca. Oczywiście czas poważniejszych rozliczeń dla dyrektora akademii dopiero nadejdzie, bo po kilkuletnim okresie trudno jednoznacznie stwierdzić, czy ktoś natchnął akademię do bardziej efektywnej produkcji talentów, czy niekoniecznie.

Reklama

Ale jednocześnie Legii łatwo byłoby się dzisiaj wygłupić, gdyby ktoś odpowiedzialny za szkolenie wyszedł do mediów i zapewniał, że wszystko jest w porządku. Owszem, byłoby, gdyby w Warszawie młodzi piłkarze nie grali najrzadziej w Ekstraklasie.

W Legii młodzież gra najmniej w Ekstraklasie

Jak zwykle w takich sytuacjach, problem może być złożony. Trener Feio powie, że nie ma z czego czerpać, a dyrektor, że wręcz przeciwnie, że to trenerowi Legii brakuje koncepcji. Właściciel z kolei mógłby zasłonić się faktem, że LTC funkcjonuje dopiero od pięciu lat i na efekty trzeba poczekać. Ale nawet jeśli założymy, że każdy ma trochę racji i ekspozycja wychowanków nie jest taka prosta, jak nam się wydaje, legioniści nie dają dobrego świadectwa własnym strukturom przecież nie po raz pierwszy. Przeciętnie w ekstraklasowym rankingu młodzieżowców wypadali w zeszłym sezonie, a w obecnym – cóż, żeby wam to uzmysłowić, trzeba wypisać, że:

  • Limit 3000 minut z głowy mają: Korona Kielce, Zagłębie Lubin, Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Jagiellonia Białystok i Raków Częstochowa
  • W ciągu jednej, może dwóch kolejek próg zwolniony z kar finansowych osiągną: Stal Mielec i Pogoń Szczecin
  • Dziewięć innych klubów – Widzew, Radomiak Radom, Górnik Zabrze, Piast Gliwice, Puszcza Niepołomice, Motor Lublin, Śląsk Wrocław, Cracovia i GKS Katowice – aktualnie mieści się w granicach 2000-2500 tysięcy minut
  • Tylko Legia, jak taka osobna wysepka na szarym końcu, nawet nie dobiła do 2000

Po 26. kolejce młodzieżowcy wyselekcjonowani przez Goncalo Feio zebrali łącznie 1774 minuty. Na ten dorobek składają się głównie występy Jana Ziółkowskiego (762 minut), Maximilliana Oyedele (474) i Wojciecha Urbańskiego (444). Zważywszy na to, że do końca sezonu zostało tylko osiem kolejek, zatrzymanie się w widełkach 2000-2499 minut wygląda na najbardziej prawdopodobne (chyba że Feio dostanie przykaz, by stawiać na młodych bez względu na wyniki). A to z kolei oznacza, że klub z Warszawy musiałby zostawić w kasie PZPN okrągły milion złotych, czyli dwa razy więcej niż po poprzedniej kampanii.

Reklama

Nie dość, że Legii kompletnie odjechało mistrzostwo Polski, a po ostatnich stratach punktów z Motorem, Rakowem i Pogonią upadły realne szanse chociaż na podium, to jeszcze okazuje się, że za nieudany sezon ligowy będzie trzeba dodatkowo zapłacić. Normalnie interes życia.

Co prawda milionową wyrwę finansową da się zasypać sukcesem na innym froncie, a akurat w tej kwestii Legia nie jest bez argumentów, będąc w finale Pucharu Polski i ćwierćfinale Ligi Konferencji. Ale gdyby w tej sprawie chodziło wyłącznie o pieniądze, nie oszukujmy się: aż tak nie zwracałaby języczka u wagi.

