Trela: Siła zejściowych składów. Jak rezerwowi zmieniają losy meczów Ekstraklasy

Michał Trela

04 kwietnia 2025, 08:16 • 9 min czytania 13

Reklama
Trela: Siła zejściowych składów. Jak rezerwowi zmieniają losy meczów Ekstraklasy

Gdyby nie gole, przy których bezpośredni udział mieli rezerwowi, Raków Częstochowa miałby dziesięć punktów mniej. Mało kto w lidze może sobie pozwolić na wpuszczanie z ławki napastników za niemal dwa miliony euro. Ale trenerzy, którzy nie mają takich luksusów, także zaczęli ochoczo korzystać z dobrodziejstw, jakie daje im możliwość wymienienia połowy graczy z pola.

Reklama

Bryan Fiabema to żelazny rezerwowy Lecha Poznań. Na 26 kolejek, w tylko dwóch zagrał od pierwszej minuty. Jednocześnie aż 22 razy pojawiał się w tym sezonie na boiskach Ekstraklasy. Uzbierał 548 minut, co jest równowartością sześciu pełnych meczów. Jego roli nie można więc określać jako marginalnej. Capita także grał w podstawowym składzie Radomiaka tylko dwa razy. Na murawie przebywał ledwie 397 minut. Ale w kadrze jego drużyny nie ma obecnie zawodnika, który strzeliłby dla niej więcej goli. Przy aktualnych zasadach, pozwalającym trenerom na pięć zmian w meczu, nie będąc pierwszym wyborem szkoleniowca, można spędzać sporo czasu na boisku i mieć realny wpływ na losy zespołu. Ale tak jak różni się wydajność Norwega i Angolczyka, tak odmiennie z prawa do wymienienia w trakcie meczu połowy piłkarzy z pola korzystają trenerzy Ekstraklasy.

Mówiąc o rotacjach i dozowaniu obciążeń polskich pucharowiczów, zwykle zwraca się uwagę, kto zaczyna dany mecz. Trenerzy mogą jednak dać odpocząć piłkarzom nie tylko poprzez pozostawienie ich na ławce rezerwowych na początku spotkania, ale też poprzez wcześniejsze ściąganie ich z boiska. Wiele zależy od fizjologicznej charakterystyki danego sportowca, na co patrzą choćby w Jagiellonii. Piłkarze bazujący bardziej na sprintach, jak Afimico Pululu, potrzebują więcej czasu na regenerację między meczami. Niekoniecznie mają jednak problem z utrzymywaniem intensywności w trakcie spotkań. Gracze tacy jak Jesus Imaz, pokonujący większość dystansu w spokojniejszym tempie, mają mniejszy problem z graniem co trzy dni, za to większy z bieganiem po 90 minut. Rozdzielanie minut między poszczególnych piłkarzy to więc nie tylko decydowanie, kto znajdzie się danego dnia w jedenastce, ale też jak długo pozostanie na boisku i ile czasu dostanie z ławki.

Przy pięciu zmianach w meczu, wpływ trenera i rezerwowych na wyniki staje się większy niż w przeszłości. Znaczenie zyskuje szerokość kadry, a w skali sezonu ławka może oddzielać wygranych od przegranych. Dobrze widać to już na obecnym etapie sezonu. Rezerwowi przynieśli Rakowowi Częstochowa bezpośredni udział (bramka lub asysta) przy piętnastu golach (dane z Transfermarkt). Puszczy Niepołomice przy ledwie dwóch. Odejmijmy liderowi dziesięć punktów zdobytych przy bezpośrednim wpływie rezerwowych na wynik, a wypadnie poza podium. Dodajmy Puszczy dziesięć punktów, a w ogóle nie musiałaby się oglądać za siebie. Różnica między ławką, która przynosi gole, a taką, która ich nie daje, potrafi w skali całego sezonu być kolosalna.

Reklama

REZERWOWI W EKSTRAKLASIE: NIEZRÓWNANY CAPITA

W 26 dotąd rozegranych kolejkach rezerwowi strzelili 95 goli. Daje to średnią ponad pięć na zespół. Powyżej niej są w lidze Górnik Zabrze (10), Cracovia (8), GKS, Raków, Legia, Radomiak i Stal (po 7) oraz Pogoń (6). Najmniej bramek rezerwowych zanotowały Puszcza i Widzew – po dwa, a tylko minimalnie lepiej wygląda to w Piaście i Motorze (po 3). Jeśli jednak poszerzyć wpływ rezerwowych także do asyst, ligowy krajobraz trochę się zmieni. Piłkarze z ławki będą już odpowiadać za aż 152 gole. To niemal ¼ wszystkich bramek, jakie padły w tym sezonie Ekstraklasy. A że średnia obecność rezerwowego na boisku trwa niespełna 20 minut, czyli około 22% czasu długości spotkania bez doliczonego czasu, widać wyraźnie, że wkład rezerwowych w bramki jest proporcjonalnie wyższy, niż wskazywałby na to ich czas gry. Trzeba przy tym pamiętać, że rezerwowych zawsze jest na boisku mniej niż tych, którzy grają od pierwszej minuty. Nawet w spotkaniu, w którym obaj trenerzy wykorzystają limit zmian, w końcówce wciąż na boisku będzie 12 piłkarzy grających od początku.

Średni udział rezerwowego przy golu wynosi w tym sezonie trochę ponad osiem bramek na klub. W Rakowie jest wyszlifowany do ekstremum, bo rezerwowi wypracowali bezpośrednio 38% wszystkich goli. Dwucyfrowy wynik bramkowy osiągnęli też gracze wchodzący z ławki w Górniku, Cracovii (po 13), Legii (12), Radomiaku (11) i Motorze (10). Najgorzej także i pod tym względem jest w Puszczy (2). Słabo wypadają w kwestii konkretów podbramkowych także zawodnicy Piasta (3), Widzewa i Lechii (po 4). Zwraca uwagę przypadek Motoru. Jego zmiennicy może i mało strzelają, ale pod względem zaliczanych asyst wyróżniają się pozytywnie.

Jeśli chodzi o indywidualne osiągnięcia, liderem jest Capita z Radomiaka, który strzelił już cztery gole po wejściu z ławki. Jest jedynym piłkarzem w lidze, który jako rezerwowy maczał palce w tak wielu trafieniach. Po trzy gole mają Łukasz Wolsztyński ze Stali Mielec i Alexander Gorgon, który zimą odszedł z Pogoni Szczecin. Doliczając także asysty, trzy punkty w klasyfikacji kanadyjskiej uzbierali też, wpuszczani z rezerwy, Mick Van Buren z Cracovii, Renat Dadasov z Radomiaka, Sebastian Bergier z GKS-u, Dawid Błanik z Korony i Patryk Makuch z Rakowa. Pod względem udziału w bramkach w przeliczeniu na czasy gry najlepiej wypada Dadasov – trzy punkty w klasyfikacji kanadyjskiej w 72 minuty oraz Bujar Pllana z Lechii (gol w trakcie osiemnastu minut po wejściu z ławki) i Ivan Cavaleiro ze Stali, który ostatnio zaliczył asystę w meczu z Motorem, mimo że na murawie przebywał tylko 20 minut. Pod względem częstotliwości pojawiania się na boisku z ławki liderem Ekstraklasy jest Mateusz Marzec z GKS-u Katowice, który wystąpił w tej roli 21 razy. Wyprzedza Fiabemę z Lecha (20) i Filipa Szymczaka (19), jesienią występującego w tej roli w drużynie Kolejorza, a wiosną GKS-u. Jeśli chodzi o liczbę minut spędzonych na murawach po wejściu z ławki, równych nie ma sobie Fiabema (442). Ustępują mu Filip Jagiełło (421), kolega z poznańskiej drużyny, oraz M’Baye N’diaye z Motoru (374 minuty).

WPŁYW LUBELSKICH REZERWOWYCH

Obecność gracza beniaminka z Lublina w czołówce tej statystyki nie może dziwić. Mateusz Stolarski bardzo chętnie korzysta bowiem w trakcie meczów z dobrodziejstw, jakie daje prawo do wykonania pięciu zmian. W obecnym sezonie przeprowadził ich 129 na 130 możliwych. Co za tym idzie, zawodnicy z Lublina najrzadziej rozgrywali pełne mecze (156 na 286). Średnio zawodnik z wyjściowego składu spędza na boisku w drużynie Motoru 79 minut, czyli najmniej w lidze. Siłą rzeczy najdłuższa jest też obecność na murawie rezerwowych – przeciętnie 23 minuty. Stolarskiemu najrzadziej zdarzało się też wziąć kogoś na ławkę i nie wpuścić go nawet na minutę (105 takich przypadków na 234 możliwe). Jeśli więc trenerzy często podkreślają, że nie dzielą zawodników na podstawowych i rezerwowych, lecz zaczynających mecz i kończących, trener beniaminka brzmi w tej kwestii najbardziej wiarygodnie.

Reklama

Stolarskiemu zależy na utrzymaniu wysokiej intensywności, czemu sprzyja wymienianie zmęczonych ogniw na wypoczęte. Pod względem pokonywanego dystansu i wykonywanych sprintów beniaminek należy do górnej połowy tabeli. Inne podejście zakłada jednak, by nie zmieniać piłkarzy na siłę, jeśli nie ma takiej potrzeby. Jego wyznawcą jest Aleksandar Vuković, zwłaszcza że ma w tym sezonie nie najszerszą kadrę. Przeprowadza więc średnio najmniej zmian w lidze (3,7 na mecz). Jego zawodnicy z podstawowej jedenastki najczęściej w Ekstraklasie grają aż do ostatniej minuty. A rezerwowym najczęściej zdarza się całe spotkanie obejrzeć z boku, nie wchodząc nawet na minutę. Może to mieć związek z najmniejszą liczbą sprintów, jakie wykonuje w tym sezonie zespół Piasta. A na pewno nie ma przypadku w tym, że gliwiccy rezerwowi najrzadziej mają bezpośredni udział przy bramkach.

Za zespół z wąską kadrą uchodzi też Lechia Gdańsk, co znajduje potwierdzenie w statystyce wykorzystywanych zawodników. Najwięcej piłkarzy zagrało w tym sezonie w barwach Radomiaka, co ma związek tyleż z szerokością jego kadry, ileż z rewolucją kadrową, do jakiej doszło tam między rundami. Beniaminek z północy nie miał możliwości dokonywania w zimie transferów, więc siłą rzeczy rotacja między jesienią a wiosną jest tam najmniejsza. W ekipie znad morza zagrało w tym sezonie ledwie 24 piłkarzy. To o dziewięciu mniej niż w Puszczy i Legii, dziesięciu mniej niż w Śląsku i aż jedenastu mniej niż w Radomiaku. Trenerzy Szymon Grabowski, Radosław Bella, a obecnie John Carver niechętnie mieszają również w składzie w trakcie meczów. Zawodnik wychodzący w podstawowym składzie gra w Lechii przeciętnie aż 84 minuty, co jest najwyższym wynikiem w lidze. Jeśli już ktoś z ławki pojawia się na boisku, dostaje najmniej minut – średnio szesnaście. Tylko Stal może się z tym równać. W miarę żelaznym składem gra też beniaminek z Katowic. Tam pojawiło się na murawie w tym sezonie 26 piłkarzy, średnia minut spędzonych na boisku przez gracza z wyjściowego składu wynosi 83, a rezerwowi dostają przeciętnie tylko minutę więcej niż w Lechii. O ile w przypadku gdańszczan da się to wytłumaczyć trudną sytuacją klubu, o tyle po GKS-ie i Motorze widać zwyczajnie różne podejście do korzystania z szerokości kadry.

EKSKLUZYWNI ZMIENNICY LIDERA

Reklama

Z tematem szerokości kadry łączy się też rozkład bramek pomiędzy różnych zawodników. Pod tym względem rozstrzał między różnymi klubami w lidze jest bardzo wyraźny. W Koronie tylko ośmiu zawodników w tym sezonie cieszyło się ze strzelenia gola. Tercet Adrian Dalmau – Pedro Nuno – Mariusz Fornalczyk odpowiada za aż 71% wszystkich trafień drużyny z Kielc. Przeciwległy biegun stanowi Górnik Zabrze, gdzie strzelców było aż siedemnastu. Nikt nie trafił jednak do siatki więcej niż siedem razy, a aż dziesięciu zawodników ma na koncie po jednej bramce. Spośród drużyn strzelających sporo – ponad 30 goli – Górnik ma najniższą średnią goli na jednego piłkarza, co świadczy o dość równomiernym rozkładzie. W całej lidze najmniej bramek ma na koncie przeciętny zawodnik Zagłębia Lubin. Nie dość, że drużyna trafia najrzadziej w lidze (tylko 21 razy), to jeszcze rozkłada ten wynik na 13 osób, czyli nie aż tak mało. To daje średnią 1,62 na strzelca. Więcej niż raz trafiło tam do siatki tylko czterech piłkarzy. Mateusz Wdowiak, najlepszy strzelec, ma tylko cztery gole.

W futbolu cały czas rozmawia się o wyjściowych składach i to o nie walczą zawodnicy. Skoro jednak prawie 23% goli w tym sezonie Ekstraklasy padło po 75. minucie, nie ma wątpliwości, że to w końcówkach dzieją się kluczowe rzeczy (pierwsze kwadranse przyniosły tylko 15% bramek). Są także w polskiej lidze drużyny, w których zamiast analizować, kto gra od pierwszej minuty, większy sens ma sprawdzanie, kto przebywał na boisku w końcówkach.

Kiedy wprowadzano pięciozmianową innowację do futbolu, przewidywano, że przyczyni się jeszcze mocniej do ustabilizowania pozycji na szczycie najbogatszych, którzy mogą sobie pozwolić na najszersze kadry i trzymanie na ławce piłkarzy, którzy w słabszych klubach graliby w pierwszej jedenastce. Nie ma na prawdziwość tej tezy lepszego potwierdzenia niż przypadek Rakowa, który prowadzi w lidze i zawdzięcza rezerwowym najwięcej goli. Jego niedawną wygraną w Lubinie przypieczętowali wprowadzeni z ławki Patryk Makuch i Leonardo Rocha. Mało kto w lidze mógłby sobie pozwolić, by piłkarzy sprowadzonych łącznie za niemal dwa miliony euro wprowadzać na końcówkę za podstawowego snajpera. Ale patrząc na niewielką liczbę goli rezerwowych Jagiellonii i Lecha, może się okazać, że to właśnie zmiennicy okażą się języczkiem u wagi w walce o mistrzostwo Polski.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Reklama

Fot. Newspix

13 komentarzy
Michał Trela

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę

Mikołaj Duda
5
Raków celuje w piłkarza serbskiego giganta. Złożył pierwszą ofertę