Rosołek i Tobiasz przykryli problem? Produkcja młodzieżowców wciąż kuleje

Słaba pozycja młodzieżowców Legii to nie temat, który urodził się dopiero w 2025 roku. To tendencja, która sięga dalej, nawet – a może przede wszystkim – do piłkarzy, których na Łazienkowskiej już nie ma, a po których obiecywano sobie więcej. Gwoli ścisłości, oto lista młodych zawodników, którzy w ostatnich kilku latach przewijali się przez kadrę Legii, ale z różnych powodów nabijają minuty w innych miejscach:

Reklama
  • Szymon Włodarczyk – talent, który na chwilę trafił do pierwszego zespołu, ale został wypuszczony do Górnika, a teraz jest na zakręcie za granicą
  • Igor Strzałek – był nadzieją środka pola, trochę pograł, ale wysłano go do Stali Mielec, gdzie się odbił. Teraz gra w Niecieczy
  • Filip Rejczyk – był pompowany, zagrał z seniorami, ale został oddany do Śląska, gdzie nie łapie się nawet na ławkę w Ekstraklasie
  • Jordan Majchrzak – dziwna droga od rezerw Legii, przez młodzieżówkę AS Romy i Puszczę z powrotem do Legii, aż na ławkę Arki
  • Jakub Kisiel – zdążył pokazać się w pierwszym zespole, ale po wypożyczeniach do Stomilu i Podbeskidzia ma problem w rezerwach
  • Maciej Kikolski – po udanym wypożyczeniu w GKS-ie Tychy wysłany do Radomiaka (nie skreślamy, ale skoro wyżej był Kobylak…)

Nie możemy więc powiedzieć, że Legia w ostatnich latach nie próbowała kreować młodzieżowców. Próby były, lecz albo ktoś zostawał za szybko skreślony, albo musieliśmy wierzyć, że nie dawał rady. Co więcej, ci młodzieżowcy Legii, na których opierano wypełnienie limitu przed sezonem 2023/2024, przestali rokować. Kacper Tobiasz po sezonie 2022/2023 drastycznie zjechał poziomem, a Maciej Rosołek w zeszłym roku odszedł do Piasta na tarczy. Obaj łącznie nabili ponad 4000 minut w sezonie 2022/2023.

Dwa lata temu do rankingu dołożył się też Maik Nawrocki, który jako jedyny z grupy młodych piłkarzy (z wygasającym statusem młodzieżowca) zrobił krok do przodu i dał Legii solidnie zarobić. Sęk w tym, że nie był produktem akademii.

W Warszawie brakuje pewnego przełomu, zwłaszcza wśród piłkarzy z pola, na wzór Kozubala w Lechu czy Przyborka w Pogoni, którzy nie służą tylko do spełnienia wymogów przepisu, ale faktycznie coś w drużynie znaczą i łatwo wyobrazić ich sobie w ciekawym klubie za granicą. A wspominamy o tym dlatego, że nawet gdy po pierwszych podrygach na boiskach Ekstraklasy pochwały zbierali Urbański, Oyedele i Ziółkowski (sam Feio ich chwalił), wciąż nie ma się wrażenia, że młody piłkarz w wyjściowym składzie Legii to postać, która może liczyć na bezgranicznie zaufanie i która da wyjątkową jakość.

Reklama

Pytanie, kto powinien brać za to większą odpowiedzialność – trenerzy akademii i rezerw, którzy takich piłkarzy przygotowują na poważną próbę w pierwszym zespole, czy trener Feio, który daje im szansę. Na to w Legii nikt nie chce odpowiedzieć, choć sposób zarządzania kadrą przez Goncalo Feio podpowiada nam, że Portugalczyk nie jest w tej sytuacji bez winy.

Raków wyparł się przepisu, ale nie miał mocnej akademii. W Legii jest inaczej

Kiedy Raków sięgał po mistrzostwo w 2023 roku i płacił karę w wysokości 2 mln złotych, podnosiliśmy narrację, że bogatszy klub w cyniczny sposób omija przepis o młodzieżowcu. Marek Papszun stwierdził wówczas, że młodzi piłkarze nie dostarczają mu wystarczającej jakości w grze o najwyższe cele i basta. Korzystał z nich najrzadziej w lidze, czyniąc z tego narzędzie ułatwiające drogę do celu.

W przypadku Legii nie ma jednak mowy o cynizmie w wykorzystaniu przepisów. Feio nie może zasłonić się argumentem, że to nie czas na eksperymenty, że tu presja, że młodzi poczekają. Nie, bo Legia nie liczy się w grze o mistrzostwo od dawna, a mimo to w rundzie wiosennej nie widzimy wyraźnego przestawienia wajchy na korzyść młodzieżowców, którzy mogliby już budować swoją pozycję na kolejny sezon. Momentami aż się prosi, żeby trójka Ziółkowski-Oyedele-Urbański, może nawet w całym pakiecie, wychodziła w wyjściowym składzie regularnie, na przykład kosztem chimerycznego Chodyny, kompletnie nieprzydatnego Biczachczjana czy kogoś z niepewnej pary Kapuadi-Pankov.

Oczywiście nie zachęcamy do tego, żeby wstawiać młodzieżowców do składu na siłę, bo nie na tym to powinno polegać. Mamy też w głowie błędy Ziółkowskiego z jesieni i obrazki z Oyedele po powołaniu do reprezentacji Polski, który traci piłkę w środku pola i kończy się to tragicznie. Ale przecież w Legii proces rozwijania młodzieży na boiskach Ekstraklasy miał iść w parze z odpowiednią jakością i zdobywaniem trofeów. Takie były obietnice i takie powinny być wymagania. A tymczasem od kilku dobrych lat flagowym przykładem wypromowania młodzieżowca z własnej szkółki jest wielokrotnie podważany Kacper Tobiasz.

Reklama

Legia w tyle w tabeli i w rankingu młodzieżowców. To porażka klubu

Zakładając, że aktualni młodzieżowcy Legii nie są ciągnięci za uszy i to w tej chwili najlepsze, co może zaoferować akademia (poza Oyedele, który przyszedł z Manchesteru United), kusi, żeby wrzucić kamyczek do ogródka Feio. Portugalczyk na początku sprawiał wrażenie, że chętnie stawia na młodych podopiecznych, jednemu czy drugiemu wieszczył nawet fajną przyszłość, ale gdy tylko nadarzyło się kilka słabszych występów, wysyłał im sygnał, że jednak w nich wątpi. I tak w kółko, od ściany od ściany – trochę grają, wypadają, a potem znowu wracają do łask. Brak tu konsekwencji i zaufania, które jest nieodzowne.

To wszystko przekłada się na wstydliwą pozycję Legii w rankingu młodzieżowców, którą w ostatniej fazie sezonu przydałoby się chociaż trochę przypudrować. Zwłaszcza że już w ostatnim roku Legia wypadła pod tym względem nie najlepiej, będąc czwartą od końca z dorobkiem 2600 minut i to z całkowicie położonym Pro Junior System. To wstyd dla klubu, który chce być kojarzony z najlepszą akademią w kraju.

A przecież jeszcze nie tak dawno, w sezonie 2022/2023, Legia miała drugi najlepszy w lidze i aż sześciokrotnie lepszy wynik od Rakowa, który nawet nie dobił do tysiąca minut dla młodzieżowców. Ale za to chociaż zdobył mistrzostwo, a Legia teraz? Gdyby użyć wskaźników z kariery klubowej w Football Managerze (młodzież, sukces krajowy, sukces międzynarodowy), dwa z trzech najważniejszych świecą się na czerwono. I to nie tak, że winny wszystkiego musi być Feio, choć to właśnie on, z kontraktem do czerwca, może być kozłem ofiarnym w rozliczeniu za ubogie źródło jakościowych wychowanków.

Reklama

WIĘCEJ O LEGII:

Fot. Newspix

90 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę

Mikołaj Duda
5
Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę